7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Joanna Jaskółka
3 czerwca 2020

Udostępnij wpis

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. Drugiej osobie średnio pomagają, a czasami wręcz przeszkadzają.

 

 

 

1. "Przestań płakać!", "Co ty tak ryczysz?"  - kwestię płaczu poruszałam już w tym tekście. Oraz w tym:

 

Wiecie, co się dzieje, kiedy słowami „nie płacz”, „przestań się mazać”, „płacz ci w niczym nie pomoże” kwitujemy rozpacz dziecka? Dajemy mu do zrozumienia, że jego emocje nie są ważne, że jego emocje są złe, niepotrzebne, że pokazywanie emocji jest dla ludzi niestosowne. Takie dziecko stara się potem rozładować swój smutek, złość w inny sposób – agresją, samookaleczeniem, psuciem, krzykiem, zaciętością. W dzieciństwie możecie być z tego zadowoleni [„Ach, jakie grzeczne dziecko, w ogóle nie płacze”], ale napięcie, które rośnie w takim małym człowieku wybucha później w działaniach, które wyrażają się słowami „Jak mógł to zrobić, przecież był takim spokojnym dzieckiem!”. Tłumienie w sobie smutku, rozpaczy, złości nie prowadzi do niczego dobrego, ale buduje w nas frustrację, która, zgromadzona w nadmiarze, czyni z nas zwyczajnie ludzi nie do zniesienia – dla siebie i dla innych.

"Twoje dziecko może płakać"

 

2. Uspokój się! - te słowa wypowiadane do wrzeszczącego dziecka działają tak samo jak rzucenie drwa do ogniska, żeby je zagasić. Nie tylko nie pomagają, ale często jeszcze ogień płonie o wiele mocniej. Tak jak z płaczem - ja, dorosła kobieta, kiedy się boję, martwię lub denerwuję, nie jestem w stanie przestać to robić, kiedy ktoś mi każe przestać martwić się, bać lub denerwować. Mało który dorosły to umie. A dziecko? Tym bardziej.

 

3.  Czemu tak histeryzujesz? - to moje słowa. Słowa będące pytaniem retorycznym. Wypowiadam je czasami i nie wiem, czego oczekuję, że czterolatek obszernie i logicznie wyjaśni  mi powody swojej paniki? Ja często nie jestem w stanie wyjaśnić, czemu zachowuję się tak, a nie inaczej. A dziecko? No, nie jest to z mojej strony za mądre.

 

4.  Nie skacz! Nie rób tego! Nie biegaj! - kiedy napisałam na fp, jak moje dzieci zareagowały na moje "nie przeszkadzajcie" [czyli, "acha, przeszkadzajmy"] kilka dziewczyn bardzo słusznie zauważyło, że dziecko nie słyszy "nie". Ja nawet sama o tym tekst napisałam "W jaki sposób powiedzieć dziecku nie bez mówienia nie". Jak widać, sama potrzebuję czasami przeczytać własne wypociny : )

 

5. Jak tego nie zrobisz, to.../liczę do trzech i wtedy... - wtedy moje dziecko liczy do czterech pięciu, sześciu i ma w nosie, co ja tam gadam. Bo to zdanie jakiś tam efekt daje. Albo pokazuje, że nie spełniasz swoich gróźb, bo zazwyczaj wypowiadasz je we wzburzeniu i w tym wzburzeniu faktycznie masz ochotę wywalić komputer za okno, spalić zabawki, nasrać mu na środku pokoju, bo i tak nie zauważy w tym syfie, ale zazwyczaj, gdy emocje opadną, nie jesteś już skłonna do tak radykalnych czynów, a czasami wręcz uznajesz je za absurdalne, więc ich nie realizujesz. Dziecko więc widzi, że twoje słowa to takie phi, se gada, wściekła się i gada. Albo z drugiej strony spełniasz swoje groźby i wtedy dziecko czuje się niesprawiedliwie traktowane, coraz bardziej się buntuje i robi wszystko na przekór lub, co najgorsze moim zdaniem, potulnie robi to, co mu każe silniejszy i sprawujący nad nim władzę dorosły w obawie przed karą i uczy się, że przed silniejszym trzeba pochylać głowę  i jak robocik realizować jego żądania. Nawet głupie.

 

6. To twoja wina! Do czego ty mnie doprowadzasz! - takie zdanie ma na celu uświadomienie dziecku, że cała wina leży po jego stronie i gdyby zachowywało się inaczej, to rodzic nie zdenerwowałby się tak bardzo. Bardzo to raczej przypomina teksty alkoholika, który pije, bo żona go nie rozumie, obiadów nie robi, dzieci go nie słuchają i on musi pić i bić, bo nikt się nie chce do niego dostosować. A dziecko to dziecko - zachowuje się jak umie. Jak nie umie, to się nie zachowuje. Przyznam szczerze, że sama miałam kilka razy te słowa prawie na ustach i na szczęście gryzłam się w język, choć niesmak we mnie pozostał. Takie słowa nie mają żadnego uzasadnienia, nie są pomocne i niczego dziecku nie dają oprócz dojmującego poczucia winy za doprowadzenie matki do szału. A to my jesteśmy dorośli i to my powinniśmy umieć powiedzieć sobie samej stop.

Inna sprawa, że często odzywamy się do dziecka, żeby wzbudzić jego poczucie winy. A poczucie winy jest ważne, ale nie naprawia niczego - nie sprawi, że dziecko samo nagle nauczy się utrzymywać porządek, nie naprawi jego braku punktualności, nie naprawi koncentracji, nie sprawi, że będzie mniej ruchliwe. A na pewno podburzy poczucie własnej wartości dziecka - jeśli oprócz [a nawet zamiast] intencji, by dziecko poczuło winę nie pójdzie wsparcie i pomoc dziecku w trudnej sytuacji.

 

7. Tyle razy ci to powtarzam, a ty dalej to robisz! - tyle razy mówiłam tyle razy, że w końcu doszłam, że jeśli tyle razy mówię tyle razy, a dziecko dalej to robi, to kto tutaj czegoś nie rozumie? I Gosia Musiał uświadomiła mi, że często te słowa padają głównie dlatego, że usiłujemy wywalić z siebie jakąś frustrację, nerw, że są sposobem na szybkie wywalenie naszych emocji i często mówimy je i zrzędzimy takimi typowymi "tu nigdy nie ma porządku", "tu zawsze jest bałagan", "nikt mi nigdy nie pomaga" nie po to, żeby zmienić, lecz po to, żeby samemu się uspokoić.

 

I bawi mnie, że kiedyś na moje "Ile razy mam ci powtarzać" mój starszy syn odpowiedział: "Aż w końcu zrozumiesz, że wcale nie musisz!". I tak to tylko zostawię : D

 

Ale łapię się sama często na takim zrzędzeniu, jaka to ja biedna i nikt o mnie nie dba i sama się siebie pytam, czy to mi faktycznie jest potrzebne. Coraz częściej, kiedy czuję już narastający nerw, po prostu idę do mojego ogrodu albo popatrzeć się na króliki produkujące mi gówienko do donic. Sztuka odpuszczania to coś za co jestem wdzięczna - głównie sobie, że sobie odpuszczać pewne rzeczy dawno temu pozwoliłam. Częściowo dla zdrowia psychicznego, ale też głównie dla relacji z dziećmi. Bo wolę pamiętać ich uśmiechy niż znudzone moim zrzędzeniem twarze.

 

Niemniej wierzę, że wszystko da się naprawić - o tym też rozmawiałam wczoraj na lajwie na fejsie z Małgorzatą Musiał. Wierzę w to, że wiele rzeczy można naprawić a jednocześnie w to, że czasem lepiej nic nie powiedzieć, niż powiedzieć za dużo.

Jeśli i tobie zależy na relacji ze swoimi dziećmi i chcesz je wspierać w poczuciu własnej wartości tak, żeby nawet zrzędzenie nie popsuło ich myślenia o sobie to dziś [3.06] masz jeszcze szansę kupić taniej w przedsprzedaży kurs Małgorzaty Musiał "Rozwiń skrzydła", którego zostałam patronką.

 

 

 

 

Zdjęcie główne: Austin Pacheco on Unsplash

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

17 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - budyń jaglany ze smażonymi jabłkami i z cynamonem

    Kiedy Almette #zostańwdomu z przyjemnością dowiedziało się, że wspólne gotowanie z dziećmi to dla mnie codzienność i sposób na aktywne i pożywne zajęcie chłopaków, zaprosiło mnie do akcji #zostańwdomu z przyjemnością. David Gaboriaud łączy się ze mną online i proponuje łatwy i smaczny przepis, który mogę łatwo zrobić z dziećmi i który jest […]

10 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - babka piaskowa prosta tak, że dzieci ci pomogą ją zrobić.

Mamoooo, daj coś słodkieeeego! - czy tylko ja słyszę to zawodzenie? A kiedy ciężko wyjść z domu do sklepu, trzeba ruszyć głową i wymyślić coś pysznego, co jednocześnie zajęłoby dzieci na tyle, żeby nie usłyszeć za chwilę kolejnego powszechnego zwrotu: - Mamoooo, nudzi mi się! Dzięki Davidowi Gaboriaud mam na to sposób!  

3 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - tartaletki na cieście francuskim, które przygotowały moje dzieci

Gotowanie z jednym dzieckiem u boku praktykuję od lat, ale od kiedy starszak nie chodzi do szkoły i całymi dniami przesiaduje w domu, wyłączając w to przerwy na lekcje online, jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch małych mężczyzn w kuchni. Nie licząc Chłopa, ale to duży facet. I ustaliliśmy, że jak on gotuje, to ja mu się […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official