Jeden tekst mojego syna, który udowadnia, jak ważne i potrzebne jest nazywanie emocji. Nawet jeśli myślisz, że to głupie.

Joanna Jaskółka
13 marca 2017

Udostępnij wpis

Oj, nasłuchałam się trochę o tym, jak beznadziejne jest nazywanie uczuć dziecka. Nasłuchałam. A że głupio brzmi, a że nienaturalne, a że dziwne... Hm. Oczywiście, że dziwne, jeśli nikt w życiu się do ciebie ani nie odzywał, ani nie traktował. Widząc przyjaźnie wystawioną rękę, od razu gdzieś w głowie czai się niepokój, że jak to, ktoś chce mi pomóc i chce dla mnie dobrze? Nie wierzę!  To całkiem naturalny mechanizm, porównałabym to do zachowania zaszczutego zwierzęcia. Jeśli było traktowane źle - nie zaufa. I rozumiejąc to, wciąż nie zmieniam zdania: nazywanie emocji jest potrzebne. I to bardzo. Zaraz zobaczysz.

 

 

 

 

Ale najpierw odniosę się do pytań typu "Ty tak naprawdę mówisz do dziecka? To strasznie dziwne". Tak, staram się mówić. Staram się nazywać emocje, staram się je rozumieć i niesamowicie mnie ciekawi, co spowodowało, że dziecko zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Widzę, jaki skutek przynosi umiejętne motywowanie dziecka, które bardziej polega na pokazywaniu dziecku jego możliwości i umiejętności niż bezmyślnym "super" [pisałam o tym tutaj]. To chyba właśnie po tekście o pochwałach padło najwięcej pytań - Aśka, serio tak mówisz? Inną falę oburzenia przyniósł tekst o nienawiści, że jak ja mogę sobie pozwolić na takie rzeczy. Kolejną o braku kar.

 

 

No więc tak - serio, tak, staram się nazywać emocje, pokazywać dziecku jego mocne strony i mimo że nie zawsze mi wychodzi to tak idealnie, jak bym chciała, robię postępy. A syn ze mną.

 

Nazywam emocje, nie oceniam

 

 

Kiedy płacze, nie mówię, że jest beksą, tylko że widzę, że mu smutno i że może mi o tym smutku powiedzieć. Kiedy widzę, że marudzi, pytam, co go zdenerwowało i słucham [co jest ciężkie czasem] ale słucham. Kiedy widzę, że nie może podjąć decyzji, wzdycham "Oj, trudno się podejmuje decyzję, wiem coś o tym, pomóc ci się zdecydować?". Kiedy widzę, że zaczyna szaleć w domu, pytam, czy potrzebuje więcej ruchu, bo zawsze możemy pobiegać na dworze. I syn to łapie, uczy się, coraz bardziej jest świadomy, z czego jego zachowanie wynika i co może z tym zrobić, co zresztą było już widać w wielu dialogach.

 

 

Czasem, o czym już pisałam, ktoś tam burknie, że się chwalę albo zachłystuję mądrością syna, a w ogóle to nikt nie będzie z siebie robił błazna [w domyśle: nikt oprócz ciebie, głupia blogerko], ale dla mnie nie ma to znaczenia. Nie ma mi czego zazdrościć, serio. To zwykła praca nad sobą, która daje efekty i to takie, że dziś rano aż mi dech zaparło.

 

 

Dziś rano, kiedy usiłowałam zwlec dziecko z łóżka do przedszkola, a on strasznie nie chciał wstać, a ja już widziałam siebie kolejny samotny dzień z dwójką dzieci naraz i tym całym harmidrem. W pewnym momencie spanikowana lekko, powiedziałam:

 

 

 

Jeden tekst mojego syna, który udowadnia, jak ważne i potrzebne jest nazywanie emocji

- Synku, bardzo mi zależy, żebyś wstał i pojechał do przedszkola.Potrzebuję tego. Bardzo. Kocham cię, ale wiesz, że czasem muszę też pracować, a kiedy jesteście we dwójkę z Adasiem to krzyczycie i mi to przeszkadza. Wiesz o tym przecież.

- Wiem. Ale ja jestem taki zmęczony!

- Za późno poszedłeś wczoraj spać?

- Tak. [po chwili]. Dobra. Ubiorę się i pojadę, ale nie chcę z tobą gadać. Jestem zmęczony, chcę ciszy.

- Ok.

I syn się ubrał. W ciszy. W ciszy wziął plecak. W ciszy założył buty. W ciszy odprowadziłam go na busik. I dopiero, kiedy już siedział w foteliku i machał mi na pożegnanie, nagle z jego ust, trochę piskliwie, jakby przez łzy, wyleciało zdanie:

- Kocham cię mamo!

 

 


I w całej tej dyskusji o tym, czy nazywanie emocji jest ok, czy nie ok, czy chcesz to robić, czy nie chcesz, interesuje mnie tylko jedna rzecz: rezultat.

 

 

Albo szybki efekt, albo solidny, wypracowany rezultat

 

A rezultatem jest pewność syna, że może mi powiedzieć, żebym była cicho i że ja tę potrzebę zrozumiem. Rezultatem jest pewność moja, że syn zrobi wszystko, co może, żeby zaspokoić moją potrzebę. Rezultatem jest jego przekonanie, że nie usłyszy zrzędzenia i jęczenia, że "znów nie poszedłeś wczoraj spać ble ble ble". Nigdy nie będzie dobrej komunikacji, jeśli będzie ona oparta o wyrzuty. Ciężko będzie dogadać się z dzieckiem, jeśli zawsze będziemy zakładać, że tylko my mamy rację. Nie chciałabym, żeby moje dziecko sądziło, że jeśli zwróci się z czymś do mnie, dostanie ocenę, krytykę albo zrzędzenie, że tego właśnie się mogłam po tobie spodziewać. Czasem po prostu lepiej sobie przemyśleć w czym dana metoda wychowawcza dziecku pomoże. Czy jednorazowe szybkie rozwiązanie faktycznie naprawi problem? Zgodnie z zasadą, że jak szybko, to drogo i niedokładnie - nie bardzo.

 

 

Nie, nie musiałam, mówić mu, że jest śpiochem i znowu mi to robi i jak on może, bezczelny dzieciak, znów muszę się użerać z tobą bęcwale, ubieraj się albo ci w dupę strzelę, mamusi będzie przykro, jak nie pójdziesz, szybko, bo stracę cierpliwość.  Nie, nie potrzebowałam zapewnienia, że więcej tego nie zrobi. Nie chcę, żeby kłamał, bo przecież -  zrobi. Ja też sobie wiele razy obiecuję wcześniejsze pójście spać i mi nie wychodzi.

 

 

Nie ma dobrej i złej emocji. Wszystkie są takie same, bo twoje

 

 

Samoświadomość - siebie, swoich uczuć, potrzeb. Krok milowy, jaki zrobiłam w ciągu dwóch lat, kiedy zaczęłam rozmawiać z synem o tym, jak ważne są emocje, które nim targają. Że nie są złe, że nie są okropne. Że uczucie nienawiści, złości, gniewu, żalu, smutku, radości, szczęścia, wesołości nie są złe. Są narzędziem, które pozwala nam określić, czego potrzebujemy, czego nam brakuje, za czym tęsknimy, czego absolutnie nie chcemy i co nam przeszkadza. Pomaga nam to wszystko ułożyć sobie w głowie, dzięki czemu nie żyjemy we frustrującym chaosie, przestajemy być zagubieni, niepewni, a świadomi tego, co nam daje lub może dać zadowolenie i spełnienie. Tłumienie emocji i zaprzeczanie im ma za to jeden poważny skutek: człowiek, a dziecko szczególnie, kumuluje je w sobie, dusi je, wstydzi się myśli, które mu przelatują przez głowę, a żeby to wszystko odreagować, często pojawiają się problemy ze spaniem, nadmierną ruchliwością, wreszcie różnego rodzaju wysypki i pokrzywki [ja osobiście przez to od czasu do czasu przechodzę: nadmierne emocje, stres, których nie mam jak z siebie uwolnić, odreagowuję silną pokrzywką na całym ciele. Największą w swoim życiu miałam w okresie drugiej ciąży, drapałam się do krwi].

 

 

Jasne, nie mogę narzucić nikomu sposobu rozmawiania z dzieckiem o uczuciach. On w głównej mierze wynika z umiejętności rodzica. W dużej mierze też rodzicowi pomaga oswoić własne emocje - zazwyczaj przecież zabraniamy dziecku mówić o takich uczuciach, jakich sami nie lubimy. Ale to zależy od ciebie - jak chcesz to robić, czy chcesz to robić i kiedy chcesz to robić.

 

Dziś mój syn potrzebował ciszy i mi o tym powiedział. Ja to uszanowałam. Do przedszkola wyszliśmy w zgodzie i bez spięć.

 

Wciąż spotykam ludzi, którzy nie potrafią ani jednego, ani drugiego i piszą mi, jaką jestem wariatką, bo rozmawiam z dzieckiem.

 

Powiem wam, że lubię być tą wariatką. I będę. Bo wiem, że są równie zwariowani jak ja 🙂

 

 

 

 

Przydatne teksty:

-> "10 rzeczy, które możesz powiedzieć, zamiast NIE PŁACZ"

-> "Histeria dziecka – praktyczny poradnik, jak zapobiec i sobie z nią radzić"

-> "Jest tylko jeden sposób, żeby kogoś pocieszyć. Innych nawet nie próbuj!"

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    24 marca 2022
    ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble]

    Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej.  Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […]

    26 lutego 2022
    Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam

    – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać.  – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne.  Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […]

    10 stycznia 2022
    Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm

    Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […]

    16 grudnia 2021
    Jeszcze zdążysz kupić najładniejsze książeczki dla dzieci!

    Obiecałam pokazywać więcej książek dla dzieci i pokazuję książeczki dla dzieci 🙂 Jeszcze zdążysz je złapać przed świętami i obdarować jakieś dziecko, bo książki to zawsze najfajniejsze prezenty. Przynajmniej ja w tym wpisie pokażę takie, które najfajniejszymi prezentami będą. Gotowa? Jedziemy!  

    7 grudnia 2021
    Fidget toys - o co chodzi w tych małych pierdółkach, że dzieci tak ich chcą i potrzebują?

    Teoretycznie zabawki typu fidget toys towarzyszą nam od dawna. Są to między innymi długopisy, zakrętki, folia bąbelkowa, patyczki czy nawet nasze własne palce, którymi pstrykamy lub kręcimy nimi, gdy się stresujemy. Praktycznie nazwa fidget toys wypłynęła niedawno, choć pierwszą zabawkę tego typu i zaprojektowaną konkretnie w tym celu wymyślono dawno temu.  

    2 grudnia 2021
    Co będzie z naszymi dziećmi, które wolą grać w Minecraft niż bawić się klockami?

    Co będzie z naszymi dziećmi, które całe dnie siedzą na komórkach i komputerach? - zastanawiają się rodzice, a ja odpowiadam: nic nie będzie.  Ja, w wieku moich dzieci, oglądałam durne kreskówki na telewizorze [częstokroć odrabiając przy nich lekcje na kolanie]. Pamiętam dni w całości przesiedziane na graniu w gry komputerowe. Bardzo kiepskie i średnio edukacyjne. […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official