PAŁAC w Drogoszach za grubą kasę, zamek w Reszlu za grosze, zamek w Barcianach za miliony

Joanna Jaskółka
23 kwietnia 2019

Udostępnij wpis

Święta to nie jest dla nas czas siedzenia przy stole. My nie potrafimy siedzieć przy stole. To w święta odkrywaliśmy kiedyś piramidę w Rapie czy mosty w Stańczykach i to w święta oglądaliśmy najfajniejsze zakątki Mazur. A teraz odkrywamy je na nowo - z dziećmi. Taki zamek w Reszlu - starszak był w nim, kiedy miał roczek. Albo pałac w Drogoszach na sprzedaż - kiedy go zobaczyłam, od razu chciałam wyskoczyć z nerki.

 

 

 

ZAMEK W RESZLU 

 

zamek w Reszlu

 

Historia tego zamku jest zabawna, bo mimo doskonałych umocnień był wielokrotnie zdobywany. Historia zamku sięga XIII wieku i z tego, co udało mi się wyczytać na Wikipedii, zbudowany był na dawnym grodzie pruskiego plemienia Bartów.

 W fundamentach zamku, w południowym skrzydle, archeolodzy odnaleźli ślady umocnień, które pochodzą z okresu przedkrzyżackiego. Po dokonaniu podboju Warmii w latach 40. XIII wieku fortyfikacje te wykorzystali zapewne Krzyżacy na potrzeby własnej strażnicy. To, że istniał w tym miejscu gródek, potwierdza dokument wystawiony przez biskupa warmińskiego Anzelma 27 grudnia 1254 roku, kiedy ustalono granicę między włościami biskupimi a terytoriami podległymi zakonowi. Już wówczas Reszel określany był łacińskim mianem castrum. [Wikipedia z dnia 23.04.2019].

 

Ale informacje te nie mają żadnego odnośnika i źródła, więc nie są dla mnie wiarygodne. Po wakacjach zamierzam odwiedzić muzeum w zamku, które w święta było zamknięte i spróbuję zrobić aktualizację. Bo w zamku jest muzeum, jest też restauracja z podobno mazurskimi potrawami [tak się chwalą na stronie głównej], ale strona restauracji zmywa cały entuzjazm, bo specjalnością szefa kuchni są:

  • sandacz w migdałach, pieczony w całości,
  • kołduny z baraniny,
  • pierogi ruskie,
  • placki ziemniaczane,
  • udo kacze pieczone z jabłkiem.

 

No, iście po mazursku, serio. Nie ma plińców, dzyndzałków i farszynków, są udka. No ok. Ale mimo to odmówić sobie wizyty w Reszlu to trochę grzech. Chociażby ze względu na przepiękny most gotycki, wspaniały widok z baszty i wystawę średniowiecznych przyrządów do tortur [tak wiem, to nie dla dzieci, ale ja oglądałam ją z wypiekami na twarzy]. Plusem zamku jest to, że regularnie organizowane są tam przeróżne wydarzenia, nie tylko w wakacje, co na Mazurach jest rzadkie. Głównie ciśnięte są tutaj wakacyjne atrakcje dla turystów, więc bardzo fajnie, że również zimą można uszczknąć trochę kultury w Reszlu. Zaskoczyło nas to, że w Wielką Niedzielę na dziedzińcu spotkaliśmy animatorkę zabaw dla dzieci, która poprawiła chłopakom humor, bo podróżą do Reszla rozleniwili się i nie chciało im się chodzić.

 

Wstęp do lochów i na basztę to dla niezorganizowanych wycieczek 12 zł dla dorosłych. Przejście i obejrzenie wszystkiego to jakieś 30 -40 minut, jeśli się wczytuje w informacje przy obiektach. Dzieci do czterech lat chyba mają wstęp darmowy, a dzieci szkolne - płacą mniej.

UWAGA: na basztę wchodzi się po naprawdę stromych schodach, Adasio dał radę, ale jest wysportowany, natomiast mniejsze dziecko trzeba wnosić. Wiemy, bo wnosiliśmy po tych schodach rocznego Kosmyka 🙂 Starszym osobom wspinania się na basztę odradzam.

 

zamek w Reszlu
W każdej dziurze w tym murze mieszka... gołąb. Fantastycznie wyglądają. zamek w Reszlu
zamek w Reszlu
To, że chłopcy weszli na basztę po naprawdę stromych schodach, zawdzięczamy pani animatorce, która wyposażyła chłopców w idealne miecze. zamek w Reszlu
zamek w Reszlu
Widok na dziedziniec z półpiętra. zamek w Reszlu
Zamek w Reszlu. Panorama  z góry.

 

Zamek w Reszlu to również... hotel. Czyli jeśli ktoś jest odważny, może sobie w komnatach zamku przenocować. Takich średniowiecznych komnatach, więc wiecie. Ale dla dzieci to może być atrakcja.

 

TUTAJ strona hotelu.

zamek w Reszlu
Zamek w Reszlu. Zdjęcie z serwisu booking.com
zamek w Reszlu
Zamek w Reszlu. Zdjęcie z serwisu booking.com

 

zamek w Reszlu
Zamek w Reszlu. Zdjęcie z serwisu booking.com

 

 

PAŁAC W DROGOSZACH 

 

pałac w Drogoszach
pałac w Drogoszach
pałac w Drogoszach
pałac w Drogoszach
pałac w Drogoszach
pałac w Drogoszach

 

Jeśli kiedyś kupię pałac, to będą to Drogosze. A potem zrujnuję się, żeby ten pałac utrzymać. Ale fascynuje mnie historia tego zamku. Tym bardziej że należał on kiedyś do rodziny patronki liceum, do którego chodziłam ja, jako nastolatka, a teraz chodzi do niej mój syn. Kto śledzi bloga od dawna, ten wie, że mam fioła na punkcie mazurskiej historii i kiedy patrzę na tę dawną perłę Mazur [to była największa rezydencja na Mazurach, przyjmująca w swoich progach króla Prus Fryderyka Wilhelma IV] to aż mnie ciarki przechodzą, ile w tych murach historii. Ten pałac w niezmienionej formie przetrwał  300 lat!

 

Ciekawostką jest, że 100 metrowej długości budowla posiada 4 kolumny – symbolizujące cztery pory roku, 12 kominów – tyle ile jest miesięcy, 52 pokoje – tyle ile tygodniu w ciągu roku, 365 okien – tyle co dni w roku i 7 balkonów – tyle co dni w tygodniu. Nawet nie wchodząc do środka, można wyłapać tam tyle fascynujących szczegółów [jak zegar na suficie przy wejściu], że obejście pałacu zajęło nam jakieś 40 minut.

 

Pałac w czasach swojej świetności posiadał królewski teatr, kaplicę, oranżerię, własny park krajobrazowy i najwspanialsze na Mazurach i bezcenne dzieła sztuki. Ogromna biblioteka została przekazana Uniwersytetowi w Toruniu i Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie [Znalazły się wśród nich m.in. dwa oryginalne zwoje egipskich papirusów oraz księga gości pałacu z wpisami Napoleona Bonaparte oraz cesarza Wilhelma II Hohenzollerna], a cenne dzieła częściowo uratowane, a częściowo rozgrabione.

 

 

Perełka Mazur, przepiękny budynek po wojnie został siedzibą NKWD, a potem, z braku właściciela, niszczał. W bogatych i przepięknych budynkach folwarcznych umieścił się PGR i zrobiono tam mieszalnię pasz. W latach 90. ktoś kupił zamek i miejscowa ludność liczyła, że zapomniane miasteczko na obrzeżach Mazur wreszcie trochę ożyje, ale niestety, utrzymanie zamku kosztuje fortunę. Od trzydziestu lat przeprowadzane są tam tylko drobne remonty, terenu pałacu pilnuje przemiła pani, która czasami pozwala zajrzeć do środka i pozachwycać się wnętrzem, które mimo zniszczenia i upływu czasu wciąż zachwyca.

 

Przy bramie pałacu wisi ogromne ogłoszenie, że wystawiony jest na sprzedaż.  Cena za sam pałac i park [20ha] nie została podana do wiadomości publicznej.  To ogromna połać ziemi, a najdroższy z tego pewnie jest budynek, w którym, jako że to zabytek, nie można na przykład zmienić układów pokojów, które są przechodnie i każda zmiana to masa papierologii, zgód  i problemów. To kawał ciężkiej pracy i masa włożonych pieniędzy w utrzymanie takiego obiektu.

 

A szkoda. Ja bym się poświęciła. I z przyjemnością dla tego pałacu bym zbankrutowała. Kupujcie torby, żeby udało mi się uzbierać na moje plany 🙂

 

PS. Wnętrza zamku można obejrzeć tutaj. Pani, która zazwyczaj oprowadza, nie było, więc nie chciałam molestować jej zmienniczki, by nas wpuściła.

 

 

 

ZAMEK KRZYŻACKI W BARCIANACH 

 

 

Kiedy dojechaliśmy do Barcian, nagrywałam już samo instastory i nie miałam swoich zdjęć, więc skorzystałam z galerii Moje Mazury, więcej fotek tego zamku znajdziecie tam właśnie -> tutaj.  Historia zamku sięga XIV wieku, kiedy to na dawnym pruskim grodzie Bartów Krzyżacy po podboju Barcji wybudowali gotycki murowany zamek. Po wojnie standardowo zamek zajęło PGR, a obecnie zamek z okolicznym terenem - ok. 30 ha] jest wystawiony na sprzedaż za około 12 milionów złotych. Wszystkie okna, drzwi i szpary zostały dokładnie zabite bądź zasypane, więc całą budowlę możemy oglądać wyłącznie z zewnątrz, ale ciężko tego nie zrobić, kiedy jedzie się przez wieść krętą drogą i nagle wyrasta ci przed oczami tak ogromny obiekt.

 

 

 

Na tym zamku nasza wycieczka się skończyła, bo wszyscy byliśmy głodni już świątecznego obiadu, a chłopcy byli zmęczeni tym bieganiem. Mocno zepsuła się też pogoda. Podróżowaliśmy na trzy samochody, więc taka grupa głodnych ludzi jasno i twardo powiedziała: do domu. Wracając, nawet na chwilę nie zajechaliśmy do pałacu w Łężanach, na którego zwiedzenie chrapkę miałam od jakiegoś czasu. Innym razem. Będzie okazja. Chcecie o tym poczytać?

 

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official