Proszę mi rozebrać dziecko, czyli o tak zwanym zimnym chowie

Joanna Jaskółka
10 marca 2015

Udostępnij wpis

Nie wiem, czy wiecie, jak ciepło powinno być ubrane dziecko w przedszkolu, w którym temperatura pomieszczeń znaczenie przekracza 20 stopni... Otóż, należy pamiętać, żeby dziecko miało na sobie podkoszulki [przynajmniej dwa], bluzkę na długi rękaw, sweterek i jeszcze bluzę. Może wtedy hasać wśród dzieci,  zupełnie bezpieczne w ciepłocie otulaczy. Na koniec jeszcze nakrzyczcie na panie przedszkolanki, że odważyły się zdjąć jakąkolwiek odzież wierzchnią i możecie odetchnąć spokojnie - dziecko przechoruje całą zimę, a wy spędzicie z nim urocze chwile w domu.

 

To tylko jedna z refleksji, jaka mnie dopadła po rajdzie w poszukiwaniu odpowiedniego przedszkola dla Kosmyka. Rajd rozpoczął się już w zeszłym roku. Wtedy to zwątpiłam w ideę żłobka, gdy zobaczyłam maluchy okutane w zimowe kurtki w środku kwietnia [Kosmyk był na krótki rękaw], a skończył kilka dni temu rozmową z pewną przedszkolanką:

 

- A pani z tych, co pozwalają rozebrać dziecko?

 

Już miałam odpowiedzieć, że owszem, nie mam nic przeciwko, nawet nalegam, przecież w przedszkolu gorąco jak w ulu, jak tu nie rozebrać, jednak ciekawość, kazała mi pociągnąć sprawę dalej:

- Dlaczego pani pyta?

- A bo to są tacy rodzice, co nie pozwalają. Dzieci mają biegać w tym, co mają pod kurtką, często kilka warstw ubrań. To taka trudna sytuacja, powiem pani, że czasami, kiedy maluch przychodzi i płacze, że mu gorąco, to mu zdejmuję tę bluzę, ale nie powinnam, bo jak mama przyjdzie wcześniej i zobaczy, to może być afera.

Rozglądam się po przedszkolu. Dzieci biegają po salce w krótkich koszulkach, zadowolone i radosne.

- Ale ja tu nie widzę żadnego dziecka w bluzie! - próbuję ratować wizerunek matek.

I tak właśnie wybrałam przedszkole Kosmyka. Nie, nie z powodu ciepłych temperatur, bo te panowały w każdym, ale to w każdym mazurskim przedszkolu. Między mną a przedszkolanką wywiązała się nić porozumienia i wiem, że jeśli będzie dość ciepło, przedszkolanka nie będzie mi na siłę kutać dziecka w kolejne warstwy ciuchów.  O kryteriach wyboru przedszkola dla Kosmyka, jeśli jesteście ciekawi, mogę wkrótce napisać 🙂

Swoją drogą to ubieranie dzieci za ciepło jest zastanawiające. Widać to było nawet po mojej babci, która [sama bez czapki] ganiła mnie w niedzielę, że Kosmyk nie ma czapeczki i szaliczka. Wszyscyśmy na podwórku chodzili w lekkim kurtkach, bez czapek, szalików, było całkiem ciepło, ale dziecko nie mogło.

- Oj, biedne dziecko, jak ty je chowasz, bez czapki biega! - sapała babcia.

Zimny chów

Widać to też po mojej teściowej, która kilka razy dobitnie podkreśliła "Och, zapomniałam, że ty preferujesz zimny chów".  Rozumiem, że użyła popularnego określenia, sama też świetnie pojęła, że Kosmyka nie trzeba motać zbędnymi ciuchami [brawo!], ale za pierwszym razem, przyznaję, wgięło mnie w ziemię. Jaki zimny chów? Co to jest zimny chów? W sensie że paszę dziecku podaję na kiju przez kraty i co miesiąc nowy łańcuch kupuję? O co chodzi? Zaczęłam szukać, szperać i się dowiedziałam: zimny chów stosują rodzice, którym nie zależy na zdrowiu dziecka, którzy wystawiają ich drobne uszka i szyjki na wiatr, na mordęgę szesnastostopniowych mrozów, którzy śmieją spojrzeć się najpierw, czy im w czapce, szaliku i zimowej kurtce nie jest za zimno, a potem pod to spostrzeżenie ubierają adekwatnie dziecko.

 

Już wam kiedyś pisałam, jak z noworodkiem Kosmykiem, ubranym jak mamusia na króciutki rękaw, mijaliśmy mamusię w wiosennej lekkiej sukience prowadzącej wózek z dzieckiem w kombinezonie zimowym. Jeśli mój chów dziecka jest zimny, to ten przeciwny jest... szaleństwem .

Ja swój nazywam zdrowym rozsądkiem. Bo jeśli sama się pocę w czapce, kurtce i szaliku, a stoję i tylko się dziecku przyglądam, to co ma czuć biegający, skaczący, brykający maluch?

Nie chcę też epatować "zdrowotnością" Kosmyka, bo przecież, kiedy pójdzie do przedszkola wszystko może się zmienić, ale jeśli syn nie chce biegać w kapciach po domu, a nawet na skarpetki protestuje, to... wcale go do tego nie zmuszam. Biegaj, jak chcesz, tylko powiedz, kiedy będzie ci zimno. Jeśli ma ochotę na wejście do wody we wrześniu - ruszaj śmiało, zobaczysz, co to znaczy "zimno". I widzi. I potrafi powiedzieć, że chce się przebrać, ubrać, docieplić. A ja, wbrew durnej nazwie "zimny chów", która sugeruje, że dziecko musi marznąć, ubieram Kosmyka, szczęśliwa, że coraz bardziej jest świadomy swoich potrzeb.

No i na razie nie choruje. W ciągu trzech lat raptem dwa razy po jednym dniu. Podobnie zresztą jak ja, bo ja, ta "z zimnego chowu", całkowicie nie skażonego ideologią, bo moja mama zwyczajnie chyba nie miała siły ze mną dyskutować [:D].

Przegrzewanie dzieci to chyba nasza przypadłość narodowa. Może została z czasów wojny, kiedy marzli wszyscy? Wpoiły nam ją babcie, ciocie, różne kumy i jakoś tak nam zostało, że dziecko zawsze, zawsze!, powinno być omotane trzy razy bardziej niż my. Kiedyś to w ogóle było lepiej. Nie pętały nas jakieś wychowawcze mody, można było skatować dziecko i było się rodzicem stanowczym, wreszcie - standardem było okutać dziecko w tysiąc szmat i nie pozwolić, żeby ruszyło ręką czy nogą do trzeciego roku życia. Piękne czasy. Dziś jest trudniej, ale omotanie [opętanie?] zostało.

To jest też trochę błędne koło, bo kiedy dziecko zachoruje, to matka dostaje zaraz wyrzutów, że pewnie dlatego, że za lekko je ubrała. Nie traktuje lekkiej gorączki jako błogosławieństwa, oznaki tego, że organizm funkcjonuje poprawnie, ale zaraz uderza się w pierś. Więc następnym razem mota je ciaśniej, porządniej, dziecko się przegrzewa, poci, lekki wiatr przelatuje mu koło policzka i bach - znów choroba, więc następnym razem... I tak do matury.

 

Oczywiście, jeśli dziecko dotrwa do matury, bo na moją uwagę, że w przedszkolu nie ma ani jednego dziecka w bluzie, przedszkolanka delikatnie się uśmiechnęła i powiedziała:

- Aaaa.... Wszystkie chorują. Regularnie chodzą ci, co ich można rozbierać.

 

 

 

 

 Uwaga! Wszystkie ubranka Kosmyka ze zdjęcia

wystawione są na sprzedaż [są już za małe], aukcje tutaj.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    48 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    MMM
    MMM
    7 lat temu

    Rodzice i ich wytyczne co do dzieci to w ogóle oddzielny temat... zaczynając z córką przedszkole - miała wówczas 2 lata równo - przekazuję wychowawczyni podstawowe informacje o dziecku - jak je, jak śpi, jakich słów używa na podstawowe rzeczy. I ona się mnie pyta: "a czy W. śpi w dzień?" Ja mówię "tak! oczywiście! ona bardzo dużo snu potrzebuje!". Dziewczyna z pewną ulgą do mnie "to dobrze, że pani tak mówi. Bo mamy takie dzieci, których rodzice mówią, że one nie śpią, pod żadnym pozorem mamy ich nie kłaść. A te dzieci są zmęczone. No ale jak je położymy spać, to potem rodzice mają pretensję, że im za długo dziecko biega wieczorem".

    Magda Gawron
    Magda Gawron
    7 lat temu

    co ciekawe, w wielu obserwowanych przeze mnie dyskusjach na tematy dla matek (nie wiem czemu) gorące, nie widziałam obrończyń ciepłego ubierania. Bo tak to zawsze jednak obie barykady obstawione gęsto. To skąd te przegrzane dzieci? W przedszkolu mojego syna królują jeszcze spodnie ocieplane, których Michał nie posiada nawet, a przedszkolanka wzdychając suszy ubrania na kaloryferze, bo tak się dzieciaki pocą na dworze...

    Sosnowa 11
    7 lat temu

    Moja ciocia opowiada taką historię:
    Kiedy urodził się jej syn, był początek upalnego maja. Wystawiała dziecko na balkon ubrane leciutko, podobnie jak sama chodziła. Obok sąsiadka wystawiała swoje, w podobnym wieku, ubrane w kaftaniki, sweterki, czapeczki itp itd. Ciocia patrzyła na dzieci i myślała sobie: "Jedna z nas na pewno jest psychiczna. Tylko która?"

    jatoto
    jatoto
    7 lat temu

    ja nie rozumiem po co ludzie kupuja swoim nowonarodzonym dzieciom czapeczki? na szczescie ja mialam malo...tylko jakies tam dolaczone do pizamek... zadnej nie uzylam 🙂 a synek urodzil sie w styczniu!

    Polka na Islandii
    7 lat temu

    To nie tylko nasza narodowa przypadłość. Ostatnio usłyszałam zdanie, że islandzkie mamy też przegrzewają swoje dzieci, ale ja tak nie uważam ☺ ja też jestem ta z "zimnego chowu". Teściowa najbardziej nie może przeboleć, że Vinnie jest tak lekko ubrany, ale na szczęście tylko po zdjęciach bo mieszka w Pl.

    Joanna Jaskółka
    Reply to  Polka na Islandii
    7 lat temu

    Ja w ogóle nie znoszę tego określenia "zimny chów". Bez sensu, bo sugeruje, że przegrzewanie dziecka jest "ciepłe", czyli lepsze 😀 A nie jest. Zimnym chowem nazwałabym permanentne trzymanie dziecka w chłodziarce albo na mrozie w samych majtkach. A zdrowy rozsądek, czyli ubieranie dziecka adekwatnie do pogody, jest... po prostu normalne 🙂

    Polka na Islandii
    Reply to  Joanna Jaskółka
    7 lat temu

    Mi jakoś ta łatka nie przeszkadza, ale jak ktoś mi powie że ja ta z zimnego chowu to zamiast tłumaczyć o co chodzi (bo i tak nie zrozumieją) wolę z uniesioną głową i dumą w głosie odpowiedzieć TAK to ja jestem ta co nie przegrzewa, ani siebie, ani dziecka. Może łatwiej dotrze o co naprawdę chodzi w tym tzw. przez nich zimnym chowie ☺ pozdrawiamy wciąż w zimowych kurtkach z mroźnej Islandii ☺

    yendza.pl
    7 lat temu

    W Belgii by umarli z tego szoku rodzice 'ciepłego chowu'. Przecież czapka musi być! Najlepiej chyba, jakby do głowy przyrosła.
    Chociaż tutaj czasami jak patrzę, to znów przeginają w drugą stronę, bo niby słonko, ale wiatr ostry i zimny. Mamusia w kurtce, szaliczku i rękawiczkach, a patrzysz na siedzącego w wózku malucha bez czapki, skarpetek i ze zmarzniętymi dłońmi, które przybrały kolor czerwieni przechodząc już delikatnie w fiolet - no wtedy to wszystko opada.

    rose vanilla
    7 lat temu

    Od dwóch dni podczas spacerów z córką obserwuję takie cuś: na dworze 15 stopni, grzeje słonko, a 95% dzieci okutane w zimowe kurtki szaliki i czapki. Wolę ubrać córce kilka cieńszych warstw i w razie czego ściągnąć/rozpiąć niż pakować ją w kombinezon (ma 11 miesięcy). Przez ostatnie dni na spacerze ubrana jest w polarową bluzę, a i tak momentami wydaje mi się, że jest jej za ciepło. Strasznie to dziwne, że w temperaturze -10 i +15 dzieci ubiera są tak samo.

    Kamila
    Kamila
    7 lat temu

    Zgadzam się, jak ja bardzo się zgadzam ! U mnie najgorsze jest to, że mieszkam z rodzicami, którzy najchętniej założyliby mojej córce milion ubrań, grybe skarpety, mega ciepłe kapcie nawet teraz, kiedy za oknem piękna wiosna ....

    Martyna
    Martyna
    7 lat temu

    Ja też ze zdziwieniem obserwuje ostatnie dwa dni kiedy wszystkie dzieci do 5 roku życia są opatulone w kurtki z futrem i kombinezony. Ja dziś na spacerze z moimi 3 miesięcznym synkiem ubrana byłam w bluzę a on e bluzę i dres. I tak mi się wydawało ze mu gorąco. A co do zimnego chowu tez ze zdziwieniem obserwowałam w Anglii dzieci bez czapek zima, żadnych kombinezonow, gole nogi. I co!? Dzieci tam nie chorują tyle. Tez dostaje zawału jak widzę w środku gorącego lata dzieci w czapkach z Nausznikami. Spróbujcie sami sobie takie coś założyć gdy na dworze 30 st!!!

    Matka Debiutująca
    Reply to  Martyna
    7 lat temu

    Tam chyba teżłagodniejszy klimat. Widziałam po mojej. Przy porówynywalnej temperaturze i stopniu ubrania w Anglii ni katarka nie złapała, w paskudnym krakowie od razu chyrlanie.

    Iwona A.
    Iwona A.
    7 lat temu

    Aż się wstydzę kiedy oglądam zdjęcia mojej córki z czasów noworodkowych. Sierpień, pełnia lata, my w krótkich rękawkach a dziecko w zimowym kombinezonie. Bo babcia kazała, bo akurat słońca nie było... Oj głupia ja byłam wtedy, głupia. Na szczęście szybko mi przeszła ta głupota. Jak dziecko spocone jest to znaczy że mu za gorąco. Należy rozebrać, a nie ubrać "bo się z tego spocenia przeziębi". Proste.
    Muszę przyznać że teraz się wkurzam kiedy mój syn chodzi w zimie w lekkiej skórzanej kurteczce i się trzęsie. Ja w puchowej. Ale dorosły jest, jego decyzja, jak zachoruje sam się będzie leczył 🙂 Pozdrawiam. Trzymaj zimny chów 🙂

    JOANNA STEPKOWSKA
    JOANNA STEPKOWSKA
    Reply to  Iwona A.
    7 lat temu

    haha skad ja to znam. syn urodzil sie w sierpniu (Irlandia). upal na dworze. ze szpitala przyjechal w kombinezonie zimowym. werandowanie - w kombinezonie ziemowym. co mialam robic? sluchalam tesciowej... silna wysypka po 3 dniach... tesciowa: ALERGIA! chowaj psa! zamykaj okna! ALERGIA!

    4 dni po powrocie do domu przyszla polozna. jako, ze Irlandka, zaznajomiona z "zimnym chowem", pierwsze co zrobila skrecila termostat do 18st (w domu musialo byc co najmniej 23 wg wskazan dziadkow). rozebrala Adama, zobaczyla krostki i mowi: za cieplo. rozebrala do bodziaka i powiedziala: tak zostawic, niech oddycha. czemu mamy z europy wschodniej przegrzewaja dzieci?

    czyli u nas to juz znana norma. po czym poznac, ze polskie dziecko jest na plazy w wietrzny dzien? to, to jedyne w kombinezonie 🙂 moi rodzice i tesciowie do dzis nie rozumieja, ze ja mam okna potwierane w domu, ze Adam lata bez rajstop, podkoszulek czy czapki i szalika... a przeciez u nas ciagle wieje (w koncu wyspa)... nie choruje, chodzi do przedszkola odkad skonczyl 6 miesiecy.

    przy drugim dziecku bede rozsadniejsza. a wystarczy posluchac wlasnego instynktu...

    Matka Debiutująca
    7 lat temu

    To ja z tych dmuchochuchających niewiedzących czy za lekko nie ubrała. Ale wtedy patrzę na siebie jak się ubrałam. Walczę z otoczeniem by za wielu warstw nie ubierać starszej, ale często jak grochem niestety. Teraz z młodszą byłam przed chwilą i z ciekawości patrzyłam w wózki, kombinezony jednak królują. Co więcej moja dwumiesięczna była lżej ubrana niż co poniektóre przedszkolaki, ale kurczę ja paradowałam bez kurtki 😉

    moniowiec .
    7 lat temu

    Ja w sumie do dziś nie wiem jak mam ubrać dziecko, bo rano mam przymrozek, apotem 15 stopni... Ale ubieram jak siebie (chociaż w kurtce zimowej już mi za ciepło jak grzeje słońce a zimno jak zawieje wiatr). Chociaż ostatnio usłyszałam od rówieśnicy "jak to: nie ubierasz córce drugiej podkoszulki?"

    olguska
    7 lat temu

    też uważam że dzieci nie można przegrzewać widzę jak dzieci są ubierane do żłobka czy rzedszkola masakra jednym zdaniem no cóż każda mama robi jak uważa 😀 ja np. wietrze mieszkanie niestety mąż rzadko to robi a w zimę to już prawie w ogóle bo dzieci się przeziębią itp. jak tyko mego męża nie ma a jest najczęściej w weekendy wiec codziennie wietrzenie domu bo trzeba zarazki wywietrzyć 😀

    wisia
    7 lat temu

    Poszłam dzisiaj na spacer z sąsiadką. Moja młodzież w bluzie, bezrękawniku i cieniutkiej czapeczce, Jej córka w zimowej kurtce, czarnych getrach, trampkach, ciepłej czapeczce, chusteczce na szyi. Moja ustawiona w moją stronę, w cieniu, uśmiechnięta od ucha do ucha z radością poznawała piękno wczesnej wiosny. Jej odwrócona w spacerówce prosto w słońce, jeszcze pod kocykiem darła się ciągle i wyginała na wszystkie strony, nie mogąc z gorąca zwrócić uwagi na wspaniałość tego dnia. Dlaczego? A bo wiesz, taki ten wiaterek wieje i pogoda zdradliwa 😉

    Peter Stasiak
    Peter Stasiak
    7 lat temu

    Uwielbiam ten temat, zwlaszcza ze moj 5 latek chodzi do Szkoly w Anglii gdzie dzieci generalnie są ubieranie lekko. Częściej rodzic idzie w czapce niz dziecko.
    Gdy mój syn gra w piłkę, mimo ze była jeszcze zima, nie ubierania go w milion warstw, a w koszulkę typu base layer, koszulkę piłkarską i wiatrowe treningowa która chroni przed deszczem. Base layer odprowadza pot, koszulka Manchesteru utd musi być, a kurtka bo jak pada to czemu ma być mokry?
    Ale gdy wieje od morza przeraźliwie zimny wiatr z predkoscia 40 km/h to juz inna historia choćby był początek marca i aplikacja z pogoda pokazywała 6 stopni na plusie. Ale fakt, takich wiatrów w Krakowie nie pamiętam. Może dlatego ze nie ma morza...

    Nasze Kluski
    7 lat temu

    Chętnie poczytam o kryteriach wyboru przedszkola, bo być może czeka mnie to w tym roku:) A co do ubierania i rozbierania, to szczerze mam z tym problem. Wiosna i jesień to dla mnie masakra. w przedpokoju po pięć kurtek na osobę, bo nigdy nie wiadomo, czy to już zimno, czy ciepło. Założyć już tylko bluzę? Ciepłą kurtkę? Zimną kurtkę? Na słońcu gorąco, w cieniu jeszcze wieje... Założyć jeszcze czapkę, czy już lepiej nie? No nigdy nie wiem. Nie chcę, żeby się zagotowali, ale też nie chcę, żeby się pochorowali, szczególnie, że ostatnio chorują non stop... eh. W sumie to dobrze, że nie mam większych dylematów;)

    ByJagnaBlog
    7 lat temu

    No właśnie - babcia czapki nie miała, a dziecku ubierać kazała. Przynajmniej własna babcia. A i obce mają zdanie - potrafią na ulicy w upalny dzień zaczepić, że barbarzyństwo, bo dzieciaczek w wózku bez skarpetek leży i jak tak można. A dzieciaczek gorący, że jajko na nim smażyć można i babcia sama w klapeczkach bez skarpetek idzie.

    Dziwnym trafem, nie znam ani jednego dziecka, z tych "zimnego chowu" [straszne określenie], które by dużo chorowało - przynajmniej, póki jest przy rodzicach, bo potem to już mniej od nich zależy, i ani jednego - które ubierane zbyt ciepło byłoby zdrowe choćby pół roku jednym ciągiem.

    Kasia
    7 lat temu

    Ja zawsze staram się trzymać zasady, że niemowlak powinien mieć na sobie jedną warstwę więcej niż ja, a dziecko chodzące - jedną warstwę mniej. Inna sprawa, że... sama siebie nie umiem odpowiednio ubrać 😛

    Joanna Jaskółka
    Reply to  Kasia
    7 lat temu

    O właśnie, to już pisałam na fp - ja sama jestem zmarzluchem i sporo czasu mi zajęło ogarnięcie Kosmyka, który z kolei jest jak tata - musi powiać chłodem 🙂

    lavinka
    Reply to  Joanna Jaskółka
    7 lat temu

    Joanno, jesteś gotowa na mocne wrażenia? Byłam latem w Norwegii na wakacjach 2013. W górach. Tamże wiało jak nie wiem. Ja ubrana w polar, było góra 18 stopni, może na słońcu cieplej. A teraz słuchaj. Na miejscu piknikowym Norweżka w bikini z niemowlakiem, gołym, w samej pieluszce. Pogoda jak w średni słoneczny majowy dzień, kiedy polskie dzieci chodzą w czapkach i grubych kurtkach. 🙂 BTW polecam blog człowieka, który podróżuje z dzieciakami rowerem lub na nartach. Nocują w namiocie. W śniegu. https://www.facebook.com/TrisTransSaga/photos/a.496688273779800.1073741839.293387794109850/722423571206268/?type=1&theater

    lavinka
    Reply to  Kasia
    7 lat temu

    Moje dziecko będąc niemowlakiem w domu nosiło wręcz jedną warstwę mniej niż ja, bo się bardziej ruszała. W nocy potrafiła się rozkopać i spać w listopadzie przy otwartym oknie w śpiochach welurowych tylko (w domu było góra 20 stopni, ale jak się otworzyło okno, to mniej, a ona spała przy oknie). Do tej pory staram się ją ubierać cieniej niż siebie. Schizowałam tylko kilka tygodni po jej zapaleniu płuc (podejrzewam, że bakterię złapała jeszcze w szpitalu, w którym się urodziła, bo to był mutant odporny na antybiotyki, zatem niemal na pewno nie do złapania z powietrza). Na szczęście szybko wrócił mi rozum,ale do tej pory mam z tego powodu moralniaka, że mi odbiło i na jesienny spacer przykrywałam ja kocem pod śpiworem gondolkowym, jakby sam śpiwór nie wystarczył.

    Angelika Berdzik
    7 lat temu

    Pozwoliłam sobie dzisiaj zdjąć dziecięciu memu czapkę i rozpiąć kurtkę. Ludzie wzrokiem mnie odprowadzali tak bezczelnie, że masakra. Nawet pomyślałam sobie, że może zgłupiałam, bo wszystkie dzieci wokoło w kurtkach, czapkach, szalikach, a ja niosę na rękach dziecię wyrozbierane. Ale zaraz potem przypomniałam sobie, że się ze mnie leje, a jestem ubrana tak samo jak syn, więc wyrzuciłam pseudo-wyrzuty z głowy i zaczęłam myśleć, gdzie w domu schowany jest jego bezrękawnik i lżejsze buty.
    A jakże, jestem zwolenniczką hartowania 🙂

    buuba
    buuba
    7 lat temu

    piona! a myślałam, że ja jedna za mocno rozbieram;)

    Joanna Jaskółka
    Reply to  buuba
    7 lat temu

    🙂

    Casalinga
    7 lat temu

    A ja chciałam dziś mojemu dwulatkowi założyć lżejszą czapkę i nie pozwolił, skubaniec jeden. Musiała być ciepła zimowa i nie waż się nawet, matko, pokazywać jakiejś innej. Wyszedł w zimowej. To chyba już ten bunt dwulatka, co? 😉

    Joanna Jaskółka
    Reply to  Casalinga
    7 lat temu

    Być może, bo kiedy napisałam ten tekst, Kosmyk zażyczył sobie kapci do chodzenia po domu 😀 złośliwość losu 😀

    Joanna Gruszczak
    Joanna Gruszczak
    7 lat temu

    Nasz syn ma 21 mc-y. Gdy pierwszy raz odwiedziłam "nasz" żłobek, od progu uderzyła mnie temperatura w pomieszczeniach. Usłyszałam, że utrzymują stale 24 stopnie. A my w domu 21 stopni. Więc Bartek w żłobku biega w body z długim rękawem i rajstopach. Bez obuwia. I jest ok. Powiedzieliśmy też opiekunkom, że syn ma wychodzić na spacery bez względu na pogodę, czy deszcz, czy śnieg, czy minusowo.

    Na szczęście panie "żłobianki" są otwarte na rodziców.

    Póki co syn jako jedyny ma stuprocentową frekwencję.

    Joanna Jaskółka
    Reply to  Joanna Gruszczak
    7 lat temu

    Oj tak, ogarnięte panie to podstawa <3

    Renia Hano
    7 lat temu

    Piąteczka! My też hodujemy małego Wikinga 🙂 Zwykle nie zaglądam ludziom do wózków, ale kiedy ulicą jedzie noworodek/niemowlak bezlitośnie okutany w śpiwór, koc, a pod tym pewnie jeszcze kombinezon, czapka, szalik, swetry, śpiochy, bodziaki itp., to mam ochotę zamknąć takiego rodzica w saunie na wieeele długich godzin!

    Fajnie, że udało Wam się znaleźć przedszkole z rozsądnym podejściem. U nas pkole już wybrane, wszystko cacy, a przyjemny chłodek to dodatkowy atut, który mile mnie zaskoczył. Niestety w obecnej placówce (żłobek) panują temperatury tropikalne - moje dziecko biega rozebrane, ale za to ja mdleję z gorąca za każdym razem, kiedy go odbieram.

    The Moon Mom
    7 lat temu

    To przegrzewanie to chyba nasza narodowa przypadłość... Wygląda to tak, jakby te dodatkowe warstwy ubrań były symbolem matczynej troski - im więcej szmat tym większa troska...
    W szpitalu po narodzinach Nili wręczono nam ulotkę wydaną przez niemieckie Ministra Zdrowia z "nocną" instrukcją obsługi noworodka - spanie w tylko w śpiworku, bez czapeczki (tutaj połowa koleżanek miała zawał) i w temperaturze między 16 a 18 stopni C. (tutaj na zawał zeszła druga połowa).

    kaśka
    kaśka
    7 lat temu

    mieszkm w domu wielopkoleniowym, z teściową i babcią męża i efekt jest taki, że nie wychodzimy na dwór bo za zimno, zrobiło się cieplej, to nie wychodż w marcu bo marcowe powietrze najgorsze, dzieciaki w domu ubrane w podkoszulki, bluzki, rajsopki, skarpetki, spodnie, kapcie, a teściowa im jeszcze sweter zakłada ( w domu jest centralne ohgrzewanie). walczyłam z tym, ale się w końcu poddałam bo i mąż i teściowa i babcia - wszyscy zgodnie mnie krytykowali, gdy dzieciaki zachorują to i tak jest na mnie bo wietrzyłam mieszkanie :// koszmar 🙁

    Blog Ojciec
    7 lat temu

    Szesnastostopniowe mrozy <3

    Lucy eS
    7 lat temu

    My dostaliśmy oficjalną pochwałę za wyłomowy brak spodni od kombinezonu w lutowe ciepłe dni.
    Niestety ani pochwała, ani brak spodni nie powodują, że Zołzina nie choruje. Pewnie to ci w spodniach mutują skuteczne zarazy.

    ZET
    ZET
    7 lat temu

    Zarówno ja, jak i mój mąż jesteśmy z owego "zimnego chowu", więc nasze dzieci są już skazane na podobny los 😀
    Mam wrażenie, że ludziom przeciąga się jakoś okres noworodkowy (kiedy dziecię inaczej reguluje sobie jeszcze temperaturę i na ogół potrzebuje jednej warstwy ubrania więcej - na ogół, ale nie każde) na jakieś właśnie 2 - 3 lata życia dziecka...

    lavinka
    Reply to  ZET
    7 lat temu

    Raczej do matury. Jakoś w styczniu w cieplejszy dzień szłam wyrzucić śmieci do śmietnika. Na plusie było, jakaś kolejna odwilż, to szłam z gołą głową i w polarze, jeszcze mi było ciepło, to podwinęłam rękawy do łokci (pod polarem t-short). Przy śmietniku stała mama i wiązała szalik swojej na oko trzyletniej córce, czapka też jakby na -20 mrozy, puchowa kurtka i tak dalej (przypominam, nie było mrozu) i głośno tłumaczyła protestującej dziewczynce, że jest zimno i trzeba się ciepło ubrać. Stała tyłem do mnie, dziewczynka do mnie przodem. I mama cały czas wykład o zimnie, a dziewczynka patrzy się na mnie w polarze, z gołymi rękami i głową... i się patrzy... i się patrzy... i się patrzy... ;D

    Guest
    Guest
    7 lat temu

    Ohh na mnie koleżanki zawsze się dziwnie patrzą, że moje dziecko bez czapki...
    Dziecko, ktore nigdy chore nie było ( prawie 2 lata ) - śmiało odpowiadam : on tak zawsze 😉

    Jusia
    Jusia
    7 lat temu

    Moje koleżanki zawsze dziwnie patrzą na Filipa bez czapki a potem wymownie na mnie...
    Wzruszam ramionami i mówię : on tak zawsze 😉 😀

    kuszak
    kuszak
    7 lat temu

    Ja jestem z tych którym wiecznie duszno i za gorąco. I pewnie dlatego młodą bardziej rozbieram niż ubieram, ale takie głosy też słyszałam babciowe itd, że w lipcu bez czapki? Bo ma 2 miesiące, uszy przewieje, dziecko czapkę musi mieć naokrągło cały rok, bla bla 😉

    lavinka
    7 lat temu

    Po dwóch latach zimnego chowu wiem jedno. Moje dziecko ospę przeszło bez jednego kichnięcia, na dodatek byłam złym człowiekiem, bo wychodziła chora na ospę na spacery (za co mnie w kuluarach zlinczowano, że dziecko chcę zabić), tylko w wózku siedziała, żeby nie zarażać otoczenia. Póki co od urodzenia (ma 2,5 roku) i paskudnego zapalenia płuc z wieku 5 tygodni złapała tylko raz coś, co w moim odczuciu mogło być nawet krztuścem, zaraziłam ją, a mnie jakaś kobieta w metrze, całą rodziną wiele tygodni wypluwaliśmy płuca, ona i tak zniosła zarazę najlżej ze wszystkich. Chora była codziennie na spacerze, to była wiosna, zimno, ale spacer jej oczyszczał nos i śluzówki. Od tamtej pory złapała tylko tę ospę i ostatnio rota (też łagodnie poszło, bez gorączki i wymiotów). Ani razu od urodzenia dziecko nie miało na sobie puchowego kombinezonu ani kurtki, całą zimę przechodziła w jesiennej kurtce lub cienkim przeciwwiatrowym kombinezonie (specjalnie szukałam). A my ją jeszcze zimą w foteliku rowerowym woziliśmy, fakt, że pod kocem, żeby nieruchome kończyny nie zmarzły, ale temperatura dochodziła do -5. To było 3 tygodnie po pierwszej kroście ospy... Dziecko nadal zdrowe, kataru nawet dawno u niej nie widziałam. Jak czytam ludzi, co się pytają, czym wzmocnić odporność dziecka, to zawsze im radzę - wyłącz w domu kaloryfery (tej zimy nie włączyliśmy ani razu) i zdejmij z dziecka dwie warstwy odzieży. Nie wierzą, chcą suplementów albo tranu. Tia. A moje dziecko pozwoliło sobie założyć czapkę jakoś w grudniu. I to cienką, taką co ludzie wkładają dzieciom we wrześniu. 🙂

    Akademia Rozwoju Dziecka
    7 lat temu

    Świetny tekst! Podoba mi się podwójnie, ponieważ znam sytuację z dwóch stron- przedszkolanki oraz mamy. 🙂

    Ania Andrzejewska
    7 lat temu

    Dzięki, że przypomniałaś ten tekst. 🙂

    Marta Myszkowska
    Marta Myszkowska
    7 lat temu

    Jestem z Tobą a wszyscy przeciw mnie. Tylko mąż mnie popiera. U nas dziecko w padzierniku bez czapki i o zgrozo bez rajstopek. Było grane wchodzenie do wody w maju i taplanie się w kaluzach w kwietniu jak miał półtora roku. Opinię wśród starszych członków rodziny mam taką, że złą matką jestem, eksperymentuję na dziecku itp. Mój dwulatek jeszcze nigdy nie chorował 🙂

    Matylda Płetwal
    Matylda Płetwal
    6 lat temu

    Ja się staram dzieci nie przegrzewać, przecież jak się spocą i je przewieje to choroba gwarantowana. Nie zakładam im kombinezonów, zamiast czapki mają kaptury, chyba, że jest na minusie. A jeśli się przeziębią, przy pierwszych objawach podaje im Ulgrip junior oparty o naturalne składniki, który szybko radzi sobie z infekcją i w dodatku wzmacnia odporność.

    Anna B
    Anna B
    5 lat temu

    A już myślałam że jestem wyrodną matką? mój 4.5 miesięczny synek pomyka w dużo lżejszych ubrankach niż rówieśnicy w zimowych kombinezonach bo nie da sobie nic grubszego założyć i a)nie marznie, b)nie choruje, a tak się martwiłam, że niewłaściwie czyt. za lekko go ubieram, uff nie jestem sama w tym temacie?

    6 grudnia 2022
    Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko?

    Kiedy sytuacja w kraju pogarsza się, a z każdej strony jesteśmy zalewani informacjami o rosnącej inflacji, wielu rodziców czuje ciarki na myśl o zbliżających się świętach. Co się stanie, gdy Wigilia nie będzie „na bogato”? A przede wszystkim, jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko, a marzenia są ogromne? […]

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official