Po tekście recenzującym pewien telewizyjny program dostałam sporo zapytań, co właściwie zrobić z nieśpiącym dzieckiem. To zresztą już chyba tradycja, że po publikacji jakiegoś wpisu spędzam godzinę nad wiadomościami, jeśli nie więcej. Uderzyło mnie kilka rzeczy w tych waszych mailach. A jedna w szczególności.

 

 

Matki walczą. Mam wrażenie, że rodzą dzieci po to, żeby od pierwszych dni z nimi walczyć. Nawet nie zakładając walki, i tak walczą, piernicząc się jak babka z łobuzem o wszystko i starając się dostosować dziecko do standardów dorosłych. A fakty są takie, jakie są. Dziecko nie zna standardów dorosłych. Nie studiowało o nich w brzuchu. Wyszło na świat, zobaczyło, jaki jest [nie do końca nawet, bo wzrok się kształtuje plus minus do roku czasu] i jest wielce zdziwione, że macie wobec niego jakiekolwiek oczekiwania. Ale matki walczą, żeby dziecko te oczekiwania spełniło, zamiast zapoznać się siedmioma ważnymi faktami o dzieciach, o których powinny wiedzieć jeszcze będąc w ciąży.

 

Dzieci nie śpią

 

No nie śpią. A w najlepszym wypadku śpią różnie. Noworodki są fajne, bo większą część dnia i nocy przesypiają, ale chyba nie oczekiwałaś, że będziesz mieć noworodka do 25 roku życia? Oczekiwałaś? Ojej. No sorry, przykro mi,  może powtórzę –  dzieci nie śpią. Jeśli twoje malutkie dziecko przesypia ciągiem bite pięć godzin – jesteś szczęściarą i możesz mówić, że  przesypia całe noce.

 

A w ogóle dzieci to takie dziwne, prymitywne stworzenia, a ich sen bardzo przypomina sen naszych przodków, który był kiedyś podzielony na dwie tury i gdzieś tam w środku zawsze była przerwa na jedzenie, siku czy przechadzkę. I zanim maluchy nauczą się spać w naszym nowoczesnym trybie, musi minąć trochę czasu. Piszą do mnie matki, załamane, że ich dzieci budzą się co dwie godziny. Pytam się, ile te dzieci mają lat, w odpowiedzi dostaję, że… kilka miesięcy. No moje drogie. Są dzieci, co budzą się w nocy do 3 roku życia i… to jest wciąż normalne [o ile nie występują przy tym inne nieprawidłowości, ale samo budzenie się, „bo tak”, jest jak najzupełniej normalne]. Ja rozumiem ten przeskok – maluch spał, spał i nagle się zaczyna budzić. To musi być zaskoczenie. Ale zamiast latać po dziwnych specjalistach od snu, zamiast szarpać się i trudzić najbardziej barbarzyńskimi metodami, zamiast szarpać się z dzieckiem i wymagać od niego nie wiadomo jakiej drzemki, warto najpierw sprawdzić temperaturę w pokoju [za ciepło, albo za zimno, z reguły mamy za ciepło w mieszkaniach], warto sprawdzić światło/brak światła, warto ogarnąć, czy pajac nie drapie, a może proszek do prania uczula, a może jest za cicho/za głośno. Ale jeśli maluch budzi się w nocy i da się go łatwo uspokoić* to w dalszym ciągu to nie jest nic dziwnego. Dzieci nie śpią. Pogódź się z tym.

 

O śnie dzieci przeczytasz więcej na blogu mataja.pl oraz bycblizej.pl.

 

*podkreślam to, bo jeśli nie da się uspokoić, wtedy warto skonsultować się z lekarzem

 

Dzieci mają własne zdanie i czasami ochotę na coś innego niż ty

 

Dla matki to zawsze zaskoczenie. Jeszcze wczoraj zgadzał się na coś bez protestów, a teraz nagle awantura? A jak to? A tak to, że tak samo jak ty możesz mieć własne zdanie, tak i dziecko odkrywa, że może mieć własne. Nic w tym dziwnego. Pisałam już o tym, ale wciąż i wciąż padają lamenty, że dziecko nie chce robić tego, co chce matka. A patrząc się z perspektywy dziecka, to matka nie chce robić tego, co chce dziecko. Możecie się tak szarpać, a możesz zwyczajnie się pogodzić z tym, że tak jest i zacząć szukać rozwiązań, co zrobić z tym fantem i jak z dzieckiem rozmawiać, by czuło, że szanujesz jego zdanie, a jednocześnie chciało z tobą współpracować. Trudne? A ktoś mówił, że będzie łatwo?

 

Dziecko przestanie chcieć jeść

 

No przestanie. Niewiele dzieci jest w stanie zjeść wszystko, co mama im poda, bo matki mają jakieś dziwne wyobrażenie, że malutki człowiek ma taki sam żołądek jak dorosły. Oj widziałam ja dzieci siedzące nad porcjami dla dorosłego chłopa i smarkającymi z żalu, że nawet z dobrą chęcią one nie są w stanie pochłonąć takiej ilości żarcia. Załamane matki zaczynają wtedy karmić dzieci [nie bez powodu mówię o tym „pasienie”] i potem dziwią się, że dzieci chcą jeść jeszcze mniej. No proste, że człowiek zmuszany i namawiany do czegoś, będzie się przed tym czymś zapierał rękami i nogami, nie? Ostatnio widziałam kolejny odcinek programu „Wychować i nie zwariować” [recenzja tutaj] i patrzyłam jak lekarz bez mrugnięcia okiem przystaje na fakt, że dziecko ponad dwuletnie jest karmione łyżeczką, a wręcz zachęcał, by zabawkami odwracać uwagę od jedzenia, żeby dziecko przełknęło. Jak takie dziecko ma w ogóle wiedzieć, do czego służy jedzenie? Że jedzenie jest smaczne, nie jest beżową breją, tylko całą feerią barw, zapachów, kształtów i fantastycznych doznań? Moje dziecko nie je – piszcie. No jasne, że nie je. Zazwyczaj albo je przekarmiasz, albo sama odbierasz mu możliwość jedzenia i smakowania, albo wymagasz od niego zdecydowanie za dużych porcji jak na dziecka potrzeby. Ale i tak prędzej czy później dziecko przestanie jeść tyle, co w okresie niemowlęctwa – bo nie będzie już tyle potrzebować, bo nie będzie mu wszystko smakować, bo nie będzie pamiętał, zaaferowany otaczającym go światem, bo zaczniesz je zmuszać, czym skutecznie obrzydzisz mu przyjmowanie jakichkolwiek pokarmów. I tyle.

 

Dlaczego nie karmię swojego dziecka? 

 

Dziecko jest wredne i złośliwe

 

Twoje dziecko chce, żebyś był szczęśliwy i zadowolony. Tak. Wbrew pozorom i wbrew temu, co różni ludzie piszą o wrednych, złośliwych, wymuszających dzieciach, nie jest w dziecka interesie, żebyś była zła. Naprawdę. Dziecko nie jest takie głupie, żeby celowo na siebie sprowadzać twoją wściekłość. Ono po prostu nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji tego, co zrobi. Nie wszystko jest w stanie przewidzieć. I jeśli wydaje ci się, że niemowlak tłucze cię bo buzi, żeby zrobić ci na złość, to źle ci się wydaje. Jeśli coś się podoba niemowlakowi, to on zakłada, że tobie sprawia to taką samą radość. Nie jest w stanie „przełożyć” myślenia na to, jak ty się czujesz. To ty musisz go tego krok po kroku nauczyć. Jeśli wydaje ci się, że dwulatek rozwala przed chwilą ułożone kredki celowo, to znów się mylisz. On miał ochotę je rozrzucić i nie mógł się powstrzymać. A może podobało mu się wspólne zbieranie? A może ma ochotę czymś rzucać [wtedy można zgodzić się na rzucanie konkretną rzeczą w konkretne miejsce]. Dziecko nie robi czegoś, żeby ciebie zezłościć. Ono chce dobrze, tylko nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji wszystkich rzeczy, na które ma ochotę. Zachowuje się najlepiej jak potrafi.

 

Dziecko wisi na piersi

 

I kolejna seria maili, na którą odpowiem chyba zbiorowo: tak, dzieci wiszą na piersi. Żeby niemowlę się najadło, musi ssać przynajmniej godzinę z jednej piersi [pisała fajnie o tym Nishka]. Chcesz z tym walczyć? A proszę cię bardzo, zrujnujesz okres niemowlęcy swojego dziecka, czyli jakieś pół roku do 12 miesięcy w porywach. Małe dzieci do roku czasu uwielbiają ssać pierś, bardzo je to uspokaja i zamiast uciekać od tego, miej w nosie bałagan w kuchni, sterty prania i wszystko. Połóż się z nim na tym łóżku, włącz film lub serial, weź ulubioną książkę i po prostu nadrabiaj kulturalne zaległości. Ja podczas nagłego skoku Adaśka na ssanie, nadrobiłam trzy sezony „Gry o tron”, przeczytałam masę książek, byłam na bieżąco z nowinkami ze świata i ogólnie leżałam i patrzyłam, jak Chłop walczy z bałaganem, bo „sorry, karmię”. I przeszliśmy przez to. Minęło. Teraz marzę o tym, żeby znów tak legnąć, ale Adaś nie jest już skory do ssania przez pół godziny nawet [tylko w nocy]. Więc, droga mamo, i to minie. Nie ma co walczyć, szarpać, szkoda nerwów. Tak jest.

 

Dzieci nie lubią czekać

 

I mają mniejsze umiejętności niż dorośli, by to czekanie znieść. Mniejsze pokłady cierpliwości zwyczajnie. Jeśli zakładasz, że nauczysz dziecko cierpliwości, pozwalając mu czekać i czekać i drzeć się wniebogłosy, to nauczysz go wielu rzeczy, ale na pewno nie cierpliwości. Przede wszystkim nauczysz go, że następnym razem musi albo krzyczeć głośniej, albo się zwyczajnie zamknąć, bo na nikim nie może polegać i nigdzie nie znajdzie pomocy.

 

 

Dzieci się wściekają, jak im na coś nie pozwolisz

 

Tu zacytuję swoje własne słowa z tekstu o przereklamowanym buncie dwulatka:

 

Nie zna świata, nie zna nawet swojego mózgu, nie zna zasad, jakie panują na świecie, ledwo co pamięta, jak ma na nazwisko. Jego mózg buzuje, przyswajając milion nowych informacji, przecież wszystkie te okresy występowania „buntu” powielają się z okresami najsilniejszego rozwoju mózgu. To czas, w którym maluch najbardziej na świecie kocha swoją matkę, jest pewny, że ona zrobi dla niego wszystko, a kiedy ona stawia sensowną dla niej granicę, dziecko odbiera to jak najmocniejszy policzek. I się wścieka. To czas, kiedy maluch widzi, że może być niezależny – potrafi chodzić, potrafi już praktycznie sam jeść, potrafi sam zrobić wiele rzeczy, a jednocześnie nie może praktycznie nic. Zupełnie nic, bo albo ktoś mu czegoś zabrania, albo… orientuje się, że jednak nie wszystko mu wychodzi. Czujecie, jak wielką to może wywołać frustrację? Pomyślcie, jakbyście się czuli w pięknym pokoju, bogatym we wszystkie dobra, których nie możecie ani dotknąć, ani zabrać, bo… zamknęli was w niewidzialnej klatce?

 

Tak, dzieci się wściekają, kiedy im na coś nie pozwolisz i nie znaczy to, że masz mu pozwalać na wszystko, ale zwyczajnie wyjaśniać do znudzenia ten proces „Widzę, że ci przykro”, „Wiem, że bardzo byś chciał, ale nie możesz” itp. i wspierać w tej złości, by uszła i by można było pracować nad ulepszeniem procesu jej wybuchania. Wszystko.

 

***

My, rodzice, zdecydowanie walczymy. Takie odnoszę wrażenie, przeglądając skrzynkę mailową. Przeszkadza nam, że nie śpią, nie słuchają, bałaganią, brudzą, wszystko w nich chcemy poprawić, mimo że przez pierwsze miesiące życia zdaje nam się, że wszystko im wybaczymy. Zaczyna się od niespania, potem przez smoczek i pieluchę, a potem na własnym zdaniu skończywszy. Przez głos rodziców daje się wyczuć… rozczarowanie? Że oczekiwania wobec malucha przerosły rzeczywistość, a opowieści o grzecznych dzieciach okazały się mocno przesadzone? I czasem tylko przeraża, że tak dużo czasu marnujemy na coś, co zmienić trudno lub niemożliwe, zamiast zaakceptować, co możesz zaakceptować, a oszczędzony czas poświęcić na kształtowanie siebie, swoich relacji i zwyczajne zrozumienie dziecka?

 

Pogódźmy się z faktami: małe dzieci nie śpią, bywa, że nie są głodne, wiszą na piersi, miewają własne zdanie, wściekają się i ponad wszystko lubią, kiedy jesteś szczęśliwa. Ok? Zamiast z tym walczyć, wystarczy to zaakceptować i spróbować współpracować z dzieckiem. I niech to będzie odpowiedzią na wszystkie wątpliwości młodych mam, które zastanawiają się, co z nimi nie tak, że ich dziecko nie przesypia już większości dnia i zachowuje się zupełnie inaczej niż dzieci z telewizji i poradników treserek. Wszystko z tobą w porządku, serio. I z twoim dzieckiem też.

 

Tekst wzbogacony o 2 punkty tuż po publikacji pod wpływem kilku kolejnych wiadomości od czytelniczek.