Wreszcie mam mężczyznę w domu - recenzja RoboJet X-Level

Joanna Jaskółka
29 września 2021

Udostępnij wpis

Nie byłam specjalnie przekonana do możliwości skorzystania z usług robota sprzątającego. Kojarzyło mi się to z większym zachodem niż realną korzyścią. Bo zakładałam, że robota będę musiała non stop pilnować, żeby się nie zaklinował, żeby nie wciągnął czegoś, żeby nie spadł. A potem przyjechał do mnie RoboJet X-Level. I moje dzieci go porwały.

 

 

 

 

To znaczy porwały, porwały naprawdę. Jeśli mam wymienić kogoś, kto korzysta z usług Roberta najczęściej - będą to moje dzieci. Aplikacja do Roberta jest na telefonie... mojego starszego syna. I on konsekwentnie ją obsługuje, wyznaczając strefy sprzątania i kontrolując wszystko.

 

 

 

 

Czemu zdecydowałam się na RoboJet X-Level?

 

Powiem tak - mieszkam w lesie, przy sporych dwóch modrzewiach i z dziećmi, które wybiegają na podwórko z 15 razy dziennie. I z psem. Który włazi i wychodzi. Jestem ekspertką w odkurzaczach, bo na tym piachu, który się niesie do domu w takich okolicznościach przyrody, nie jeden odkurzacz zepsułam, kilka raptem dało radę. Pomyślałam - a czemu by nie spróbować? Może te wszystkie syfy, które ładują mi się do domu po każdym spacerze czy wyjściu psa na siku można by posprzątać bez wyciągania specjalnie odkurzacza ze schowka? Kiedy poproszono mnie w lipcu o recenzję sprzętu, zgodziłam się pod warunkiem, że jeśli coś pójdzie nie tak, odeślę sprzęt. Co ciekawe, kiedy ogłosiłam na fb, że testuję RoboJet X-Level, większość komentarzy brzmiała albo "będzie pani zadowolona", albo "jestem ciekawa, czy faktycznie jest taki dobry".

 

Moje obawy przed pierwszym użyciem RoboJet X-Level

 

  • że nie będę wiedziała, jak go złożyć i zainstalować aplikację. Serio. To był mój największy problem, bo ja ze sprzętami elektrycznymi i jakimikolwiek jestem bardzo na bakier. Czasem zacinam się na prostej rzeczy, odstawiam na odczekanie i albo do niej nie wracam, albo szukam kogoś, kto zrobi to za mnie. I w pierwszym momencie po rozpakowaniu wpadłam w tę moją panikę. Na szczęście determinacja moich dzieci, żeby mieć robota, sprawiła, że się ogarnęłam i serio - złożenie, włączenie, podłączenie, zainstalowanie było bardzo intuicyjne i proste.

 

  • że będę musiała go co chwilę pilnować. A bo na coś wpadnie, a bo z czegoś spadnie, a bo się zaplącze, a bo utknie. Jedynie z zaplątywaniem miałam rację - wszelkie kable raczej  chłopcy chowają, gdy włączają Roberta, z resztą rzeczy, nie ma najmniejszego problemu. Wjeżdża na dywan bez zacięcia, pokonuje progi, wypluwa klocki lego, zatrzymuje się przy krawędziach [podczas remontu wynosiłam go na sprzątanie tarasu, bo strasznie dużo było kurzu, zatrzymywał się przed krawędzią za każdym razem]. Co najlepsze, skubany przesuwa to, co mu akurat przeszkadza dość skutecznie. I jedynymi osobami, które za nim chodzą z fascynacją, są moje dzieci. Wciąż. Od dwóch miesięcy.

 

  • że źle mi posprząta. Tym bardziej że miał zacząć się u mnie remont. Wzdrygałam się na myśl na wszędobylskim kurzu, pyle i brudach wnoszonych przez pracowników. I faktycznie brudy razem z panami od remontu zagościły na stałe w moim domu, a raczej przedpokoju. I powiem, że nic mi ratowało wieczoru tak jak RoboJet X-Level, którego włączałam na tryb najsilniejszy, a on spokojnie sobie czyścił i polerował przedpokój, podczas gdy ja ogarniałam zlew i pralkę.

 

  • że co chwilę będzie się musiał ładować. Ku mojemu zaskoczeniu - wcale nie. Kiedy włączamy go na dwa pokoje, spokojnie wystarcza mu baterii nawet na trzy jazdy. Na jednej baterii spokojnie ogarnie cały dom i jeszcze mi na taras wyjedzie.

 

  • że będzie stał i się kurzył. Przyznaję - wersja czarna, którą mam, trochę zbiera kurz. Choć zauważyłam to dopiero podczas remontu i może to być powiązane. Ale stać nie stoi - mój starszy syn nie wyobraża sobie aktualnie posprzątać pokoju bez Roberta.

 

 

Co jest fajne w RoboJet X-Level?

 

  • odkurza i myje podłogi na mokro  - mi na myciu na mokro nie zależało aż tak bardzo, ale podczas remontu zaczęłam korzystać z tej opcji i jestem pod wrażeniem, że nie do końca pełną szklanką wody da radę przelecieć całe mieszkanie.  To jest taka oszczędność! Zazwyczaj na ogarnięcie podłóg zużywam więcej niż pięć litrów wody, nawet jeśli myję tylko łazienkę i kuchnię
  • ma 10 trybów sprzątania, w tym 3 moce ssania i 3 tryby nawilżania mopa. Wszystko to można ustawić w aplikacji, która pokazuje też:
  • wskaźnik ładowania, aplikacja dokładnie pokazuje na ile procent robot jest naładowany. Kiedy u nas pokazuje na przykład 50 procent, wiem, że Robert ogarnie mi chatę i może mu zabraknie prądu dopiero na tarasie.  Na jednym ładowaniu robot jest w stanie posprzątać nawet 150 m². To jakieś 2 godziny pracy.
  • skanowanie przestrzeni: robot ma inteligentne czujniki, rozpoznaje ściany, meble i inne przeszkody – bez problemu je omija, bardzo sprawnie porusza się w pomieszczeniach, a ponadto zapamiętuje mapę mieszkania
  • Jest sterowany przy pomocy pilota i aplikacji mobilnej. Moją ulubioną jest zdecydowanie aplikacja
  • Pracuje ciszej niż tradycyjne odkurzacze (tylko 65 db głośności)
  • Siłę ssącą ma jedną z największych spośród podobnych robotów (2500 Pa)
  • W zestawie ma od razu 2 komplety wszystkich akcesoriów: zapasowe szczotki, filtr HEPA i mop
  • Jest niski [ma jakieś 9,5 cm], wjedzie pod łóżko niektóre szafki, tam, gdzie trudno się dostać
  • Mówi, kiedy ma z czymś problem. I daje jasne instrukcje, jak pomóc mu ten problem rozwiązać

 

Podobno są ludzie, którzy nie wierzą, że taki RoboJet potrafi śmigać po czarnym. Śmiga, odkurza i nawet dywan mu nie przeszkadza.

 

Moje pierwsze wrażenia po włączeniu Roberta? On jest serio dokładny. Tymi swoimi łapkami poleruje podłogę czasami tak bardzo, że opcji mopowania na panelach praktycznie nie stosuję. W pokojach z panelami on tylko jeździ i zbiera te paskudne okruszki, które przyczepiają się do nóg. Pamiętam, że w zeszłe wakacje wchodziłam do łóżka w skarpetkach, bez względu na temperaturę. W tym roku przeżyłam swoje pierwsze wakacje, podczas których skarpetek nie nosiłam praktycznie wcale, bo Robert po południu zbierał wszystkie okruszki i piasek z pokoi naniesiony przez dzieci i psa.

 

Moje spostrzeżenia po dwóch miesiącach używania RoboJet X-Level

Robercik się uczy. Na początku strasznie kołował po pokojach, teraz idzie pewnie stałą trasą i spokojnie mogę go zostawić w domu i wyjść z chłopakami na spacer, albo poprosić starszego, żeby mi go uruchomił na korytarz, kuchnię i łazienkę wieczorem, gdy dzieci idą spać. Raz jeden się zawiodłam, kiedy zaczął gorzej odkurzać. Nie wiedziałam, czemu i bałam się, że się zepsuł. Okazało się, że zapomniałam wyczyścić pojemnik na kurz i brud. Faktycznie, słyszałam, jak Robert mnie o tym informował, ale kompletnie zapomniałam to zrobić. Więc obniżona sprawność Roberta wyniknęła z mojego nieogarnięcia.

 

Moim zdaniem też aplikacja rządzi. Jest na tyle prosta, że mój dziewięcioletni syn ją totalnie ogarnia, wyznacza strefy sprzątania, wyznacza strefy zakazane, wskazuje konkretne miejsce, gdzie coś się rozsypało [najczęściej w kuchni], można też wywołać sygnał głosowy, jeśli nie wiemy, gdzie nasz robot akurat pracuje [serio, nie jest głośny, ale sygnały daje jasne]. Aplikacja ma więcej bajerów, ale pozwalam je odkrywać Kosmykowi - zafascynowany jest tym, ile może zrobić i cieszy się z odpowiedzialności, jaką mu powierzyłam, czyli dbanie o okruszki na podłodze.

 

Kiedy pokazywałam Roberta na stories, dostałam kilka głosów, że te roboty zużywają dużo prądu. Używam go od dwóch miesięcy i licznik mi jeszcze nie zwariował. Szczerze mówiąc suszarka zżera więcej. Ale odkurzacz też nie jeździ mi po domu cały dzień. Włączamy go wieczorem lub po południu. I to nie zawsze codziennie.

 

Czy jest niezbędny w każdym domu?

Nie wiem. I nie powiem tego, choć teoretycznie powinnam. Radziłam sobie bez niego. Ale radziłam też sobie bez szuszarki do ubrań, a teraz nie wyobrażam sobie prania bez suszarki. Tak samo jest z Robertem. Polegam na nim aktualnie tak, że kiedy muszę wyciągnąć odkurzać i poodkurzać raz w tygodniu pajęczyny i kurze w kątach, robię minę cierpiętnika, bo przecież to tyle zachodu z odkurzaczem. W kwestii mycia podłóg nie radzi sobie najgorzej. My też nie rozlewamy nie wiadomo czego na kafelkach, więc podłóg nie trzeba szorować bardzo, ale zdecydowanie mycie wychodzi najlepiej po odkurzaniu. Ach, i myję samą wodą. Nie używam żadnych płynów, czasem doleję kropelkę olejku eterycznego.

 

 

Podsumowując - tak. Lubię mojego Roberta i poleciłabym go każdemu, kto szuka odrobiny wygody. Mi tę wygodę kiedyś dała zmywarka [przestała lubić zmywać], potem suszarka [przestałam lubić rozwieszać pranie], a teraz mam RoboJet X-Level i kiedy muszę wyciągnąć zwykły odkurzacz, to na samą myśl jestem zmęczona. Niesamowite, jak technika potrafi ułatwić życie. Kiedy patrzę, jak mój robot jeździ po mieszkaniu, nie dziwię się każdemu, kto twierdzi, że kiedyś było gorzej, choć z reguły jestem przeciwniczką tego stwierdzenia. RoboJet sprawia, że faktycznie jest prościej. I szybciej. I bardziej komfortowo.

 

 

PS – partnerem tego tekstu jest producent automatycznych odkurzaczy mopujących RoboJet X-Level. Partner nie ma wpływu na treść tego wpisu, wszystkie sygnały w opiniach są moje i są subiektywne.

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Emila
    1 rok temu

    Wow, to wygląda na mój wymarzony lifechanger! Muszę sprawdzić, dzięki za recenzję 😀

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official