Valco Baby Snap - miejski wózek na wiejskie drogi

Joanna Jaskółka
9 marca 2016

Udostępnij wpis

Już po pierwszych zdjęciach, na których było widać było tylko fragment, sporo z was zorientowało się, że mam nowy wózek i wiem, że kilka osób czeka na recenzję, obiecaną zresztą już tydzień temu. Ale, wiecie - aura za oknem i choroby trochę nas zatrzymały w domu. Na szczęście w weekend udało mi się wreszcie wyruszyć na dłużej [niż krótki spacer] w teren z najnowszą spacerówką od Valco Baby. Najnowszą i podobno najlżejszą na rynku. Idealną miejską spacerówką... Myślicie, że dała radę na mazurskich drogach?

 

 

Nie wiem, czy wiecie, ale mam zawsze problem ze... składaniem i rozkładaniem rzeczy. Do naszego wózka nawet się nie dotykam, bo już po kilku próbach urwałam to trzymadło, co blokuje wózek, gdy jest złożony. Więc kiedy przyszła paczka ze Snapem, a Kosmyk z właściwym sobie entuzjazmem podjął się rozpakowywania, byłam trochę przerażona. Wolałam poczekać z tym wszystkich na Chłopa, ale dziecko było szybsze. Mamo, damy radę przecież! No i faktycznie daliśmy - mogę powiedzieć, że kółka Snapa przymocuje nawet przedszkolak. Byłam zaskoczona, że to wszystko tak łatwo złożyć do kupy i trach - wózek jedzie.

 

Valco Baby Snap - wrażenia

Pierwsze wrażenie z jazdy? Niesamowicie lekki. Producent podaje wagę 6,2, u mnie wyszło 7 kilo z kawałkiem, co i tak jest rewelacyjnym wynikiem, bo siedem kilo to czasem waży moja torba z pieluchami, chusteczkami, laptopem, aparatem i wszystkimi rzeczami niezbędnymi każdej kobiecie. Czyli jeśli daję radę drałować z takim obciążeniem, dam radę sama przenieść taki wózek, szczególnie że składa i rozkłada się bezproblemowo.

 

Minusem tej lekkości jest to, że wychodząc na krótką przejażdżkę, czułam się trochę niepewnie. Przyzwyczajona do "ciężkości" wózka, obawiałam się, że lekkiego Snapa zwyczajnie mi zwieje, przewróci, że nie da rady na wybojach, bo nie złapie równowagi. Szczególnie że wybrałam wersję trzykołową, tą mniej stabilną [zawsze chciałam odkryć, co jest fenomenem trójkołowców]. Trochę czasu musiało minąć, zanim odważyłam się wyruszyć z nim głębiej w nasz las. Na szczęście po leśnych drogach spisuje się trochę lepiej niż mój Lupo. Nie poprowadzę go może jedną ręką [jeszcze się boję], ale jednak wszelkie górki i nierówności drogi pokonuje łatwiej niż czterokołowiec [wiadomo, mniejszy opór]. Na naszym skromnym kawałku asfaltu za to mknie jak strzała, zarówno prowadzony jedną, jak i dwiema rękami - mogę już sobie wyobrazić, jak świetnie będzie się spisywał w mieście. Jest zwrotny, szybki, lekki, więc łatwo można go złożyć, przewiesić przez ramię i zanieść na przykład kawałek po schodach [ja akurat omijałam tak powalone drzewo, bo nie dało rady go objechać, każdy ma takie schody, na jakie zasłużył :)].

 

Co jest fajnego w Snapie?

Oprócz lekkości i zwrotności plusem jest obszerne siedzisko i spora budka z siateczkowym okienkiem. Po Lupo, który w gondoli miał siateczkowe okienko, jestem fanką tego rozwiązania - Adasiek tak długo wytrzymał w gondoli głównie dzięki temu okienku, a teraz, kiedy znalazłam je w Snapie jestem równie mocno zadowolona. Kiedy jedziemy, a Adaśkowi się nudzi, odchyla główkę do tyłu i już widzi swoją ukochaną, zziajaną i spoconą przejażdżką po lesie - mamę.

 

Ruchomy podnóżek - dzięki Valco Baby, że o tym pomyśleliście, bo malutki Daśko może sobie rozłożyć nóżki [kiedy jeździmy w kombinezonie, bez śpiworka] i nie musi nimi majtać. Ruchomy podnóżek przedłuża też wózek, kiedy rozkładam siedzisko, gdy synek na spacerze zaśnie - tu plusy też dla ogromnej budki, którą jeszcze można suwakiem poszerzyć i praktycznie przykryć dziecko, gdy złapie nas lekka mżawka. W ogóle rewelacją w tym rozkładanym siedzisku jest to, że kiedy chcemy je złożyć do pozycji siedzącej, wystarczy pociągnąć za taśmę i już. Przyznam, że bawiłam się tą opcją jakieś 15 minut 🙂

 

Piankowe koła - do tej pory sceptycznie się na nie zapatrywałam, ale nie znałam tego komfortu, gdy jadąc po niekoniecznie znanej nawierzchni, nie boję się, że szkłem lub gwoździem przetnę sobie oponę. To między innymi dzięki tym kołom wózek jest taki lekki.

 

Ukochany pałąk Adaśka - u Kosmyka pałąk był zupełnie niepotrzebny, mógłby nie istnieć zupełnie. Adasiek za to trzyma się go kurczowo i koniecznie w tym uścisku musi zwiedzać świat. Pałąk można przyciskiem odpiąć z jednej lub z drugiej strony, więc dziecko bardzo łatwo można z wózka wyciągnąć.

 

Kosz pod wózkiem - przyznam, że to jedno z moich wrażeń kwalifikujących lub dyskwalifikujących wózek. Kosz dla mnie musi być duży głównie dlatego, że zazwyczaj rezygnuję z opcji dowieszania do rączki wózka toreb i różnych takich. Jakoś tak mi zawsze przeszkadzają i od kiedy pamiętam wszystko, co mi potrzebne, mam w torebce na ramię albo w koszu. A w koszu Snapa zmieści się aparat, laptop, torba z przekąskami, zapas pieluch, chusteczek i jeszcze kilka zabawek, zupa w słoiku, torba z zielonym dla królików i paczka od listonosza [wnioski po spacerze od babci].

 

Pasy - Adaś ich nie znosi, jak już wiecie, uwielbia się wychylać i oglądać świat zaparty o pałąk, więc pasy tylko go irytują. Na szczęście w Snapie łatwo można przypiąć malucha tylko na biodrach i nawet ruchliwy maluch raczej nie wypadnie.

 

Hamulec - zobaczycie na zdjęciach niżej, jaki śmieszny, blokuje się nim w bok, a nie w górę i w dół. Trochę czasu potrzebowałam, zanim się przyzwyczaiłam i nie jestem w stanie powiedzieć, które rozwiązanie jest lepsze: oba są dobre, tylko zupełnie inne 🙂

 

Cena - doskonała jak na nową miejską spacerówkę. Za 1099 zł dostajemy porządny, dający radę w mieście i na wsi wózek, który dodatkowo jest idealnym wózkiem nie tylko na wyprawy, bo w samochodzie zajmuje naprawdę niewiele miejsca, ale też do wnoszenia po schodach, jeśli mieszkasz w bloku.

 

Co może się nie spodobać w Snapie?

Na początku przerażało mnie to, co jest atutem tego wózka - bałam się, że on jest zbyt lekki. Ale mogło to wynikać z tego, że Adasiek jest jeszcze malutki, w ogóle go w tym wózku nie czuć, pewnie jak przybędą mu dodatkowe kilogramy lekkość stanie się atutem.

 

Druga sprawa - nieregulowana rączka. Mi pasuje idealnie [165 cm] , ale podejrzewam, że dużo wyższej lub niższej osobie może sprawiać kłopot to, że nie ma tej regulacji.

 

Zapach - w pierwszym momencie po otwarciu przestraszyłam się... zapachu. Przyzwyczajona do świeżej woni mokrej ziemi i lasu, ostry zapach plastiku trochę mnie zemdlił. Myślałam, że to wózek jest z takiego kiepskiego materiału zrobiony, ale ku mojej uldze winowajcą był kawałek folii. Zdarza się.

 

 

No i ten pałąk - szkoda, że nie ma osłonki, bo podejrzewam, że piankę to Adasiek zaraz mi zje. W pierwszym wózku Kosmyka wysokość pałąka też można było regulować i tak się do tego przyzwyczaiłam, że teraz w każdym wózku szukam tego samego.

 

 

Żeby sprawdzić wózek, wyjechałam w nim w miejsce najbardziej dramatyczne - leśną drogą nad jezioro. Zobaczcie, co z tego wyszło:

 

 

 

 

DSC_0082

 

 

 

anigif

 

 

DSC_0104

 

 

 

DSC_0100
Zazwyczaj wózki mają taką miękką wkładkę oddzielającą od siedziska, Snap tego nie ma i chyba nie żałuję. Tylko by mi się plątała, a pewnie i tak bym ją szybko zdjęła.

 

DSC_0099

 

DSC_0007

 

DSC_0009

 

DSC_0011

 

DSC_0015

 

DSC_0025

 

DSC_0028

 

DSC_0031

 

DSC_0050

 

DSC_0055

 

DSC_0059

 

DSC_0064

 

DSC_0068

 

DSC_0074

 

 

 

Po co mi drugi wózek? 

Zapytacie. A ja już miałam dość pakowania i rozpakowywania naszego Lupo do samochodu, gdy babcia robiła mi przysługę i zabierała do siebie dzieci. Jako że w zimowe i wiosenne miesiące gości na Mazurach jak na lekarstwo, mama miała więcej czasu i często pomagała przy dzieciach. Wiecie, niby mieszkamy blisko siebie, ale zapakuj do samochodu dwójkę dzieci, a potem jeszcze do tego ładuj wózek, wyciągaj go, wkładaj, znów wyciągaj. I to wszystko przy szalejącym Kosmyku. Lubię moją mamę, nie chciałam jej aż tak przemęczać, jeszcze by kobieta przestała mi w ogóle dzieci zabierać 🙂 Szukałam małej, lekkiej spacerówki, która mogłaby sobie stać u babci w domu i czekać na ukochanego wnuczka. Takiej, które złożenie i schowanie na chwilę za drzwi nie będzie problemem, a pchanie jej po drodze nie będzie wymagało wielkiej siły. A do tego, gdy już się ze Snapem zaznajomiliśmy, wiemy, że często będziemy go babci podbierać, bo naprawdę zajmuje mało miejsca w samochodzie i zabranie wózka na zakupy nie będzie równało się z dostosowaniem ich do wielkości wózka.

Jak widać, miejska spacerówka może okazać się fajnym rozwiązaniem również na wsi. Ja zamówiłam sobie kolor czarny [bo Denim za bardzo przypominam mi mojego Lupo], ale dopiero po zamówieniu do sklepu doszły inne kolory, masa kolorów, gdybym miała drugie dziecko, szarpnęłabym się na biały - zobaczcie sami: tutaj. Wszystkie dane o moim wózku znajdziecie tutaj.

 

 

 

 

 

 

Wpis powstał przy współpracy ze sklepem 4kids.com.pl,

który jest dystrybutorem wózków Valco Baby w Polsce.

Na hasło "jaskolka"otrzymacie tam 5% procent zniżki na wózek

Valco Baby Snap!

 

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
19 maja 2019
Szymbark - wycieczka, w którą zostałam wrobiona i w którą ja nikogo nie wrobię

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to jedno z miejsc, które mi wpadło w oko podczas wyjazdu na Kaszuby. Wybraliśmy się tam w majowe popołudnie, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, ale chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach i ich historii. Wstępnie powiem tak - wzięliśmy za mało pieniędzy.  

16 maja 2019
Po wizycie w ośrodku Zawiaty - czy ucieknę z Mazur i przeprowadzę się na Kaszuby?

Jeśli przeżyjesz wyjazd z rodziną na wakacje i nie wrócicie pokłóceni, przeżyjesz wszystko - tak mi kiedyś powiedziała znajoma. Czyli jestem już jak najbardziej zahartowana, bo pięciodniowy wyjazd majowy mam za sobą, wróciliśmy i nikt się z nikim nie pokłócił. No dobra. Nie wróciliśmy pokłóceni. ZAWIATY

7 maja 2019
Bądź z dzieckiem wtedy, gdy najbardziej cię potrzebuje, a nie tylko wtedy, kiedy jest grzeczne

Jedną  z najcięższych dla mnie rzeczy, które musiałam przepracować, było przepracowanie tego, co dzieje się ze mną, kiedy moje dziecko krzyczy. I kiedy dziś rozmawiałam ze znajomą, która ma małe dziecko, potwierdziłam kolejny raz swoje przypuszczenia. Kiedy dziecko krzyczy lub źle się zachowuje, mamy ochotę uciekać w najdalszy zakątek świata i wrócić jak się uspokoi. […]

28 kwietnia 2019
Drobna rzecz, którą zawsze robię w sklepie, a która pomaga wszystkim

Smutno mi było, kiedy dowiedziałam się, że to jest jakieś wyjątkowe. Że mało kto to robi. Smutno mi, że za każdym razem, kiedy to proponuję, spotykam się z zaskoczeniem jakby to było coś wyjątkowego i nie wiadomo jak miłego. A to przecież normalne. I logiczne. Tak myślę. A ty?  

25 kwietnia 2019
Czemu syn od trzech miesięcy regularnie podbierał nam pieniądze z portfela?

Mówi się, że dzieci są wredne, złośliwe, manipulują i robią wszystko, żeby nam uprzykrzyć życie, wymuszając, co chcą, płaczem. Tak się mówi. I za każdym razem, kiedy przyłapiemy dzieci na czymś złym, utwierdzamy się w tym przekonaniu. Ja również się utwierdziłam, kiedy przyłapałam młodszego syna na wybieraniu mi pieniędzy z portfela.  

23 kwietnia 2019
PAŁAC w Drogoszach za grubą kasę, zamek w Reszlu za grosze, zamek w Barcianach za miliony

Święta to nie jest dla nas czas siedzenia przy stole. My nie potrafimy siedzieć przy stole. To w święta odkrywaliśmy kiedyś piramidę w Rapie czy mosty w Stańczykach i to w święta oglądaliśmy najfajniejsze zakątki Mazur. A teraz odkrywamy je na nowo - z dziećmi. Taki zamek w Reszlu - starszak był w nim, kiedy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official