Rozstanie to jak obcięcie ręki, ale ta ręka na szczęście odrasta

Joanna Jaskółka
30 lipca 2017

Udostępnij wpis

Wyprowadził się w któryś czwartek. Nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby nie pomachać mu z okna. Podniosłam rękę w górę i kiwnęłam do niego głową. Odwzajemnił i pojechał. Pojechał, a ja nie czułam nic. Dopiero następnego dnia, stwierdziłam, że zabrał ze sobą moją rękę. I przez ramię przeszedł mnie przerażający ból. Przez ramię albo serce. Do dziś nie widzę różnicy.

 

 

Kiedy ktokolwiek opowiada o swoim rozstaniu, zazwyczaj następuje dogłębna analiza przyczyn takowego. A co się stało, jak to, kto winien, czemu do tego dopuściliście, to pewnie przez niego, przez nią, przez teściową, matkę, koleżankę, dzieci albo za małe mieszkanie. Każdy doszukuje się przyczyn, jakby teraz, podczas rozmowy, można było cokolwiek zmienić. Cofnąć czas, poprawić się, wygonić teściową, przekląć koleżankę.

 

Każdy jest ciekawy, co się stało, jak to się stało, czemu, a ja siedzę jak sparaliżowana, gapiąc się w ścianę i zamiast myśleć, co było, przerażam się tym, co będzie. - napisała mi kiedyś Ania, a ja czytałam jej słowa nieświadoma, że kiedyś stanie się to moim udziałem. Że kiedyś stanę przed suszarką, żeby rozwiesić pranie i zapytam siebie, jak to będzie, gdy już nigdy nie poproszę, żeby pomógł mi rozwiesić te przeklęte skarpety.

 

Rozstanie to nie ból tego, co było kiedyś. Rozstanie to strach przed tym, co będzie. Jak stawiać kroki, które nie wiadomo dokąd prowadzą. Jak iść bez znajomej ręki w dłoni. Co robić, kiedy cisza jest tylko ciszą, a nie oczekiwaniem. I ten przeklęty brak w najprostszych, zwyczajnych sprawach. Te n przerażający cień zwykłych rzeczy, które czekają już tylko na mnie i na nikogo więcej. Patrzę się na łąkę i z przerażeniem uświadamiam sobie, że tej jesieni będę spacerować po niej... bez ręki.

 

Rozkładam pranie i płaczę. Płaczę nad każdą skarpetką, koszulką i majtami. Płaczę, gdy widzę nieskoszony trawnik i z przerażeniem myślę o naszej zepsutej kosiarce. Płaczę, gdy wkładam ostatnie drwa do pieca. Płaczę, kiedy okazuje się, że  z koła zeszło powietrze i muszę powiedzieć dziecku, że w takim razie pójdzie na nogach.  I znów ten ból. Przykrość.  A jednocześnie w głowie budzi się bunt, że przegapiliśmy ten moment, że nikt z nas nie dopilnował pewnych spraw. A potem kolejny bunt, że każdy spodziewał się, że ja tego dopilnuję.  I dziecko, które pyta, gdzie tata. Pyta, choć wie. Ale pyta. I znów płaczę.

 

Codziennie kilkaset albo i tysiące kobiet są porzucane, rozstają się, bywają zdradzane albo z różnych powodów decydują się na separację. Pod wpływem adrenaliny samego faktu przez pierwsze kilka dni albo godzin trzymają się w kupie. A potem nadchodzi ona.

 

Cisza. W całym domu panuje cisza, która chrobocze aż w uszach, bo niesie ze sobą niepewność. I pustkę. Syn mówi coś zabawnego, odwracam głowę, żeby połączyć się w potwierdzającym uśmiechu i przytulam ścianę. Czystą, białą ścianę, która nie odpowiada, nie żartuje, nie obejmuje ramieniem.

 

Pytają mnie, co się stało. A ja wzdycham, bo nie wiem, co będzie. Ręki już nie ma, ale wciąż czuję palce. Pieką mnie ostrym bólem, ale czekam, aż się poruszą, wrócą, zgarną chłopców, rozwieszą pranie, powiedzą, że wszystko mi się przyśniło.

 

Codziennie budzę się, a ból powraca. Na początku silny, duszący płuca, paraliżujący buzię, która na te same pytania wypycha przez usta takie same kamienie. Muszę mówić o tym, co było, a ciało przeszywa strach przed tym co będzie. W gardle tkwi krwiożerczy skorpion, który kąsa za każdym wypowiedzianym słowem i jękiem.

 

Czy to kiedyś minie - zastanawiają się dziewczyny na forach. Czy kiedyś przestanie boleć? Siedzę na kanapie i oddycham głęboko, starając się zwalczyć drżenie rąk. Minie. Wiem, że minie. Przestanie boleć. Już czuję mrowienie w uciętym nagle kikucie i wiem, że moja ręka odrasta. Dzieci się śmieją. Żartujemy. Nie odwracam już głowy w poszukiwaniu porozumiewawczego uśmiechu. Wieczorami kładziemy się w trójkę na łóżku i przytulamy się do utraty tchu. W nocy widzę malutką rękę młodszego, szukającą... kogoś. Rączka błądzi. Znajduje ramię brata i zaciska się w odruchu spokoju. Rano udaje mi się samodzielnie napompować koła od rowerka. Pierwszy raz w życiu pompuję koła. Pompuję, ale wygląda to jak resuscytacja. Wpompowuję w nie całą moją złość i radość, że udało mi się znaleźć pompkę. Nigdy nie wiedziałam, gdzie on ją do cholery odkłada. Potem przyjeżdża znajomy i kosi mi trawnik. Jego syn zajmuje się drewutnią. Rozliczam się z nimi skrupulatnie, choć najchętniej oddałabym im wszystko. Za nadzieję.

 

Każdego dnia odrasta kolejny milimetr kończyny, a strach ucieka przed przekonaniem, że i bez ręki potrafię sobie poradzić. Jakbym nie umiała, to już bym nie żyła.

 

W telefonie pika sms. "Zrobię wszystko, żeby to naprawić, wiesz?".

 

Wiem. Ja też. Kiedyś. Kiedy moja ręka już odrośnie. Na razie jesteśmy we trójkę.

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official