Życie w pudełku po kredkach

Joanna Jaskółka
12 sierpnia 2015

Udostępnij wpis

Nie wiem, czy budzą mnie ptaki, budzik Chłopa, wrzask Kosmyka, czy uporczywe ciamkanie w ramię Adasia. W półśnie wszystko zlewa się w jedno. Otumaniona obracam się na na bok i karmię młodszego synka, którego głód zmusił do pierwszego lekkiego obrotu na boczek. Słyszę, jak Chłop uspokaja Kosmę i radzi mu, żeby położył się obok mamy. Po chwili czuję ciepłe nogi synka pod kołdrą i otoczona synami jestem w stanie tylko głośniej szepnąć:

 

- Pamiętaj o kanapkach. Masz w lodówce!

 

- Tak, wiem. Na razie - odpowiada Chłop i wychodzi do pracy. Zasypiam. Za dwie godziny Adaś znów będzie głodny, a ja wstanę, bo zacznie się kolejny dzień.

 

 

Kolano Kosmy boleśnie wbija mi się w krzyż. Pod głową czuję jakiś patyk, który okazuje się czerwoną kredką. To ona zostawiła te krwiste ślady na ścianie. Adaś nie obudził się o zwykłej porze, co stwierdzam po zalanej mlekiem bluzce.  Słodki płyn przyciąga muchy, które zaczynają krążyć nad łóżkiem również spragnione mojego pokarmu. Wstaję. Jak zwykle kręci mi się w głowie. Jeszcze kilka takich poranków, a faktycznie pojadę kompletnie przebadać ten cukier. Drżącą ręką robię sobie kawę i jak zwykle trochę rozsypuję obok kubka. Muchy tylko na to czekają.

 

 

Wychodzę przed dom odetchnąć powietrzem. Wkładam kredkę do pudełka. Słońce parzy, po kilku minutach na mojej skórze pojawiają się pierwsze krople potu. Obserwuję obleśną strużkę i obstawiam, o której godzinie z powodu przeciążenia upałem wybuchnie pierwsza awantura między mną a starszym synem. Widzę Flejtucha, która ostrożnie wychyla się na taras i zaraz znika w czeluściach domu przerażona nadchodzącym upałem. Idę jej śladem.

 

 

W pokoju widzę, że Kosma wstał i odkrył, że wczoraj zostawiłam niedokręcony słoik miodu w dolnej szafce. Syn z uwielbieniem wkłada ręce do słoika, oblizuje ile może, a potem bez refleksji wyciera upapraną rękę w czystą pościel. Jestem jeszcze niedobudzona, więc wzruszam ramionami i szykuję śniadanie. Może dziś zdążę zrobić ładne zdjęcie posiłku zanim ręce syna... nie zdążę. Adaś jest głodny.

 

 

Leżę na łóżku i karmię malucha. W pokoju panuje przyjemny chłód, a ja podarowałam Kosmykowi łapkę na muchy, żeby zrobił coś pożytecznego i pozabijał dziadostwo. Idzie mu nieźle. Zabite muchy walają się po podłodze. Tuż obok świecowych kredek rozsypanych podczas zabawy przed łapaniem much. Z komputera dochodzi sygnał wiadomości. Czyli z błogiego leżenia nici, czas zacząć pisać.

 

 

Dzwoni Chłop. Zostawiam dzieci i wychodzę na dwór, żeby odebrać. Tylko koło studni mam zasięg, więc rozmawiam i krążę koło wybrzuszenia jak pies za ogonem. Z domu dochodzi do mnie jakiś hałas i staram się wierzyć, że Kosmyk nie zwalił nic sobie na głowę i nie leży nieprzytomny na podłodze. Chłop mówi, że naprawa samochodu będzie kosztować jakąś astronomiczną kwotę. Udaję, że nic się nie stało, ale z wykreślam z głowy marzenie o spontanicznym wypadzie nad morze we wrześniu. Wracam do domu. Kosma rozwalił tylko swoje samochody po pokoju, ale gdy rozmawiałam, komputer sobie zasnął i muszę od nowa łączyć się z internetem. Zajmuje mi to jakieś piętnaście minut, a kiedy już się połączę, mija czas drzemki Adaśka. Karmię, uspokajam i znów usypiam malucha. Odsypiam kompa, który nie poczekał. Łączę się znów z internetem. Po piętnastu minutach mogę już otworzyć skrzynkę mailową - dwadzieścia cztery wiadomości. Z reguły odpisuję na wszystkie, więc i teraz po kolei załatwiam jeden po drugim. Zaczynam pisać post. Piszę do momentu, w którym Kosmykowi coś nie spadnie ze stołu. Tym razem kredki. Szał, w jaki wpada starszy syn, budzi i przeraża młodszego. Miotam się między jednym a drugim dzieckiem i... w tym momencie dzwoni telefon.

 

 

Odbieram, ale Kosmykowi kredki, którymi syn w złości maluje niesamowity obraz na ścianie. Telefon standardowo ignoruję. Zarządzam odwrót na taras. Adaś leży w bujaczku i zerka na swojego motyla, a my z Kosmykiem przy stole zajadamy się lodami cytrynowymi. Nie znoszę lodów cytrynowych, ale te przynoszą miłą ochłodę w sierpniowe upalne popołudnie. Wypiliśmy już wszystkie soki, jakie udało nam się zmagazynować w lodówce i kombinujemy, jak tu odegnać osy, które poznały się na naszych smakołykach. Patrzę na Adasia, który powoli zasypia i wpadam na pomysł filmiku i proponuję synkowi małą rólkę.

 

 

Filmik  na Vine nagrywamy jakąś godzinę, bo Kosmyk za każdym razem, gdy krzyczę "Czeeegoooo?" parska niepowstrzymanym chichotem i woła "Jeszcze! Jeszcze!". Drę się jak postrzelona, a potem zataczamy się ze śmiechu na trawie. Pytam się synka, czy pomoże mi przy obiedzie. Zgadza się.

 

 

Wyciągam mięso z lodówki, ale nie widzę, że puściło sporo wody, która kapie teraz na podłogę. Na płytkach robią się od razu lepkie plamy, które mieszają się z resztkami piachu na naszych piętach, ale nie mogę się teraz zająć sprzątaniem, bo Kosmyk już wyciągnął swój nóż do krojenia pomidorów i macha nim, niczym mieczem, żeby nadziać na koniec warzywa. Podaję mu pomidory na deskę do krojenia i pokazuję, jak ma kroić. Ale i tak robi po swojemu, czyli nakłuwa je z każdej strony, robiąc paćkę, a ja nie mogę go poprawić, bo już słyszę miaczącego z tarasu Adasia. Resztę obiadu - krojenie mięsa, cebuli, indyka załatwiam z synem na ramieniu. Błogosławię multicookera. Dzięki niemu mogę spokojnie wstawić obiad i zająć się Kosmykiem, który, porzuciwszy pomidory, właśnie wścieka się na nierówno narysowaną linię i rozrzuca kredki po deskach tarasu. W myślach już widzę, jak Chłop odkręca te deski, żeby wyjąć zaginione pod nimi kredki. Zbieram, ile mogę i wkładam z powrotem do pudełka, co spotyka się z gorącym protestem synka, który rozwścieczony zrzuca znów pudełko na podłogę.

 

Patrzę się w przepełnione furią oczy dziecka i niewiele myśląc biorę zamach i zrzucam ze stołu jego książeczki. Zdziwienie i rozpacz.

 

- Moje książeczki! Czemu zrzuciłaś moje książeczki?

- A ty czemu zrzuciłeś kredki?

- Bo jestem zły!

- A ja też jestem zła!

- Ale rozrzuciłaś moje książeczki!

- A ty moje kredki!

- I zobacz, jaki bałagan zrobiliśmy, teraz musimy przątać!

 

 

Sprzątamy. Adaś się uśmiecha. Przewracam się na tej cholernej kredce i rozrywam sobie sukienkę. Kosmyk chce się huśtać. Huśtam go do omdlenia rąk. Wraca z pracy Chłop. Jemy obiad. Tak jak zwykle - siadamy wszyscy do stołu, Kosmyk ucieka, namawiamy go na powrót, siada, ja muszę wstać do Adasia, siadam, Kosmyk nie chce już jeść, ucieka, Chłop go namawia, żeby jeszcze zjadł ryż, siada, ja wstaję, bo Adaś jest głodny. Na stole zostają jakieś resztki, Kosma szykuje się na spacer z Korą i tatą.   Ja obieram znów maile i czytam propozycje za mniej niż zero. Zdołowana robię sobie kawę, a potem stawiam ją tak, że kubek spada ze stołu i lepką mazią [zawsze piję słodką kawę] zalewa deski. Biegnę po mopa. Adaś płacze. Przebieram, karmię, widzę, jak wieść o kawie roznosi się po pobliskich rojach os. Atakuję je łapką i z wojny wychodzę bez szwanku. Idę znów przygotować mopa. Z rozpędu odkurzam, myję podłogi, sprzątam zlew, blaty, porządkuję zabawki Kosmyka. Zbieram kredki i zaczynam malować "Koloraże". Niesamowicie mnie to odpręża. Do momentu, w którym słyszę głos wracającego ze spaceru synka, który cały ubłocony wbiega do domu na swoje codzienne kilka chwil z telewizorem. Biegnę za nim wrzeszcząc:

 

 

- Stój! Stój! Masz ubłocone buty! Zabrudzisz mi całą...!

 

 

Ale jest już za późno. Po pokoju szlaja się cały zapas ziemi znad rzeki, a Kosmyk, który zorientował się, że narozrabiał, uspokajająco mnie przeprasza, zdejmuje buty i rzuca je na werandę. Z butów na chodnik spadają resztki ziemi, które zadeptuje wchodzący z Adasiem na rękach Chłop.

 

- To co? Myjemy towarzystwo? - zakrzykuje radośnie, co wywołuje rozpacz Kosmyka, dla którego ta informacja równa się nieobejrzeniem do końca ulubionej bajki. Zamiast oglądać, płacze, przez co nie widzi zakończenia, co wywołuje jeszcze większy płacz i skłania do współpracy Adasia. Padamy z Chłopem na łóżko  i w milczeniu słuchamy tej kawalkady jęków, aż wreszcie syn się orientuje, że jego zawodzenie niczego nie daje i przypomina sobie:

- Mamo! Ale przecież możesz przewinąć, prawda?

- Tak synku, miło, że się domyśliłeś.

Chłop myje starszego, ja młodszego. Jemy kolację, oglądamy bajkę. Kosmyk napoczyna cztery jogurty i ich nie kończy, ale za to podbiera ojcu kanapkę. Z rzodkiewką na ustach prosi o kołysanki. Zasypia, tuż za nim nakarmiony po pępek Adaś. Sprzątamy, Chłop podkłada do pieca, żeby ciepłej wody starczyło i dla nas. Podkłada za dużo, bo po chwili słyszymy bulgoczące grzejniki. Piec się zagotował, więc jak szaleni spuszczamy z kranów wrzątek i odkręcamy grzejniki. Gdy opanowujemy sytuację, okazuje się, że spuściliśmy całą ciepłą wodę i myć przyjdzie nam się w zimnej. To dobrze, bo w domu od odkręconych grzejników parno jak w ulu. Cieszę się z prezentu od rodziców - moskitier z włókna szklanego - i otwieram na oścież okna.

 

Wychodzę na dwór. Lśniące futro Łajzy skrzy się na kamieniach. Nad rzeką kumkają żaby. Biorę szlauch i podlewam moje pomidory i krzaczki owocowe. Zrywam trawę dla królików. Wybieram tę soczystą, ją najbardziej lubią. Wreszcie wchodzę na taras i zbieram po kolei wszystkie rozsypane kredki. Układam je w pudełku i myślę, że życie jest piękne.

 

Unknown

 

Unknown-8

 

Unknown-7

 

Unknown-6

 

Unknown-4

 

Unknown-3

 

Unknown-2

 

DSC_0627

 

DSC_0599

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    18 lipca 2022
    Jak wspierać dziecko w nauce języka, żeby utrzymać motywację?

    Obecne wakacje miały być dla nas resetem. Bez stresu wyjazdów i kolonii. Siedzimy w domu, zwiedzamy okolicę, zajmujemy się naszymi zwierzętami domowymi i ogrodem – teoretycznie nie mamy żadnych obowiązków. Dlatego pojawił się pomysł na zapisanie młodszego syna na kurs językowy w szkole ProfiLingua – by mógł w wakacje uczyć się przez zabawę. Bo jeśli […]

    20 czerwca 2022
    Moja najbliższa koleżanka depresja. Jak z nią żyję i przeżyję?

    Hej. Jestem Asia. Od trzech lat mam depresję, stany lękowe i zaburzenia odżywiania. Zdiagnozowano u mnie zespół stresu pourazowego (PTSD) i zaburzenia ze spektrum autyzmu. Oprócz dzieci są to najbardziej stałe elementy mojego życia. Ponad pół roku temu zakończyłam kolejną terapię. Bywa, że wciąż ze zmęczenia śpię po 14 godzin na dobę i jedyne, co […]

    27 maja 2022
    Kiedy nauczyć dziecko jeździć na rowerze i jak go przekonać, żeby chciał?

    A kiedy kupisz im pierwsze rowery? A kiedy zaczniesz ich uczyć jeździć na rowerze? A czemu oni jeszcze nie potrafią na rowerze? Kto to widział sześciolatek, a jeszcze nie umie... Taki duży, a jeszcze na biegowym jeździ? Takie teksty towarzyszyły mi bardzo długo i były połączone z różnymi staraniami, żeby zmobilizować dzieci do szybszej nauki […]

    24 marca 2022
    ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble]

    Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej.  Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […]

    26 lutego 2022
    Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam

    – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać.  – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne.  Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official