Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Joanna Jaskółka
13 listopada 2019

Udostępnij wpis

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.

 

Zresztą "Dzieci z Bullerbyn" to nasz wspólny konik od lat - mój jako dziecka i mojego syna również. Przeczytał książkę, a potem tyle razy słuchał audiobook, że oboje cytujemy fragmenty na wyrywki. To nasza wspólna ukochana książką. Żal nie obejrzeć w teatrze. Na żywo. Przenieść się w ten świat choć na chwilę.

 

Bilety kupiłam na ostatnią chwilę i chyba szczęściem jakimś, bo ten spektakl jest oblegany. Podjechaliśmy do Warszawy [przepraszam, ale w naszym wypadku "podjechaliśmy" brzmi zabawnie, biorąc pod uwagę, że musieliśmy zrobić ponad 200 kilometrów, a o piątej rano przed wyjazdem, rzucałam królikom siano i słomę, żeby im starczyło do następnego dnia]. No ok, niech będzie, że podjechaliśmy.

 

I na miejscu zauważyłam mój pierwszy błąd.

 

Ludzie.

 

Dżizas, ile było ludzi. Widziałam, jak starszy zaczyna świrować, ale na szczęście drzwi się otworzyły i mogliśmy wejść na salę. W teatrze Syrena, a konkretnie w Białołęckim Ośrodku Kultury, bo tam grają "Dzieci...", można wziąć poduszki dla dzieci, żeby łatwiej widziały scenę i żeby było im wygodniej. Po wzięciu poduszek przerażona patrzyłam na zegarek, który pokazywał jeszcze 10 minut do spektaklu, a potem na syna, który zamiast siedzieć spokojnie, podskakiwał na fotelu. Pomyślałam sobie: ech, niech będzie, że niewychowani i poprosiłam syna, żeby się wybiegał na schodach. Na początku przeskakiwał po jednym schodku i samotnie. Ku mojemu zdziwieniu, inni rodzice również uznali pomysł wybiegania dzieci za rozsądny i po chwili kilkoro dzieci już zgodnie i w rytmie wyskakiwało się na schodach [przepraszam za deprawację warszawskich dzieci]. Syn czekał na dzwonek, bo pamiętał, że będą trzy. I tuż przy trzecim usiadł obok mnie na fotelu.

 

Zaczęło się.

 

Szczerze? Byłam rozczarowana trochę tym, że na początku wszystko było słowo w słowo zgodne z książką. Lisa mówiła, ja i syn bezgłośnie recytowaliśmy z nią. Syn był zachwycony, ja taka sobie. Myślałam, dżizas, jak tak będzie do końca, zejdę w tych fotelach. Tekst znam idealnie, znudzę się za chwilę. I on też się znudzi. Ale trzeba przyznać, że zobaczenie tego, co się zna słowo w słowo w inscenizacji na scenie robi ogromne wrażenie. Scenografia była pomysłowa, a rozwiązania - jak pokazać poszczególne, trudne sceny [bo bieganie po domu, kiedy Lisa szukała prezentu urodzinowego lub poczta na sznurku Lisy, Britty i Anny są bardzo trudne do pokazania] fenomenalne.

 

Syn patrzył z rozdziawioną buzią, a ja zastanawiałam się, co by było lepsze - odejście całkowite od tekstu czy całkowite oparcie się na tekście słowo w słowo. Okazało się, że nic nie byłoby lepsze. Spektakl okazał się  idealny - dodano do niego kilka różnych smaczków, żeby zaznajomieni z tekstem czytelnicy się nie zanudzili, ale nie odbiega od treści książki praktycznie wcale i jest w całości przeniesieniem się do idyllicznego Bullerbyn - pełnego śmiechu, zabaw i psikusów. Takiego, jakie wspomina sama autorka. Bo przecież Bullerbyn to wioska jej dzieciństwa, choć ma zupełnie inną nazwę.

 

Najzabawniejsze sceny, jakie zapamiętał syn? Scena robienia zakupów, scena jak Anna przedrzeźniała Lisę, scena szukania prezentu i... oczywiście dziadek i szewc. Dziadek rozwala system - nie jest tym dziaduniem z książki, ale jego kreacja jest cudowna, zabawna i porywająca.

 

Na moje laickie oko - planowałam zabrać syna na jakiś spektakl nowocześniejszy, żeby pokazać mu, że teatr nie jest nudny i sztywny [a takie odniósł wrażenie po wcześniejszych przedszkolnych doświadczeniach, bo musiał siedzieć cicho i się słuchać]. Nawet rozważałam jakieś inne spektakle, ale sentyment do "Dzieci..." i stanowcza prośba syna, że on chce "Dzieci" zwyciężyła. I nie żałuję. Moim zdaniem ten spektakl to idealny pierwszy spektakl dla każdego dziecka - w całej swojej rozciągłości pokazuje, jak niesamowite są możliwości teatru bez efektów specjalnych i bez udziwniania. Można bawić i cieszyć się oglądaniem tradycyjnego przedstawienia i nie czuć żadnego braku. "Dzieci..." udowadniają, że deski teatru mają ogromne możliwości i potrafią zatrzymać dzieci w fotelach bez stosowania nadmiernych efektów specjalnych.

 

 

No i teraz tak. Kiedy wyszliśmy z kina całkowicie bezmyślnie zdradziłam synowi, że tak naprawdę w spektaklu gra tylko dziewięcioro aktorów, otworzył szeroko oczy, że on tego nie zauważył. A ja, głupia, powiedziałam, że te dziewięcioro aktorów się zmienia, bo na przykład Lisę grają trzy aktorki, tylko w innych spektaklach o różnych godzinach itp.

 

No i świat się synowi zawalił. Bo czemu od razu nie powiedziałam i że on chce jeszcze raz obejrzeć, jeszcze raz do teatru. A następny wyjazd do Warszawy dopiero w następnym roku. Także ten. Jakoś musimy się z tym bólem zmierzyć. Opowiedz mi, co ty ostatnio widziałaś w teatrze, chcę wiedzieć, co stracę 🙂

 

 

Dzieci z Bullerbyn

Teatr Syrena

Spektakl wystawiany w Białołęckim Ośrodku Kultury, ul. Głębocka 66.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official