Przydatna zabawa, która pozwoli ci zapanować nad dzieckiem w sklepie, w mieście, na ulicy

Total
0
Shares

Jednym z największych problemów rodziców mniejszych dzieci jest ich słynne już nieposłuszeństwo. Nawet jeśli widzą twoją złą minę, coś w środku gna je, żeby robić po swojemu. Jednym z najbardziej przerażających, ale i najbardziej urzekających widoków mojego życia, jest widok młodszego synka, który na moje ponaglania, żeby podszedł do mnie i założył kurteczkę, reaguje słodkim uśmiechem i rozkosznie kręci głową, że nie. Nie, nie, mamusiu.

 

 

I jakkolwiek jestem w stanie przeżyć czasem czterdziestominutowy rytuał ubierania i rozbierania [widok dziecka w kurtce, czapce stojącego w ciepłej kuchni i uparcie odmawiającego rozpięcia – bezcenny], tak  jedyne, czego się boję, to nieposłuszeństwo dziecka w sytuacji, nad którą sama nie panuję: na ulicy, w mieście, na chodniku czy w lesie.

 

Jak zabezpieczyć dziecko w sytuacji, gdy nie możesz stracić nad nim kontrolę?

 

Znacie to – dziecko nie chce iść za rączkę i woli biegać samodzielnie. Albo wyrywa wam się i ucieka na jezdnię. Albo rączym kłusem  mknie w las, a ty, obładowana gratami i wózkiem, nie masz możliwości podążyć za nim wąską ścieżką albo zwyczajnie jesteś wolniejsza niż zwykle.

 

 

W sytuacji, gdy dziecko nad wyraz ceni sobie wolność, tak bardzo, że jest w stanie zaryzykować ją swoim życiem – całkiem nieźle sprawdzają się szelki [tutaj]. Przez wielu krytykowane jako te, które tłamszą dziecko i ja sama nie jestem skora do ich nadużywania, ale kiedy starszy był niespokojnym trzylatkiem doskonale sprawdziły w nowej dla niego sytuacji – na wizycie w galerii handlowej. Starszy był tak ruchliwy i tak bardzo “wolny”, że jedynie szelki gwarantowały mi, że nie zginie w ogromnym centrum handlowym. Czy używałam ich non stop? Raptem dwa lub trzy razy w sytuacji gdy naprawdę wiedziałam, że będzie mi ciężko dziecka upilnować i całkowicie spełniły swoje zadanie, a syn zrozumiał, że są sytuacje, kiedy musi się słuchać mamusi.

 

Teraz rozważam zakup szelek dla młodszego i również wyłącznie na okoliczność wizyty w dużym skupisku ludzi, które może mi dziecko przestraszyć lub gdy może się zgubić w tłumie [choć nie jestem fanką zabierania do takich miejsc dzieci, to jednak czasem nie mam wyboru].

 

Ale szelki są taką ostatecznością. Są pomocne, ale całe życie dziecku nie będę ich zakładać. Swoje metody opieram na rozmowie i tłumaczeniu oraz ćwiczeniach w warunkach testowych [film z insta].

 

 

Jednym z najlepszych sposobów na nauczenie dziecka tego, że w pewnych sytuacjach powinien się zatrzymać, jest zabawa “Stop! Start!” [jej pochodną poruszałam we wpisie z zabawami, w które możesz bawić się z dziećmi nie ruszając się z kanapy]. Pewnie niektórzy się oburzą, że to tresura, którą piętnuję, ale jeśli chodzi o bezpieczeństwo dziecka, to uważam, że to jest tego warte, tym bardziej że to zwykła zabawa.

 

Bardzo przydatna jest pomoc starszaka. Nasz Adaś jest wpatrzony w starszego brata i z radością robi to, co on. Kiedy więc biegniemy i ja krzyczę STOP, to Adaś zatrzymuje się tylko dlatego, że współpracuje ze mną starszak. [Zakładam, że reguły, iż na START biegniemy, a na STOP  zatrzymujemy są jasne]. Ale i z samym jednym dzieckiem pasjami bawiliśmy się w tę zabawę, bo coś trzeba było na tych spacerach robić, prawda? Po jakimś czasie dziecko załapuje.

 

 

Polecam bardzo, szczególnie gdy spacerujesz w zimową aurę [trzeba się rozgrzać], ale proszę nie traktuj tej zabawy jako pewnik posłuszeństwa. To taka pomoc, która może zadziałać, ale wiesz jak jest z dziećmi – lepiej mieć na nie oko. Niemniej znam przypadek, w którym STOP uratowało dziecku życie, a przynajmniej uchroniło je od szpitala. Fajnie traktować to jako umowę między tobą a dzieckiem, że na to słowo absolutnie należy się zatrzymać. I trenować na spacerach 🙂

 

 

 

 

Chcesz wiedzieć o każdym nowym wpisie na blogu? To zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego napisałam! Tu wersja na Android, a tu na IOS. Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę], zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo. Dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].

You May Also Like

Morderstwo doskonałe

W oddali widać mamusię z dzieckiem. Dziecko [bez kasku na ulicy] jedzie na rowerku, mamusia idzie za nim. Ciekawa sytuacja miała miejsce kilkanaście sekund przed zrobieniem tego zdjęcia. Mamusia z…
Czytaj post

Taka niespodzianka…

  Na tę chwilę czekałam od dawna. Nie mogłam jej wymusić sztucznie, nie chciała też ona przyjść do mnie sama. Ale wreszcie się udało. Pewnego popołudnia wzięłam w ręce coś i…
Czytaj post

Co było w sierpniu?

Poprosiłam was o decyzję [tutaj], co ma się na blogu dzisiaj pojawić. Praktycznie jednogłośnie poprosiliście o podsumowanie sierpnia, więc, chcąc nie chcąc [nie miałam przygotowanego tego tekstu], zasiadłam i sierpień…
Czytaj post

Kaszki manny czy kaszki mannej?

Rzadko kiedy opieram tekst wyłącznie na mojej polonistycznej wiedzy, tym bardziej że czasem wchodzę na starsze wpisy i czerwienieję ze wstydu, ale tym razem zrobię wyjątek. Wiecie, że często piszę…
Czytaj post

Chłop wrócił!

Ostatnio ktoś mi bardzo współczuł, że jeszcze trzy tygodnie nie będę widzieć chłopa, a tu niespodzianka! Wczoraj wieczorem chłop zadzwonił i powiedział, że mam spinać poślady, wyganiać kochanków i myć…
Czytaj post