Matka Tylko Jedna

March 27, 2017 at 4:33 pm

Dwa lata w sieci

Dwa lata w sieci

 

 

Dochodziła trzecia w nocy, a ja siedziałam przed kompem zalana łzami i usiłowałam napisać cokolwiek, co mogłabym następnego dnia opublikować na blogu. Kosmyk miał gorsze dni, co chwilę się przebudzał, a ja bujałam go nogą w wózku i każde słowo opłakiwałam rzewnymi łzami. Trzy awantury tego dnia – z mamą, ojcem i chłopem, o to, że każdą wolną chwilę spędzam, pisząc, a przecież nic, kompletnie nic, nie będę z tego mieć, wypompowały mnie do reszty. Miałam dość tego pustkowia, tego, że nawet dziecko mnie nie zrozumie, tego, że kot, zamiast słuchać moich wynurzeń, rzyga, jakby nigdy nic, na świeżo wyczyszczony dywan. Ale cóż innego mogłabym robić przez cały dzień na odludziu, jeśli nie czyścić zarzyganego dywanu? Łzy przestają kapać, a spod palców wychodzą pierwsze słowa tekstu. „O samotności matek mówi się rzadko i niewiele…”. Tekstu, po którym nic już nie było takie, jak kiedyś…

 

 


Rok później, siedziałam w tym samym miejscu, i choć trochę bardziej odległa od tamtej samotnej matki, to jednak dalej zapłakana. Z jednej strony, w dalszym ciągu niepogodzona z moją pasją rodzina, z drugiej masa krytyki i niezrozumienia, bo mało kto zdawał sobie sprawę, że moja wieś to nie Legionowo czy Piaseczno, tylko zwykła dziura w środku Puszczy Piskiej, skąd wszędzie jest daleko i zawsze nie po drodze. „Wsiura jakaś – zwykło się takie określać” wystukują moje palce, nieświadome, że wystukują kolejną trampolinę, po której już nic nie będzie takie, jak kiedyś…

 

 

 

 

 

Te dwa teksty już dawno nie są w czołówce tekstów z największą liczbą odsłon. Mają jakieś marne 5, czy 6 tysięcy, a jednak to one, a raczej to, co się po nich zdarzyło, są najważniejszymi tekstami w mojej blogowej karierze. To po nich właśnie, mogłam zapełnić zakładkę „O mnie” w wywiady, wspominki, miłe słowa. To po nich powstał reportaż do „Znaku”, wywiad w Na Temat, ranking Kominka, wywiad w Trójce i wszystko. To one, te wypłakane teksty, są moją jedyną słabością, której opisanie, pozwoliło mi stać tu przed wami w tej formie, w jakiej stoję.

 

 

 

 

 

Czytam raz na jakiś czas wynurzenia mniej lub bardziej znanych blogerów o tym, jaka to blogosfera sprzedajna, wszystko dla kasy, lajki kupione, czytelnicy zapędzeni skądś tam, na blogu nic ciekawego, a sława blogera wzięła się niesprawiedliwie, przez przypadek, znajomości, wróżkę, elfa czy innego tarocistę. Czytam to i przypominam sobie te wszystkie noce, kiedy ukrywając się przed rodziną, pisałam teksty, analizowałam teksty innych, czytałam wszystkie branżowe wypociny, uczyłam się na swoich własnych błędach,  wpadkach, na błędach i wpadkach innych, a z moich krwawiących po kolejnej nieprzespanej nocy oczu wylatywało jedno tylko pytanie: kiedy będę miała czas usiąść i spokojnie coś napisać? Pisanie. Pisanie. Tylko to. I to, żeby ktoś to kiedyś przeczytał. Nie miałam sławnego męża, wujka, siostry, koleżanki, nikogo, kto by wsparł mnie dobrą radą, dobrym słowem, linkiem czy choćby zachętą. Miałam za to wciąż urywający się internet i żeby z niego skorzystać, nie raz, nie dwa, pisałam, a potem stałam na stole, żeby złapać zasięg i w tym jednym momencie nacisnąć „opublikuj”. Wszystko, do czego przez te dwa lata doszłam, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, zawdzięczam wyłącznie sobie i tym wszystkim nieprzespanym, pełnym determinacji nocom oraz wrodzonemu sprytowi, gdy ściemniałam Chłopu, że te ostatnie 50 zł, co mieliśmy na koncie, wydałam na mleko dla dziecka, a nie na większy transfer netu, żeby publikować, publikować, uczyć się, rozwijać.

 

 

Tych wyrzeczeń, tego trudu włożonego w blog, tych godzin, dób, poświęconych na odpisywanie czytelnikom, tworzenie kolejnych tekstów, szukanie tematów, pisanie, badanie, szukanie, wnioski, tego wszystkiego nie zrozumie nikt, kto bez żadnego wsparcia [najbliższych, znajomych, w sumie nikogo] nie blogował przynajmniej przez rok. Czytam te pełne wyrzutów teksty kogoś, kto pisze raz na tydzień i dziwi się, że po dwóch miesiącach dalej nikt go nie czyta, aż wreszcie swoją frustrację wylewa na bogu ducha winną blogerkę, która zdarła paznokcie na klawiaturze, i już nawet nie wie, czy to serio, czy ironia i… się nie wściekam.  Przecież każdy kiedyś sam dojdzie do tego, że machając łopatą od czasu do czasu można wykopać jedynie kilka dołków na psie odchody. I nie pomoże mąż, żona czy koleżanka blogerka, jeśli ten ktoś zwyczajnie nie przykłada do swojej pracy, hobby, zainteresowania, jakkolwiek to nazwać – serca. Serca, tak! Bo mimo powszechnej opinii, że każdy blog, który zarabia, jest zwykłym biznesem, trudno byłoby ten biznes rozkręcić, gdyby nie serce, poświęcenie, determinacja i zwyczajna radość z tego, że można zarobić na życie, robiąc to, co się kocha i czemu poświęciło się kilka tysięcy godzin. Często nocnych. I awantur z tymi, którzy cały czas ci mówią, żebyś skończyła to robić, bo nic z tego nie będziesz mieć.
Gdy wracam myślami do tego czasu, oprócz radości, że przeszłam przez to wszystko sama, w oczach pojawiają się łzy. Jakieś takie sentymentalne, bo mimo wszystko, ten pierwszy  i drugi rok był najlepszym, co mogło mnie w życiu spotkać. Mimo wszystko. Przez te dwa lata miałam sporo zwątpień, wiele zawodów, masę rozczarowań, ale zaczynam trzeci rok blogowania i dochodzę do wniosku, że nic nie było mi tak bardzo niezbędne, jak właśnie to wszystko, co się zdarzyło. Nauczyłam się swoistego ignorowania rzeczy, na które nie mam wpływu, przestałam zwracać uwagę na uwagi ludzi, którzy nawet w jednej dziesiątej nie mają pojęcia, co robię i z pojedynczych zdarzeń starają się wyciągnąć moją średnią, a na koniec – przekonać mnie do swoich własnych wyliczeń. Przez te dwa lata poznałam więcej ludzi niż mogłabym się spodziewać poznać w miejscu na krańcu świata i nauczyłam się najważniejszej chyba w życiu rzeczy – nieoceniania ich po pozorach, po sugestiach, pogłoskach i wciskanych na siłę opiniach. Przez te dwa lata byłam kilkanaście razy wspominana w prasie, w radiu, podobno nawet w telewizji, choć do tej ostatniej nie jest mi po drodze, bo oprócz dziwnego głosu mam jeszcze twarz i słowotok. Przez te dwa lata czytało mnie miesięcznie od 20 do 40 tysięcy ludzi, dostałam prawie 5000 maili od czytelników, udostępniono moje teksty z tryliard [nie byłam w stanie ogarnąć tej ilości] razy, a mnie samą, w tych rzadkich chwilach, gdy byłam w cywilizowanym miejscu, rozpoznano kilkadziesiąt razy właśnie jako Jaskółkę z tego bloga „Matka jest tylko jedna”.

 

 

 

Dwa lata w sieci. W dalszym ciągu nie czuję się częścią blogosfery, bo w dalszym ciągu dzielą mnie od niej kilometry lasu i swoiste uwielbienie, które musiałam w sobie wypracować, do spokoju i samotności. Być może to właśnie pozwala mi darzyć sympatią większość blogerów, bo dzięki odizolowaniu się od podszeptów, plotek, rozgawor i innych dylematów, jestem w stanie darzyć sympatią każdego, kto w swojej blogowej drodze razem ze mną wystukuje na ekran litery i z pewnością zna większość rozterek, jakie i mną targały. To, mimo wszystko, pozwala mi postawić znak równości między mną a resztą, a takie wydarzenia jak Blog Forum Gdańsk czy Blogowigilia [na której w tym roku nie mogłam być] tylko mnie w słuszności tego znaku upewniają. Nie miałabym czystego sumienia, gdybym powiedziała, że kogoś nie darzę sympatią albo nie lubię. Każdy ma swoje dobre strony i tego, mam nadzieję, będę się trzymać do końca.

 

 

 

 

***

 

 

Dwa lata temu usiadłam przed komputerem, korzystając z chwili drzemki rocznego [bez miesiąca] Kosmyka, i przesiedziałam przed nim godzinę, robiąc i czytając wszystko, czyli nie robiąc nic. Moje życie w zasadzie było uzależnione od tych krótkich chwil przy komputerze, bo tylko on od pół roku, od czasu wyprowadzki z Warszawy, był moim kontaktem ze światem. Kontaktem, który prowadził tylko w jednym kierunku, bo ja sama przez pół roku cierpliwie milczałam i… zaczynałam coraz bardziej żałować skazania siebie na to zesłanie. Pamiętam ten dzień, w którym przez przypadek weszłam w zakładkę z blogiem założonym tuż po pierwszym teście ciążowym. Tkwił on w czeluściach netu, a ja pomyślałam, że skoro i tak notuję sobie w zeszycie co nieco, to równie dobrze mogłabym zacząć to robić w komputerze. Przynajmniej ten wyżebrany limit 1 giga transferu na coś się przyda. Miesiąc później miałam już za sobą 50 tekstów na blogu, kilka awantur, że ciągle siedzę przed komputerem i niesamowitą dla mnie ilość – 5 tysięcy unikalnych użytkowników. Myślałam, że złapałam pana boga za nogi. A to było tylko jego pierdnięcie.

 

 

 

 

Dwa lata temu powstała Matka jest tylko jedna. Dziś zaczyna się kolejny rok jej trwania w sieci. Czy odniosłam sukces? Z pewnością, jeśli wezmę pod uwagę to, że udowodniłam kilku osobom i parunastu czytelnikom, że nie trzeba być bogatym, mieć wtyków, znajomości. nie wiadomo jak ładnego domu, dziecka, męża czy kogokolwiek, żeby móc wziąć się w garść i najnormalniej w świecie zacząć robić to, czego się chce. To nie popularność bloga, jaka by ona nie była, stała się moim sukcesem, ale to, że miałam odwagę, nie umiejąc tak naprawdę nic, nie znając świata blogosfery i posiadając jedynie jako taką umiejętność pisania [nawet banera nie umiałam na początku na blogspota wstawić!] i ogromną determinację zrobienia czegoś, postawić wszystko na jedną kartę i poświęcić się bez reszty czemuś, o czym od zawsze marzyłam.

 

 

Na koniec- serdeczne podziękowania dla dwóch osób, które były moimi wędkami [choć ta druga może nawet nie wie, że była] w tej mojej początkowej drodze: Ilona, Marlena. Zawsze będę wam to pamiętać 🙂

 

 

 

 

Czy 2015 rok będzie jeszcze lepszy niż te dwa poprzednie lata? Nie spodziewam się wiele. Zdarzyło się już dość rzeczy, o których nie śmiałam nawet myśleć, więc i tym razem zdaję się na łut szczęścia. Cokolwiek, złego czy dobrego, mi przyniesie ten rok, przyjmę to na klatę. I za wszystko podziękuję. Tak, jak dziękuje teraz wam, że jesteście tu ze mną. Niektórzy od samego początku! To dla was własnie piłam czasami trzecią kawę w nocy i widzę, jestem przekonana, że było warto 🙂

 

 

 

 

 

 

Mama # , , ,
Podziel sie:     / / /
  • Aleksandra

    Pięknie napisane! Fajnie, że masz takie podejście do innych blogerek, bo jak sama zauważyłaś, nie zawsze można się z nim spotkać, a osądzanie po pozorach i plotkach choć niesprawiedliwe jest częste i bywa bolesne… Ja pamiętam twój blog na portalu społecznościowym i czytam matkę od początku. Choć twoja wiocha znacznie bardziej oddalona od świata niż moja, tematy są mi bardzo bliskie, bo sama podobnymi żyję. Podziwiam, kibicuję, życzę ci wszelkiego powodzenia Asiu!

    • I ja chyba Ciebie od początku kojarzę, chyba nawet linkowałam do jakiegoś tekstu 🙂

      • Aleksandra

        Linkowałaś i to w tekście „Wiejska matka” :). Nie będę ukrywać, że jest to dla mnie COŚ ważnego :).

  • Mama Ka

    Gratuluję tych dwóch lat! Czytając Twoje teksty widać, że w pisanie włożyłaś sporo pracy i jeszcze więcej serca 🙂

  • Joasia, dobra robota!

    Kolejnego owocnego roku życzę!
    I szybkiego bezbolesnego ukończenia domu 🙂

    • Ból się dopiero zacznie 😀 Jak będę musiała sprzątnąć po remoncie 😀

  • byłam chyba od początków, doceniam więc teraz jeszcze bardziej każdą literę, którą sobie wtedy skubnęłam

    • Lucy, tylko będziesz czegoś potrzebować – wal do mnie jak w dym. Masz otwarte konto za całokształt 🙂

  • Świetnie napisane! Rozumiejąc jak bardzo potrafi boleć zwątpienie i stwierdzenia „nic z tego nie masz i mieć nie będziesz!”, mam nadzieję, że dalej będziesz wszystkim udowadniać, że warto. Ściskam ciepło!

  • Fantastyczny tekst! Ja się ostatnio trochę pogubiłam bo za bardzo chciałam być częścią działań blogosfery. Taka pułapka, że jak się zaangażujesz w to czy w tamto to będziesz lepsza. Guzik. Najwazniejsze jest pisanie. Pisać, pisać, pisać a reszta sama przychodzi. Prawdziwe słowo i dobre teksty same się obronią. A ludzie to „kupią”. Nie trzeba żebrać o lajki, kupować ich, żalić się że ich nie ma. Trzeba robić coś z sercem i pełnym zaangażowaniem a reszta sama przychodzi nie wiadomo nawet kiedy. Może moje statystyki do Twoich to jak mrówka do słonia aleee ja czuję satysfakcję z samej siebie.Bo wszystko co mam stworzyłam sama (też często niezrozumiana przez rodzinę i znajomych). Bo ludzie, których poznałam dzięki blogowaniu są wspaniali. Bo robię co lubię i cały czas się rozwijam. Każdy chciałby być najlepszy, tylko niektórzy na to pracują a inni szukają łatwej drogi do sukcesu.

    • Słoniem się nie czuję, nie czuję się nawet w czołówce tych największych i najlepszych blogów… bo ja idę swoją drogą, z zakrętami i leśnymi polanami. Ale jeśli kiedyś miałam chwilę zwątpienia, to właśnie to, że wszystko zawdzięczam swojej pracy, było pocieszeniem. Największym! Fajnie, że u ciebie też 🙂

  • kitty green

    Wszystkiego dobrego 🙂

  • Ten rok będzie lepszy 😉

  • Bliźniaczki w akcji

    Cieszę się, że napisałaś ten tekst.

  • Ania

    Jaskółko- jesteśmy tu, po drugiej stronie ekranu, kabla, sieci. Czytamy Twój blog i wiemy, że każde zdanie napisane jest z serca, a do napisania nie był Ci potrzebny impuls od sponsora czy takie tam… Każdy Twój post jest na miejscu – czy ten o matce co straciła swoje nienarodzone dziecko, czy o kupie w restauracji, czy filmiki z czerwonymi rajstopami z oczkiem. Jesteśmy i czytamy – ja czytam. Podziwiam Cię Matko – taka matka jest tylko jedna. Czemu nie byłaś moją? Miałabym co wspominać po latach. Uściski ślę i pozdrowienia. Ania

  • blog by dozza

    Ten tekst tylko potwierdza, że Matka jest tylko jedna!!!
    Szczerze gratuluję sukcesu i nie zazdroszczę ani trochę, bo tak jak piszesz, to Ty jesteś jego autorką i to Ty zasługujesz na wszystkie profity z tego płynące (nie tylko finansowe oczywiście)!
    Mam nadzieję, że ten rok będzie co najmniej tak udany co pozostałe!!

  • Adam

    Rewelacyjne podsumowanie, dla takich tekstów „jestem z Tobą”. Nie jestem blogerem, jestem facetem, mężem i ojcem 4-ro letniej córeczki. I czytam Cię od samego początku. Przeżywałem żonie, że to jest to co mi się podoba – dobre teksty a nie „cukiereczki” i „róż” na ścianie w pokoiku dziecka. Jak dodam do tego, że kocham Mazury, że tysiąc razy płynąłem Krutynią i nawet ostatnio byłem zobaczyć gdzie Ty mieszkasz (i zobaczyłem) to szczerze i uczciwie mogę napisać, że bardzo Cie lubię, kibicuję we wszystkim i czekam na kolejne teksty 🙂 Pozdrawiam Jaskółeczko serdecznie, robisz naprawdę świetną robotę 🙂

    • Aż szkoda, że nie zaszedłeś na herbatę 🙁 Lubimy gości 🙂

      • Adam

        Co się odwlecze to nie uciecze 🙂

  • To już dwa lata? Życzę kolejnych 20! 🙂
    I jestem mega ciekawa, co to był za blog ciążowy, który wtedy zobaczyłaś. Pamiętasz jego nazwę?

    • Wiesz… chyba mój 😀 Założyłam blog tuż po tym, jak dowiedziałam się w ciąży, ale przestałam go pisać, bo miałam wrażenie, że nie mam o czym 😀 Serio!

      • Ale lipa – mogłaś pisać blog ciążowy! 😀 Ciąża to taki fascynujący okres w życiu kobiety – i ma się dużo czasu na wszystko 😉

  • Jesteś bardzo dobra w tym co robisz, jesteś inspiracją i dowodem na to, że się da 🙂

  • Dziękuje Ci za ten tekst i nie dlatego, że nie mam „sławnego męża, wujka..itd”, hehe…
    po prostu czytając takie słowa uśmiecham się bo wiem, że warto…
    bo czasem mam chwile zwątpienia i ochotę rzucic to blogowanie w cholerę..a potem łapie się na tym , że robie to co kocham..pisanie to dla mnie terapia i na razie sposób na odreagowanie :)…może kiedyś sposób na życie 😀

  • niech kolejne lata blogowania będę równie dobre ja te poprzednie a nawet i lepsze 🙂

  • moniowiec

    Jestem matka wiejską od roku i po Twoim tekście o wioskowych matkach stwierdziłam, że może tez sobie pobloguję. W końcu – nie tracę nic.

  • I ja jestem tu – chociaż po cichu 😉 – może nie od początku, ale od dłuższego już czasu, bo w Twoich tekstach mogę znaleźć siebie, własne emocje i rozterki. A już zdanie: „Trzy awantury tego dnia – z mamą, ojcem i chłopem, o to, że każdą wolną chwilę spędzam, pisząc, a przecież nic, kompletnie nic, nie będę z tego mieć, wypompowały mnie do reszty” – całkowicie rozłożyło mnie na łopatki i prawdą jest, że bloger blogera zrozumie, bo często przeżywa dokładnie to samo. Pozdrawiam więc i dziękuję za kopa, bo teraz wiem, że warto z pasją robić to, co się lubi, często na przekór wszystkim i wszystkiemu ;).

  • Anna Malec Pacek

    Dziękuję Ci Matko za to podsumowanie. Jestem tu od dawna i z radością podziwiam Twoje postępy. Lubię Twój styl i na pewno pozostanę wierną czytelniczką.
    Z niekłamaną dumą obserwuję ewolucję Twojego sposobu przedstawiania rzeczywistości, trzymam kciuki za dalsze teksty,marząc o spotkaniu w realnym świecie.

  • Magda Dunajová

    A ja jestem tu od niedawna i choć tematy „dzieciowe” są dla
    mnie jeszcze trochę odległe to widzę, że mamy podobne poglądy na pewne sprawy.
    Wchodzę na Twojego bloga czasem po kilka razy dziennie, wyczekując nowych
    postów i kiedy już się doczekam to nie jestem zawiedziona! Rób dalej to co
    robisz, bo robisz to naprawdę DOOOBRZE!

  • Jak doskonale znam te słowa zwątpienia od innych.. po co Ci to! Tracisz czas! Nie szkoda Ci nocy.. idz spać! A ja lubię to co robię i sprawia mi to ogromną radość. Joasiu dalszych sukcesów życzę :-*

  • Ola

    To tylko dwa lata? A wydaje się, jak bym Cię czytała od zawsze. Wchodzę tu prawie codziennie 🙂 pozdrawiam !

  • Panna Zapominalska

    Czytam Pani bloga prawie od początku (tak mi się wydaje – mniej więcej chyba półtora roku). Polecił mi go Pani Ś.P. Teść podczas kursu. Musi Pani wiedzieć, że był z Pani pisania naprawdę dumny 🙂
    Weszłam, weszłam… No i tak zostałam 🙂 Gratuluję! To mój pierwszy komentarz, ale nie sposób nie skomentować takiego posta. Życzę wszystkiego najlepszego!

  • Wytrwałość. Szczególnie wtedy, gdy o wytrwałość jest najciężej, przynosi niesamowite efekty. Te zarwane nocki pamiętam aż za dobrze. Niepocieszające jest jedynie to, że te nocki to stały element, a nie tylko początkowe turbulencje 🙂

  • Jak zwykle mi zgrzyta coś między zębami, kiedy Cię czytam, może muł z jeziora, nie wiem, coś, tak dziś – czapka z głowy i ukłon. Jaka byś nie była w realu, w internecie stworzyłaś markę. Swoją. Taką, jakiej nie da Ci nigdy żaden wujek. Dobra robota.

    Ja dalej nie umiem wstawić nigdzie niczego;)

  • Ja trafiłam niedawno, ale zamierzam się tu umościć na dłużej 🙂

  • Natalia

    Czytalam od poczatku.. Potem przerwa bo sie obrazilam na Ciebie za jeden post … I znowu czytam dalej:) sukces? Bo jestes autentyczna i piszesz dobrze i fajnie. Nie robisz tego pod publike ani dla odkurzacza bo ci sponsor wyslal. Jestes unikalna- jaskolka jest tylko jedna!

  • No to mam dwa lata czytania w plecy (smile). Zostaję…

  • Iwona Sroka

    Dwa lata swiadcza o wielkiej wytrwalosci i determinacji. Jestem zacofana nie wiem co to blog, blogsfera i inne synonimy. Wiiiiii wielkiej desperacji szukalam cos do poczytania kiedy bylam w ciazy z drugim dzieckiem a z kolei pierwsze mialo trochl.e ponad roczek. Pojawila sie matka tylko jedna. Patrze…. czytam…..nie nie mam czasu nie bede czytac. Pisze komentarz iiiiiiiiiiiiiio

  • Iwona Sroka

    ……..i wlasnie telefon mi sie zawiesil i ucieklo z glowy to co mialam jeszcze dopisac. I tez mam ptaka w nazwisku.

  • dziękczynienie

    Dzięki za teksty wszystkie i flagową samotność w matce oswajającą samotność, czyniącą z niej coś pięknie zwykłego, każdy tekst dzięki któremu łapie zdrowy dystans do życia i wychowania w tym często popi*przonym pędzie masy wzajemnie wykluczających się wskazówek ‚jak być piekielnie dobrym rodzicem’, który co wrażliwsze, myślące i poszukujące osoby naraża na bycie w nieustannym nadpoczuciu winy. Dzięki mjtj nie muszę wydawać milionów na psychoterapie, zakupoholizm, kompulsywne jedzenie orzeszków i inne bardziej czasoenergopieniądzochłonne czynności. Poza tymi pomocnymi psychologicznie aspektami, szacunek za formę wypowiedzi, treść, osobowość, działania, postrzeganie świata i życia. Dobrze, że są tacy ludzie, matki, dzieci, psy, koty, króliki, kaczki, drzewa, emocje, chłopy. 🙂 czyli, że fajny blog 😀

Facebook
Archiwa