Teoretycznie darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda – tak zwykła powtarzać moja mama. Z podarowanych prezentów należy się cieszyć i wychwalać darczyńcę pod niebiosa. Nawet, jeśli ze swoim prezentem strzelił jak kulą w płot, a obdarowywany na widok podarku ma w głowie tylko przekleństwo. Bo wybrać prezent dla dziecka wcale nie jest łatwo, rzekłabym, że prościej obdarować wszystkie babcie, dziadków i mamy na raz, niż wybrać idealny prezent dla jednego dziecka.  Jakie błędy najczęściej popełniamy przy wybieraniu? I o czym pamiętać podczas świątecznych, urodzinowych, upominkowych zakupów?

 

 

Dlaczego piszę o prezentach? Bo po tekście „Nie kupuj mojemu dziecku pierdółek”, zostałam zalana falą maili i wiadomości od sfrustrowanych matek, które rodzina traktuje jak kogoś, kto przyjmie każdy odpad po dawno wychowanych dzieciach, kogo ucieszy badziewie z kiosku czy bzdurka i przyjmą ją  z otwartymi rękami, bo przecież „dla dziecka”. To problem głównie naszych mam i babć, które wychowane w czasach, gdy niczego nie było, kupują wszystko, co jest i nie zwracają uwagi ani na jakość, ani na przydatność produktu. Aby czymś zapchać dziecko, żeby chwilę było cicho. I nieważne, że zaraz się rozwali, że narobi więcej kłopotu niż radości. Bo ani tego wyrzucić, ani się tym bawić.

 

 

 

Today I will be happier than a bird with a french fry.-7

 

 

Tutaj pozwolę sobie zacytować fragment wpisu Elizy, ze 100pociech.com [polecam jej wpis, zerknijcie], która świetnie sklasyfikowała rodzaje darczyńców:

 

Prezentowiczów, można podzielić na kilka grup. Grupy te są mocno ze sobą związane. Jedna osoba może należeć, do kilku grup jednocześnie.
 

1. Bezdzietni

Tu zaliczam osoby które dzieci nie mają lub mają odchowane. Przy wyborze prezentu kierują się własnym zdaniem, które mają stanowcze i intuicją, której w tym wypadku nie mają za grosz.
 

2. Łowcy okazji

Kupują coś tylko dlatego, że jest tanie. Przy czym robią to tak często, że w efekcie wydają spore sumy na rzeczy bezwartościowe, złej jakości.

3. Żony Hollywood

To mogą być też mężczyźni. Chcąc wyrazić uczucia i przywiązanie do dziecka przez cenę. Tak jak Łowcy kierują się ceną, tyle że dla nich im drożej, tym lepiej. Dodam, że drogi prezent może być odebrany jako zobowiązanie, które czasem stawia w niezręcznej sytuacji.

4. Czasołapacze

Kupują coś w ostatniej chwili, w sklepie po drodze, lub pod blokiem. Byle co, byle nie przyjść z pustymi rękami.
 
Bardzo byśmy chcieli w grzeczny i subtelny sposób powiedzieć tym osobom: opamiętajcie się, odczepcie! Nasze mieszkania i domy zalewają fale zabawek i ubrań, z których najchętniej 2/3 wystawilibyśmy od razu za drzwi. Dajcie spokój! Jak będę chciała, to kupię mojemu dziecku szajs, o którym marzy, ale pozwól mi samej zadecydować, ile tego szajsu będę mieć w domu!
Dlaczego więc nie wystawiamy tych zabawek na śmietnik?
A próbowałeś odebrać coś dziecku? Nawet jeśli dana rzecz od roku leży w kącie pokoju i zdaje się, że nikt jej nie zauważa, nie mówiąc już o zabawie, to jak tylko zniknie natychmiast robi się raban. Okazuje się bowiem, że owa rzecz jest ukochana. Żyć bez niej nie można, o spaniu nie ma mowy, a już na pewno nie da się być cicho. A my rodzice, bardzo cenimy sobie spokój.
Prezenty są bardzo miłe, ale wybrać dobry prezent dla dziecka, nie mówiąc o idealnym, to nie jest łatwa sprawa.
 
Today I will be happier than a bird with a french fry.-8

PREZENT NIE TYLKO DLA DZIECKA

Na początek uwaga, która niektórym burzy światopogląd: jeśli dziecko nie skończyło przynajmniej trzech lat, to musisz pogodzić się z tym, że prezenty kupujesz także jego rodzicom. [tu masz czas, żeby pokręcić głową i otrząsnąć się z tej dramatycznej informacji. Już?]. Tak jest, bo do trzeciego roku życia [choć bywa, że wcześniej, zaraz domyślisz się, kiedy] to rodzice głównie bawią się z dziećmi, pokazują im, jak zabawki działają, a przede wszystkim: sprzątają po dzieciach [tak, bywa, że dziecko dość wcześnie zaczyna po sobie sprzątać, jeśli masz taki egzemplarz – gratuluję]. Jeśli więc raz w miesiącu przynosisz w podarunku 100 elementowe puzzle i bez refleksji dajesz je maluchowi, żeby się pobawił, nie dziw się, gdy mama malucha któregoś dnia wysypie ci je wszystkie na łeb i wyrzuci za drzwi. Serio, sprzątanie i kompletowanie puzzli niedopasowanych do wieku powinno być karą w piekle za grzechy.

Poza tym niektóre prezenty naprawdę warto konsultować z rodzicami. Masz ochotę kupić wnuczkowi tablet? Dopytaj się rodziców dziecka, czy taki podarek naprawdę jest maluchowi potrzebny, a przede wszystkim – pożądany. Chcesz kupić czekoladę? Zapytaj, czy nie uczulone przypadkiem. Myślisz o klockach? Dopytaj, jakiej marki, bo niezbyt przyjemnie jest mieć w domu 10 kompletów, z czego każdy pasuje wyłącznie do siebie.

 

 

ZA DUŻO PIERDÓŁEK

Czasem bym wolała, żeby moja mam przychodziła bez tych batoników i samochodzików, które codziennie przynosi synkowi, ale żeby raz na miesiąc kupiła mu coś, co nam się faktycznie przyda. Za te samochodziki i batoniki spokojnie by mogłaby mu kupić buty czy kurtkę na zimę. A tak, to ja chodzę w starych, żeby kupić dziecku, ale mam dwa kartony batonów w  domu. – napisała mi Agata.

No właśnie, pisałam już o tym, ale powtórzę: to nie jest zbrodnia przyjść w odwiedziny bez prezentu. Jeśli jesteś częstym gościem, wolałabym, żebyś sprawiał radość dzieciom swoją osobą, a nie prezentem. Starsi mają jakieś takie dziwne wyobrażenie, że jak przyjdą bez upominku, to głupie dziecko nie ucieszy się na ich widok. Prezent jest gwarancją uwagi dziecka. Głupie podejście, bo i my sami nie zawsze cieszymy się, gdy ktoś przyłazi i przeszkadza nam w naszych planach, prawda? Co z tego, że babcia przyjechała, jeśli ja akurat teraz kończę rysować bardzo ważną rzecz? Skończę, to przyjdę, spokojnie, babciu, nie musisz mnie od zajęć batonikiem odciągać.

Poza tym naprawdę warto przystopować z tymi pierdółkami i zaoszczędzić na prezent, który będzie z dzieckiem na lata. Jeden, porządny, ale taki, który się zapamięta. Kolejkę. Biurko. Wymarzony dywanik. Albo parking, który nie rozwali się po trzech miesiącach. Z atestem.

BYLE CO, BYLE JAK, BYLE GDZIE

Jednym z największych problemów świata, gdzie wszystkiego jest w bród i na wyciągnięcie ręki, jest… selekcja. Nasze dzieci mają wszystko, czego potrzebują, ale wiele z tych rzeczy robiona jest na odwal i byle zarobić. Bisfenol zawarty w plastikowych, tanich zabawkach, powoduje nie tylko problemy z  erekcją, libido, gospodarką hormonalną, ale do tego jest kancerogenny. Jeśli kupujesz dziecku plastikową zabawkę z kiosku, która najprawdopodobniej nie ma odpowiedniego atestu, zwyczajnie narażasz jego zdrowie. Pomyśl, czy ten jego uśmiech i pięciominutowa zabawa jest tego warta. Zamiast piętnastu plastikowych pierdółek, lepiej i zdrowiej kupić jedną, za którą stoi marka odpowiedzialna za swoje produkty.

 

 

TWOJE MARZENIA NIE SĄ MARZENIAMI DZIECKA

Rozumiesz? To, że ty kiedyś marzyłaś o wielkim domku dla lalek, nie znaczy, że twoje dziecko się z tego ucieszy. To że ty chciałaś mnie zawsze pełną szafkę słodkich płatków, żeby dzieciątko chrupało sobie na śniadanie [!] cukier z kukurydzą, nie znaczy, że wyjdzie to dziecku na zdrowie. Warto czasem swoje marzenia odłożyć na półkę „niespełnione” i zwrócić uwagę na faktyczne potrzeby dziecka, a przede wszystkim jego dobro.

 

 

ZA SZYBKO

Pytasz się malucha w listopadzie, co chce pod choinkę, a ono mówi, że konia na biegunach, więc pędzisz do sklepu i kupujesz najlepszego, po czym twoje dziecko płacze pod choinką, bo w grudniu mu się zmieniło i w sumie to by wolało lego. I tutaj – jeśli jesteś rodzicem, warto o prezencie rozmawiać, warto o nim marzyć z dzieckiem, zgadywać preferencje, mówić o wyobrażeniach i potrzebach. A dla rodziny i znajomych: punkt pierwszy. Jeśli rodzice rozmawiają, to będą wiedzieć.

 

PRAWIE TAKIE SAME

To jest chyba najgorszy zawód – marzysz o lego, a dostajesz coś lego podobne, czego z lego nie połączysz, a do tego to pudełeczko klocków jest zupełnie mikroskopijne. Albo lalkę Barbie podobną, która tę prawdziwą przypomina na rysunku. No, nie wiadomo, co z tym zrobić. Leżą więc takie bonusowe klocki, leży Barbie, do niczego nie przydatne,  i psują humor, bo są tylko marnym zamiennikiem tego, o czym marzyliśmy.

 

 

BO MI BYŁO ŹLE, TO NIECH I TOBIE BĘDZIE

Czyli wszystkie brzęczyska, grające misie, cymbałki, trąbki, piszczące samochodziki darowane z głupim uśmiechem, bo „nawet sobie nie wyobrażasz, ile nocy nie przespaliśmy, przez ten twój samochodzik, więc proszę, teraz ty się męcz z podobnym!”. Wiecie, to są wyrzucone pieniądze, za które mogliście kupić coś fajniejszego i sprawiającego radość nie tylko tobie, a satysfakcja nikła, bo nie jesteśmy niemotami i wyjęcie baterii to nie sztuka tajemna.

 

 

PO DZIECKU SĄSIADKI KOLEŻANKI MOJEJ ZNAJOMEJ

Moja siostra non stop przynosi mi jakieś torby ubrań po dzieciach jej koleżanek – pisze Ania – Nigdy jej o to nie prosiłam, wręcz podkreślałam, że nie potrzebuję, ale ona przynosi, bo nie zarabiam tyle, co ona, to pewnie klepię biedę i przyjmę każdą darowiznę. Mam więc cztery worki ciuchów zimowych dla chłopca, który urodził się w listopadzie, a którego ciuchy nie pasują na moją córkę z kwietnia w żadną, kurna, stronę. Mam też zepsute zabawki, w których wystarczy tylko kilka rzeczy naprawić, więc stoją i straszą przed domem, bo nie mam ochoty rekonstruować tych starych gratów w obawie, że się rozlecą. Nie zarabiam dużo, ale też nie jestem biedna, a kiedy chcę coś nowego dla dziecka, traktowane to jest jak fanaberia żebraka.

Takie listy powtarzały się cyklicznie i widzę, że to jest problem masowy. Oddawanie starych ubranek dzieci, bez pytania, czy te ubranka są faktycznie potrzebne, a do tego, traktowanie tych darów jako zamiennik właściwego prezentu, to nie tylko uraza dumy. To jest już upokarzające i przykre. A jeszcze bardziej przykre było to, że dziewczyny wyraźnie podkreślały swoje prośby o nieprzynoszenie takich podarków, o oddanie ich komuś, kto naprawdę ich potrzebuje, a w odpowiedzi słyszały, żeby nie kręciły nosem na akty dobroci. Szaleństwo.

 

 

 

Jakie prezenty sprawdzą się zawsze? 

Takie, które omówiliście z rodzicami albo samym dzieckiem. Niezmiennym hitem są oczywiście kredki, bloki rysunkowe, kolorowe papiery, kleje, mazaki [tylko nie pachnące, pachnące mazaki wylądują w żołądku dziecka, a dziecko niedługo później na Izbie Przyjęć], owoce, słodycze [jeśli dziecko może jeść], produkty, za które ręczę głową z tego i tego wpisu, puzzle dostosowane do wieku dziecka [klik], kubeczki lub plakaty z imieniem dziecka [tu, a przy okazji można znaleźć coś na prezent dla babci lub mamy, zerknijcie na wałki!],  Lego albo Lego Duplo, a także… czas. Tak, skandal, szok, ale czas zawsze będzie fajnym prezentem, a perspektywa wycieczki z wujkiem/ciocią do teatru, kina, na basen czy do lasu o wiele bardziej podekscytuje dziecko niż tryliard pierdółek z kiosku.

 

 

 

DOPISEK: Wiele osób w związku z majowymi urodzinami Adasia pytało się mnie o prezenty urodzinowe na roczek. W moim odczuciu na roczek fajnym prezentem nie jest nic dla dziecka [ewentualnie coś, co będzie dla niego pamiątką], ale właśnie bardziej dla rodziców. Zrzutka na coś większego: łóżeczko, biurko, bon na ubrania lub… lokata w banku. Świadomość, że dziecko już od najmłodszych lat zbiera na swoją przyszłość, jest chyba najlepszym prezentem dla wszystkich 🙂

 

Jak radzicie sobie z takimi feralnymi prezentami? Trzymacie w domu, oddajecie, wyrzucacie bez emocji? A jak na nietrafione prezenty reagują wasze dzieci? Temat jest ciężki, bo zakładam, że obie strony chcą dobrze, ale nie spotykają się w odpowiednich punktach, jakie więc macie sposoby [oprócz udostępnienia tego tekstu] na dogadanie się w tej sprawie z rodziną.przyjaciółmi oraz o jakich prezentach marzycie wy – wy sami 🙂 Ja, jak zwykle, o milionie cudnych skarpet 🙂