Bo jakoś żyć musimy

Joanna Jaskółka
25 października 2017

Udostępnij wpis

Dziś na kawę wpadli do nas dwaj panowie, którzy przyjechali zadbać o mazurski grób rodzinny przy naszym domu. Chłop ich dojrzał i zaprosił na kawę, z czego uprzejmie skorzystali. To miejscowi. Miejscowi, miejscowi, urodzeni, wychowani tutaj, dzieci Mazurów. Wiedzieli wszystko i nawet więcej niż można wyczytać z prac okolicznych badaczy historii.

 

 

 

- Wie pani - mówił spękanymi, starymi wargami - Nie ma kiedy przyjechać, ma się swoje życie, swoje sprawy, trudno znaleźć chwilę, a środki, żeby te groby zachować w jako takiej przyzwoitości, to drogie. A pieniędzy mało. Ale braciszka grób musiałem odwiedzić. Próbowałem tę płytę skleić, ale trudno, chyba nową kiedyś zamówię. Jak odłożę.

 

Braciszka. Mówił o nim "braciszek", mimo że to dziecko, jak powiedział, zmarło w wieku sześciu miesięcy, przyduszone poduszką, bo "kiedyś to były takie duże, puchowe, z pierza. Nie to co teraz, teraz by pewnie żył".

 

Braciszek. Tak dorosły chłop mówił o malutkim grobie, który ja, jako dziecko nie raz, nie dwa szorowałam, z myślą, co też tu za dzieciak leży. O grobie, na temat którego mój syn tworzył różne historie. O malutkim grobie, tak podobnym do innego grobu, mojego brata. Ale ja o moim zmarłym bracie mówię "brat". A on "braciszek". Malutki, sześciomiesięczny braciszek. Tego konkretnego człowieka, a nie jakiegoś ze świata. "Braciszek" w jego starych, popękanych ustach brzmi miękko, tkliwie. I swojsko. Jakby zaraz miał przybiec i ze śmiechem wleźć mu na kolana. Taki mały. Braciszek.

 

- Wie pani, ja tu dorastałem, pamiętam jeszcze jak sklep w tym czerwonym domu po starej szkole był. W dzień wypłaty chłopy się schodziły i kiedyś wyszedłem z domu i taka chmura czarna na niebie i ja patrzyłem w to niebo, jaka ta chmura wielka, a to chłopy się popiły i bić się zaczęli, aż chmura kurzu w niebo poszła. I pamiętam to niebo, i tę chmurę i mnóstwo butli ochlejmordów na ziemi. Ja tu wszystko znam, z tej górki, co żwir brali, się tarzało i wprost do rzeki, a w rzece drewno spławiali. Nic tu dziś tego nie przypomina.

 

Powiedziałam mu tylko, że całe życie, my, nowe dzieci Mazur, żyjemy w cieniu tej historii, która między tym krzakiem bzu, a ukrytymi w gęstwinach cmentarzami toczyła się gwarnie, upalnie, tragicznie i szczęśliwie. Kleimy ją z połamanych nagrobków, łapiemy z ust tych, co jeszcze żyją, wydobywamy z pamięci tych, których rodzice pomarli już na obczyźnie. Żyjemy tu i tworzymy nową historię.  Ale oni, ludzie, którzy mieszkali w naszych domach i chodzili po naszych obejściach, są wciąż obecni. Ich cienie dalej krążą między ścianami domów, za trzcinowym poszyciem, podczas i naszych turlań z tej samej górki, kąpieli w tej samej rzece. Krążą i przypominają. Że tu kiedyś było inne życie, inna kraina. Że praktycznie nikogo, oprócz nas, tu nie ma. Że kogoś wciąż brakuje.

 

Układanka wciąż nie chce się ułożyć. Tylu puzzli brakuje.  I grobów. Tego, co go zabili w lesie, gdy powiedzieli, że tylko na przysłuchanie zawiozą. Innego, zabitego przed domem w swoje urodziny, bo nie pozwolił zgwałcić córki. I tej matki, o której syn mówił, że gwałciło ją czternastu, a przy czternastym przestała krzyczeć, bo już chyba umarła. I wielu już nie znajdziemy. Przecież mnóstwo grobów na przydomowych cmentarzach dawno się zapadło.

Całe życie żyjemy w cieniu tej historii.

Co robić. Jakoś żyć musimy.

 

 

 

Ziemie mazurskie przez wieki aż do II wojny światowej należały do Prus Wschodnich. Jednak ludność, jaka zasiedliła te terany, od Ełku po Ostródę, Węgorzewo, Szczytno, Nidzicę, była dość specyficzna. W większości pochodziła z Polski, zajmując miejsce dawnych plemion pruskich. Ich język, który wykształcili, a którego badaniem się zajmowałam na studiach magisterskich, nosił w sobie bardzo silne cechy języka staropolskiego, został niemalże zakonserwowany w mowie zaśmieconej niemieckimi nalotami. W wielu domach do lat dwudziestych dwudziestego wieku można było znaleźć polskie wiersze Reja czy polskie modlitwy [więcej pisałam o tym tutaj]. Sama nazwa "mazury" powstała najprawdopodobniej od "z mazowsza".  Ale jest jeszcze kilka innych interpretacji. Po wojnie, gdy tereny mazurskie trafiły we władze Polski, ludność mazurska musiała zdecydować, czy są wrogami kraju, czy "sprzymierzeńcami". Byli do tego nakłaniani, zmuszani, często siłą albo odpowiednią sugestią. Problem istniał w tym, że większość Mazurów nie identyfikowała się za bardzo ani z Niemcami, ani z Polakami. Polska nigdy się nimi nie interesowała, Niemcy stosowali na nich zwykłe swoje propagandowe hasła. Niezrozumiani i wyobcowani wśród napływającej polskiej ludności często dobrowolnie wyjeżdżali, "wybierając" ten kraj, który przynajmniej nie robił im pod górę. Sposób, w jaki zostały wyzwolone Mazury, idealnie opisuje film "Róża" Smarzowskiego. Nie polecam matkom z małymi dziećmi. W tym momencie na Mazurach mieszka garstka rodowitych mieszkańców. Z jednymi z nich udało mi się w zeszłym roku porozmawiać. Sama też od dziecka mieszkam w domu należącym w przeszłości do mazurskiej rodziny, która w 84 roku wyjechała po spokojniejsze życie do Niemiec. Wciąż mamy z nimi kontakt.

 

 

Tekst pochodzi z mojego prywatnego profilu,
został opublikowany 17 października 2016 roku.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 kwietnia 2019
Czego potrzeba, żeby wspaniała matka wychowała wspaniałe dziecko?

Kiedyś to było normalne, że dziećmi nie zajmowała się tylko matka. Byli dziadkowie, ciocie, sąsiadki i inne dzieci, które lepiej lub gorzej kształtowały młodego człowieka, a cała odpowiedzialność nie skupiała się na jednej, no dobra, w lepszych przypadkach na dwóch osobach. W ostatni weekend poczułam, jak bardzo jest to potrzebne. Jak bardzo potrzebna jest wioska […]

2 kwietnia 2019
17 rzeczy, które możesz teraz zrobić, żeby wzmocnić odporność dziecka na zimę [jesienią będzie za późno]

  Aż napiszę o tym wpis. Napiszę, bo we wrześniu znowu będzie społeczne pobudzenie, szukanie magicznych sposobów, diet, specyfików oraz dwie tony zamartwiania.  A tak naprawdę przejmować się tym trzeba teraz, kiedy zima jest daleko. Teraz jest najlepszy czas, żeby wzmocnić odporność twojego dziecka i  jeśli zabierzesz się za to na jesieni, może być już […]

28 marca 2019
Gdybym była na miejscu tej kobiety, którą codziennie widuję...

Codziennie ja obserwuję. Z fascynacją i lękiem. Patrzę, jak się ubiera, co kupuje, jak zajmuje się dziećmi. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Ona wszystko robi źle i kiedy to widzę, czuję zażenowanie pomieszane z satysfakcją, że ja robię lepiej. Ja nie popełniam tych błędów. A ona tak.  

25 marca 2019
Wszystkie rzeczy, których możesz nauczyć dziecko zamiast literek, żeby miało lepszy start w życiu

To jest wpis techniczny. Czyli zapewne zobaczysz go pod każdym komentarzem na mojej grupie, w którym ktoś zadaje pytanie, jak nauczyć swoje dziecko czytać. Ciężko mi raz po razie powtarzać, co o tym myślę, więc napisze teraz porządnie. Jest mnóstwo rzeczy, których możesz nauczyć swoje dziecko, zamiast nauki literek.  

14 marca 2019
Jestem z zadupia i na przeddupie się nie wybieram.

Wstaję i od razu robię kawę. Żeby wypić w ciszy przed dziećmi. Młodszy jeszcze się przekręca sennie na łóżku, starszy pochrapuje u siebie. Piję kawę i wyglądam przez okno, czy lis znowu dobierał się do śmieci i rozniósł je na pół podwórka. Dzisiaj nie. Dzisiaj wystraszyły go jelenie. O czym świadczy kupsko zostawione tuż przed […]

10 marca 2019
Czas raz a dobrze skończyć z laktoterroryzmem, który panuje w naszym kraju!

Nadszedł ten czas i pewnie nie jedna zdziwi się, że o tym mówię. Pierwszego syna nie udało mi się karmić piersią, ale z drugim poszło lepiej - karmiłam trzy lata ponad i niestety nie udało mi się karmić do osiemnastki, gdyż dziecko samo zakończyło tę przygodę. Ale jako matka, która była po jednej i po […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official