Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Joanna Jaskółka
5 listopada 2019

Udostępnij wpis

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się do łóżka, rzucić wszystko  i nie wstawać przez tydzień. Co też zrobiłam.

 

 

Post powstał we współpracy z Panią Swojego Czasu

 

Ale wszystko krzyczało: Wracaj!, a rachunki i zobowiązania same nie chciały się zapłacić/zrealizować. Musiałam wrócić.

 

Jak to jest, kiedy wszystko się wali?

 

Pika telefon, a ty usilnie wyrzucasz tę informację z głowy, bo znowu ktoś czegoś chce, znowu musisz mówić, a nie wiesz, co masz mówić, bo w głowie świszczą ci tylko jedne słowa i na nic innego nie znajdujesz już miejsca, sił, ochoty. Miotasz się. Bo musisz ogarnąć tę najważniejszą informację, musisz zacząć w jej sprawie działać, poumawiać wizyty, poświęcić czas, siły, emocje, a każde zajmowanie się przyziemną rzeczą niezwiązaną z tą najważniejszą, to strata czasu, koszmarne zawracanie głowy. Chodzisz poirytowana i wściekła na zmianę z załamaną i smutną i coraz bardziej czujesz, że to bezdenne poczucie braku kontroli zaraz cię zgubi, zaraz spadnie ci na głowę, przytłoczy cię, poddusi, zostawi na pożarcie niezapłaconym rachunkom, zobowiązaniom, mailom, prośbom, zapytaniom.

 

 Otrząsnąć się jak pies z błota i biec dalej

 

Nie pamiętam za dobrze pierwszych miesięcy 2019 roku. Przytłoczyła mnie masa rzeczy, które musiałam zrobić, które sama zaplanowałam i które bym zrobiła z palcem w nosie, gdyby nie to, co przyszło. Ale przyszło. Sklep wystartował z opóźnieniem, książki nie napisałam, mimo że czekają już zebrane dialogi i rysunki Mirioli Dzik mam w folderze. Wszystko stanęło, moje życie wyglądało jak chaos, choć wcześniej tak ładnie ogarniałam. A teraz każdy tydzień to była plątanina zadań i krzyżyki tam, gdzie znów się nie udało.

 

Mój pierwszy Planer Pełen Czasu jedna z traumatyczniejszych dla mnie stron.

 

Ola Budzyńska, Pani Swojego Czasu, pisze często i podkreśla, że zrobione jest lepsze od doskonałego. Trzymałam się tego, wyciągając się na powierzchnię i robiąc, robiąc - nie dużo, trochę. Każdego dnia trochę, tyle, ile wiedziałam, że dam radę. Patrzyłam na mój planer, który miałam od roku i uczyłam się, co mi się uda, czego mi się nie uda zrobić. Wyciągałam wnioski. Obudziłam się trochę w nowej rzeczywistości, którą musiałam ogarnąć od początku z całym bagażem rzeczywistości poprzedniej. I robiłam to po trochu. Wpisywałam w planer "Poniedziałek" i listę zadań, które kiedyś robiłam jednego dnia. I wiedziałam, że zrobienie tego wszystkiego zajmie mi tydzień. Ale robiłam. Po kolei. Po trochu. Najpierw 20, potem 30 minut dziennie.  Sklep został otwarty. Rachunki zapłacone. Blog nie umarł, choć liczba wpisów dramatycznie zmalała, to jednak wciąż żył. Nie utopiłam się. Pływałam. Wolniej niż chciałam, ale jednak pływałam i to w dobrą stronę.

 

Kiedy porównuję mój stary planer z nowym, który prowadzę od września, widzę, że "przeżycia" starego,  jego zużycie, to widzę zużycie mnie samej w tym roku. Jego okładka to cała ja - przejechana i pogryziona przez ten rok, naddarta i wymiętolona.

 

 

Utrzymać się na powierzchni

 

Nie powiem ci, że planowanie uratuje ci życie,  bo nie uratuje. Nie powiem, że planowanie uratuje ci firmę, bo nie wszystko da się zaplanować. Planowanie pomogło mi nie utonąć w chaosie i ogarnąć wszystko, co trzeba było ogarnąć. Powoli, ale systematycznie, robiłam malutkie listy zadań Malutkie COŚ. Kiedy wiedziałam, że nic danego dnia nie zrobię z chłopcami, wpisywałam w planer cokolwiek, dla świadomości, że cokolwiek zrobiłam. Na przykład "Zapłacić za dysk google", choć opłata pobierała się sama. Ale kiedy odhaczyłam, że zapłacone, czułam, że nie stoję w miejscu, nie panikowałam, że nic się nie dzieje, że niczego nie uda mi się skończyć. Z czasem, kiedy już wszystko sobie poukładałam, nie musiałam się tak motywować, sposób na co miesięczne odhaczanie płatności znalazłam łatwiejszy i prostszy:

 

 

Ale zanim się ogarnęłam, wszystko rozbijałam na mniejsze, durnowate, kilkunastominutowe zadania. Wszystko. Tekst, który kiedyś pisałam w jeden dzień, teraz zajmował mi siedem: zrobienie zdjęć - piątek, sobota, niedziela, obróbka - poniedziałek, tekst - wtorek, edycja - środa, seo, linki - czwartek, publikacja - piątek. Każdego dnia trochę, każdego dnia o wiele mniej, bo tu wyjazd, tu kolejny, tu następny, tu zebranie dokumentacji, tam czekanie na telefonie i proszenie o wcześniejszą wizytę. Czas na pracę skurczył się do godziny dziennie i jedynym rozwiązaniem było rozbijanie wszystkiego na mniejsze zadania, odpuszczenie tego, co da się odpuścić, zrobienie absolutnego do przeżycia minimum. Nawet jeśli zajmie mi to tydzień. Ale to zrobię.

 


-> W tym momencie polecam ci bardzo webinar Oli o tym, jak rozkładać cele na małe zadania. <-  Żałuję, że tak późno go nagrała. Wiele z tych rzeczy wiem, ale usłyszenie tego od kogoś otwiera oczy i każe powiedzieć "Łał, robiłam dobrze!".


 

Projekt "PRZEŻYĆ"

 

Kiedyś napisałam tekst o odpuszczaniu i spotkałam się z krytyką, że jak to - odpuszczać? Wszystko odpuścisz? A dom syfem zarośnie? Wiele kobiet w dosadnych słowach wypowiadało swoje zdanie, że odpuszczać nie wolno, bo co to będzie, jeśli coś nie zostanie zrobione.

 

Nic nie będzie. Nic się nie stanie. Zawsze, chcąc nie chcąc, coś odpuszczasz. Myjąc podłogę, odpuszczasz swój odpoczynek, robiąc skomplikowany obiad, odpuszczasz czas z dziećmi, który mogłabyś z nimi spędzić, jedząc kanapki. Zawsze z czegoś rezygnujemy, żeby realizować swoje cele, a czasem odpuszczenie jest też realizacją celu - dojścia do siebie, przeorganizowania się, odnalezienia się w nowej rzeczywistości, w której pół dnia jeździsz od przychodni, do poradni, od jednego urzędu, do drugiego i walczysz. A w ramach totalnej potrzeby relaksu, przerzucasz obornik w ogrodzie permakulturowym, niemalże kompulsyjnie.

 

Krok po kroku, coraz lepiej organizując siebie, rzeczywistość, zadania, doszłam do momentu, w którym już byłam, który lubiłam, który dawała mi satysfakcję. Momentu, w którym zaglądałam do planera  i widziałam, że robię coraz więcej, widziałam, że realizuję mój cel. Każdego dnia moje zadania były bardziej złożone, bardziej zorganizowane, widziałam, że z każdym tygodniem płynę szybciej. Aktualnie każdy tydzień zaczynam już z listą zadań i rzeczy do zrobienia. Konkretnych.

 

Znów czuję kontrolę i przestałam się bać, że nie dam rady. Od małych, prostych, zadań, najbardziej ważnych i nie dających się odłożyć, przeszłam powoli do realizowania coraz większych, bardziej logicznych, systematycznych i prowadzących mnie do tego, co sobie kiedyś wymyśliłam.

 

 

Kiedy Ola napisała w sprawie współpracy, zachłysnęłam się kawą - jej planer wyprowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Jednocześnie bałam się, że to za wcześnie, że jeszcze nie teraz, że może za miesiąc, kiedy skończy się to wszystko, co zaczęło się w styczniu, ale... to się nie skończy. Też musiałam się z tym pogodzić, chwilę mi to zajęło. I działać dalej z całym tym bagażnikiem, jaki mi spłynął od losu. Z planerem Oli przeżyłam ponad rok. Zaczynam kolejny. Nawet jeśli coś mi się znowu zwali na głowę - otworzę planer i spokojnie przejdę z trybu: PRACA, na tryb: PRZEŻYĆ.  I zrobię to, co muszę - zaplanuję swoje przeżycie i powrót do rzeczywistości. Punkt po punkcie.

 

A korzystając z tego, że opanowałam chaos, popłynęłam, wróciłam na tory, zabieram się za to, za co miałam się zabrać. Teksty są. Obrazki też. Projekt rozpisany, czeka na przetrawienie, pozostaje tylko wybrać tytuł.

 

 

Wymyślisz lepszy tytuł niż "Wiejska Matka"? Podpowiedz mi koniecznie!

 

 

Post powstał we współpracy z Panią Swojego Czasu

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    4 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    trackback
    2 lat temu

    […] na zakupy. Planowałam, oczywiście w planerach Pani Swojego Czasu, które towarzyszą mi od października oficjalnie, a nieoficjalnie od ponad półtora […]

    trackback
    2 lat temu

    […] Między innymi pisałam o tym w tym tekście. Po prostu moment, w którym zobaczyłam, że to, co chcę robić, nie wychodzi, że nie nadążam, […]

    trackback
    2 lat temu

    […] Wiesz, bo sprawa wygląda tak, że nikt nigdy nie uczył mnie planować. Ani w szkole, ani na studiach. Nie ma takich zajęć, nasi rodzice też raczej wiedzę o planowaniu czerpali z powietrza. No i kiedyś jednak żyło się trochę wolniej. A teraz, kiedy wszystko jest możliwe i w każdym momencie możesz się zobaczyć z osobą na drugim końcu świata lub oglądać transmisję na żywo z Grenlandii lub oglądać najnowsze premiery filmowe na Netfliksie, nie czekasz na ulubioną płytę zespołu aż trafi do sklepów tylko dostajesz powiadomienie, że ta płyta już jest na youtubie i tylko chwilkę ci zajmie przesłuchanie, tylko chwilkę, a dzieci na wsiach i miasteczkach już nie mają wyłącznie podwórka, bo nikt ich nigdzie nie zawiezie, ale też zajęcia, spotkania, szkołę i tysiąc rzeczy, na które muszą zdążyć i ty też musisz zdążyć i wtedy robi się troszkę strasznie, kiedy to wszystko wali się na głowę. […]

    trackback
    2 lat temu

    […] stosuję kilka sposobów, które ułatwiają mi zabranie się do czegokolwiek. Przede wszystkim, o tym już pisałam w tym tekście, ogarniam sobie krótkie, 15-minutowe zadania. Na przykład mój plan na stworzenie tego tekstu […]

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official