Zamawiała pani paczkę?

Joanna Jaskółka
24 października 2013

Udostępnij wpis

Wiecie już, że mieszkam w lesie - tak, na każdym kroku to powtarzam, ale ma to znaczny wpływ na mój światopogląd - i to w takim lesie, gdzie pociąg nie dojeżdża, nie mówiąc o autobusie, a o kurierze to i nawet ciężko wspomnieć. 

Kilka razy zresztą wspominałam wam o moich potyczkach z kurierami. Większość z nich ma w nosie to, że na przykład jestem sama w domu i obrażają się, że nie chcę ubierać dziecka, sadzać go na rower i jechać siedmiu kilometrów, żeby odebrać paczkę.
- Nie chce pani przyjechać? No jak to? Wie pani, że przez to, że muszę telepać się przez ten las, cały dzień będę mieć rozwalony?
On będzie mieć. Ja nie. Każdy, kto wiózł na rowerze pięciokilogramową paczkę i dziecko, wie, o czym mówię... [tak - za pierwszym razem byłam miła i dałam się wrobić].
Większość kurierów, którzy dowożą mi paczki [a jestem dobrym klientem i paczek zamawiam sporo], wymaga, żebym tak jak stoję wsiadła do samochodu/ na rower/ poszła z buta i sama odebrała swoją paczkę w miejscu najbardziej dogodnym dla dowożącego. Bo moja wygoda na przykład się nie liczy. Jeśli zamawiam paczkę kurierem to tylko po to, żebym sama musiała po nią jechać.
DHL mi szczególnie podpadła. Kurierzy z ich firm notorycznie dzwonią, z pytaniem, gdzie mogłabym podjechać. Bo im się nie chce tak daleko się fatygować. Nie po drodze im. Nie dzisiaj. Raczej nigdy.
Dobry był kurier z DPD [zdjęcie na samej górze].  Zadzwonił do mnie. Był bardzo miły. Powiedział, że wie pani, śpieszę się, benzyna mi się kończy, nie dam rady. Mogłaby pani podjechać te 700 metrów, to dojechałbym tylko do Iznoty i wrócił szybko, żeby paliwa mi starczyło. 
No ok. Spoko. Rzuciłam w diabły rozwieszanie prania, obudziłam babcię, żeby została z Kosmykiem, i pojechałam. Stoję jak głupia na tym skrzyżowaniu, marznę, bo zarzuciłam na siebie cienką bluzę, czekam na dziada i co widzę? Jak wraca z oddalonego o jakieś półtora kilometra hotelu. Jeszcze większe zadupie niż moje. Tam mógł pojechać - do mnie nie. Kiedy odbierałam paczkę, to swoim zamaszystym podpisem zamazałam mu całą kartkę, ale nawet nie pisnął, bo moje spojrzenie mu wszystko powiedziało.
Opowiadając o kurierach, na sam koniec zostawiłam historię najlepszą. Najbardziej zacną. Kiedy pod koniec sierpnia chłop jechał na poligon, zamówił sobie wypasione, drogie buty. Takie, żeby mu nie przemokły, jak będą szlajać się po bagnach, i takie, żeby mu nie popękały na słońcu. Rewelka. Zamówił sobie w niedzielę, żeby zdążyły dojść do czwartku [w piątek rano już jechał]. We wtorek kuriera z firmy K-EX nie ma. W środę ani widu, ani słychu. Nawet zaczęłam nosić przy dupie telefon, bo przecież mogę nie usłyszeć dzwonienia. W czwartek do godziny 17 - nic. Zaczynamy się irytować, buty są potrzebne na dziś, bo jutro to chłopa już nie będzie i pojedzie w starych wojskowych, które mówić zaczynają.
Wkurzony chłop dowiaduje się o służbowy numer kuriera i dzwoni.
- Wie pan, wczoraj mi było nie po drodze, a dziś to mi się nie chce, za daleko.
- Panie, ale ja na te buty czekam od dwóch dni, potrzebne mi są na jutro!
- A to ja za jakieś pół godziny będę w Rucianem, to może pan tam podjechać.
- Po swoje buty mam jechać 14 kilometrów?
- No, bo ja to dzisiaj nie dam rady.
Chłop mój myśli. Czasem mu się zdarza. Zadzwonił do obsługi klienta jeszcze raz i uprzejmie doniósł na kuriera. Po chwili dostaje telefon.
- Ja w takim razie podjadę do tej Iznoty, skoro z takim kapusiem mam do czynienia.
Podjechał do Iznoty. Kij, że adres na paczce to Gąsior. Podjechał. Dobrze, że w paczce były buty, bo gdybyśmy na przykład lustro zamówili, to nie mielibyśmy czego zbierać. Tak tą paczką pierdolnął.
No i teraz, kiedy już jesteście maksymalnie oburzeni, posłuchajcie tego. Wtorek rano. Godzina 9. Orientuję się, że dziś ma przyjechać kurier z Siódemki. Lecę po telefon. Patrzę - trzy nieodebrane połączenia. Oddzwaniam.
- Tak, tak, ja już jestem u pani przed domem.
Zmieszana wychodzę. To ten sam kurier, który ostatnio też nie mógł się do mnie dodzwonić i jakoś trafił. Wtedy był miły, co będzie teraz?
- Przepraszam serdecznie pana, zapomniałam telefonu z łazienki i nie słyszałam, pewnie pan krążył?
- Nie, żaden problem! Pamiętałem drogę, jak ostatnio byłem u pani! Wszystko się zgadza? Poproszę podpis. Do widzenia!
Wczoraj się dowiedziałam od sąsiadek, że kurier, zanim do mnie trafił, krążył po wsi jakieś pół godziny. Ale trafił. Był miły. Nie robił wyrzutów, że daleko. Żaden problem.  
Niby wykonał swoją pracę, to, co należy do jego obowiązków, ale nawet takich, jak widać, ze świecą szukać. W ciągu tygodnia przychodzą do mnie trzy, cztery paczki, przerób kurierów mam więc spory. Ten, jako jeden z niewielu, wykonał swoją pracę tak jak powinien.  Dowiózł, zostawił, pojechał. No czy to takie trudne? Dla mnie nie było też problemem wykonanie telefonu do obsługi klienta i pochwalenie chłopaka. Zajęło mi to jakieś pięć minut, a jemu pewnie zrobi jutro dzień.
To tak w kontekście ostatniego tekstu o chwaleniu 😉
A czy wy pomyśleliście kiedyś, żeby docenić czyjąś pracę? Ot tak zwyczajnie, pochwalić? Czasem się zastanawiam - co mi po tym, że naskarżę na złą obsługę? Jeśli wyrzucą durnego pracownika, na jego miejscu może pojawić się nowy, jeszcze bardziej durny. A jeśli pochwalę, ot takiego kuriera z Siódemki, może jest szansa, że tak szybko go nie wyrzucą? I zamawianie paczek już nie będzie mi się kojarzyło z drałowaniem przez las? I naprawdę będą mi je dowozić do domu? Tak jak większość firm obiecuje...

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
11 kwietnia 2021
Wszystkie rzeczy, które możesz zrobić, zamiast uczyć dziecko czytać i pisać [plus opinie nauczucieli]

To jest wpis techniczny. Czyli zapewne zobaczysz go pod każdym komentarzem na mojej grupie, w którym ktoś zadaje pytanie, jak nauczyć swoje dziecko czytać. Ciężko mi raz po razie powtarzać, co o tym myślę, więc napisze teraz porządnie. Jest mnóstwo rzeczy, których możesz zrobić, zamiast uczyć dziecko czytać i pisać.  

6 kwietnia 2021
Najlepsze gry planszowe, które pozwolą przetrwać nawet najdłuższe zamknięcie w domu

Na którymś spotkaniu podczas diagnozy chłopców, psycholożka, widząc, jak młodszy nie znosi przegrywać i jak go to frustruje, zadała mi pytanie, czy my w ogóle możemy pograć w jakąś planszówkę razem. Nie. Absolutnie nie, odpowiedziałam i zrobiło mi się przykro. Bo faktycznie, granie w planszówki możliwe było wyłącznie wtedy, gdy młodszego nie było w domu. […]

2 kwietnia 2021
Największe mity o Zespole Aspergera, w które wierzyłam i większość dalej wierzy

"Nie, uwierz, oni na pewno nie są w spektrum, bo ja się znam na tym." - takie zdania towarzyszyły mi przez dzieciństwo chłopców, gdy zgłaszałam jakiekolwiek obawy. Często też słyszałam, że po prostu powinnam ich krócej trzymać, wtedy słuchaliby się bardziej i nie wpadaliby w histerię i panikę. Przez ostatnie 9 lat funkcjonowania moich dzieci […]

24 marca 2021
KSIĄŻKI o słowach dla dzieci, które nie mogą przestać gadać - niech więc gadają z sensem

Gdy spytałam syna, jak mam zacząć tekst o książkach o języku, stwierdził, że jego zdaniem każdego powinny zaciekawić te książki, bo mają w sobie wiele mądrych słów, na przykład: żeton, neutron, landszaft, hiperglikemia i bakista. I że poznanie tych słów i ich znaczenia ułatwi życie wielu osobom. To słowa mojego dziecka. Ja kupiłam te książki […]

17 marca 2021
Gravitrax - zabawka, której nie rozumiem, a moje dziecko uwielbia

Kiedy zapytałam syna, co chce dostać na zakończenie roku, odpowiedział mi szybko: Gravitrax. Pomyślałam sobie, łał, musi to być coś dla niego ważnego, bo rzadko, tak jak ja, zapamiętuje nazwy zabawek. Z reguły mówi, że chce to, co się świeci i można tym coś tam coś tam robić, wiesz mamo, prawda? A ja udawałam, że […]

9 marca 2021
Kobieto z internetu, to, że tobie wyszło, nie znaczy, że mi musi

Mam czwórkę dzieci i nie wiem, z czym masz kłopot, ja sobie przecież radzę i nie wylewam żali w internecie! - napisała mi kiedyś czytelniczka pod którymś postem na fejsie. Chciałam zagryźć te słowa w sobie, ale nie mogłam się powstrzymać i odpisałam - A mi jest cudownie, gdy nie muszę deprecjonować żalu innych kobiet […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official