Dlaczego warto odpuścić sobie komedie romantyczne dla dobra twojego związku?

Joanna Jaskółka
13 lutego 2019

Udostępnij wpis

Węszę pismo nosem,  a raczej nie węszę, tylko czytam wiadomości i wpisy, w których kobiety zbrojnie i drapieżnie szukają romantycznych komedii, by przy nich umilić sobie walentynkową kolację z Chłopem. Rzućcie bagnety, zejdźcie z tropu, złóżcie broń, to nie ma żadnego sensu, mówię wam.

 

 

I to nie dlatego, że świat w komediach romantycznych, szczególnie polskich, jest tak cholernie nienaturalnie bogaty, że główna bohaterka mieszka w norze [jak określają jej mieszkanie znajomi] i ta nora jest większa i drożej urządzona niż piętro mojego domu, kij z tym. Placement musi mieć swoje ładne tło.

 

I to nie dlatego, że bohaterzy z reguły zakochują się w sobie i wiedzą, że to prawdziwa miłość tuż po tym, jak na siebie spojrzą. I że skoro już na siebie spojrzeli, to wiadomo, że będą ze sobą na stówę, bo jedno spojrzenie to od razu związek i miłość i wspólny kobierzec [bo przecież ślub być musi i koniecznie kościelny]. Idealny motyw dla każdego faceta, żeby narzucać się kobiecie już nie przez to, że ta ma krótką spódniczkę, ale dlatego, że rzuciła na niego spojrzenie.

 

I to nie dlatego, że bohaterzy mają zazwyczaj pracę, jaką normalnie wykonuje nikły procent ludzi? Ilu jest w komediach piekarzy, elektryków, szambiarzy, żołnierzy czy nie wiem - sprzedawców na kasie? Prawie nikogo, za to od groma prawników, architektów, malarzy, artystów lub pań, które żyją nie wiadomo z czego i są biedne, ale stać je najdroższe mieszkanie w takim miejscu Warszawy, w którym ja się boję wysmarkać, bo robię to mało elegancko.

 

I to nie dlatego, że większość powiela ten sam schemat jakiegoś hitu i jak wyszły "Listy do M." [bo przecież "Love actually"]  to po jakimś czasie miałam wrażenie, że wszystko krąży wokół tych listów, a przynajmniej w tych samych plenerach. Jak się sprawdziła mizeria z kotletem, to trza klepać kotlety.

 

I to nie dlatego, że zazwyczaj mamy te wszystkie "brzydkie" bohaterki, które wyglądają tak, że ja po tygodniu operacji plastycznych mogłabym zaledwie pięty im lizać, ale one są przecież brzydkie, bo mają zazwyczaj kręcone włosy, czapkę, a czasem okulary, nie ważą 40 kilogramów,  no i każdy je traktuje jak te brzydsze, bo nie noszą szpilek i nie prostują włosów.

 

To wszystko nie dlatego, choć mogłabym jeszcze napisać coś o żartach tak śmiesznych, że mój pies zaczyna drapać w drzwi z przerażenia, jak je słyszy, i jeszcze o kilkunastu rzeczach. Ale jak komuś to przypada do gustu. Ale jest jeden powód, przez który ostatnią rzeczą, jaką powinnaś robić ze swoim facetem w ogóle, jest oglądanie komedii romantycznej. Jest to mianowicie fakt, że...

 

ONI TAM DO CHOLERY W OGÓLE NIE ROZMAWIAJĄ. 

 

Bohaterka ma wielki problem, ale nic o nim nie powie, bo jakby powiedziała, to cała akcja by runęła. Bohater ma tajemnicę, ale nic o niej nie powie, bo to tajemnica, która, gdyby o niej powiedział, zostałaby rozwiązana w trzy minuty, ale nie powie, bo to tajemnica i ukrywanie jej pozwala na mnóstwo żartów z Karolakiem. Jedną z najgorszych rzeczy, z jaką się spotkałam w jednym z filmów był problem ciąży, w którą nie mogła zajść główna bohaterka, bo miała coś tam z sercem i poród groził jej śmiercią. Co zrobiła bohaterka? Nie powiedziała o tym bohaterowi, zaszła w ciążę i umarła. Good, kurde, job, filmie.

 

I wiesz, ja nie jestem jakąś hejterką komedii romantycznych. Jest masa, które uwielbiam, nawet jak mają absurdy w fabule i wielkie mieszkania za malutkie pensje przypisane jakimś tam zawodom [najbardziej mnie bawi ta laska z "Lejdis", co jest korektorką w czasopiśmie i tylko w czasopiśmie, ale stać ją na jedzenie]. Ale z biegiem lat i z liczbą maili, jakie dostaję oraz z liczbą postów, jakie na Wiejskich Matkach zamieszczają dziewczyny, mam coraz większy nerw, że to wciąż wygląda tak samo i to samo idzie w masowy przekaz: nie rozmawiaj ze swoim partnerem. Nie mów mu o swoich uczuciach, o swoich problemach, o swoich planach, jak coś się posypie kup bilet na Karaiby [w ostatniej chwili i z pensji dziennikarki] i ucieknij od  niego, żeby on sam się domyślił, co jest nie tak i pojechał za tobą. Nie miej rodziny, nie szukaj w niej oparcia, a jeśli już się z jakąś tam matką czy ojcem spotkasz, nie proś ich o radę, tylko wzdychaj "no, porobiło się, mamuś, nieważne co, nieważne jak, ale się porobiło, nic nie poradzisz, więc nie mówmy o tym i chodźmy na zakupy". Bo wiadomo, że każda kobieta osika się na miejscu ze szczęścia, jak pójdzie na zakupy i nic więcej nie będzie jej problemem.

 

 

Dżizas, ludzie.

 

Ja przełknę drogie mieszkania ponad stan zawodu, ja przełknę, że w Warszawie są tylko dwie lokalizacje na miejsce akcji, ja przełknę to, że jak ktoś jest ze wsi, to musi gadać jak wieśniak i niczego nie kuma, serio wszystko przełknę, ale oprócz przyjemności oglądania ładnych ludzi, ładnych wnętrz i Karolaka, chciałabym, żeby te filmy dały coś więcej ludziom, którzy żyją w prawdziwych związkach i w prawdziwym życiu. Bo ci ludzie muszą rozmawiać. Ty musisz rozmawiać.

 

Czytam o tych wszystkich fochach na mężów, że obrażę się i przestanę odzywać, niech się domyśli, że chodzi o tę szafkę, co miał rok temu przymocować. Czytam o tych wszystkich podstępach, którymi trzeba podchodzić mężów, żeby oni zrobili to, co my chcemy. I czytam te wszystkie żale, które tak łatwo z siebie wyrzucić obcym koleżankom, ale oko w oko facetowi powiedzieć już trudniej i widzę, że to nic innego jak powtórka komedii romantycznych. Tam dokładnie tak są rozwiązywane te sprawy. Jedne uciekają na Karaiby, drugie na zakupy. Po jedne jedzie wyreżyserowany bohater, po drugie nie jedzie nikt, bo jak se pojechała na zakupy, to niech se jedzie, przecież kiedyś wróci. Powścieka się i jej przejdzie.

 

Ten schemat nierozwiązywania problemów w związkach jest powielany w komediach romantycznych albo przez nie. W każdej praktycznie z nich. Nie rozmawiajmy. Niech on/ona się domyśli. Straćmy dwie godziny życia na zabawne gagi z Karolaka, dowcipy o gejach i lekarzach, niech ona pochodzi smutna po ulicach, a on się popatrzy w okno. I jakoś to się ułoży. W scenie końcowej ona pocałuje jego, on ją, pójdą do ołtarza albo kupią se psa. I będzie git.

 

A w życiu?

 

Zostanie dwójka coraz bardziej nierozumiejących i wkurwiających się nawzajem ludzi, którzy nie rozmawiają. I nie przyjdzie do nich żaden reżyser, żeby to całe ich życie w happy endzie poskładać.

 

Dajcie se spokój z tymi komediami.

Pogadajcie po prostu.

Nie przed telewizorem.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

17 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - budyń jaglany ze smażonymi jabłkami i z cynamonem

    Kiedy Almette #zostańwdomu z przyjemnością dowiedziało się, że wspólne gotowanie z dziećmi to dla mnie codzienność i sposób na aktywne i pożywne zajęcie chłopaków, zaprosiło mnie do akcji #zostańwdomu z przyjemnością. David Gaboriaud łączy się ze mną online i proponuje łatwy i smaczny przepis, który mogę łatwo zrobić z dziećmi i który jest […]

10 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - babka piaskowa prosta tak, że dzieci ci pomogą ją zrobić.

Mamoooo, daj coś słodkieeeego! - czy tylko ja słyszę to zawodzenie? A kiedy ciężko wyjść z domu do sklepu, trzeba ruszyć głową i wymyślić coś pysznego, co jednocześnie zajęłoby dzieci na tyle, żeby nie usłyszeć za chwilę kolejnego powszechnego zwrotu: - Mamoooo, nudzi mi się! Dzięki Davidowi Gaboriaud mam na to sposób!  

3 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - tartaletki na cieście francuskim, które przygotowały moje dzieci

Gotowanie z jednym dzieckiem u boku praktykuję od lat, ale od kiedy starszak nie chodzi do szkoły i całymi dniami przesiaduje w domu, wyłączając w to przerwy na lekcje online, jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch małych mężczyzn w kuchni. Nie licząc Chłopa, ale to duży facet. I ustaliliśmy, że jak on gotuje, to ja mu się […]

26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official