Ten wpis miałam przygotować już jakiś czas temu, ale syndrom gniazda jakoś przycichł, a i głowy nie miałam, żeby się pomyśleć o tym, co mnie niedługo czeka. Na szczęście jeden poród i noworodka mam już za sobą, więc ogarniam mniej więcej, o co chodzi i nawet doszłam do wniosku, że z wyprawkowego postu zupełnie zrezygnuję. Zmobilizowała mnie przyjaciółka, która rodzi niedługo po mnie i zadzwoniła zapłakana, że ona nie wie, nie potrafi, od czego zacząć, co zbędne, co to rampers, co Frida i ogólnie – co będzie potrzebne na porodówce? „Wiesz, jest tyle list w internecie, ale na każdej multum rzeczy, że aż niemożliwe, że to wszystko trzeba mieć. Mogłabyś mi powiedzieć takie minimum, z którym przeżyję, a ewentualnie później dokupię resztę? Nie chcę dać się zwariować i zalać dom niemowlęcymi gadżetami… Takie podstawy, proszę.”. Prosić długo nie musiała, więc przedstawiam rozsądkowy poradnik wyprawkowy, czyli co będzie potrzebne na porodówce:

Zależy mi na tym, żeby pokazać całkowite podstawy. Kiedy przypomnę sobie swoją torbę do szpitala [a raczej torby, bo miałam dwie, a do trzeciej upchałam jeszcze pampersy na wszelki wypadek, uśmiecham się z lekkim politowaniem. Gdzie ja miałam głowę? Już w szpitalu byłam wściekła na siebie, że wśród tryliarda rzeczy nie mogę znaleźć tego, co mi niezbędne, a leżąc na patologii ciąży [jeden dzień tylko, bo przygotowywałam się do wywołania porodu, który, na szczęście nie był potrzebny :)] zamiast się relaksować, to się martwiłam, czy Chłop zdąży przyjechać i zabrać te wszystkie graty na porodówkę, czy będzie pamiętał, w której torbie jest ubranko, w której ręczniki, w której pampersy, a w której woda do picia. Sama tego nie pamiętałam i plułam sobie w brodę, że nie ograniczyłam pakunków do absolutnego minimum. Takiego, który będę w stanie udźwignąć sama, jeśli się okaże, że Chłopa coś zatrzyma i w szpitalu wyląduję bez niego.

Pierwszą torbę [torby] do szpitala pakowałam i kompletowałam chyba z trzy tygodnie. Drugą – 30 minut [włączając w to czas spędzony w aptece :)]. Moim zdaniem z tym, co na poniższym zdjęciu, przetrwam trzy dni w szpitalu i serio namawiam przyszłe mamy, żeby kompletując swoje torby, brały pod uwagę to, że istnieje szansa, że zostaną z tą torbą same oraz to, że po porodzie naprawdę ciężko będzie znaleźć czas na godzinne ablucje i inne takie rzeczy. Nie warto targać ze sobą całego domu, wystarczy to, co niezbędne. Oto, co będzie potrzebne na porodówce:

 

 

Co będzie potrzebne na porodówce?

 

Co będzie potrzebne mamie na porodówce:

  • Dokumenty [czyli dowód osobisty i karta ciąży, dodatkowo wyniki ostatnich badań, a szczególnie: krwi i RH z przeciwciałami odpornościowymi, posiew GBS, HBS, Ag, Wr i dodatkowo USG, karty wypisów ze szpitala, jeśli byłaś w nim w trakcie ciąży, oraz opisy ewentualnych konsultacji okulistycznych, kardiologicznych i innych]. Ja wszystkie te papiery trzymam od początku w teczce ciążowej, więc po prostu zabieram teczkę i mam spokój 🙂

 

  • podpaski poporodowe [konieczne, jeśli zamierzasz rodzić naturalnie. Są szpitale, które zaopatrują matki w artykuły higieniczne, w tym w podkłady, więc warto się zorientować, dopytać i ewentualnie kupić sobie jedną paczkę na powrót do domu. W moim szpitalu niestety nie ma darów losu, więc wydałam te 4 złote na swoje :). A odpowiadając na pytanie czytelniczki, która dopytywała się o poród jakiś czas temu –  nie, tampony są niewskazane.

 

  • podkłady poporodowe [opinie są różne – jedne wolą same podkłady, inne używają tylko podpasek, a ja kupiłam i to, i to, ponieważ wolę czuć się z każdej strony zabezpieczona, a podkłady ewentualnie wykorzystam potem jako matę albo podkładkę pod prześcieradło. Nie zmarnują się, a warto mieć trzy czy cztery, gdyby okazało się, że połóg jest wyjątkowo obfity. Również kosztują parę złotych, więc wydatek nie jest spory]. Możesz kupić: tutaj lub tutaj.

 

  • majtki poporodowe [takie siateczkowe majtasy, których nie szkoda zabrudzić w połogu, łatwo wyprać w hipoalergicznym mydle, są przepuszczalne i w ogóle warto mieć po porodzie przynajmniej dwie pary. Niektóre położne nie zalecają ich używania, ale ja nie lubię, jak mi coś innego niż majty majta się między nogami, więc nie zamierzam z nich rezygnować. Na majty, podkłady i podpaski wydałam łącznie jakieś 30 zł, więc koszty nie są duże. Pamiętam, że w pierwszej ciąży odkładałam ten zakup do ostatniej chwili, bo bałam się, że zostawię w aptece majątek :)].

 

  • koszula poporodowa [najlepiej dwie sztuki. To takie specjalne koszule ciążowe ze śmiesznymi rozcięciami na piersiach, żeby łatwiej było nakarmić dziecko tuż po przyjściu na świat.  Ale pierworódki, zaklinam was, nie róbcie tego błędu, co ja, i nie wędrujcie do porodu w najdroższej koszuli, jaką znalazłyście w sklepie! Idźcie w tej, którą nie trudno wam będzie spisać na straty, bo koszulę do porodu trzeba będzie spisać na straty 😀 Ja rozwiązałam sprawę w ten sposób, że do porodu zabiorę dwie swoje starsze rozpinane koszule. I tak są za duże, rozpiąć mogę na karmienie i nie będzie ich szkoda 🙂 A potem się umyję i przebiorę w tę ładniejszą, a co!].

 

  • klapki, ręcznik, szczotka do włosów, ewentualnie suszarka [wiadomo, że będzie to potrzebne, ja dodatkowo biorę zestaw skarpet, bo nie znoszę chodzić w kapciach, a klapek użyję wyłącznie na spacer pod prysznic. Co do ręczników – jeden na pierwsze użycia również możecie spisać na straty, więc nie musicie kosztować się na nówki sztuki, dobrze, żeby był mniejszy, no i standardowo kąpielowy, ewentualnie jeszcze możesz wziąć trzeci na zmianę, jeśli w czasie w porodu będziesz korzystać z prysznica. Mi na zmianę dowiózł Chłop na drugi dzień wieczorem, jeśli więc nie chcecie przeładować swojej torby, możecie zdać się na partnerów].

 

 

Ze wszystkich szczotek, a najbardziej po porodzie, kiedy włosy zaraz stracą swój blask i będą podatne na wypadanie polecam Finger Brush. Nawet Tangle Teezer ukłoniła się przed nią z pokorą 🙂

 

  • coś do czytania [na pierwszy poród wzięłam zestaw książek i gazet o dzieciach, w tym „Pierwszy rok z życia dziecka”, która to książka uniemożliwiła mi sen, bo były w niej opisane wszystkie straszne choroby, na które może zapaść Kosmyk i za każdym razem, jak ją przeglądałam, płakałam jak bóbr. Tym razem będę spokojniejsza – nie wezmę laptopa ani książek, ale zestaw normalnych gazet, które i tak tylko przekartkuję, czekając spakowana na wypis, bo wcześniej będę płakać albo zajmować się dzieckiem, albo się kąpać, albo próbować chodzić, albo zajmować się dzieckiem].

 

 

-> polecam wpis o książkach dla rodziców: „11 książek, które mi w macierzyństwie i sprawiły, że wszystko stało się prostsze

 

 

  • poduszka [bo szpitalne są okropne, a ja lubię mieć małą poduszeczkę pod łbem, poza tym przyda się do karmienia]

-> Fajną poduszkę znajdziesz tutaj lub tutaj.

  • jedna lub dwie małe butelki wody [mi się nie przydały, bo rodziłam bardzo szybko, ale jeśli ktoś zamierza dłużej, to malutka butelka będzie niezbędna]

 

  • ubranie na wyjście [no przecież w czymś będziesz musiała wyjść z tego przybytku, prawda? Ja sobie przyszykowałam lekką sukienkę i legginsy. Pamiętajcie, żeby nie pakować od razu obcisłych przedciążowych ciuchów. Moja koleżanka 10 po porodzie spytała, czy jestem już w drugiej ciąży – nie wiedziała, że brzuch kobiety po porodzie nie wraca od razu do przedciążowych rozmiarów, potrzebuje trochę więcej czasu, więc kulturalnie ostrzegam :)]

 

  • kosmetyczka [a w niej to, co niżej]

 

Co będzie potrzebne na porodówce?

 

Kosmetyczka do porodu: 

Na szpitalny pobyt preferuję próbki, bo są małe i poręczne, a jak już wspomniałam, do szpitala zalecam spakować się w to, co zazwyczaj zabieramy w podróż, czyli oszczędnie. Specjalna pianka do mycia twarzy w moim przypadku jest koniecznością, poszukam jeszcze próbek szamponu do włosów i żelu do ciała, małe perfumki raczej już na wyjście, dezodorant, oczywistość, bez kremu do rąk nigdzie się nie ruszam, podkład, żeby się lepiej poczuć nie zerkając w przemęczoną po porodzie twarz, balsam do ust przyda się każdemu, bo z pewnością po wysiłku spierzchną wargi, krem na rozstępy [wierzcie lub nie] używałam przez całą ciążę i mam nadzieję go w szpitalu wykończyć, a hipoalergiczne mydło polecam każdej kobiecie po porodzie. Oczywiście, użyjecie go podczas drugiego, albo nawet trzeciego mycia, bo, na początku sam kontakt z wodą strasznie piecze [wiadomo, dlaczego :)]. Ja dodatkowo kupię sobie nową szczoteczkę i pastę do zębów. Pamiętam, że szykując się do pierwszego porodu, o mało nie zapomniałam swoich – umyłam zęby i zamiast do kosmetyczki, położyłam szczoteczkę tam, gdzie zwykle. Na szczęście w porę sobie przypomniałam, ale nie wiem, czy będę o tym pamiętać teraz, gdy na głowie będę miała Kosmyka. Dodatkowa szczoteczka i pasta może sobie leżeć w kosmetyczce, zapas i tak się zawsze przyda.

 

WPIS O FAJNYCH KOSMETYKACH PONIŻEJ 20 ZŁ:  „10 kosmetyków, które zrobią ci lepiej niż SPA, a kosztują mniej niż 20 zł

 

I tyle. Żadna filozofia. Nie potrzebujecie niczego więcej, a dodatkowe gadżety możecie wziąć tak jak ja [skarpetki albo suszarka]- jeśli macie jakieś swoje upodobania, dzięki którym poczujecie się lepiej, bezpieczniej, pewniej.

 

Ale naprawdę, nie warto przeładowywać torby – ktoś coś zawsze do szpitala może donieść, a wychodzenie potem z gromem tobołów i kilkoma kilogramami dziecka na dodatek, może być problemem. 

Co będzie potrzebne na porodówce dla malucha:

 

Mam to szczęście [poniekąd w nieszczęściu], że w mój szpital zapewnia dzieciom ubranka i życzy sobie, żebym miała komplet jedynie na wyjście. Wobec tego moja paczka dla Drugiego Dziecka wygląda tak:

 

Co będzie potrzebne na porodówce?

 

Rodzę w maju [cudowny termin między Dniem Matki a Dniem Dziecka], więc nie potrzebuję ani kombinezonu, ani w sumie rożka [w przypadku Kosmyka rożek nie był w ogóle potrzebny, bo mój syn wyrażał sprzeciw na jakiekolwiek pętanie w unieruchamiające szmatki]. Spakuję więc tylko swój ręczniczek „na wszelki” i kocyk na wyjście, dodatkowo wezmę otulacz i dwie, trzy pieluszki tetrowe. Pajac, kaftanik [jakby był chłodniejszy dzień], skarpetki, bodziak, pewnie dołożę jeszcze jedną cienką czapeczkę na „w szpitalu”, żeby położne nie płakały i obowiązkowe pieluszki [muszę jeszcze dokupić małą paczkę najmniejszego rozmiaru] i chusteczki nawilżające. Resztę zapewnia szpital. Oprócz pieluszek muszę dokupić jeszcze płyn do mycia, ale waham się, czy kupować specjalny, czy nie poradzić sobie ze zwykłym hipoalergicznym mydełkiem.

Gdybym musiała przygotować ubranka dla dziecka na pobyt w szpitalu [to znaczy, gdyby szpital mi ich nie zapewniał], spakowałabym z pewnością:

 

  • pieluszki tetrowe [2-3 sztuki, przydają się do karmienia, przewijania, przykrycia i w ogóle tetra jest fajna]

 

  • pieluchy zwykłe [najmniejszy rozmiar, jedna mała paczka wystarczy. Na początku myślałam, że będę pieluchować naturalnie, ale nie ma sensu chyba walczyć z tym w szpitalu. Co zrobię w domu, to zrobię, a w szpitalu zużyte pieluchy wyrzucę po prostu do kosza].

 

  • płyn lub mydełko do mycia [chociaż szpitale bardzo często udostępniają swoje]

 

  • 3 bawełniane body albo rozpinane z boku kaftaniki plus 3 pajace [w ogóle polecam pajace na pierwszy poród, najlepiej rozpinane z przodu i w kroku – są najwygodniejsze, a dla osoby niewprawionej w ubieranie niemowląt wszelka inna odzież sprawi kłopot. I znów zaklinam – nie kupujcie pajaców rozpinanych na plecach! Wiecie, co trzeba zrobić, żeby przewinąć i przebrać w to dziecko? Trzeba obrócić je na brzuszek, potem znów na plecy, potem znów na brzuszek… masakra. Nie wiem, kto mi kupił takiego pajaca, ale znajdę go i powiem mu do słuchu [to chyba byłam ja sama, ale trudno mi to przyjąć do wiadomości :D]. Nie ma sensu zabierać całej szafy malucha, wystarczy kilka sztuk. W pierwszych dniach życia dziecka nie warto go przebierać co kilka chwil, po co go jeszcze bardziej zmianami ubranek irytować, więc zapewniam, że na trzy dni w szpitalu więcej nie trzeba.

 

  • rękawiczki niedrapki [wystarczą dwie pary, ewentualnie, zamiast kupować nowych, możesz użyć do tego zwykłych skarpetek – ja tak robiłam, bo te niedrapki ciągle mi się gubiły, a skarpetek miałam multum :D]

 

  • ręcznik [najlepiej dwa, bo jeden również może zostać spisany na straty – położne owiną w go dziecko po porodzie, czyli wiecie, krew, smółka, te sprawy].

 

  • szczoteczka do włosów [bo warto pogłaskać po głowie]

 

  • smoczek [temat kontrowersyjny, więc postąpisz jak uważasz, ale ja byłam zagorzałą przeciwniczką smoczków, dopóki nie znalazłam się w szpitalu z noworodkiem, który bez piersi płakał jakby go zarzynano. To znaczy ja miałam wrażenie, że go zarzynają, więc nie opuszczałam go na krok i po raz pierwszy umyłam się, kiedy Chłop przyjechał późnym popołudniem w odwiedziny i mnie zmienił. Wszystkie położne na Madalińskiego tylko na mnie fukały, że marudzę i radziły sławetne „przystawiać, przystawiać, przystawiać” i tylko jedna, o wiele młodsza i najwyraźniej „nie zjedzona” przez starsze, uratowała mnie i moją współlokatorkę, pokazując stary trik – gazik w rękawiczkę gumową i do buzi. „No, dziewczyny, teraz możecie się opłukać”. I faktycznie, zyskałam 15 minut na umycie się i doprowadzenie do porządku. W moim przypadku smoczek nie uzależnił Kosmyka, odstawienie poszło sprawnie, ale ja też nie nadużywałam smoka i zabraniałam kategorycznie wciskania mu go do buzi na siłę [babcie to uwielbiają i jeszcze palcem docisnąć lubią :D] oraz spacerowania z ssaczem w paszczy. W każdym razie, możesz mieć „na wszelki”, ale nie polegaj na nim za mocno i nie wciskaj na siłę. Swoją drogą, te [klik]  smoczki są po prostu cudowne 🙂

 

  • nosidło/fotelik do samochodu dla noworodka [pamiętajcie o tym ostatnim, bo przepisy zabraniają przewozić maluchy bez takowego. Ja dla Kosmyka wybrałam wózek w komplecie z nosidłem [tak, jak dla Drugiego Dziecka zresztą] i miałam kłopot, bo ten wózek obiecała kupić rodzina. Termin mnie zastał, a wózka z nosidłem nie było, bo okazało się, że rodzina „kupuje rzeczy po porodzie, nigdy przed, bo taki jest zwyczaj”. Musiałam więc szukać nosidła na gwałt i przeżyłam sporo niepotrzebnego stresu, wyobrażając sobie, że rodzę, a nie mam w czym zabrać dziecka ze szpitala. Ostatecznie kupiłam wózek nie taki, jak chciałam, bo mój wymarzony był dopiero sprowadzany i ogólnie na gwałt, bez przemyślenia. Jeśli więc liczysz, że ktoś z rodziny kupi ci jakąś droższą a potrzebną rzecz dla dziecka, lepiej od razu poproś o pieniądze 🙂 To też istotna kwestia „wyprawkowa”, którą poruszę za w następnym poście.

 

 

 

Cała ta lista rzeczy [trochę okrojona z moich komentarzy] do wydrukowania: TUTAJ.

 

W następnym poście dalszy ciąg wyprawki, a ja czekam na wasze komentarze – jakie akcesoria są niezbędne dla noworodka i przyszłych rodziców? Może do torby należy spakować coś jeszcze, o czym zapomniałam? Co się przyda, a co będzie całkowicie niepotrzebne? Jakie porady, dotyczące praktycznej wyprawki dajecie przyszłym rodzicom? Działamy!