Blogowe konferencje - czy warto na nie jeździć i co się na nich dzieje?

Joanna Jaskółka
8 czerwca 2016

Udostępnij wpis

Konferencje blogowe. Ciekawe zjawisko. Blogerzy z całej Polski spotykają się w jednym miejscu, żeby porozmawiać o trendach, możliwościach, sprawdzonych sposobach i żeby się czegoś nowego dowiedzieć, poznać ludzi, których zazwyczaj widzą wyłącznie przez pryzmat ekranu. Pamiętam swoją pierwszą konferencję, na którą pojechałam z wątpliwościami, a wróciłam nabuzowana od nowych pomysłów i przemyśleń. To taki brainsztorm, którego trudno sobie raz czy dwa razy w roku odmówić.

      DSC_0186

Z DZIEĆMI CZY BEZ DZIECI?

 

Na prawie każdej konferencji, na której się pojawiam, pojawiam się bez dzieci. "Na prawie", bo w zeszłym roku na See Blogers byłam z trzymiesięcznym Adaśkiem - wiadomo, że takiego maluszka nie zostawię na cały weekend samego. Czemu zazwyczaj bez dzieci? Bo zależy mi, żeby z takiego wyjazdu wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Nie po to pakuję się do samochodu, przemierzam pół Polski i siedzę w sali pełnej ludzi, których podziwiam, żeby ostatecznie swoją uwagę skupiać na tym, czy moim dzieciom nie dzieje się krzywda, czy one nie robią komuś krzywdy i czy zaczną lub przestaną wreszcie marudzić. Po konferencji, na której byłam z Adaśkiem [i na którą jechaliśmy jakieś sześć godzin zamiast czterech, bo dziecko], postanowiliśmy z Chłopem, że jeśli nie uda nam się oddać komuś dzieci na czas wyjazdu, to za nic w świecie z nimi nigdzie nie pojedziemy. To nie ma w sobie wspólnego interesu - dzieci się nudzą i chcą naszej uwagi, my się wściekamy, bo chcemy uważnie słuchać innych. Wszak przyjechaliśmy się czegoś dowiedzieć, a nie na wakacje.

 

ALE JEDNAK TO WAKACJE

 

No trochę tak. Każdy wyjazd bez dzieci to wakacje i kiedy budzimy się rano w hotelowym łóżku i dochodzi do nas, że możemy bez problemu wziąć prysznic i zjeść śniadanie w spokoju, to nawet gdybyśmy byli w Przasnyszu [pozdrawiam Przasnysz!], czulibyśmy się jak na Balearach.   Tym razem na Blog Conference Poznań zatrzymałam się w hotelu Andersia. Kiedy weszliśmy do środka, przeraziliśmy się tym wielkim oknem, bo byłam przekonana, że Kosma je rozbije i wypadnie. Potrzebowaliśmy chwili, żeby sobie uzmysłowić, że Kosmy z nami nie ma, a okno będzie nam służyć wyłącznie do podziwiania widoku. Hotele są dla rodziców takim dziwnym miejscem, w którym uzmysławiamy sobie, jak moglibyśmy mieszkać, gdybyśmy nie mieli dzieci. Przeszklona łazienka w przy czterolatku? O matko, zbankrutowałabym na płyn do mycia szyb 😀   Swoją drogą, konferencja odbywała się dokładnie w tym budynku Starego Browaru, który widzieliśmy z okna. Wstawałam sobie, włączałam jakiś program na kompie i pozbywałam się mleka, patrząc na poznańskie ulice. Potem prysznic, śniadanie, próba odpisania na przynajmniej część wiadomości... A o 10 wystarczyło przejść na ulicę, żeby już być na konferencji.

DSC_0112

 

DSC_0107

 

DSC_0099

 

DSC_0094

 

DSC_0091  

WIEDZA

 

Po to się głównie tu jedzie. Jak już wspominałam, zawsze z takich konferencji wracam z głową buzującą pomysłami, a czasem trochę zła, że nie dysponuję wszystkimi narzędziami, które pomogłyby zrealizować to wszystko, na co wpadłam podczas rozmów i prelekcji. Zawsze też po każdej konferencji na bogu, blogu coś się zmienia albo przynajmniej ja robię to, co robię, z większą pewnością siebie, jeśli akurat upewniłam się w swoim zdaniu.   Nie ukrywam, że zawsze wartościowe były dla mnie prelekcje. Wydawało mi się niesamowite, że żywy człowiek, którego do tej pory czytałam, mówi do mnie ze sceny i śmiejcie się ze mnie lub nie, ale tak - do mnie mówi, tylko do mnie 🙂 W tym roku na Blog Conference Poznań dominowały doświadczenia związane z prowadzeniem własnych projektów. Coś, co już sama przetestowałam [współpraca związana z umeblowaniem naszego pokoju dziennego wyszła właśnie z mojej inicjatywy]. Tym razem postanowiłam wreszcie zapisać się na warsztaty. Raz kozie śmierć. Nie wiesz, czym jest rzecz, jeśli jej obejrzysz z bliska i nie zbadasz na własną rękę.

 

A tak naprawdę chciałam zobaczyć na żywo tę sztuczkę, co pokazuje w reklamie Pampers. Wiecie, tę z wlewaniem niebieskiej wody do pieluszki. To niebieska woda była najbardziej intrygującą rzeczą, która porywała moje myśli, kiedy byłam dzieckiem. Teraz już wiem, że to zwykły barwnik, wtedy moja wyobraźnia podsuwała mi różne obrazy ludzi sikających na niebiesko. Zobaczenie na żywo tego, co do tej pory oglądałam od dziecka w reklamach, było, nie powiem, ciekawe. Aż wstrzymywałam oddech, kiedy pani Mariola wlała ten płyn do dwóch pieluszek, żeby pokazać, jak całkiem nowy system wchłaniania w pieluszkach Pampers zgarnie całą wodę. Czy na pewno wchłonie? Czy ta chusteczka na pewno będzie tak sucha jak w telewizji?

 

No i wchłonęła! Faktycznie, chusteczka po lewej miała tylko delikatne kropeczki [a naprawdę była mocno przyciskana], druga była mocno zroszona. To efekt nowych kanalików absorbujących płyny i tę nową technologię miałyśmy na własne oczy zobaczyć. Hasłem kampanii promującej nowe rozwiązanie w pieluszkach Pampers jest "Gdzie się podziało siusiu?".  Obrazuje ją filmik, który już pewnie pokazują w tv - wiadomo, że słodki, bo wszystkie filmy z bobasami są słodkie 🙂

 

DSC_0127

 

DSC_0132

 

DSC_0131

 

DSC_0136

 

DSC_0139

 

DSC_0147

 

DSC_0143

 

Bardzo też byłam zadowolona, że nie zaspałam na warsztaty pisarskie z Agnieszką Durską, matką Godzilli. Ja niedługo będę prowadzić podobną prelekcję, więc byłam ciekawa, co powie koleżanka po fachu i szczerze mówiąc, wyszłam trochę przerażona zawieszoną poprzeczką. Nie powiem, że moja prelekcja będzie lepsza, chciałabym, żeby była tak samo dobra.   A mnie samą poproszono o udział w panelu dyskusyjnym o tym, w jaki sposób poruszać trudne tematy. Rozmawiałam z Arturem Jabłońskim, a ze mną byli Agnieszka Kaługa, Konrad Kruczkowski i Monika Urban.

 

Naszą rozmowę można obejrzeć tutaj [jeśli wam się nie ładuje, to za jakiś czas będzie tutaj], więc co ja będę zanudzać szczegółami. Bardzo chciałam podkreślić i myślę, że moi rozmówcy również, że pisząc tekst, poruszający ciężki temat, my, autorzy, powinniśmy zachować stosowny dystans. Nie da się napisać dobrego tekstu, będąc w silnych emocjach. Fajnie, jeśli faktycznie coś wcześniej przeżyliśmy, to bardzo pomaga, ale w procesie pisania w nas samych tych emocji nie powinno być dużo. I cieszę się bardzo, że Agnieszka wypomniała patos w większości tekstów poruszających jakiś problem. To chyba największa zguba początkujących pisarzy [moja również, spokojnie, nie denerwuj się, no!]. Górnolotne wyrażenia, tysiące wykrzykników, uśmieszki [moja wada], zdrobnienia i wszystkie takie zabiegi rodem z romantycznych książek mające podkreślić, że to, co mówimy, jest niesamowicie ważne, a u oczytanego człowieka wywołują chyba jedynie uśmiech. Poruszając wątek patosu, chciałam jeszcze dodać o popularnym ostatnio trendzie wrzucania orzeczenia na sam koniec zdania... ale to chyba sobie zostawię na inny moment.

 

 

DSC_0156

 

DSC_0160

 

 

Knajpa, w której jedliśmy [Weranda w Starym Browarze bodajże] miała wielkiego pecha, bo w przerwach osaczali ją blogerzy i kuchnia trochę nie wyrabiała. Na jakiś tam obiad czekaliśmy prawie godzinę, a my z Chłopem to już w ogóle na samym końcu dostaliśmy. Ale mieli też szczęście w nieszczęściu, bo byliśmy taką ekipą:

 

 

I jakoś nam się nie nudziło. Swoją drogą te soki na zdjęciach strasznie słodkie i fajnie, bo można je było sobie rozcieńczyć wodą i było więcej 🙂

 

 

DSC_0174

 

 

Odniosłam wrażenie, że Poznań to miasto centrów handlowych. Nawet w Warszawie tak po oczach nie biją, a jeżdżąc, czy to taksówką, czy to naszym samochodem, wszędzie się na nie natykaliśmy [pomijam Stary Browar, ale przy wjeździe budują chyba największe centrum handlowe w Europie! Inwestor pewnie ma nadzieję na okruchy z 500+...]. Ale i bez centrów - Poznań to przepiękne miejsce! Jedna z czytelniczek napisała mi, że ma go dość - nie wiem, nie mieszkam tutaj, ale na pierwszy rzut oka praktycznie osaczyła mnie jego uroda i wszędobylska zieleń. Tu skwerek, tam skwerek, gdzieś tam znowu krzaki - pięknie! A to, co się działo w nocy nad Wartą, to ja do jakiejś książki wezmę. Spóźniliśmy się trochę na pierwszy wieczór przed konferencją, bo staliśmy i patrzyliśmy na to, co się tam działo. Ogniska, masa ludzi, wrzaski, piski, muzyka, jeden drugiego chce zabić, ale za chwilę, tylko zwymiotuję, mający być zabitym, dzielnie podtrzymuje głowę mordercy, dziewczyny tańczą w sukienkach w świetle latarni. Nic tylko zapisywać.

 

 

DSC_0201   DSC_0203

 

 

Jakiś czas temu dość żywo rozmawiałam z czytelniczkami na temat Jeżycjady Musierowicz. Większość z nas była "fankami" serii, choć z ulgą przyjęłam głosy, że końcowe części to jednak lekkie szaleństwo. Tu podzielam trochę zdanie Zwierza Popkulturalnego, a nawet powiem, że jej zdanie o ostatnich częściach skutecznie mnie do czytania o Borejkach zniechęciło. Ale to jednak książki, na których się wychowałam, nie byłabym więc sobą, gdybym w drodze do domu nie zatrzymała się przy słynnej kamienicy z wieżyczką...

 

DSC_0204

 

Tak, zawsze oglądam swoje buty, kiedy pozuję.

 

DSC_0207

 

DSC_0209

 

DSC_0210

 

DSC_0215

 

Po co się jeździ na takie konferencje? W moim wypadku - żeby uporządkować myśli, wrócić na właściwy tor, upewnić się w przekonaniach i tym, że to, co robisz, robisz dobrze. I przy okazji mogę spędzić czas z ludźmi, których na co dzień widzieć mogę jedynie przez ekran komputera: Magda, Elwira, Hania, Kasia, Lena, Marta, Ilona, chwilę widziałam się z Magdą, która podarowała mi obiecaną koniczynkę [jeszcze mam!] i Agatą, i Malwiną, i znów Magdą, Anią, Justyną i Agnieszką... Nie dam rady więcej. Ale każdą rozmowę wspominam miło i odświeżająco po tygodniach w środku lasu.

 

Czytelnikom nie-blogerom już nie truję, to nie jest pewnie porywający was temat, czytelnikom blogerom lub początkującym blogerom mogę taki wyjazd na konferencję polecić jako obowiązkowy. Szczególnie piszę tu do tych parentingowych - fajny urlop od dzieci 🙂

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
19 maja 2019
Szymbark - wycieczka, w którą zostałam wrobiona i w którą ja nikogo nie wrobię

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to jedno z miejsc, które mi wpadło w oko podczas wyjazdu na Kaszuby. Wybraliśmy się tam w majowe popołudnie, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, ale chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach i ich historii. Wstępnie powiem tak - wzięliśmy za mało pieniędzy.  

16 maja 2019
Po wizycie w ośrodku Zawiaty - czy ucieknę z Mazur i przeprowadzę się na Kaszuby?

Jeśli przeżyjesz wyjazd z rodziną na wakacje i nie wrócicie pokłóceni, przeżyjesz wszystko - tak mi kiedyś powiedziała znajoma. Czyli jestem już jak najbardziej zahartowana, bo pięciodniowy wyjazd majowy mam za sobą, wróciliśmy i nikt się z nikim nie pokłócił. No dobra. Nie wróciliśmy pokłóceni. ZAWIATY

7 maja 2019
Bądź z dzieckiem wtedy, gdy najbardziej cię potrzebuje, a nie tylko wtedy, kiedy jest grzeczne

Jedną  z najcięższych dla mnie rzeczy, które musiałam przepracować, było przepracowanie tego, co dzieje się ze mną, kiedy moje dziecko krzyczy. I kiedy dziś rozmawiałam ze znajomą, która ma małe dziecko, potwierdziłam kolejny raz swoje przypuszczenia. Kiedy dziecko krzyczy lub źle się zachowuje, mamy ochotę uciekać w najdalszy zakątek świata i wrócić jak się uspokoi. […]

28 kwietnia 2019
Drobna rzecz, którą zawsze robię w sklepie, a która pomaga wszystkim

Smutno mi było, kiedy dowiedziałam się, że to jest jakieś wyjątkowe. Że mało kto to robi. Smutno mi, że za każdym razem, kiedy to proponuję, spotykam się z zaskoczeniem jakby to było coś wyjątkowego i nie wiadomo jak miłego. A to przecież normalne. I logiczne. Tak myślę. A ty?  

25 kwietnia 2019
Czemu syn od trzech miesięcy regularnie podbierał nam pieniądze z portfela?

Mówi się, że dzieci są wredne, złośliwe, manipulują i robią wszystko, żeby nam uprzykrzyć życie, wymuszając, co chcą, płaczem. Tak się mówi. I za każdym razem, kiedy przyłapiemy dzieci na czymś złym, utwierdzamy się w tym przekonaniu. Ja również się utwierdziłam, kiedy przyłapałam młodszego syna na wybieraniu mi pieniędzy z portfela.  

23 kwietnia 2019
PAŁAC w Drogoszach za grubą kasę, zamek w Reszlu za grosze, zamek w Barcianach za miliony

Święta to nie jest dla nas czas siedzenia przy stole. My nie potrafimy siedzieć przy stole. To w święta odkrywaliśmy kiedyś piramidę w Rapie czy mosty w Stańczykach i to w święta oglądaliśmy najfajniejsze zakątki Mazur. A teraz odkrywamy je na nowo - z dziećmi. Taki zamek w Reszlu - starszak był w nim, kiedy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official