Czy chrzest może być szkodliwy?

Joanna Jaskółka
8 listopada 2015

Udostępnij wpis

 

Pamiętam, że gdy oświadczałam, że chrzcić dzieci nie będę [i nie chrzciłam], spotykałam się zawsze ze zdziwieniem, bo przecież "religia kształtuje moralność", "człowiek bez religii jest jak człowiek bez mapy na skrzyżowaniu" i temu podobne. W dalszym ciągu też jednym z największych dylematów młodych mam jest właśnie problem - chrzcić czy nie chrzcić dziecka. Bo nawet jeśli rodzicom na chrzcie nie zależy, do głosu dochodzi rodzina, która wywiera swoistą presję, gdyż dziecko nieochrzczone, dziecko nienarodzone niemalże. Jakże przecież uczcić przyjście na świat nowego człowieka, jak nie huczną imprezą po kościelnej uroczystości? Czy w Polsce w ogóle wypada nie ochrzcić dziecka? I jeszcze inaczej - czy chrzest może być szkodliwy?

 

 

Taka tradycja

 

 

Chrzest stał się naszą tradycją i jakoś sobie nie wyobrażamy, żeby inaczej uczcić przyjście na świat potomka, jak właśnie kopertą dla księdza [powiecie, że można trafić na księdza, co ochrzci za darmo - właśnie, trzeba trafić], huczną imprezą w knajpie i licznymi prezentami. Takie zimowe święta, tylko sami sobie termin wybieramy. Ale, ale! - powiecie - Przecież wcale nie trzeba hucznie obchodzić chrzcin! Zapewne masz koleżankę, kolegę lub sama dość skromnie przeszliście przez ten sakrament. Ok, każdy zna kogoś takiego, ale tak czy siak trudno nam sobie wyobrazić, by chrztu dziecka nie było w ogóle... Tymczasem, jak w rozmowie z natemat.pl mówi prof. Tadeusz Bartoś, filozof, teolog i były zakonnik:

 

 

- W dawnej tradycji Kościoła chrzest przyjmowali dorośli. Nie ma żadnej przeszkody, by to robić. Kiedyś stosunki społeczne były inne, dzieci były bardziej własnością ojca i to on o wszystkim decydował. Od ponad stu lat uważamy w Europie, że nikt nie może być niczyją własnością. Z chrztem trzeba by więc poczekać, żeby ludzie sami wybierali. W przeciwnym razie mamy do czynienia z nieuzasadnionym, niepotrzebnym zawłaszczeniem, nieuszanowaniem prawa wyboru.

 

 

A jednak - chrzest to też jedyne, jakie przychodzi nam do głowy, wprowadzenie dziecka do społeczności, przywitanie go, pokazanie bliskim, zawężenie więzi. Tak się utarło, co samemu sakramentowi przyniosło chyba więcej szkody niż pożytku. Mniejsze zło, gdy do chrztu prowadzą ludzie wierzący, uczęszczający i zamierzający wychować dziecko bardzo blisko kościoła, gorzej, gdy przymierzają się do niego agnostycy albo ludzie niewierzący, którzy w pewnym momencie zwyczajnie się poddają, bo przecież jak można wychować dziecko bez fundamentu wiary.

 

 

Czy religia kształtuje moralność?

 

Faktem jest [i temu nie zaprzeczę], że religia dostarcza gotowych rozwiązań, zwalnia od samodzielnego roztrząsania dylematów, jest podporą w momentach zwątpienia i przynosi odpowiedzi na pytania, których nasz kiepski ludzki umysł ogarnąć nie potrafi. Jest pomocna, to prawda, ale czy naprawdę kształtuje moralność? Czy nie prowadząc dziecka do chrztu naprawdę odzieram go z moralności? Czy argument "nieważne, czy będzie wierzył czy nie, człowiek musi mieć jakiś fundament wiary, żeby było mu lepiej i łatwiej" naprawdę jest sensowny?

 

 

Międzynarodowi badacze postanowili to przeanalizować i wyszło im coś, co wielu z was pomoże w dyskusjach z rodziną, która za wszelką cenę stara się was przegonić na jasną stronę mocy, ale i wam, jeśli zastanawiacie się nad przyszłością swojego dziecka.

 

Międzynarodowy zespół badaczy postanowił sprawdzić, jaki wpływ na postawę altruistyczną u dzieci ma ich wychowywanie w religijnych domach. [...] przeprowadzili badania obejmujące grupę ponad 1100 dzieci z różnych krajów świata. [...] Badane dzieci musiały wziąć udział w grze, podczas której miały zadecydować, ile z posiadanych przez siebie naklejek są skłonne oddać anonimowemu dziecku z tej samej szkoły i grupy etnicznej. [...] w przeciwieństwie do tych wychowywanych w domach ateistycznych i o niskim stopniu religijności dzieci z rodzin najbardziej religijnych były o wiele mniej hojne.

Z badania wynika również, że dzieci z rodzin bardziej religijnych o wiele surowiej oceniają krzywdę wyrządzaną innym i oczekują za nią ostrzejszych kar. Te wnioski są zbieżne z wynikami wcześniejszego badania na dorosłych, które dowiodło, że wysoki stopień religijności wiąże się ze zwiększeniem poziomu nietolerancji i represyjności wobec przestępców (religijni dorośli są bardziej skłonni w orzekaniu najsurowszych kar).

Według badaczy przynajmniej częściowo można to zjawisko wytłumaczyć tym, że osoby religijne uważają się za "moralnie upoważnione" do surowszego oceniania innych. Jednak naukowcy przypominają, że religia i moralne postępowanie to dwie zupełnie niezależne od siebie rzeczy.

 

Fragmenty tekstu za Wyborcza.pl, badania w oryginale tutaj.

 

 

Jaki wniosek? Religijność faktycznie może kształtować moralność ocenę moralności ludzkiej. Po prostu z religijnymi wyznacznikami łatwiej nam ocenić czyjeś zachowanie zgodnie z religijnym kanonem i wydać osąd. Ale bycie religijnym, co sami zapewne zauważyliście, wcale nie czyni nas z automatu lepszymi ludźmi. Nawet więcej - często prowadzi nas na manowce i w swojej ocenie jesteśmy niczym kaci, surowi i bez przebaczenia.

 

 

 

Dlaczego należy ochrzcić dziecko?

 

 

"Bo tak trzeba"

Moje ulubione. Zdanie mówiące wszystko i nic, czyli argument żaden. Nie wiadomo kto kazał, nie wiadomo, dlaczego, ale róbmy tak, bo przecież inni robią, to nie będziemy gorsi.

 

"Bo się obrażę"

To się obrażaj! Proszę bardzo! To chyba nawet najlepsze wyjście, jeśli miałabyś do końca życia namawiać mnie na coś, czego nie chcę. Nie musisz przyjeżdżać, nie musisz widywać się z wnukami. One spotkają jeszcze na swojej drodze ludzi, którzy nie obrażą się za brak śladu kropidła na czole, więc czapka z daszkiem, pa.

 

"Bo nie kupię ci prezentu"

Dziecku nie kupisz, nie mi. Jeśli szantażem chcesz mnie przekonać, by dziecko przestąpiło progi twojej religii, to wybacz, ale...

 

 

"Bo będzie niespokojny/niegrzeczny/płaczliwy dopóki nie wypędzisz z niego diabła"

 

Wiecie, że ludzie naprawdę wierzą w takie rzeczy?

 

"Nie trafi do nieba"

 

Z tego co wiem, kościół odszedł już od koncepcji, że w razie nagłej śmierci dziecka jego dusza przechodzi do czyśćca. W sumie nie wiadomo, gdzie ta dusza odchodzi, ale na pewno nie jest jej źle. Dzieci są przecież uprzywilejowane.

 

"A bo ślubu kościelnego nie weźmie"

A czemu miałoby nie wziąć? Jeśli zechce, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jako dorosłe przyjęło zarówno chrzest, komunię i bierzmowanie. Znam kilka osób, które sprawnie to załatwiło i nie miało z tym najmniejszego problemu.

 

"Ochrzcij na wszelki wypadek, bo nigdy nic nie wiadomo"

I obrzezaj jeszcze, na wszelki wypadek, zapisz do scjentologów, każ mu zjeść wątrobę renifera, bo przecież oprócz katolickiego boga, jest jeszcze mnóstwo innych bogów, warto więc dziecko z każdej strony zabezpieczyć.

 

"Bo dzieci będą wytykać palcami"

Nie dzieci, tylko dorośli, czyli ty. To przecież od dorosłych dzieci uczą się tolerancji i akceptacji. Miło, że pokazujesz, jak szczodrze potrafisz nią szafować. Czy będzie mu trudniej? Każdemu jest trudniej. Każdy ma coś, co go odróżnia od reszty, więc czy to będzie wiara, czy włosy, czy charakter, czy talent, czy coś tam - musimy po prostu nauczyć dzieci z tym żyć.

 

"Bo nie dostanie prezentu na komunię"

Dostanie tysiące prezentów. Bez okazji.

 

"Bo taka jest tradycja"

Tradycje bywają, dopóki ludzie widzą w nich sens i odchodzą, jeśli coraz mniej ludzi widzi potrzebę ich kontynuowania.  Sporo było tradycji w naszej [nie tylko] kulturze, które przeminęły i słuch o nich zaginął. I najważniejsze - nie dość, że ich nie pamiętamy, to jeszcze w ogóle za nimi nie tęsknimy.

 

"Bo będzie miało pretensję w przyszłości"

Być może. Tak jak ja mam pretensję, że moje nazwisko widnieje w księgach kościelnych i jestem brana pod uwagę jako "większość katolicka". Co z tego, że się wypiszę z kościoła, jeśli piętno chrztu wisieć będzie na mnie do końca życia i nawet jeśli przejdę na buddyzm, w dalszym ciągu w księgach figurować będę jako "ochrzczona", czyli "nasza". A tak na prosty matczyny rozum - dziecko będzie miało do ciebie wiele pretensji. Moja koleżanka do dziś nie może wybaczyć matce, że ta nie kupiła jej różowych trampek, jakie nosiły wszystkie dziewczyny w szkole. Bywa.

 

 

 

 

Pierwszą sprawą jest uświadomienie sobie, jak ważny jest dla ciebie chrzest. Czy wyobrażasz sobie życie bez niego? Jeśli jesteś wierzący i praktykujący, zapewne chrzest twojego dziecka będzie dla ciebie najważniejszy. Innej drogi sobie nie wyobrażasz i wcale nie zamierzam cię od niej odwodzić. Ufam, że wychowasz dziecko najlepiej jak potrafisz i krzywdy mu nie zrobisz. Najgorsze jest natomiast przeciwstawianie się swoim własnym poglądom i podążanie za tłumem, bo ciocia nie zapisze ci w spadku serwisu do herbaty albo teściowa się obrazi. Wtedy, nawet jeśli kupisz dziecku najpiękniejszą sukienkę, tak naprawdę nie ochrzcisz dziecka, ale dasz mu pierwszą naukę hipokryzji.

 

 

 

Szkodliwe skutki chrztu

 

Nie chciałabym, żeby wyszło, że potępiam każdego, kto wbrew sobie ochrzcił swoje dziecko. Nie chciałabym też wyjść na tą, co kpi sobie z religii. Akurat w tej sprawie chcę traktować innych tak, jak oczekuję, że mnie będą traktować. Ale sam chrzest jest dla mnie problemem, który dotyczy nie tylko ateistów, agnostyków, ale katolików także.

 

 

Ochrzciłaś dziecko? Nie narzekaj na polityków

 

 

To już nie chodzi o to, że maleńkie dziecko wtłaczamy w coś, czego później już nigdy się nie wydostanie [nawet jeśli jako dorosłe dokona apostazji]. Kwestię szkodliwości chrztu widzimy już teraz, gdy politycy dokonują swoich wyborów i zgłaszają ustawy, kierowani tym, ilu katolików o teoretycznie określonych poglądach mieszka w naszym kraju. A mieszka ich dużo, ponad 90 procent, mimo że odsetek osób po 18 roku uczęszczających do kościoła stale maleje. Skąd więc ten wysoki odsetek? A stąd, że GUS swoje dane o liczbie katolików czerpie od Instytutu Statystycznego Kościoła Katolickiego, a ten swoje dane zbiera li i jedynie z liczby... ochrzczonych dzieci [wiecie, że w 2013 roku statystyki udzielonych chrztów przekroczyły 100%?]. Im więcej więc osób swoje poglądy wyrzuci za okno i dla świętego spokoju ochrzci potomka, tym bardziej przyczynia się do kierunku naszej polityki, do tego, że bohaterskie przedłużenie finansowania in vitro staje się wydarzeniem na miarę zwycięskiego meczu Polaków, wyrok skazujący na wieloletnie więzienie za aborcję jest bardziej niż możliwy, a lekcji religii w szkole jest w dalszym ciągu więcej niż fizyki czy chemii.

 

 

Krzywoprzysięstwo 

 

 

Warto pamiętać, że to, co mówisz przed księdzem w momencie chrztu jest przysięgą. To idzie mniej więcej tak:

 

"- Prosząc o Chrzest dla Waszego dziecka przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłował Boga i bliźniego, jak nauczył nas Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?

- Jesteśmy świadomi.

- A wy, Rodzice chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu obowiązku?

- Jesteśmy gotowi."

 

Jestem ciekawa, dla ilu osób chrzest skończył się na wypowiedzeniu tych słów? Ile tych osób, w momencie wypowiadania przysięgi, myślało "no szybciej, szybciej, potem będzie wyżerka i wreszcie z głowy". Czy są świadomi, że popełnili krzywoprzysięstwo? Co na to osoby, które bezrefleksyjnie, w imię swojej religii, namawiają na ochrzczenie dzieci, czyli, w gruncie rzeczy, zachęcają do popełnienia grzechu?

 

 

Strach

 

 

Niczego, jako dziecko, nie bałam się bardziej, jak właśnie ogni piekielnych. Religia kojarzy mi się wyłącznie ze strachem pierwszych lat dzieciństwa, mimo że moi rodzice wcale nie naciskali na to, żebym chodziła regularnie do kościoła i nie zapędzali do modlitw.  Sama wizja ogni piekielnych, boga, który rozdaje kary i nagrody i to, że nawet jeśli nie zrobiłam nic złego, ciąży na mnie grzech pierworodny, którego ja, mała Asia, wcale nie zrobiłam, było dla mnie wyniszczające. Pierwsza spowiedź, na szczęście, nie była dla mnie tak traumatycznym przeżyciem, jak dla mojej koleżanki, która zwyczajnie posikała się w majtki. Ja już wtedy doszłam do wniosku, że całe to zamieszanie nie ma sensu i pewnie, gdybym urodziła się trochę później, rodzice daliby sobie spokój i ulegli moim prośbom, żebym do tej komunii wcale nie podchodziła.

 

 

Decyzja na całe życie

 

 

Warto o tym pamiętać. Chrzest to nie impreza powitalna dla dziecka. To decyzja na całe życie, z której wypisać się nie można.  Może faktycznie warto z nią poczekać, aż dziecko będzie miało przynajmniej możliwość wyrażenia swojego zdania? Albo przynajmniej pamiętało, że samo, z własnej woli, chciało zacząć uczestniczyć w życiu religijnym parafii?

 

 

Chrzcij świadomie

 

Nie będę namawiać na nagły zryw i zaprzestanie planów imprezy po chrzcinach. I tak zrobicie, jak sobie chcecie, ale jeśli marzycie o  tym, żeby być w porządku w stosunku do swoich własnych przekonań, żeby być uczciwym i tej uczciwości wobec siebie i innych uczyć dziecko, zanim udacie się do księdza po prośbie, stańcie i zastanówcie się, co się stanie, jeśli powstrzymacie się z chrztem przynajmniej na kilka lat aż samo dziecko będzie mogło coś na ten temat powiedzieć. Moich dzieci szatan jeszcze nie opętał, więc może jakaś szansa na normalność istnieje?

 

Chrzcij świadomie. Nie pod dyktando babci, cioci, mamy czy teściowej. Jeśli wątpisz w to, czy uda ci się poprowadzić dziecko w wierze, nie kłam, że zamierzasz to robić. Jeśli z biegiem lat oddaliłaś się od kościoła o lata świetlne [to wcale nie jest trudne], po co wracasz do niego i kłamiesz, że zawsze byłaś obok? Po co przed własnym dzieckiem udajesz, że należysz do czegoś, w co już dawno temu przestałaś wierzyć? Jest jedna ważna rzecz, której możesz nauczyć swoje dziecko - że nie warto żyć w niezgodzie z samym sobą i czasem trzeba podnieść głowę wysoko i przyznać się, że my zwyczajnie nie chcemy wszystkich oszukiwać.

 

 

 

Zdjęcie: Katie Wilson

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    2 grudnia 2021
    Co będzie z naszymi dziećmi, które wolą grać w Minecraft niż bawić się klockami?

    Co będzie z naszymi dziećmi, które całe dnie siedzą na komórkach i komputerach? - zastanawiają się rodzice, a ja odpowiadam: nic nie będzie.  Ja, w wieku moich dzieci, oglądałam durne kreskówki na telewizorze [częstokroć odrabiając przy nich lekcje na kolanie]. Pamiętam dni w całości przesiedziane na graniu w gry komputerowe. Bardzo kiepskie i średnio edukacyjne. […]

    25 listopada 2021
    Nic tak nie poprawia świąt jak dobre morderstwo [najlepsze polskie książki kryminalne na święta]

    Okej. Nigdy nie lubiłam kryminałów. Bardziej mi wchodziła literatura piękna. Moim pierwszym spotkaniem z książką o zbrodni było zalecenie naszego wykładowcy z poetyki, żebyśmy przeczytali  Zabójstwo Rogera Ackroyda Agathy Christie. Przeczytałam. Zdziwiłam się, że fajne. I w wakacje pochłonęłam całą Christie. Na polskie książki kryminalne dość długo patrzyłam jednak podejrzliwie.     Nie wierzyłam, że […]

    15 listopada 2021
    Dlaczego kiedyś nie było spektrum autyzmu i czemu nagle wszyscy je mają?

    Nie rozumiem, kiedyś tego nie było, a teraz każdy mówi, że jest w spektrum autyzmu. Za moich czasów nie trzeba było robić z dziecka wariata. Kiedyś ludzie normalnie żyli, a teraz każdy zaburzony. Po co ci diagnoza? Babcia całe życie była dziwna i dała sobie radę. Teraz to każdy jakieś Aspargary czy inne autyzmy, jakby […]

    9 listopada 2021
    Samotne wieczory - jak je przeżyć, żeby poduszka była sucha, a serce nie bolało?

    Oj wiem, maltretuję na blogu ostatnio tym smutkiem i samotnością, ale od kiedy opowiedziałam, co i jak, dostaję nie tyle pytań, co zwierzeń dziewczyn, które mają podobną sytuację. I tak jak w ciągu dnia radzą sobie całkiem nieźle, tak samotne wieczory totalnie je przygnębiają. I przerażają. Jak sobie radzić z tą pustką i ciszą, której […]

    4 listopada 2021
    Najlepsze piosenki po rozstaniu [przy niektórych będziesz płakać]

    Pierwsze miesiące po rozstaniu chodziłam jak zamrożona. Nie czułam smutku, żalu, bólu, byłam w trybie przetrwania i tylko na to było mnie stać. Zostałam w sumie z dnia na dzień pozbawiona oparcia, miłości, opieki, pomocy i nie w głowie mi było rozpamiętywanie i przepłakiwanie dni. To okazało się moim największym problemem.    

    26 października 2021
    Książeczki dla bardzo niegrzecznych dzieci z dupą, kupą i kradzieżą.

    Oł je. Wracam. I wracam z tematem. Ostatnio czytałam kilka dyskusji mam oburzonych na to, że w jakiejś książeczce pojawia się słowo "dupa", "głupi" albo jeszcze jakieś inne słowa, których mama danego dziecka nie akceptuje. Sama też pamiętam, że kiedy dodałam jakiś dialog z dziećmi i któreś z nich powiedziało "głupi", to fala oburzonych zalała […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official