Różnice między pierwszą ciążą a drugą

Joanna Jaskółka
21 stycznia 2015

Udostępnij wpis

 

 

Jeśli miałabym porównać pierwszą ciążę do drugiej, musiałabym zestawić obok siebie jajko i krowę. Nic nie pasuje, oprócz tego, że krowa może zgnieść jajko. I tak właśnie druga ciąża przygniotła pierwszą, a do tego w ogóle po sobie nie posprzątała... Kto by pomyślał, że dwie ciąże mogą się tak różnić... a jednak 🙂 Poniżej kilka spostrzeżeń:

 

 

 

 

Jedzenie

 

 

 

 

W ciąży z Kosmykiem zwracałam ogromną uwagę na to, co jem. Ograniczałam kawę, słodycze, wlewałam w siebie hektolitry własnej roboty soku z aronii, porzeczek, malin, nie tykałam nawet paluszkiem fast foodów [jeden jedyny wyjątek - KFC o północy, ale to chodziło o sałatkę :)], a jogurt piłam wyłącznie naturalny, ewentualnie wzbogacony zamrożonymi owocami z wakacji. Inna sprawa, że tamtą ciążę przechodziłam w Warszawie, gdzie miałam na wyciągnięcie ręki supermarket i nawet jeśli poczułam przysłowiową zachciankę, to krótki spacer do sklepu i spojrzenie po półkach wystarczyło, by ostatecznie kupić zdrowe płatki owsiane czy owoce. Zupełnie nie rozumiem, jakim cudem przytyłam wtedy te 30 kilo. Być może to ten chleb z przyrządzonym przez babcię dżemem i niesamowita ilość lanych klusek pochłanianych nawet o trzeciej w nocy...

 

 

Teraz... hm... Spróbujcie po nieprzespanej nocy z wędrującym przez sen trzylatkiem, który jednocześnie rozpycha ci się w łóżku i wierzga nogami, być 12 godzin na nogach bez kawy? No, proszę! Czasem, co prawda, wytrzymam bez niej do 14, ale tylko po to, żeby zasnąć na stojąco i to na spacerze w lesie. Piję więc kawę, czasem nawet dwie, a wyrzut wobec drugiego dziecka, usprawiedliwiam obowiązkiem wobec pierwszego. Przynajmniej dopóki Chłop nie wróci z pracy. A jak wróci Chłop z pracy, to przywiezie ze sobą zakupy. I wiadomo, że on nigdy nie będzie tak skrupulatny, jak ja. A ja sama też nie umiem w momencie telefonicznego ustalania listy być tak konkretna jak bym chciała [Mamo! Mamo! MaaaaaMooooooo]. Kiedy więc proszę o jakąś przegryzkę i nie umiem powiedzieć, jaką, wcale nie jestem zdziwiona, gdy przywozi dwie czekolady, czipsy, żelki i słodkie jogurty. Inna sprawa, że ten mój pociąg do zdrowego w drugiej ciąży całkiem zasłabł. Wymiotuję po mandarynkach, jabłko jem pół godziny, starając się powstrzymać mdłości, a po kanapkach z wędliną i ogórkiem dostaję zgagi. Kiedy wstaję rano moim pierwszym odruchem jest ubranie i nakarmienie dziecka, a potem czas jakoś tak leci, Kosmyk do tego stopnia absorbuje, że do śniadania zasiadam niekiedy o 13. I weź tu się człowieku zdrowo odżywiaj... Niemniej próbuję. I w dalszym ciągu próbuję tego nie zwracać. Na szczęście kluski lane wchodzą jak zwykle dobrze.

 

 

 

 

Zdrowie

 

 

O ile w ciąży z Kosmykiem wielkim problemem zdawała mi się konieczność leżenia plackiem [wyjątkiem - krótkie spacery, ale nie za często], tak teraz tamto leżenie zdaje mi się być marzeniem. Jej, jak mi było wtedy dobrze! I oprócz tego leżenia nic mnie nie bolało, nic nie piekło, nic nie szwankowało - było idealnie! A teraz? Teraz zdarza mi się wymiotować podczas mycia zębów, co powoduje, że wykonuję tę czynność trzy razy dłużej i skracam sobie czas "niezwykle miłego snu" z umoszczonym w łóżku dzieckiem, przez co budzę się rano połamana, obita i skręcona coraz bardziej na prawo. Poza tym skóra - dziękuję hormony za te regularne wizyty u dermatologa i masę leków bezpiecznych dla ciężarnej, które trzymają [jeszcze] moją skórę w ryzach. Zazwyczaj dość optymistycznie podchodziłam do swoich dolegliwości, starałam się je brać lekko i z pogodą ducha, im dalej jestem w ciąży, tym czuję się bardziej sponiewierana. I to przez co? Przez własny organizm!

 

 

 

 

Waga

 

 

 

Porównując poprzednią kartę ciąży do tej - tym razem chyba nie przytyję aż tak dużo. Co prawda, nie przepadam za regularnymi ćwiczeniami, ale samo bieganie za posiadającym niespożytą energię dzieckiem jest już samo w sobie doskonałym ćwiczeniem i sama położna jest zachwycona, że tym razem tyję "przepisowo". Oby tak zostało.

 

 

 

 

Samopoczucie

 

 

Temat ważny, chyba pociągnę go w osobnej notce [możecie mi przesyłać również swoje historie]. Nie wiem, czy to zależy od tego, że w tamtej ciąży nie prowadziłam bloga i pewne rzeczy nie rzucały mi się w oczy, czy może po prostu teraz jestem bardziej świadoma zagrożeń... Nie wiem. W pierwszej ciąży wyrzucałam z głowy kwestie chorób, powikłań. Nie myślałam o nich, zakładałam, że wszystko będzie dobrze. Teraz czasami budzę się sparaliżowana strachem, że moje dziecko zachoruje na którąś z tych chorób, które przewijają się na fejsbukowej tablicy albo w prywatnych prośbach o udostępnienie [kilkanaście tygodniowo...]. Jestem przygotowana psychicznie na jakieś 40 procent z nich, wiem, że sobie z nimi poradzę, ale reszta... Położna skwitowała moje obawy jednym zdaniem - poproś, żeby nie przesyłali ci tych próśb, ale... trudno to zrobić, bo sama pewnie stawałabym na głowie, żeby ratować własne dziecko, więc... Czasem chodzę sparaliżowana i wtedy blog umiera na dzień lub dwa. A czasem blog umiera, bo zwyczajnie nie umiem się skoncentrować - ten brak koncentracji jest chyba przysłowiowo już dopisany do schematu ciężarnej, ale chyba prawdziwy. Kiedyś dodanie jednego wpisu zajmowało mi góra dwie, trzy godziny. Dziś siedzę na rozpoczętym akapitem i kontempluję przez 20 minut odstęp między "a" a "n". Piękny jest, nieprawdaż? Hm...

 

 

Inna sprawa - radość. W ciąży z Kosmykiem nie mogłam się doczekać tego, kiedy poznam płeć i będę mogła kupować te wszystkie słodkie ciuszki. Mało tego - moja siostra tak bardzo nie mogła się doczekać, że zaczęła te ciuszki kupować jeszcze przed oficjalnym stwierdzeniem, że to chłopak i... trafiła w 10! Teraz ta radość gdzieś mi wyparowała. Poniekąd zabrał ją Kosmyk i to, że muszę mu sporo uwagi poświęcić, trochę zabrały opisane wcześniej obawy, trochę zaangażowanie w remont i przeprowadzkę... tym samym, kiedy czuję, że dziecko kopie w brzuchu, na twarzy pojawia mi się grymas zniesmaczenia sobą i tym, że nie umiem z tego kopniaka wysupłać z siebie odrobiny entuzjazmu.

 

 

 

 

 

Postanowienia

 

 

 

W poprzedniej ciąży tuż po USG połówkowym, miałam praktycznie skompletowany podstawowy zestaw dla noworodka, wiedziałam, gdzie kupię wózek, czy Kosmyk będzie spał w naszym łóżku, czy będę karmić piersią, czy będę szczepić, jak sobie wyobrażam poród - miałam wszystko obcykane. Jedynym moim niedopatrzeniem było to, że przez 9 miesięcy nie przyszło mi do głowy dorwać jakiegoś niemowlaka i nauczyć się go trzymać i obsługiwać albo przynajmniej zapisać się do szkoły rodzenia. W efekcie, kiedy dwie godziny po porodzie ocknęłam się, że Kosmyka należy przewinąć, musiałam cichutko i z delikatnym zakłopotaniem prosić panią sprzątaczkę, żeby pokazała mi, jak takiego malucha oporządzić. Pani sprzątaczka spisała się doskonale, a ja szybko podłapałam czaczę. Stałam się najmądrzejszą matką na świecie i na każde pytanie znałam już odpowiedź, ucząc się na błędach i porażkach z własnym, prawdziwym dzieckiem.

 

 

 

Teraz? Teraz też wiem wszystko. A raczej to, że wszystko się może zdarzyć. Moje postanowienie, że będę karmić piersią może runąć, gdy okaże się, że mleka dalej brak. Moje postanowienie, że będę spać z dzieckiem może runąć, gdy okaże się, że drugie, tak jak Kosmyk, będzie potrzebowało przestrzeni, a nie ścisku. Wiem nawet, że rozmiary ubranek, jakie wybiorę, nie mają znaczenia, bo i tak część okaże się za mała, a część za duża, a część w ogóle niepraktyczna. Nic nie wiem, idę na żywioł. Co będzie, to będzie. Powoli zaczynam przeglądać sklepy w poszukiwaniu wyprawki i wiedząc, jak bardzo zwiększył się asortyment ubranek i gadżetów dla niemowlaków, liczę na to, że niedługo ogarnie mnie "ciążowy szał". Z pierwszej ciąży sprawdziło się jedno - wybieranie ciuszków dla malucha może być pocieszające, a widząc małe urocze skarpetki, trudno myśleć wyłącznie o strachu przed porodem [który w moim przypadku był najdelikatniejszym doświadczeniem, jakie mi zaserwowało macierzyństwo:)].

 

 

 

 

Wiem, że panuje przekonanie, że ciężarna może się tylko cieszyć ze swojej ciąży i za każdym razem, gdy pomyśli o swoim nienarodzonym dziecku łzy szczęścia napływają jej do oczu, ale w swoich mailach do mnie piszcie mi o zupełnie innych odczuciach - część z was się boi, część nie wie, jak się w tej ciąży odnaleźć, część ma początki ciążowej depresji i zastanawia się na terapią... Jestem z wami, dziewczyny! Nie macie obowiązku epatować swoim szczęściem i nie bójcie się pokazać, że możecie mieć tego myślenia o potomku czasami zwyczajnie dość 🙂

 

 

 Zdjęcie z Instagrama [tutaj].

Dalej nie mogę się doprosić Chłopa o porządne ciążowe zdjęcia,

a o właśnie, jeśli chodzi o zdjęcia -

z ciąży z Kosmykiem nie mam ani jednego!]

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
20 lutego 2020
Dlaczego nie przyjmuję krytyki i jestem przewrażliwioną wariatką, czyli o #kursoksiążce Oli Budzyńskiej i moim poczuciu własnej wartości

Osiem lat temu pojawił się na moim blogu pierwszy wpis, a siedem i pół roku kolejny wpis obiegł pół ówczesnego internetu i spotkałam się z tym, w co dzisiaj internet bogaty. Z opiniami. I to było cięższe od porodu. Przez jeden, krótki tekst dowiedziałam się o sobie takich rzeczy, do których bym nie doszła przez […]

9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official