Potężne kłamstwo o twoim dziecku, które wmawia się praktycznie każdej matce w Polsce

Total
34K
Shares

Coraz częściej spotykam się z żalami mam, że ich dziecko nie zachowuje się tak jak powinno. Jak? – pytam się wtedy, bo nie wiem, może sika do góry albo stoi na głowie przez godzinę recytując “Sto lat samotności”? Ale nie. Okazuje się, że dziecko krzyczy, bije, kłóci się, dyskutuje ewentualnie nie panuje nad emocjami i… płacze. Koszmarny grzech – płacze! Ja się pytam, kiedy i kto nam wmówił, że dziecko, które płacze, jest czymś dziwnym i niespotykanym? Kiedy i kto jest za to odpowiedzialny?

 

 

Kto i kiedy nam wmówił, że ciche i spokojne dziecko to standard i wymarzony obiekt, kiedy tak naprawdę to właśnie ciche i spokojne dziecko jest większym problemem, bo nie wiadomo, czego chce, nie wiadomo, czy mu dobrze, czy jednak coś się dzieje, czy się boi, czy po prostu mu wszystko jedno [zobacz: O grzecznych dzieciach, które po prostu przestają płakać].  Nie wiadomo, co, nie wiadomo, gdzie, ale nikogo to nie dziwi, bo to właśnie ciche dzieci stają się wzorem dla tych krzykliwych i walczących o swoje. To te głośne są zawstydzane, tępione krytykowane, to na nie zwraca się uwagę, to one przeszkadzają najbardziej dorosłym, a ich zachowanie omawiane jest najgoręcej, gdziekolwiek opis krzykliwego dziecka się pojawi.

 

Że krzyczą, bo któżby widział, żeby dziecko krzyczało. W jakikolwiek sposób – z radości czy żalu. Dzieci nie krzyczą i jeśli w Polsce jesteś, na litość, zaknebluj potomkowi usta taśmą [izolacyjna tak szybko się nie odklei] i zabroń młokosowi odzywać się gdziekolwiek, bo krzyk, wołanie o pomoc, wrzask, płacz lub jakikolwiek sprzeciw małoletniego wyjątkowo drażni każdego w promieniu 25 metrów, ludzie krzywią się i szepczą zaskoczeni, że dziecko jeszcze do tej pory nie zakneblowane jest w stanie jakikolwiek dźwięk paszczęką wydać. I się nie oburzaj na znieczulicę, nie dyskutuj, niech cię broni bór i las, to twój zakichany obowiązek dziecko zakneblować i nauczyć, że jako ryba we wodzie i ani mru mru. A już hau to na pewno nie.

 

– Przepraszam, czy pani by mogła uspokoić swoje dziecko? – pyta się pani, widząc zanoszącego się płaczem po upadku młodszego, psującego jej najwyraźniej stanie w miejscu i czekanie na kogoś.

 

– Tak, oczywiście – odpowiadam. – W jednej sekundzie bym mogła, bo przecież każdy potrafi w sekundę przestać płakać, ale wolę, żeby panią denerwował. – odpowiadam.

 

Że się śmieją. Jawnie i bez pardonu korzystają z uroków życia, śmieją się bezczelnie, w dupie mając fakt, że za kilka lat, gdy kredyt i rachunki na barki zlecą, śmiać się będzie ciężej, trudniej lub tylko po alkoholu. A one teraz. Jakby nigdy nic. Ze świata, z życia, z mrówki na drodze, śmieją się totalnie bez empatii, nie bacząc, że obok ludzie starsi, poważni, że śmiech im w rozmowie przeszkadza, nie mogą się smucić z godnością, bo jakże się smucić, gdy obok maluch szczerzy zęby do kubeczka denkiem do góry? Cała dupa z tego żalu wychodzi, skupić się człowiek nie może.

 

– Przepraszam panią, czy mogłaby pani uciszyć swoje dziecko? – została zapytana moja czytelniczka w restauracji, której roczne dziecko spokojnie sobie gaworzyło w wózku. – Bo mój mąż rozmawia przez telefon i jemu to dziecko przeszkadza! – zakończyła, trzymając się za spory, ciążowy już brzuch, nieświadoma tego, jak bardzo jej nienarodzone jeszcze dziecko będzie w przyszłości mężowi przeszkadzać.

 

Że biegają. Biegają, jakby zdrowe nogi miały. Jakby im żylaki jeszcze nóg nie zniszczyły, halluksy nie dokuczały, błędnik nie szwankował, a kostki nie skrzypiały nadwyrężone. Biegają po parku, po polu, po chodniku, tam, gdzie mogą, a nawet tam, gdzie nie mogą, a jak nie biegają, to kombinują, jakby tu pobiegać jakimś sposobem. Dziwne i szokujące, bo gdzieżby na biegające dzieci patrzeć, toć to historia nie zna takich przypadków. Dzieci jeno sznurem do drzewa przywiązać i liczyć, że w złośliwości sznura nie przegryzą. I aż dziwota bierze, że jeszcze tabliczek z napisami nie wynaleziono, że bieganie dozwolone z zatwierdzonym pozytywnie podaniem i trzema pieczątkami.

 

– Proszę pani! – krzyczał wędkarz do znajomej nad rzeką. – Pani dzieci tu biegają i mi ryby płoszą!

– Proszę pana, z tego, co widzę ryby są w rzece, a dzieci na brzegu!

 

I byłaby awantura, gdyby nie delikatne pytanie o pozwolenie na owe ryb łowienie. Dzieci cudem uniknęły zemsty wędkarza, choć chodzą słuchy, że rybią wdzięczność zyskały na wieki.

 

Że gołe dupy pokazują, gdyż nagość dzieci wyłącznie na świętych obrazach dozwolona. Nie bacząc na fakt iż obiekt staje się seksualnym w momencie, gdy patrzymy nań seksualnie, nagość dzieci staje kołkiem w oczach i zamiast patrzeć się, czy nasze odziane w kombinezon i szlafrok, to trza gały wykalać, by cudzej moralności pilnować, bo to cudza, nie własna, nas interesuje.

 

Że dziećmi są i wrzesień, miesiąc tysięcy przedszkolnych początków, jasno pokazuje, że najlepiej, żeby dziećmi nie były. Nie krzyczały, nie biły, nie wrzeszczały, nie bałaganiły, nie odzywały się nie pytane, rysowały szlaczki przez trzy godziny i stały prościutko, nie wykazując oznak życia, klaszcząc i podskakując na rozkaz, a nie z ochoty. “Kołchoz” – powiedziała mi koleżanka, która zabrała swoją córeczkę z jednego takiego przedszkola “Dzieci siedziały jak w kołchozie, bojąc się odezwać i ruszyć. Wyszłam stamtąd, kiedy jedna z pań wzięła moje płaczące dziecko za ręce i podciągając do góry, krzyczała: Czego się drzesz? No czego ryczysz?”.

 

Że mają swoje miejsce. Hitem jest chyba zdjęcie z pewnego placu zabaw, na którym żółta tablica informowała, że na placu zabaw nie hałasujemy. No bo hałasować nie można nawet na placu zabaw dla dzieci. Nigdzie. Dorośli ludzie mogą hałasować, a dzieci? Phi. Albo moja sytuacja z basenu, na którym zostaliśmy opierdzieleni przez panią, którą ochlapało jedno z moich dzieci. Pani się oburzyła i zapytała, czy te dzieci muszą tak chlapać? No czy muszą? I wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy nie znajdowali się w płytkim baseniku przeznaczonym właśnie… dla dzieci. Jacuzzi i baseny dla dorosłych były trochę dalej.

 

Ale i tak nie jest z nami tak źle, serio. Co prawda w pewnych badaniach wyszło, że polskie dzieci najtrudniej się uspokaja i najczęściej wyrażają trudne emocje, ciężkie do zniesienia dla otoczenia, ale to jest z kolei najlepsza rzecz, jaką robimy, pozwalając na to. Przeczytaj tekst Ronji o tym badaniu i całych wnioskach, koniecznie!    A ja sprzedam wam tajemnicę, którą z kolei sprzedała na jakiejś grupie jedna z moich czytelniczek. Mam nadzieję, że się nie obrazi. Otóż moi drodzy, oto wielka tajemnica, z którą społeczeństwo się z tobą wcale chętnie nie podzieli. A u mnie ją dostaniesz. Za darmo. Otóż:

 

Dzieci się biją.

Dzieci wrzeszczą.

Dzieci krzyczą.

Dzieci bałaganią.

Dzieci biegają, skaczą i śmieją się.

Dzieci smarczą, sikają w majty w najmniej odpowiednim momencie i potrafią się zrzygać na twoją nową kieckę.

Dzieci się nie słuchają, bo nie wiedzą, że trzeba się słuchać, a czasem wręcz słuchać się nie powinno [szczególnie panów lub pań zachęcających do wejścia do ich samochodu lub częstujących cukierkiem].

Dzieci nie panują nad emocjami, bo zaledwie kilka lat dopiero uczą się nad nimi panować.

Dzieci chcą mieć swoje zdanie i jak zaczniesz im wciskać, że nie mogą, to nie wróżę im radosnego życia.

Dzieci wreszcie są dziećmi i wymagać od nich ciągłej ciszy i opanowania, to jak wymagać od dorosłego tarzania się w żółtym śniegu na wiosnę.

Dzieci płaczą [mogą płakać], marudzą, jęczą, gderają i czasem nie mają humoru na nic, czego ty aktualnie od nich wymagasz.

 

Wiesz, dlaczego?

 

Bo są dziećmi.

 

Dlaczego robi się z tego tajemnicę i udaje, że jedynym właściwym zachowaniem dziecka jest spokojna dziewczynka reagująca na każde polecenie? Albo słodki chłopczyk, który przez cały dzień biega w garniturze w piaskownicy? Nie wiem. Ale nie pozwól się okłamywać, że to jedyny możliwy sposób zachowania. Może jedyny tolerowany. Ale to akurat nie twój problem.

 

 

Zdjęcie: Diana Feil

 

Bardzo mi pomożesz, jeśli skomentujesz lub udostępnisz ten wpis na Facebooku. A jeśli jeszcze nie masz aplikacji blogowej, to koniecznie musisz sobie zainstalować. Dzięki niej w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego na blogu!  Tu wersja na Android, a tu na IOS.

Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę].

 

Zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo.

 

Dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].

 

You May Also Like