Czy kiedykolwiek żałowałam powrotu na wieś?

Joanna Jaskółka
26 listopada 2014

Udostępnij wpis

 

Jednym z najczęstszych pytań, jakie mi zadajecie, jest właśnie to - czego najbardziej było mi żal, gdy opuszczałam miasto. Zazwyczaj odpowiadałam, że niczego, bo gdybym miała wyliczać, ilu rzeczy mi na wsi brakuje, następne pytanie by brzmiało:

 

Skoro, kobieto, tak bardzo ci źle, czemu wróciłaś na tę wieś?"

 

Wiadomo, że są plusy i minusy mieszkania w lesie [dwa filmy o tym nakręciłam!], wiadomo też, że drewno rąbię kciukiem, do sklepu poginam z dzieckiem na barana pięć kilometrów przez las, podchodzące pod dom wilki przeganiam miotełką jak muchy. I jestem niesamowicie szczęśliwa, że nie dane mi wpaść w okolicy na teatr, kino czy chociażby klub malucha.

 

Nie chcę roztrząsać, czego brak mi na wsi. Przecież wiadomo, że nie mogę korzystać ze wszystkich dobrodziejstw cywilizacji. Patrzę się za to na mojego syna, który zamiast fantastycznej zabawki za tysiąc złotych trzyma w ręku kijaszek i radośnie nim pomachuje, penetrując pomosty i pokrzykując na psa, by uważał, bo oprócz wody wokół, zdemolowane pomosty mają też gwoździe. Gdy słyszę, jak się pyta mnie, kiedy będziemy się ślizgać na jeziorze [ostatnio Limango zaproponowało mi zamiast ślizgawki - lodowisko. Czujecie? Na lodowisko mam jechać 100 km 😀 A dziecku wmówić, że na jeziorze wcale, a wcale nie ma lodu, a ten traktor, co jeździ 100 metrów od nas to nic, nic zupełnie, lód jest kruchy!]

 

Czasami, kiedy czytam wasze komentarze, że niektóre z naszych aktywności nie są bezpieczne dla Kosmyka, że balansuję na granicy, że "ojej, jak ty się nie boisz?", przechodzi mi przez głowę myśl [mimo że bardzo jej nie chcę, wszak to nie moje dzieci, ale, kurde, czasami przechodzi], jak wasze dzieci poradziłyby sobie w świecie, w którym zabrakłoby pewnych udogodnień?

 

Czy wiedziałyby, na jaki lód na jeziorze można wejść bezpiecznie? Czy umiałyby biegać po śliskich deskach? Czy wiedziałyby, jak zimna jest listopadowa woda w jeziorze? Czy umiałyby poznać po trzcinach i wodzie, czy można w ogóle wchodzić na pomost? Czy wiedziałyby, jak odpędzić atakującego łabędzia? Czy umiałyby stwierdzić, pod jakim drzewem lepiej nie zostawiać łódki? Czy zdawałaby sobie sprawę, że mięsko, które ma na talerzu, to nie sztuka mięsa wyprodukowana z tabletek, a autentyczne zwierzę, które kiedyś żyło? Wreszcie - czy umiałyby odróżnić ślad jelenia od mniejszego śladu jego żony - łani? Czy w ogóle wiedziałoby, że łania, a nie sarna, jest "żoną" jelenia?
Zawsze, kiedy patrzę na Kosmyka, który z właściwym sobie entuzjazmem poznaje otaczający go świat w całkowicie naturalnym i prawie dzikim miejscu, staram się jednak nie porównywać jego możliwości do możliwości innych dzieci [już w głowie mam wyliczone, ile będę wydawać na dojazdy na te wszystkie zajęcia dodatkowe, które wy macie pod nosem!], ale przez głowę przechodzi mi taka mała myśl.
Jeśli dzięki temu, że mieszkamy na wsi, moje dziecko będzie znało całkowite podstawy życia i będzie rozumiało prawa natury, to niczego droższego nie mogłabym mu podarować na starcie. Bo żaden angielski, żadna rytmika, żaden taniec nie da mu tego, co on dostaje, biegając z psem po niesamowicie śliskim i niebezpiecznym pomoście.

 

 

c629e54d-e915-43dc-85ee-a103eaead33b_retouched_polarr

 

c3988917-525f-4b53-b05b-7db8e2cda935_retouched_polarr

 

ee7178f9-7a9b-435c-831b-b9971772d138_retouched_polarr

 

c28e6dbe-4c36-4349-8b3d-54aed0ad60b0_retouched_polarr

 

18bfa4e9-d87c-4f60-acd6-e72739a99b55_retouched_polarr

 

76afb12d-5bf7-48a9-8f12-14badbae4753_retouched_polarr

 

a6047e82-6679-47c0-8c13-c948446dd770_retouched_polarr

 

a171a1a6-3d3b-4ea3-bab8-8a8df7ace69d_retouched_polarr

 

70886078-56eb-4939-8d86-3556a3581e9d_retouched_polarr

 

573b9f6a-5bc4-4571-8dc0-ad505c7b186b_retouched_polarr

 

 

7777ec05-72f0-4785-8f44-d3a92860ed3c_retouched_polarr

 

dziecko, jezioro beldany, mazury, wiejskie dziecko,

 

 

20b363e6-212e-495f-9645-da3920006f53_retouched_polarr (1)

 

3dd6c267-be58-40af-b296-983f7f61f01d_retouched_polarr (1)

 

25e416bc-4fae-4a84-98bd-89934d8f0c01_retouched_polarr

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official