Latam jak głupia, jedno pranie, drugie pranie, rozwieszam, sprzątam pokoje – jedynkę, dwójkę, trójkę, z rozpędu czwórkę, mimo że nie muszę, koty karmię, podaję śniadanie, odkurzam, zmywam, podlewam i wszystko to z trzynastoma kilogramami u nogi. Wymęczona, spocona i dość już mająca, pytam się Kosmyka:

– Synku kochany, mamusia musi jeszcze mnóstwo rzeczy dziś zrobić, mógłbyś usiąść i się grzecznie pobawić klockami?

Synek kochany stanowczo odpowiada:

– Nie!

Oklaski.

Kurtyna.

Idę wychłeptać kawę. Litrową. I koniecznie muszę zacząć czytać własne teksty. Jak się pozbyć dziecka na dwie minuty chyba ktoś za mnie napisał :/