Wpis taki trochę niesmaczny...

Joanna Jaskółka
7 stycznia 2016

Udostępnij wpis

Sprawa wyszła spontanicznie. Najpierw rozmawiałam z jedną koleżanką, która narzekała, że nigdzie nie może wyjść, bo jej cieknie przez biustonosz. Po chwili zadzwoniła druga, bo jej nie cieknie i o co chodzi. Obie zmartwione, smutne i trochę nie wiedzące, co z tym fantem zrobić. No bo trochę niefajnie chodzić z mokrą bluzką po świecie z jednej strony, a z drugiej - po czym poznać, że mleka jest w sam raz, skoro nie leci? Od słowa do słowa skończyło się na żartach, a ja wpadłam na pomysł zrobienia tego zdjęcia.

 

 

Afery nie było, choć trochę się jej spodziewałam. W zamian za to przez pół nocy odpowiadałam na maile dziewczyn, które... pełne były wdzięczności, że odważyłam się pokazać to, co wiele stara się czasem bezskutecznie ukryć.

 

Otóż, moi drodzy, to prawda. Kobiety karmiące mają mleko w piersiach i czasem tego mleka jest tak dużo, że może wyciekać i niekiedy nawet najlepsza wkładka nie pomoże. I komentarz "wystarczy dobra wkładka" albo "ja takich problemów nie miałam" nie jest tym, co kobieta z szalejącą laktacją chce i powinna usłyszeć. To normalne, że czasem coś przecieknie. Może faktycznie tym razem miałaś kiepską wkładkę, już doskonale wiesz, że następnym razem kupisz lepszą, ale nawet jeśli masz najlepszą, a ci przeciekło - zdarza się, serio. Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza, mniej dbająca lub jakakolwiek inna.

 

Co najlepsze - przeciekający stanik może się zdarzyć w najmniej spodziewanym momencie - w kolejce u lekarza, w sklepie, na spacerze, gdziekolwiek jesteś.

 

Mało tego - jeśli twoje wyjście na miasto czy gdziekolwiek indziej się przedłuży, to piersi mogą dać o sobie znać i wtedy nie ma zmiłuj. Jednym leci trochę, innym po prostu biust pęcznieje i zaczyna boleć, a jeszcze innym tryska jak z kranu. Jeśli więc karmiąca małe dziecko mówi, że musi już iść i że jej się śpieszy - uszanuj to, jeśli nie chcesz sprawić jej większego bólu [tak, pęczniejące, ściśnięte stanikiem piersi mogą boleć] po prostu pozwól jej iść.

 

I jeszcze raz mało tego - trzy razy zdarzyło mi się, że ktoś przepuścił mnie w kolejce ponieważ zauważył, że coś mi leci. I trzy razy zostałam uratowana, a raczej mój rozciągnięty do granic możliwości biustonosz. Bo był upał, trzy czy czteromiesięczny Adaś u babci, wyskoczyłam na godzinę, pewna, że synek tyle wytrzyma i odejmując 20 minut drogi w jedną stronę, miałam 20 minut na załatwienie jakiejś sprawy, ale... się przedłużyło. I stałam taka, zalewająca się mlekiem, aż któraś mateczka zlitowała się i ignorując kolejkę zaprowadziła mnie pod okienko [na poczcie to było, w Rucianem-Nidzie].

 

W każdym razie - fajna opcja i warta przemyślenia. Jeśli widzisz kobietę z przemokniętą bluzką, to zamiast ją oceniać, może warto pomyśleć, że jej małe dziecko właśnie czeka na jedzenie, a sama kobieta ledwo zipie, bo jej rozrywa stanik? 

 

Kiedyś pod jakimś tekstem o karmieniu ktoś [nie mogę go znaleźć] napisał, że najbardziej nienawidzi, gdy do jej biura przychodzi matka i pyta się czy może nakarmić swoje dziecko, po czym robi to, a na jej twarzy pojawia się cielęca ulga. I ta cielęca ulga tak denerwowała komentatorkę. I ja to rozumiałam. Do czasu gdy z obrzmiałymi, bolącymi, twardymi jak kamienie piersiami szukałam z rozpaczą miejsca, w którym mogłabym dyskretnie... odciągnąć mleko. Tak, nie nakarmić. Odciągnąć. Bo w nosie miałam, czy Adaś jest głodny czy nie. Chciałam, żeby piersi przestały mnie boleć i gdyby w pobliżu nie było Adasia, chyba poprosiłabym pierwsze lepsze dziecko, żeby to zrobiło. To jest taki dyskomfort! I pewnie, podczas odciągania przez Adasia, miałam ten cielęcy wyraz twarzy, bo im więcej Adaś wypijał, tym mniej bolało. No cóż.

 

"Trochę niesmaczne" - skomentowała czytelniczka na fejsie. Owszem, dla jednego niesmacznym widokiem jest matka karmiąca w miejscu publicznym, dla  innych nie karmiąca, ale z cieknącym stanikiem, jeszcze innym przeszkadza krzywy chodnik, a kolejnym wilgoć w mieszkaniu. Ludzie są różni, a życie pisze raz takie, raz inne scenariusze. Przeciekający stanik to jednak żaden powód do wstydu - piszę to, upewniona mailami dziewczyn, które w dużej mierze przez pierwsze pół roku nie wychodziły praktycznie z domu, przerażone, że w miejscu publicznym coś im przecieknie. To naprawdę ma iść w tym kierunku? Siedź kobieto zamknięta w chacie i nie wyściubiaj w nosa, bo ktoś się obrazi? Chyba nie.

 

WAŻNE

Jednym leci, innym nie leci. Nie znaczy to, że te drugie powinny się zamartwiać, a te pierwsze chować w domach. Jeśli jedne wkładki nie działają, zadziałają kolejne, jeśli kolejne nie, to znów następne. Trzeba szukać, a jeśli w trakcie poszukiwań zdarzy się wpadka... to się zdarzy. Nie dajcie się wbić w ziemię z tego powodu!

 

 

 

Więc piszę z pełną odpowiedzialnością - przez pierwsze pół roku, a nawet rok, a nawet więcej, bo pisała do mnie dziewczyna, które ciekło cały czas, może tak być, że coś ci gdzieś przecieknie. I trudno. Zdarza się. Głowa do góry i miej w nosie ostre spojrzenia. To nie twoja wina, że twój organizm pracuje tak, a nie inaczej. Nie potrafisz tego kontrolować, nie jesteś w stanie zaprogramować swoich piersi tak, żeby nie popuszczały mleka w sytuacjach, w których popuścić nie powinny.

 

I teraz wracam myślami do mojej sytuacji z poczty - kurde, ludzie, jeśli w zapyziałej [z całym szacunkiem do Rucian, ale metropolią moja gmina rodzinna nie jest :D], wiejskiej gminie znajdzie się człowiek, który zrozumie, że zalana bluzka to nie efekt "widzimisię", ale zwyczajny wypadek losowy, to może i gdzieś tam za tym szklanym ekranem pojawi się ktoś, kto zrozumie? Albo w przyszłości spojrzy inaczej?

 

I jeśli ktoś się dziwi, czemu zrobiłam to zdjęcie, to już powinien wiedzieć, że było warto. Dla tych dziewczyn, co się bały, co nie rozumiały, co myślały, że są dziwne. Kochane, to jak najbardziej normalne! Warto było dla was zrobić sobie z cycków przedstawienie! Lećcie po wkładki i ruszajcie na miasto. A jak coś wam przecieknie - kichajcie na to. Zdarza się.

 

 

A dla wszystkich dziewczyn, które piszą do mnie po porady laktacyjne - nie jestem ani położną, ani specjalistką od laktacji. Są ode mnie lepsi, mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Dla mam karmiących szczególnie polecam [kolejność przypadkowa]:

 

Kwartalnik Laktacyjny

Hafija

Mataja

Róża Marzy

Koralowa Mama

Anielno

Antonoovka

Farmaceuta radzi 

Małgorzata Jackowska

A JEŚLI MASZ OCHOTĘ WYRAZIĆ SWOJE ZDANIE O BLOGU I POMÓC MI SIĘ ROZWIJAĆ

[wcześniej pokitrałam linki, teraz jest ok], 

ZAWSZE MOŻESZ WYPEŁNIĆ ANKIETĘ

 --> TUTAJ <--

Zdjęcie na instagramie: tutaj

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
20 lutego 2020
Dlaczego nie przyjmuję krytyki i jestem przewrażliwioną wariatką, czyli o #kursoksiążce Oli Budzyńskiej i moim poczuciu własnej wartości

Osiem lat temu pojawił się na moim blogu pierwszy wpis, a siedem i pół roku kolejny wpis obiegł pół ówczesnego internetu i spotkałam się z tym, w co dzisiaj internet bogaty. Z opiniami. I to było cięższe od porodu. Przez jeden, krótki tekst dowiedziałam się o sobie takich rzeczy, do których bym nie doszła przez […]

9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official