Kilka planów na maj

Joanna Jaskółka
30 kwietnia 2015

Udostępnij wpis

Koniec kwietnia i początek długiego weekendu [o ile jeden dzień więcej wolnego można nazwać weekendem...]. Najbliższy miesiąc będzie napięty do granic, nie tylko z powodu coraz bardziej napiętego brzucha, ale też z racji innych rzeczy, które z kwietnia musieliśmy przenieść na maj i tych, które od początku na maj planowaliśmy. Wiem, że dodawanie wpisu przed weekendem to samobójstwo, ale cóż - wiem, że kto chce i jest ciekawy jak tam sobie radzimy w nowym starym domku, ten przeczyta, a kto nie, ten poczeka na "po weekendzie" 🙂 Zaczynamy!

 

 

Powiem wam, że ja w sumie bardzo lubię planować. Dużą przyjemność sprawia mi chodzenie po naszych hektarach i sprawdzanie różnych możliwości posadzenia, posiania, zagospodarowania. Czasem moje plany krzyżuje prozaiczna rzecz "nie ma komu zrobić" [na Mazurach trochę trudno konkurować z zasiłkiem dla bezrobotnych], czasem przeszkadza w nich zwyczajne "no nie da rady tak, Aśku", a czasem powstrzymuje mnie zwyczajny brak funduszy. Ale rzadko się poddaję i po chwilach zapaści, wstaję, poprawiam koronę i lecę dalej snuć plany.

 

W tym miesiącu jest inaczej, bo planów i założeń mamy tyle, że miesiąca może nam nie starczyć... jestem trochę przerażona i zamotana, więc pomogę sobie zapisaniem podstawowych rzeczy, które w maju musimy koniecznie zrobić. Wiadomo, co zapisane, to zrobione, a jeśli już zapiszę i podzielę się tym z kilkoma tysiącami stałych czytelników, to już wiadomo, że trzeba się spiąć, prawda?

 

Przede wszystkim:

 

 

  • wprowadzić na podwórko koparkę, która zrobi nam piękną skarpę na pagórku, ułoży podjazd, zabierze gruz po remoncie i wyrówna teren przed domem. To konieczność, bez której nie jesteśmy w stanie ruszać dalej. Kwiatki na razie sadzę do doniczek, podobnie krzewy, bo mimo planów, nie jestem w stanie przewidzieć, czy kopara będzie potrafiła ominąć moje wysiewy. Czekam więc na nią z utęsknieniem, a swoje ogrodnicze zapędy po trosze realizuję w postawionych na polu obok inspektach.

 

  • ziemia. Dzięki czytelniczce już wiem, skąd sobie załatwić jakieś pięć, sześć ton, które użyźnią tę jałową ziemię i pozwolą rosnąć bujnej trawie, poziomkom, truskawkom, malinom i innym krzaczorom. Ale na razie nie zamawiam ziemi, bo... czekam na koparę 🙂

 

  • krzaczory. Na instagramie widzieliście, że trochę już tych krzaków mam, w inspektach rośnie mi już rabarbar, rzodkiew, sałata, w rozsadnikach pomidory, pietruszka i trochę ziół, mój ojciec od rolnika przywiózł nam kilkanaście krzaków malin, które już puszczają pędy, z remontowego pogromu udało mi się też uratować cztery krzaki pigwy i trzy porzeczki [dwie posadziłam jeszcze przed remontem], a dwie rozrośnięte aronie przycięliśmy z Chłopem i przygotowaliśmy na kwitnienie. Ale wciąż pozostaje nam kupienie i posadzenie jabłoni, grusz, może jakiejś śliwy, wiśni? Chciałabym mieć kilka drzewek owocowych i w przyszłe lata robić z własnych owoców mrożone kompoty... To również musimy ogarnąć w maju, jak najszybciej, bo już chcę widzieć kwitnącą małą jabłoneczkę przed domem 🙂

 

  • brama. Na razie prowizoryczna, czyli nijaka, w zasadzie to jej nie ma 😀 Czekam, aż Chłop wróci z poligonu i się za to w pierwszej kolejności zabierze. Mam to szczęście, że jeszcze u dziadków wyczuliłam Kosmyka na niebezpieczeństwo wybiegania na ulicę i dzieciak nawet w jej okolice się nie zbliża [chyba że za rączkę], a że ruch samochodowy u nas wynosi mniej więcej cztery na dzień [w tym jeden Chłopa, a drugi dziadka], to jeszcze jestem spokojna. Ale zbliżają się wakacje, turyści, dostawcy jedzenia do pensjonatów i porządna brama to priorytet. Choćby po to, żeby ciekawscy nie pałętali mi się po podwórku.

 

  • dzwonek do drzwi. Może parskniecie, ale nie, nie mamy jeszcze dzwonka 🙂 Zazwyczaj widzę przez okno, że ktoś podjeżdża albo idzie w moją stronę, sporo czasu [praktycznie trzy czwarte dnia] spędzamy teraz z Kosmykiem na  dworze, więc zainstalowanie dzwonka ciągle odkładamy na później. A też i czekamy na zrobienie bramy, bo wygodnie będzie mieć dzwonek u bramy, ot tak.

 

  • drewniany podest na podcień. Na początku myśleliśmy o podłodze z kamieni [mamy stertę przy domu podarowaną przez mojego ojca. Mój ojciec robi takie właśnie prezenty :D], ale potem Chłop wymyślił skarpę, na którą te kamienie zużyjemy i ja wpadłam na pomysł na podłogę z desek przypominających te nasze, pomostowe w porcie. W sumie już moglibyśmy te deski zamówić, ale... czekamy na koparę i ziemię, żeby to jakoś się kupy trzymało 🙂

 

  • przeprowadzić króliki. To taka trochę tajemnica, bo Chłop uważa, że jak sobie radzą w Przystani Jaskółka, tak niech tam zostaną. Ale ja wolałabym mieć je blisko naszego domu, więc podczas poligonu poproszę ojca, żeby przywiózł do nas klatki 🙂 Mam nadzieję, że Chłop nie zauważy, bo przecież w maju są też...

 

  • egzaminy Chłopa, które on musi zdać, żeby... Aż się boję napisać, bo przecież myślistwo to takie straszne hobby, zupełnie nienaturalne, zupełnie nie praktykowane od wieków, a wiadomo, że lepsza krowa trzymana przez całe życie na metrowym podeście w ubojni i zabita prądem niż żyjące na wolności, szczęśliwe zwierzę profesjonalnie i szybko ustrzelone, ale cóż. O tym jeszcze kiedyś napiszę 🙂 Mam tylko nadzieję, że nie zacznę rodzić podczas tych egzaminów, bo rodzę dość szybko i Chłop może nie zdążyć.

 

  • urodzić. I to tak, żeby płynnie się w to wszystko wpasować. Co prawda, jest szansa, że urodzę w czerwcu [ginekolog dał mi czas do 11, urodzin mojej mamy], ale w sumie, jak wszystko w maju, to wszystko. Kosmyka rodziłam trzy godziny, więc teraz stresuję się trochę, że wszystko puści akurat w momencie, gdy Chłopa nie będzie,  a ja będę sama z Kosmykiem. Oczywiście, że oprócz egzaminów, Chłopa czeka jeszcze dodatkowy wyjazd, ale przecież kto się będzie do ciężarnej dostosowywał? 😀 A raczej do dziecka, bo to ono decyduje, a na razie zdecydowało, że obróci się tyłkiem do wyjścia, więc czekam. Panicznie boję się cesarki i tego, że na jej okoliczność, zjedzie się cała rodzina i będzie mi się pałętać po chacie [Pomożemy! Masz przecież rozpruty brzuch!] w chwili, która powinna być całkowicie moja, więc trzymajcie kciuki, żeby się Drugie Dziecko obróciło. Pamiętając naturalny poród Kosmyka, wiem, że po takim będę w stanie sama wokół siebie wszystko ogarnąć i już kilka godzin "po" zwyczajnie chodzić.  A może macie jakieś inne doświadczenia?

 

  • napisać przynajmniej 15 postów, bo tyle właśnie mam szkiców w notatniku, plus kilkanaście pomysłów nie zapisanych, a plączących się po głowie. W kwietniu nie udało mi się wszystkiego ogarnąć, bo, wiadomo, cieszyliśmy się pogodą, polami, słońcem, podwórkiem, ale mam nadzieję, że w maju będę już nieco mniej mobilna i więcej czasu spędzę przed kompem, a nie ciągle na dworze, z nimi:

 

 

DSC_1188

 

DSC_1214

 

DSC_1236

 

collage

 

 

Marynarka Kosmyka: Magiczny ciuszek

Buty: Aliexpress

Spodnie, apaszka: Zara.

 

 

DSC_1199

 

Powyższe założenia, choć spore, i tak już zostały nieco okrojone przez rozsądek. Wiadomo już, że przydomowy plac zabaw, czy całkowite zagospodarowanie podcienia w tym miesiącu nam nie wyjdą. Trochę mi szkoda, ale nie wyobrażam sobie, jak mielibyśmy to zmieścić w czasie 🙂 Na razie buszuję po sklepach i wyszperałam kilka rzeczy, nad którymi poważnie myślę i chciałabym je w czerwcu ujrzeć na świeżo wyrośniętym trawniku i pod podcieniem...

 

bbbb

 

Przepiękny hamak [1]! Już widzę, jak Kosmyk z Chłopem drzemią w nim w ciepły wieczór 🙂 Co do mebli pod podcień to waham się pomiędzy standardowym ogrodowym zestawem [3] a zwyczajnymi meblami do salonu. Ta żółta sofa [2] uwiodła mnie od razu i od razu też widziałam ją właśnie w wersji "na podcień".  Jeśli chodzi o potrawy z grilla, to smakuje mi zaledwie kilka, ale Chłop jest wielkim fanem i gdyby tylko miał czas, już by siedział i coś sobie podpiekał [czosnek podpiekany na grillu jest pyszny!], więc grill [4] to jedna z tych rzeczy, które zapewne nie pojawią się u nas w czerwcu, a już niedługo. Podobnie z basenem [5]. Jeśli pogoda się utrzyma, to super będzie móc nagrzać wody i pomoczyć nogi bez spacerowania nad rzekę czy jezioro 🙂

 

W każdym razie - będzie się działo! A wasze plany majowe również tak napięte, jak moje? 😀

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

16 stycznia 2020
Ile jest wart szczery, biały i radosny uśmiech bąbelka?

Uśmiech bąbelka wart jest podobno wszystkie pieniądze. Podobno można nim również płacić, choć waluta to niepewna, VATu się z niej się nie odliczy, a i nie wszędzie przyjmują takie rozliczenie. Postanowiłam więc sprawdzić, ile taki uśmiech jest wart. Bo, co jak co, ale piękne oczy nie wystarczą. Uśmiech musi mieć swoją cenę.  

13 stycznia 2020
Do czego służą słuchawki wygłuszające i jak dziwnie wyglądają w nich dzieci na ulicy?

Swego czasu wdałam się w dyskusję na pewnej grupie, w której matka pytała, co może zrobić, kiedy jej córkę denerwuje strasznie hałas w szkole. Że dzieci krzyczą na przerwach i to strasznie córkę męczy. Doradziłam, bo nie wiem, czemu nie trzymałam języka za zębami, żeby kupiła córce słuchawki wygłuszające. Wyszła z tego dyskusja na trzy […]

9 stycznia 2020
Marzenie, które jak cień za mną krąży, na które codziennie się patrzę i które kiedyś wreszcie się spełni

To był maj, pachniała... ulica Anielewicza w Warszawie, a ja podjęłam decyzję, że spadam z tego miasta i więcej tu nie wrócę. Po siedmiu, prawie ośmiu latach mieszkania w stolicy, bogatsza o dwa kierunki studiów i dziecko, pakowałam manatki, bo... w sumie nie miałam nic do stracenia. Po latach ludzie będą mówić, że ej, ale […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official