Najgorsze teksty na blogu

Joanna Jaskółka
4 listopada 2014

Udostępnij wpis

Ludzie się zmieniają. To truizm, ale niestety potrzebny. Nigdy już nie będziemy tacy, jak rok czy dwa lata temu, codziennie spotyka nas coś, co powoli kształtuje nasz światopogląd. Kropla drąży skałę. Kolejny truizm, ale znów niezbędny. Nigdy nie czułam się bardziej wydrążona niż teraz.


Niektórzy z was pewnie zauważyli, że blog przez ostatnie dwa miesiące trochę się zmienił. Jest coraz mniej zdjęć Kosmyka, coraz mniej tak zwanych zapchajdziur. Nad każdym tekstem pracuję po kilka godzin [jeśli nie fizycznie, to mentalnie, zwyczajnie obmyślając intensywnie i układając w głowie jego treść]. Chcę, żeby każdy z wpisów był przygotowany w sposób porządny, żeby nie był [jak kiedyś] rzeczą "do odwalenia", żeby się czytało.

I wybucham śmiechem, kiedy czytam na fejsie komentarze dziewcząt, że blog nie jest taki, jak kiedyś, że kiedyś to było o czym czytać, że kiedyś starałam się bardziej... I piszą to mi w momencie, w którym nigdy tak bardzo nie oddawałam siebie blogowi, jak własnie teraz. Nigdy wcześniej tak bardzo nad nim nie pracowałam.

Kiedyś sredyś.

Kiedyś już nie wróci. Tym bardziej, że większość postów "z kiedyś" powoli usuwam. Zwłaszcza, jeśli można wyczytać z nich szczegóły o mojej rodzinie. Niekoniecznie miłe i niekoniecznie takie, o których musicie wiedzieć. Ja wiem, że was takie posty jarają. Że lubicie zaglądać za moją firankę. Że o wiele chętniej czytacie, komentujecie, lubicie posty, w których szeroko otwieram wam drzwi do mojego domu. Szczerze opisuję, co u Jaskółki piszczy. Widzę to, a udowodnienie tego było tylko formalnością.

W sobotę dodałam post o tym, jak to rodzice źle ubierają dzieci na jesieni i ten post osiągnął w ciągu kilku godzin taką samą oglądalność jak "Dziecko w szambie", jeden z ważniejszych tekstów na blogu. Kiedy [również na fejsie] napisałam kolejny tekścik, wypominający, że skoro pod postem o ubrankach pojawiły się komentarze żądające porządnych tekstów, to czemu te teksty, które są porządne, wcale nie są chętnie czytane, rozpętała się nagonka osób, które w większości widziałam po raz pierwszy w życiu, ale które czuły wyjątkową potrzebę dosrania, bo przecież "blog już nie jest taki jak kiedyś".

Oczywiście, że nie jest. Jest tysiąc razy lepszy niż rok temu, niż pół roku temu, nawet - niż trzy miesiące temu. Każdy, kto twierdzi inaczej, albo jest przypadkowym widzem, albo zwyczajnie nie umie czytać.

Na początku szukałam problemu w sobie. Zawsze na początku szukam problemu w sobie. Być może to ja coś robię źle? Rozumiecie chyba - chcę się rozwijać, macierzyństwo rewelacyjnie mnie dopełnia,  dzięki blogowaniu czuję się jeszcze bardziej spełniona, tym bardziej, że jednym czy dwoma postami reklamowymi [które i tak starannie przebieram] mogę spokojnie robić to, co lubię. Nie muszę porzucać dziecka i jechać 50 km do pracy. Blog to moja praca i lepszego komfortu nie mogłabym sobie wymarzyć. Zawsze chciałam pisać. I teraz mogę tym pisaniem zarobić na dalsze pisanie. Bajka. Ale i tak chcę iść do przodu, chcę się rozwijać, chcę coraz lepiej pisać, tylko... dla kogo to robić, skoro dostaję maile z pytaniem "kiedy napiszesz o tym, jak odpieluchowałaś Kosmę?" albo "napisz proszę, jak często NAPRAWDĘ bzykasz się z chłopem?".

I wtedy ze zdumieniem odkrywam, że pisany na kolanie post o cmentarzu ma tyle samo wyświetleń, co wypłakana "Samotność w matce" i zaczyna do mnie docierać.

To nie ze mną jest problem. To z ludźmi jest coś nie tak. To nie moja wina, że czasem muszę namówić do dania marnego lajka pod tekstem, który bez tych lajków nie dotrze nawet do połowy z was. To nie moja wina, że klikacie, komentujecie, czepiacie się bzdur, a o fajne teksty muszę walczyć jak lew. Żeby wiedzieć, że komuś się tekst podoba, żeby wiedzieć, że ktoś zrozumiał, że ktoś docenia. Żebym miała tę satysfakcję, że to co robię jest fajne i żeby ta satysfakcja nie wynikała wyłącznie ze sztywnych statystyk i ilości UU. To nie mój problem, że największym krzykaczom nie stoi inteligencji, żeby skomentować lub pochwalić dobry tekst, ale prowadzić zażartą dyskusję pod postem o bzdurze mogą godzinami. Tak, tę bzdurę dodałam specjalnie, żeby zobaczyć, jak dużo takich kłapaczy dziobem nie przynoszących mi nic dobrego faktycznie jest. I zobaczyłam, jak łatwo zdobyć popularność - wystarczy napisać wam cokolwiek, co zagra na płytkich i prymitywnych emocjach.

Dżizas krajst, idźcie sobie, nie wracajcie!

Nigdy już nie będę pisała, jak dawniej. Za kilka miesięcy nie będę pisała, jak teraz. Chcę się zmieniać, chcę, żeby to, co jest na blogu, było najlepszym, co mogę z siebie dać. Nigdy nie byłam typowym blogiem parentingowym, nigdy też być nim nie chciałam.

Osąd na fejsie był jednoznaczny: treści się zepsuły. Są beznadziejne. Nie takie, jak kiedyś. Bo nie piszę już o kupie Kosmyka, nie naśmiewam się z chłopa, nie zwierzam się wam z problemów, z których powinnam się zwierzyć najbliższym. Nie macie o czym plotkować, więc jest do dupy.

Wspaniała nagroda za dwa miesiące intensywnej, ciężkiej pracy z nadruchliwym dzieckiem i... jeszcze czymś, o czym napiszę w najbliższym czasie. Wspaniała. Dziękuję tym wszystkim, którzy mieli ochotę napisać pod tym postem te swoje wypocinki i uprzejmie ich proszę o... pozwólcie, że nie przeklnę, więc po prostu idźcie sobie, bo szczerze mi się znudziło wyrzucanie was drzwiami, a potem oknem.

Nie muszę mieć miliona wejść, miliona lajków, miliona czytelników. Nigdy tego nie chciałam, płakałam chłopu w rękaw, gdy wasza liczba przekroczyła 30 000 [moje marzenia były trzykrotnie niższe!]. Wiedziałam, że taka kumulacja przyniesie tylko problemy i się nie myliłam. Od pogróżek, po elaboraty przekonujące mnie o mojej głupocie. Walcie się. Nie wiem, co was do mnie przygnało z całej masy wartościowych ludzi, ale idźcie już. Na Pudelka czy inne dobre mamy. Wy pójdziecie, przyjdą następni. Wartościowsi. Oni są moim celem, nie komentarze i odsłony.

Chcę po prostu pisać to, co czuję, to na co mam ochotę i mieć z kim o tym rozmawiać. I tylko czasem żal mi tyłek ściska, kiedy widzę, jak wiele fajnych tekstów przepada, bo niektórych interesuje tylko MIĘSO. Szczegóły.Wyłącznie z nich czerpie pożywkę. I myśli, że swoje marnym zdaniem może podzielić się z każdym wszędzie. Przykro mi. Nie u mnie.

Chcę, żeby zostali tutaj ci, co chcą czytać ten "beznadziejny blog" i w tekstach, które fejsbukowa rada przysięgłych oznaczyła jako najgorsze z możliwych, znajdą cokolwiek, co poruszy ich serca i rozum.

Kilka najgorszych tekstów z ostatnich miesięcy:

W każdym razie - nic już nie będzie tak jak kiedyś. Jak rok czy dwa lata temu. Wszystko się zmienia. Ja też. Wbrew pozorom, wbrew temu, co wy mi mówicie, wbrew temu, że czasem sama się pytam, chcąc potwierdzić przypuszczenia, wiem dokładnie, w którą stronę zmierzam. Chcę pisać tak, jak czuję, pisać to, co chcę i iść tam, gdzie intuicja mi podpowiada, To, że podpowiada mi kierunek, do którego ostatnio zmierzam - musicie się z tym pogodzić. I albo zaakceptować, albo spadać stąd czym prędzej. Bo dla malkontentów i bolidupków miejsca tutaj nie będzie.

Jednocześnie dziękuję wszystkim tym, którzy piszą do mnie maile i wiadomości. Są. Czasem się udzielają, czasem nie. Ale wracają i wierzą, że to, co robię, robię zarówno dla nich, jak i dla siebie. Bo lubię to robić i nic mi nie daje większej satysfakcji jak właśnie kontakt z wami. Żadne pieniądze mi tego nie zastąpią.

Blog się zmienia. Będzie trochę inaczej. Obok lekkich tekstów, inspiracji, do których ostatnio przykładam się bardziej niż zwykle, a ich projekty czekają w folderach, pojawią się teksty ambitniejsze, lepsze. Coraz lepsze. Być może stanę się blogerką parentingową z krwi i kości [chociaż rzadko korzystam z przepisów], ale może też instynkt zaprowadzi mnie w inne rejony? Cokolwiek się stanie, musicie się z tym pogodzić. Zostać albo odejść. Przestać drzeć sobie łacha i rozpamiętywać przeszłość. Bo ona nigdy nie wróci. A moja karawana jedzie dalej.

I sama też się zmieniam. Już nigdy nie będę tą samą mamą Kosmyka.

O czym niedługo się przekonacie 🙂

PS. Tak w ogóle to ona jest słodką, kochaną, zakompleksioną i niewierzącą w siebie zahukaną pannicą. Tylko czasem ją wkurwiacie [dopisek: chłop].

Udostępnij wpis

Chcesz wiedzieć o każdym nowym wpisie na blogu? Zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego napisałam!
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Obserwuj nas też na Instagramie
A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
19 lutego 2019
Po czym kobieta poznaje, że jest w ciąży? Wszystkie ściemy, które ci wciskają i w które nie powinnaś wierzyć.

Rozmawiam z wami, mailuję, koresponduję, wreszcie - zdarza się, że spotykam. I zawsze tak się dziwnie składa, że większość z was ma dzieci albo... mieć je zamierza. Temat ciąży i tego, jak się w niej czułyśmy, wraca więc jak bumerang i dodatkowo jesteśmy bombardowani tymi objawami na każdym forum i w każdej kobiecej gazetce. Ale […]

13 lutego 2019
Dlaczego warto odpuścić sobie komedie romantyczne dla dobra twojego związku?

Węszę pismo nosem,  a raczej nie węszę, tylko czytam wiadomości i wpisy, w których kobiety zbrojnie i drapieżnie szukają romantycznych komedii, by przy nich umilić sobie walentynkową kolację z Chłopem. Rzućcie bagnety, zejdźcie z tropu, złóżcie broń, to nie ma żadnego sensu, mówię wam.  

12 lutego 2019
Najcudowniejsza zabawka dla dziecka, które tęskni już za wiosną i zabawą w piasku

Moja grupa Wiejskich Matek jest najlepsza na świecie i mało gdzie znajdzie się równie kreatywne dziewczyny. I ja wiem, że one sa kreatywne, ale i tak szczena mi opadła, jak zobaczyłam zabawkę, którą dla swojej córki zrobiła jedna z nich, jedna z nas, konkretnie moja czytelniczka. A mianowicie zrobiła makietę.  

10 lutego 2019
Co musisz zrobić, żeby stać się najlepszą matką na świecie i po czym tę matkę poznać?

Kiedyś, kiedy kolejny raz ktoś mi zasugerował, że jetem złą matką, zaczęłam się zastanawiać, czy w polskim słowniku w ogóle funkcjonuje przeciwstawne pojęcie "dobrej matki". Czy ktoś kogoś tak kiedykolwiek nazwał? Czy od swoich matek usłyszałyście chociaż raz taką pochwałę? Czy usłyszałyście to od kogokolwiek?   Oczywiście, wiadomo, jaka jest zła matka. Jej definicja jest […]

7 lutego 2019
Zamiast mówić do dziecka "Uspokój się" od razu każ mu zbudować samochód

Dziś szybko. Szybko i sprawnie. Bo jakiś czas temu rozmawiałam z czytelniczką i zapytałam jej, w jaki sposób nazywa ona emocje swoje dziecka. Nazywanie emocji, nauka odczytywania ich,  rozpoznawania, to moim zdaniem jedno z ważniejszych elementów wychowania. Cóż usłyszałam?  

4 lutego 2019
Największa bzdura, którą ci wmawiają, że chłopa musisz sobie wychować

Nie wychowałaś, to masz - tak najczęściej komentuje się utyskiwania kobiet, że ich mąż/partner to taki owaki i niczego w domu nie robi. Bo trzeba sobie faceta wychować - radzą koleżanki. Super triki, żeby facet pomagał w domu - piszą w gazetach, na blogach i wpisach na fejsie. Wszystko to o kant dupy rozbić.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official