dziecko przezywa

Jesteś głupia! – przeciętną matkę, która słyszy takie słowa, przebiega dreszcz po plecach. Bo jak to? Jakim cudem moje kochane dziecko wyrobiło sobie o mnie takie zdanie? Nosiłam na rękach, karmiłam, przewijałam, a ono teraz mówi mi, że jestem głupia, że mnie nie kocha, że mam sobie iść? Zero szacunku dla rodzonej matki. Zaraz napiszę na fejsie, zapytam, co robić, bo przecież tego tak nie można zostawić! – w głowie toczą się takie lub podobne myśli i u mnie również się toczyły, do czasu, aż sobie nie uświadomiłam…

że co w zasadzie powinnam zrobić?

Ukarać? Za co? Że z jakiegoś powodu moje dziecko w taki, a nie inny sposób wyraża swoje emocje? I że w zasadzie to, w jaki sposób to robi, zależy ode mnie? Jeśli robi to w sposób nieodpowiedni lub raniący, to to jego wina, czy raczej moja, jego matki, która powinna go tego nauczyć?

 

Kiedy widzę rozkrzyczane dziecko przezywające mnie lub jakiegokolwiek innego rodzica, widzę dziecko, które mówi:

 

„Mamo, jestem zły, jestem tak bardzo zły, że powiem każde brzydkie słowo, którego ty tak nie lubisz, powiem ci najgorsze rzeczy, bo pamiętam, że ich nie lubisz i że będziesz smutna. Tak bardzo chcę to mieć/chcę żebyś się zgodziła, a ty mi mówisz nie i ja czuję taką złość wtedy, że nie umiem jej wytrzymać i powiem ci wszystko, co cię denerwuje, żebyś czuła taką złość, jak jak czuję w tej chwili. Zobacz, jak mi źle, zobacz! Posłuchaj, jak do ciebie mówię i zobacz, jak mi ciężko, że aż takie słowa potrafię powiedzieć”. Taki przekaz ma jedno powiedziane w złości słowo „głupia” czy „nienawidzę cię”. 

 

Znajome? A pewnie tak, to najbardziej prymitywne, naturalne i podstawowe zachowanie człowieka. Wet za wet. Dorośli ludzie wciąż mają takie odruchy, tylko często tkają to w skomplikowane formy. A dziecko rodzi się bez niczego i kiedy zaczyna mówić narzędzia ma całkiem podstawowe. To my, dorośli,  zaopatrujemy dziecko w narzędzia i to od nas zależy, jakimi będą dysponować w przyszłości i jak będą z nich korzystać.

 

Jak reagować, kiedy dziecko przezywa?

 

Jak każdy dorosły człowiek, którego przezywa ktoś, kto wciąż ma problemy z czytaniem, nie zawsze założy koszulkę na poprawną stronę i dla kogo bajka o Reksiu jest bajką o prawdziwym zwierzaku. Czy dorosły człowiek obraża się, bo ktoś taki nazwał go głupkiem? Chyba tylko bardzo zakompleksiony, sam będący emocjonalnym dzieckiem lub totalnie przemęczony i wyczerpany. Spoko, ja też byłam emocjonalnym dzieckiem, a przemęczona i wyczerpana jestem raz na tydzień. I wyszłam na ludzi.

 

Kluczem dla mnie był nie sam fakt tego, że dziecko przezywa, ale fakt zrozumienia, jakie emocje stoją za faktem przezywania. Żal, złość, smutek, rozczarowanie, wściekłość, rozpacz. W momencie, w którym rozumiesz te emocje, jesteś w stanie każde przezwisko przyjąć dostojnie i poważnie. Wesprzeć dziecko w tych uczuciach [Widzę, że jesteś zły”, „Smucisz się”, „Ale się wściekłeś!], pokazać mu, że one same w sobie nie są złe, postawić granicę, że w takiej złości i w takich emocjach nie dojdziemy do porozumienia, a kiedy wszystko opadnie i nastąpi spokój, po ludzku i z szacunkiem:

  • przypomnieć lub powiedzieć po raz pierwszy, że rozumiesz, dlaczego dziecko się zdenerwowało albo
  • jesteś w stanie sobie to wyobrazić albo
  • powiedzieć, że ci przykro, kiedy tak cię nazywa albo
  • że jesteś pewna, że zna inne metody okazywania swojej złości, a jak nie zna, to mu podpowiesz, albo
  • przyznać, że to mogło być frustrujące, [naprawdę postaw się w sytuacji dziecka i sobie to wyobraź]  albo
  • podkreślić, że brzydkie słowa bardzo ranią/nie jesteś w stanie ich zaakceptować/do niczego nie prowadzą albo
  • przypomnieć, w jaki sposób można okazywać złość, nie raniąc nikogo [rzucanie poduszek, walenie w poduszki, rwanie gazety, krzyk, tupanie nogami].
  • albo wszystko w racjonalnych odstępach czasu

 

Dlaczego tak? A dlatego, że to nie kary i nagrody, nie wysublimowane metody wychowawcze sprawią, że twoje dziecko przestanie przezywać. Tylko podejście człowieka do człowieka. Jeśli dziecko za pierwszym, drugim, dziesiątym razem zobaczy, że akceptujesz jego uczucia i jesteś w stanie je przyjąć na klatę. szanujesz je i chcesz mu pomóc z tego ambarasu emocji się wydostać, to zacznie chcieć współpracować. Zacznie cię słuchać. I zamiast tłumić w sobie emocje, będzie ci o tych najtrudniejszych mówić, bo będzie wiedziało, że ich nie ocenisz, tylko przyjmiesz. Dzięki temu dziecko nauczy się rozpoznawać swoje emocje i potrzeby i o nich mówić [tak, to jest ta nauka asertywności, to jest jej początek], ale i między wami wytworzy się most zbudowany z miłości i zaufania.

 

ZOBACZ TEKSTY:

→ „Kiedy moje dziecko mówi, że mnie nienawidzi”

→ „Jeden tekst mojego syna, który udowadnia jak ważne jest nazywanie emocji” 

„Książki o emocjach” 

„11 książek o rodzicielstwie, które mi pomogły” 

 

 

Co robić, kiedy dziecko przezywa i nie robi tego w złości?

 

„Przezywa i się śmieje” – tak mi piszecie. I co robić? A no nic. Dziecko, które przezywa dla zabawy mówi: „Spójrz się na mnie, zobacz, jestem, patrz na mnie, zauważaj mnie”. Nasz burzliwa reakcja na te słowa tylko je podkręca i w efekcie z ust dziecka wychodzi jeszcze większa fala brzydkich słów [o ile je zna]. Można dziecko zapewnić, że nie musi się tak brzydko wyrażać, żebyś się z nim pobawiła lub cokolwiek zrobiła. Ty i tak to zrobisz, bo je kochasz. Można się zapytać, czy dziecko wie, co to słowo znaczy albo co mu się w tym słowie podoba. Można też skorzystać z rady zawartej w książce „Rodzicielstwo przez zabawę”, czyli na każde brzydkie słowo reagować… zgodą.

 

„OK, możesz mówić jasna cholera, ale nie wolno ci mówić poturbowany pterodaktyl.”

„Ok, możesz mówić dupa blada, ale nie za żadne skarby nie mów  kaczy kuper”.

 

Mam nadzieję, że każdy wie, jak na większość dzieci działa słowo „nie wolno”? 😀 No właśnie tak, że zaroi się w waszym domu od pterodaktyli i kaczych kuprów.

 

 

Co kiedy dziecko przezywa, a ciebie jednak szlag trafia? 

 

W sensie, nie masz siły zdobyć się na żadną sensowną reakcję i jedyne, co chcesz robić, to krzyczeć? No cóż. Bliskie mi uczucie. Zazwyczaj wtedy robię wszystko, żeby zadbać o siebie. Żeby mieć siłę na poradzenie i zaakceptowanie uczuć dziecka, muszę sama z sobą zrobić porządek. I kiedy moje dziecko jest w furii, to lepszym wyjściem jest zakomunikowanie mu, że ty widzisz, że ono wścieka, rozumiesz, ale ty też musisz się uspokoić. Teraz wyjdziesz na chwilę pooddychać/cokolwiek, co cię uspokaja wrócisz za chwilę i będziesz mogła wysłuchać tego, co dziecko chce ci powiedzieć. Zawsze też można powiedzieć krótko: Nie lubię, kiedy do mnie tak mówisz. Krótko.

 

 

No i to w sumie tyle. Choć przyznaję, że w moim odczuciu problem z tym przezywaniem rodzice biorą sobie za bardzo do serca i za bardzo personalnie. Odsyłam jeszcze raz do jednego z pierwszych akapitów, żeby prościej ci było zapamiętać, co tak naprawdę znaczy to „głupia” czy „nienawidzę cię”. Za każdym zachowaniem dziecka, nieodpowiednim w naszym mniemaniu, kryje się jakaś potrzeba, którą dziecko próbuje zaspokoić. Potrzeba wyrzucenia z siebie uczuć, potrzeba bycia zauważonym, potrzeba bycia wysłuchanym [ogólnie szacunku. Warto sobie te potrzeby wyjaśnić na własnym przykładzie: czy jeśli non stop kupuję sobie nowe ubrania i mam ich już dwie szafy, to kupuję je, bo lubię mieć zawalone mieszkanie ciuchami, czy raczej lubię uczucia posiadania nowej rzeczy? A może wciąż kupuję nowe rzeczy, bo wcześniejsze były niewypałem i nie umiem kupić sobie czegoś odpowiedniego? Czy faktycznie kupując coś nowego, zaspokajam swoją potrzebę dowartościowania się lub posiadania jakichkolwiek rzeczy, które mogłabym założyć? No raczej nie. Zaspokojenie tych potrzeb wymaga skorzystania z innych narzędzi. Ale, żeby wiedzieć, o jakie potrzeby chodzi, musimy sami te potrzeby odnaleźć. I nauczyć się odnajdywać je w dziecku. Kto, jak nie my? To my przecież chcieliśmy je wychowywać.


Bardzo mi pomożesz, jeśli skomentujesz lub udostępnisz ten wpis na Facebooku. A jeśli jeszcze nie masz aplikacji blogowej, to koniecznie musisz sobie zainstalować. Dzięki niej w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego na blogu!  Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].