See blogers z dzieckiem na kolanach, czyli pierwsze wrażenia z festiwalu

Total
0
Shares

 

Kiedy Marlena z Makóweczek zapytała się, czy chciałabym pojechać na See Blogers i poopowiadać trochę o tym, jak się bloguje, w pierwszym momencie pomyślałam sobie “Nigdy! Nie dam rady z dziećmi!”, ale potem wyjaśniła mi, że właśnie o to chodzi, o rozwikłanie zagadki, jak to robimy – prowadząc blogi z małymi dziećmi u nogi, jaka jest nasza tajemnica, że nam to wychodzi i co zrobić, żeby robić to dobrze.

 

A dzięki temu, że uczestniczyłam w panelu “Blogowanie z dzieckiem na kolanie” miałam szansę uczestniczyć w jednym z największych blogowych festiwali w Polsce, posłuchać, co w trawie piszczy, i spotkać się z kilkoma blogowymi i nie blogowymi znajomymi. Rzadko mi się to zdarza, więc ukontentowana byłam jak nigdy [do momentu, w którym Chłop nie spił całej śmietanki, ale o tym później].

 

Co to jest See Blogers? 

To jedno z największych w Polsce spotkań blogerów ukierunkowanych na edukację i komunikację. Czyli ogromna rzesza ludzi [prawie 1000 osób] spotyka się na kilka dni i intensywnie dyskutuje, uczy się, integruje.

 

Jak było?

Jeszcze mi uśmiech nie schodzi z buzi na myśl o tym, jak fajnie się z niektórymi gadało i jak przyjemnie mi było, gdy podchodziła do mnie blogerka, żeby się przywitać i chwilę porozmawiać. Czuję też niesamowitą wdzięczność do Adasia, który raczył spać na najważniejszych dla mnie prelekcjach i chyba był najgrzeczniejszym [i najmłodszym] dzieckiem na konferencji.

Do dziś spotkałam się z różnymi opiniami – o ile część merytoryczna nie budziła zastrzeżeń, tak dotarły do moich oczu utyskiwania na ogromną ilość sponsorów i ich ekspozycję, co mi akurat w ogóle nie przeszkadzało, bo całą konferencję starałam się się skupić na najważniejszym – słuchaniu prelekcji, rozmawianiu z ludźmi i… szukaniu Chłopa, który przemierzał korytarze Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego z Adasiem w wózku. Słyszałam też utyskiwania, na brak porządnego barku z jedzeniem – jakimkolwiek, z których się delikatnie podśmiewywałam…. ale nie dlatego, że jako prelegentka miałam zapewniony  lunch [który raczej był brunchem], ale raczej z tego powodu, że jako nauczona doświadczeniem mieszkanka trzeciego po morzu i górach regionu turystycznego w Polsce, wiedziałam, że na konferencji w środku sezonu turystycznego może być problem z jedzeniem i wzięłam swoje własne przegryzki 🙂

 

Ostatecznie byłam pod ogromnym wrażeniem, zarówno organizacji całego wydarzenia [Wielkie brawa! Zrobić tak wiele, w tak krótkim czasie i na taką skalę zasługuje na aplauz!], jak i atmosfery. Nie wiem, może to wynikało z tego, że to nie pierwsze moje spotkanie z blogerami [uwielbiam ten moment, gdy w tłumie widzę znajomą twarz, której mogę powiedzieć “Cześć!”], ale też podejrzewam dużą rolę odegrało to, że mimo podzielenia na strefy mieliśmy szansę się wymieszać, jedna sfera przenikała drugą, nie zostaliśmy, czego się obawiałam, odizolowani od siebie i niedostępni.

 

Co wyniosłam z See Blogers? 

Głównie upewniłam się w swoich przypuszczeniach i działaniach. Nie powiem, że usłyszałam coś nowego [choć dla początkujących ta wiedza była bezcenna], powiem raczej, że po raz pierwszy usłyszałam na głos to, co sama przypuszczałam. Snapchat jest fajny i warto nam blogerom spoglądać na nowe rozwiązania, ale uważam podobnie jak Malwina z Bakusiowo, że dla parentingów to nie będzie trampolina do sukcesu, chyba że ktoś z nas wymyśli na niego niesamowicie ciekawą strategię, na którą inni nie wpadli, a która w jakiś sposób dopełnia blog… Przyznacie, że to trudne? [Ja już sobie coś wymyśliłam, ciekawe czy pochwyci 🙂 Jakby co, mój nick: matkatylkojedna]. Tomek Tomczyk zainspirował mnie z kolei do działania – kto obserwuje mój profil prywatny, ten wie, że jest tam materiał przynajmniej na jedną książkę 🙂 Eliza Wydrych z kolei wyjaśniła przystępnie to, o co sama dostaję sporo pytań w mailach – jak zarabiać na blogu. Sami zresztą widzieliście ostatni post z linkami afiliacyjnymi. Kokosów na tym nie zarobiłam, ale przynajmniej wiem, że te kilkanaście godzin poświęconych na kupowanie, czytanie, wybieranie książek nie poszło na marne. Wykład Elizy powinnam była nagrywać i wysyłać w odpowiedzi na takie maile 🙂

 

A poza tym – fantastyczne chwile z ludźmi, których czytam, szanuję i nagadać się z nimi nie mogę, kilkadziesiąt miłych słów o moim blogu, które dodały skrzydeł [dodawanie mi skrzydeł akurat nie jest trudne, ale przez chwilę czułam się orłem, a nie jaskółką], masa doświadczeń oraz… wyjście z szafy Chłopa, który brylował na imprezie integracyjnej i poznał wtedy chyba więcej ludzi niż ja przez trzy lata blogowania 🙂 W odwecie to on wynosił torby i paczki z hotelu, więc jeśli chodzi o mnie, to byłoby na tyle.

 

Czy warto?

Zapytacie. Oczywiście! Nawet jeśli jesteś blogerem z długim stażem, nawet jeśli sądzisz, że o blogowaniu wiesz wszystko – żadna zdobyta wiedza nie jest warta, żeby zatrzymywać ją dla siebie i nie przegadać w szerszym gronie ludzi. Zawsze dobrze posłuchać drugiej strony, na żywo skonfrontować swoje poglądy. Mówiłam o tym w wywiadzie dla “Pani” bodajże – internet to tylko okno, warto wyjść za próg do ludzi. A co jeśli sądzisz, że twój blog jest za mały, zbyt mało wartościowy na razie lub płaczesz , bo się nie dostałeś? Polecam wpis Agnieszki z Zielonej Cytryny, która dobitnie pokazała, że jak się chce, to się potrafi.

 

 

Blogowanie z dzieckiem na kolanach

 

Taki był tytuł panelu, w którym brałam udział razem z Marleną z Makóweczek, Anią z Nebule, Alicją z Mamala, Olą z Mam Wątpliwość i Marysią z Mamy Gadżety. Zdradzałyśmy tam przepis na sukces w blogowaniu z dzieckiem i doszłyśmy do wspólnego wniosku, że jedynym przepisem jest dobra organizacja, łapanie momentów, gdy dziecko śpi lub się bawi, oraz zwyczajna ludzka pomoc [mamy, partnerzy, przedszkola, żłobki]. Całej naszej rozmowy możecie posłuchać u Ani z Nebule, która ogarnęła technikę i wrzuciła nagranie do swojej notki na blogu. Jeśli sam panel wam nie wystarczy i macie ochotę poczytać, w jaki sposób ja ogarniam swój dzień, musicie trochę poczekać aż Kosmyk wróci od babci 🙂 Nie ma go już tydzień, a ja, nie czując bata nad głową w postaci jego postaci, sama już nie wiem, jak sobie radziłam z dwójką dzieci, kiedy teraz to mniejsze zajmuje głównie mój czas i za nic nie chce samo iść na dwór pobawić się kamykami…

 

 

Unknown-1

 

Unknown-2

 

Unknown-5

 

Unknown-6

 

Unknown-7

 

Unknown-8

 

Unknown-9

 

Unknown-10

 

Unknown

 

 

 

Przez cały weekend korzystałam, ile mogłam, z dobrodziejstwa przebywania wśród ludzi, a także z usług hotelu Mercure Gdynia Centrum [Mieliśmy w łazience wannę… Wannę! Chyba specjalnie po to, żebym upewniła się, że podjęłam złą decyzję, robiąc  w swojej łazience miejsce tylko na prysznic!], więc morza widziałam tyle, co kot napłakał [jedna kolacja w nadmorskiej tawernie, jej drzwi są na jednym zdjęciu, nazwy nie pamiętam, ale serdecznie polecam te drzwi! Nie dość, że ładne, to za nimi czai się pani kucharka, co robi najlepszego indyka z fasolką szparagową, jakiego jadłam w życiu!]. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie cyknęła sobie foty na tle jakiejś wody 🙂 Mazurskie, bo mazurskie, ale to prawdziwe moje morze!

 

 

 

 

 

 

 

Chcesz wiedzieć o każdym nowym wpisie na blogu? To zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego napisałam! Tu wersja na Android, a tu na IOS. Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę], zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo. Dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].

You May Also Like