Hej? Jesteś tam? Chodź tutaj. Spójrz. Ja jestem taka sama jak ty. Piszesz do mnie, że chcesz być inna, ale nie umiesz się kontrolować. Piszesz, że ci potem przykro, że wcale nie chciałaś, ale twoje dziecko nie dało ci wyboru. Że zachowuje się tak, że tracisz panowanie nad sobą. A potem widzisz jego łzy i ci wstyd. Mi też było.

 

 

Czasem piszesz, że przecież sobie zasłużył. No bo naprawdę przegiął. I ten klaps czegoś go nauczy. Starasz się nie widzieć, jak potem w zabawie za karę tłucze swoje koleżanki po dupie. Zamykasz oczy, gdy wzywają cię do szkoły, bo pobił. Nie widzisz posiniaczonej buzi synowej. Tamten klaps był wtedy potrzebny, bez niego byłoby jeszcze gorzej, tłumaczysz sobie i żyjesz.

 

Albo ci po prostu wstyd. Wstyd, że wyszły z ciebie najgorsze instynkty. I strach. Że ktoś się dowie. Że dziecko komuś powie. Że prawda wyjdzie na jaw. Znam to. Też się bałam.

 

I żal. Że to twoje dziecko. Że ono teraz płacze, bo byłaś jego całym światem, najważniejszą istotą w życiu i zwyczajnie zrobiłaś mu krzywdę.

 

Starasz się potem wmówić sobie, że przecież kochasz i nic złego się nie stało, uleczysz to miłością, zrekompensujesz buziakami, wyleczysz byciem dobrą mamą. Najlepszą. Jedyną, jaką ma. Ale potem znowu. Niechcący. Bo pewnych rzeczy zwyczajnie nie możesz zjeść.

 

I czytasz tych wariatów, co to nie biją dzieci i wprost o tym mówią i myślisz, że albo te dzieci wiążą albo mają je upośledzone, nie krzyczące, nie płaczące, nie jęczące, nie tłukące tego ulubionego talerza z zastawy za gruby, ciężko zarobiony piniondz i to nawet nie przez przypadek, ale ze złości. Z jakiejś durnej złości, którą sama zresztą czujesz, więc wyciągasz rękę i pac po małym pośladku.

 

I ten ryk. Znowu ryk. Znowu ryczy. On ryczy, drze się, jęczy tak głośno, że nie słyszysz swojego własnego ryku, bo dopiero ciepły prąd na ręku daje ci znać, że to nie był klaps, ale zwyczajne uderzenie.

 

Mówisz, że się nie da. No nie da się opanować tych emocji, nie ma opcji nie dostąpić wszechogarniającego pierdolca, kiedy jedno, patrząc ci się prosto w oczy, wylewa karton mleka na podłogę w kuchni, a na twój krzyk rozpaczy reaguje jednoznacznie: kładąc się w tej kałuży i poruszając rękami i nogami jak do żabki, a drugie w czasie, kiedy stoisz wryta nad tym widokiem, stwierdza, że skakanie na kanapie jest świetnym sposobem na rozładowanie emocji i łamie skakaniem listwę, która podtrzymuje całą konstrukcję. No, Asia, nie pierdzielnełabyś z wściekłości? No powiedz.

 

No nie. Teraz nie. Za dużo pracy nad sobą kosztowało mnie, żebym teraz miała po prostu bić. Przemoc wobec dzieci, namawianie do niej i przekonywanie są absolutnie zakazane, zarówno na mojej grupie, jak i fanpage’u. Ale jeszcze pięć lat temu nie wiem, czy bym się powstrzymała. Nie wiem, czy umiałabym się zatrzymać. A i dziś mnie czasem ręka świerzbi.

 

„Im częściej dziecko jest uderzane tym więcej w nim złości gdy dorośnie, tym częściej będzie też uderzało własne dzieci i z większym prawdopodobieństwem wyrażało aprobatę dla podnoszenia ręki na partnera, częściej też będzie ją faktycznie ją podnosiło” [Amerykańska Akademia Pediatryczna, cytat znaleziony u mataja.pl]

Ale zaczęłam chcieć. Zaczęłam chcieć się zatrzymywać, bo jedną z pierwszych rzeczy, którą polubiłam w macierzyństwie, nie był ani poród, ani karmienie piersią, ani samo dziecko nawet, że słodkie i kochane. Nie. Jedną z pierwszych rzeczy, które polubiłam w macierzyństwie była niesamowita relacja, jaka mnie z synem związała. Patrzył na mnie swoimi mądrymi oczami i zachciało mi się, żeby już zawsze się tak we mnie wgapiał, żeby nie przestał we mnie wierzyć, żeby do końca życia wiedział, że zawsze może na mnie liczyć. I żebym nie musiała go w tej wiedzy słownie zapewniać, bo to będzie coś tak oczywistego, jak zmiana pieluchy niemowlęciu.

Nie. Nie chciałam zepsuć tego wszystkiego klapsem. Tym popularnym, postrzeganym jako niewinna kara, klapsem, który wbrew pozorom jest niczym innym jak przemocą. Co potwierdzają badania:

 

Ano analiza dostępnych danych wykazała, że stosowanie klapsów wpływa negatywnie na dziecko. Niespodzianka taka… Dawanie klapsów korelowało z negatywnymi konsekwencjami w 13 z 17 analizowanych obszarów w tym m.in. w zwiększonej ilości agresywnych i antysocjalnych zachowań, eksternalizacji problematycznych zachowań, trudności w odróżnianiu tego co dobre od tego co złe. Dorośli, którzy dostawali klapsy w dzieciństwie częściej też mieli problem z chorobami natury psychicznej.

Innymi słowy 50 lat badań potwierdziło, że dawanie klapsów może mieć dla dziecka szkodliwe skutki, a co więcej badaczom wyszło także, że dawanie klapsów nie zwiększa u maluchów karności i posłuszeństwa wobec rodziców. Nie zwiększa ani krótko- ani długofalowo, czyli jakby nie działa i nie sprawdza się jako metoda dyscyplinująca. Zatem dając klapsa wcale nie sprawiasz, że następnym razem dziecko „niczego nie przeskrobie”, za to zwiększasz prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych zachowań u dziecka w przyszłości (z tekstu Mataja.pl „Czy klapsy rzeczywiście szkodzą. Nowe badania”).

 

I to właśnie moja potrzeba, żeby nie robić dzieciom krzywdy, sprawiła, że zaczęłam drążyć, co powoduje fakt, że w pewnym momencie wyciągam rękę i chcę się zamierzyć. Co powoduje? Ano złość. Prymitywna, prosta, zwyczajna złość, nad którą to złością ja powinnam pracować, a nie dziecko. W tych moich obserwacjach doszłam do jednej mojej ulubionej metody „Czterech pytań”  oraz do głębszego przyjrzenia się mojemu własnemu dziecku  zmiany myślenia z „Co zrobić z moim dzieckiem?” na „Czemu moje dziecko to robi?” .

Ale dojście do tego było trudne i kosztowało sporo. Wyrzucenie wyuczonych nawyków, oduczenie się standardowych reakcji, cała zmiana podejścia do dzieci… Niczego nie zbudowałam od razu, a potknęłam się z kilkanaście razy.

 

DO MAMY, KTÓRA UDERZYŁA SWOJE DZIECKO CHOĆ WCALE NIE CHCIAŁA

 

Więc pytasz mnie, co zrobić, jak okiełznać tę złość, jak ją poskromić.  Jak nie bić, kiedy bicie to pierwsze i jedyne wyjście, które przychodzi ci do głowy. O to samo zapytała mnie Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę i szczerze – kiedy zapytali – byłam przekonana, że ich pogrzało, bo akurat byłam w takim momencie życia, że co chwilę musiałam się zatrzymywać.

Rozmawiałam z panią z fundacji i patrzyłam, jak mój syn wije się po podłodze, bo on chce loda, on chce loda, on koniecznie musi zjeść loda i na pewno mam go w lodówce. Odpisywałam na mail, uzgadniając termin, a mój trzylatek bebeszył mi zamrażarkę w przekonaniu, że na pewno tego loda znajdzie.

Ręce zaczynały mi się trząść, a pot zaczynał spływać po twarzy na widok płynącej z zamrażarki wody, ale w ostatniej chwili rzuciłam sobie koło ratunkowe i pomyślałam, że i tak długo nie rozmrażałam lodówki. Czy ona rozmrozi się dziś, czy jutro – co za różnica. A loda i tak w niej nie będzie, więc przyjęcie żalu z tego powodu czeka mnie nieuchronnie. No cóż. Nikt mi nie powiedział, że macierzyństwo będzie łatwe…

Między innymi tę metodę polecałam na warsztatach i ona znalazła się w poradniku dla rodziców, którzy nie potrafią sobie poradzić z emocjami. Tak, mamo, która uderzyłaś swoje dziecko. Uderzyłaś, nie dlatego, że jesteś złą matką, ale dlatego, że nie umiałaś sobie poradzić z emocjami. Nikt cię tego nie nauczył, nikt nie pokazał drogi. Sama ją przeszłam, wiem, że jest trudna. I do tego trzeba ją przechodzić od nowa, bez doświadczenia. I często wsparcia otoczenia, które woli prościej niż efektywniej.

A TERAZ JESZCZE RAZ UWAŻNIE MNIE POSŁUCHAJ

 

To nie twoja wina, że nie potrafisz sobie z nimi radzisz. To lata zaniedbań i niewiedzy, za które nie jesteś odpowiedzialna. Ale już będziesz, jeśli nie zaczniesz nad tym pracować. Jeśli nie zaczniesz ćwiczyć. Ten poradnik stworzyliśmy dla ciebie. Pracowaliśmy nad nim wspólnie, całą grupą i zawiera on wszystkie nasze sposoby na okiełznanie burzliwych uczuć, które starają się przejąć nad nami kontrolę. Masz pytania co do określonych punktów? Pisz w komentarzu, mailu – odpowiem. Ale najpierw spójrz w lustro i powiedz sobie głośno i wyraźnie, tak, żebyś zapamiętała: jestem najlepszą mamą na świecie i dlatego biorę się za siebie, dla mojego dziecka. I łap poradnik. I czytaj.

PS. Tytuł sugeruje, że poradnik skierowany jest tylko dla mam, ale to absolutne kłamstwo wynikające z tego, że 90 procent czytelników tego bloga to właśnie… mamy. Niniejszym przepraszam wszystkich obecnych ojców. Ten tekst też jest do was.

PS2 Wpis jest elementem kampanii społecznej Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „Potrafię się zatrzymać” – nie mogłam nie wesprzeć tej akcji, po prostu nie mogłam. Będę wdzięczna za udostępnienie.