Praktycznie nigdzie nie kupisz tak drogich kapci, jakie nosi moje dziecko, a przecież masz je pod ręką

Joanna Jaskółka
18 listopada 2018

Udostępnij wpis

Jeśli chodzi o wybór kapci po domu, świat dzieli się zdecydowanie na dwie drużyny. Zwolennicy pierwszej uważają, że wyłącznie oni mają rację i nie wyobrażają sobie przeżyć bez tej konkretnej rzeczy na nogach. Zwolennicy drugiej z kolei  nie wyobrażają sobie życia z tą jedną konkretną rzeczą i stawiają na o wiele droższy, ale za to naturalny produkt.

 

 

Przyszła jesień, w zasadzie za chwilę święta, bo już podobno pokazywali w telewizji Mikołaja pędzącego z coca colą. U nas rankiem są już przymrozki, a ja nie wykopałam jeszcze mojej canny i nie obłożyłam rabat gałęziami sosny. No cóż, życie.  Robi się coraz zimniej, widać już dzieci ubrane jak na Syberię w zimowe kurtki i ciepłe czapki. Podobno niektórzy są już po trzeciej czy czwartej fali jesiennych chorób, odra zaczyna szaleć, a w kraju rośnie panika.

 

I w tym wszystkim tkwią moje dzieci, biegające wciąż jeszcze boso po trawie i w domu twardo używające najdroższych na świecie kapci w całości zrobionych z ich własnej skóry i w stu procentach będących... ich własnymi nogami.

 

Team #kapcie czy #bezkapci?

 

Od wczesnego dzieciństwa jestem w tej drugiej drużynie. Mimo że te 30 lat temu nie mieliśmy ogrzewanej podłogi i moje stopy stąpały po deskach położonych na zwykłej ziemi. Gdybym wiedziała, że to między innymi uodporni mnie tak, że później praktycznie nigdy nie opuszczę szkoły z powodu choroby, zastanowiłabym się dwa razy przed zdjęciem kapci z nóg, ale mama nigdy mnie też do tych kapci nie namawiała. Nie chcesz? To biegaj na bosaka. Do dziś preferuję obuwie, które nie krępuje mi nóg i jeśli kupuję buty, to trochę za duże, w które miękko mogę włożyć nogę, niż ściśnięte i w sam raz.

 

Mówili mi, że na własne dzieci patrzy się inaczej i chce się je chronić bardziej niż chronili nas nasi rodzice. Zgadzam się. Dlatego chroniąc moje dzieci nigdy nie kupiłam im kapci. Chodzenie boso po domu jest bezpieczniejsze:

 

  • Dziecko nabiera odporności,
  • uczy się uważności [bo trzeba być uważnym, żeby nie nastąpić na pojedynczy klocek czy rzuconą niedbale temperówkę],
  • dostępuje też zaszczytu swoistego relaksu, bo to miłe uczucie pielęgnować stopy dotykiem puchatego dywanu, chropowatej podłogi, ciepłych kafelków łazienki czy delikatnego dotyku kanapy, gdy rozłożymy na niej nogi. Jak doskonale wpływa to na integrację sensoryczną pisałam już chyba w tym tekście.
  • Dodatkowo mięśnie stopy i sama stopa małego dziecka pięknie się rozwija bez usztywniających kapci [nie tylko moja opinia, ale większości ortopedów].
  • Goła stopa to też świetna  amortyzacja. Zawsze wolałam, żeby chłopcy biegali na bosaka, a nie w skarpetkach, bo w skarpetkach nie raz nie dwa się zwyczajnie na podłodze pośliznęli. Skarpet z dodatkowym amortyzatorem zwyczajnie zaś nie toleruję. Skóra ma już swój amortyzator, po co mu dodatkowy?

 

Pogadamy, jak ci dzieci zaczną chorować! Pójdą do przedszkola i się zacznie!

Piszą mi niektóre dziewczyny. Ok, tylko że starszak skończył przedszkole. Przez trzy lata chorował dwa może trzy razy po jednym dniu, a często przynosił jakąś chorobę, którą przechodził bez objawów, gorączki nawet, a tę chorobę dostawał Adasio. Pierwsze półtora roku życia młodszy faktycznie dużo chorował, ale konsekwentnie dbałam o jego odporność w czasie wakacji, nie zakładałam tej cholernej czepeczki przy każdej okazji [zresztą, nawet by mi nie dał] i hartowałam go jak dzika, między innymi pozwalając na bieganie po domu boso. W zeszłym roku w grudniu wykąpał się morzu, tydzień temu pławił się z bratem w rzece. Obie kąpiele bez żadnych konsekwencji zdrowotnych, ale nie powtarzajcie tego w domu, jeśli od maleńkości nie hartujecie dzieci albo zaczynacie cokolwiek robić z ich odpornością we wrześniu lub w październiku. To już trochę za późno, pisałam o tym tutaj.

 

Nie pytaj mnie o kapcie

Teoretycznie powinnam teraz zapytać, po całej tyradzie, dlaczego lepiej i zdrowiej jest chodzić na bosaka, jakie są plusy wkładania kapci. Ale ja to kumam. Wynika to przecież z troski rodzica o dziecko - bo kiedyś maluch się przeziębił, więc rodzic myśli, że to jego wina i zaczyna pilnować, żeby to się nie powtórzyło, dziecko zakłada dodatkowe warstwy ubrania, przegrzewa się, obniża przegrzaniem odporność i przy pierwszym lepszym kontakcie z wirusem czy chłodem jego organizm nie jest w stanie się obronić.

Prosta zależność, ale i zapętlenie. Bo kiedy rodzic, który przegrzewa,a potem nagle wypuści swoje dziecko nago i na bosaka po szronie, namawiany przez matkę wariatkę jaskółkę,  to jestem pewna, że to dziecko faktycznie wyjdzie z takiej wyprawy chore. I wyjdzie, że jaskółka racji nie miała, bo ktoś tam  kiedyś tam  rozebrał dziecko i ono dzień później zaczęło chorować, więc to bzdura z tym hartowaniem, na nic ono, trzeba ubierać. To kółko nie ma końca i tak to działa. Ale wychodzi się z niego drobnymi krokami, a nie skokiem do wody, zdaję sobie z tego sprawę.

 

Bo ja na odporność moich dzieci pracowałam pierwsze lata jak wół. Nie przegrzewając, mimo że sama lubię ciepło, wychodząc z nimi na dwór, przyswajając starszaka do dotyku bosą stopą ziemi [bo nie lubił - SI], jeżdżąc naszym wielkim rowerem przez las codziennie nad jezioro od maja do września, żeby się w zimnej wodzie pomoczyli, a jak nie miałam siły, to pozwalając im się moczyć lodowatą wodą ze szlaucha. A przede wszystkim - nie zakładając dzieciom na nogi papuci, kapciuszków, skarpetuszków i innych onucy. To już w pierwszych miesiącach życia moich dzieci, kiedy wystawiałam ich zimą na dwór na drzemkę,  zdecydowałam, do którego teamu będę należeć.

 

Ale rozumiem drugą drużynę. Zresztą, gra ze mną do tej samej bramki i obu nam zależy na tym samym - na zdrowiu naszych dzieci. Nikt nas tego nigdy nie uczył, więc każdy może błądzić i szukać swojej drogi. W kapciach albo bez kapci. Who cares. Każdy dokonuje swojego wyboru.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 kwietnia 2019
Czego potrzeba, żeby wspaniała matka wychowała wspaniałe dziecko?

Kiedyś to było normalne, że dziećmi nie zajmowała się tylko matka. Byli dziadkowie, ciocie, sąsiadki i inne dzieci, które lepiej lub gorzej kształtowały młodego człowieka, a cała odpowiedzialność nie skupiała się na jednej, no dobra, w lepszych przypadkach na dwóch osobach. W ostatni weekend poczułam, jak bardzo jest to potrzebne. Jak bardzo potrzebna jest wioska […]

2 kwietnia 2019
17 rzeczy, które możesz teraz zrobić, żeby wzmocnić odporność dziecka na zimę [jesienią będzie za późno]

  Aż napiszę o tym wpis. Napiszę, bo we wrześniu znowu będzie społeczne pobudzenie, szukanie magicznych sposobów, diet, specyfików oraz dwie tony zamartwiania.  A tak naprawdę przejmować się tym trzeba teraz, kiedy zima jest daleko. Teraz jest najlepszy czas, żeby wzmocnić odporność twojego dziecka i  jeśli zabierzesz się za to na jesieni, może być już […]

28 marca 2019
Gdybym była na miejscu tej kobiety, którą codziennie widuję...

Codziennie ja obserwuję. Z fascynacją i lękiem. Patrzę, jak się ubiera, co kupuje, jak zajmuje się dziećmi. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Ona wszystko robi źle i kiedy to widzę, czuję zażenowanie pomieszane z satysfakcją, że ja robię lepiej. Ja nie popełniam tych błędów. A ona tak.  

25 marca 2019
Wszystkie rzeczy, których możesz nauczyć dziecko zamiast literek, żeby miało lepszy start w życiu

To jest wpis techniczny. Czyli zapewne zobaczysz go pod każdym komentarzem na mojej grupie, w którym ktoś zadaje pytanie, jak nauczyć swoje dziecko czytać. Ciężko mi raz po razie powtarzać, co o tym myślę, więc napisze teraz porządnie. Jest mnóstwo rzeczy, których możesz nauczyć swoje dziecko, zamiast nauki literek.  

14 marca 2019
Jestem z zadupia i na przeddupie się nie wybieram.

Wstaję i od razu robię kawę. Żeby wypić w ciszy przed dziećmi. Młodszy jeszcze się przekręca sennie na łóżku, starszy pochrapuje u siebie. Piję kawę i wyglądam przez okno, czy lis znowu dobierał się do śmieci i rozniósł je na pół podwórka. Dzisiaj nie. Dzisiaj wystraszyły go jelenie. O czym świadczy kupsko zostawione tuż przed […]

10 marca 2019
Czas raz a dobrze skończyć z laktoterroryzmem, który panuje w naszym kraju!

Nadszedł ten czas i pewnie nie jedna zdziwi się, że o tym mówię. Pierwszego syna nie udało mi się karmić piersią, ale z drugim poszło lepiej - karmiłam trzy lata ponad i niestety nie udało mi się karmić do osiemnastki, gdyż dziecko samo zakończyło tę przygodę. Ale jako matka, która była po jednej i po […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official