Na instagramie króluje moje śniadanie [ach, pożywne zdrowe], a blog w swoje władanie zagarnie na chwilę szybka przegryzka. A wszystko to za sprawą czytelniczki, która, zgłębiając wcześniejsze posty, zadała mi wprost pytanie: Skoro kupujesz na zapas, to pewnie masz też zawsze sporo pieczywa, co więc robisz z tak zwanymi wczorajszymi bułkami lub chlebem, gdy są już za suche do zjedzenia?


Tak, przeważnie zapas pieczywa w domu mamy spory, są to zarówno zwykłe bułki, bułki z ziarnami, bułki ciemne, jak i różne rodzaje chlebów. Część, tuż po przywiezieniu do domu, mrozimy [rozmrożone pieczywo jest niemal tak samo świeże jak to prosto z piekarni], a część czeka w koszu na zjedzenie. Jeśli się nie doczeka, mamy kilka opcji:

– czerstwe bułki kładziemy na grzejniku, suszymy na kamień i zamieniamy w bułkę tartą.

– czerstwy chleb wędruje dla królików

– bułki i chleb, które jeszcze nie zeschły na kamień, przemieniamy w przepyszną przegryzkę.

I to właśnie dziś  o niej słów kilka.

W ogóle, jakiś czas temu dowiedziałam się, że poniższa przegryzka nie jest powszechnie znana. Plotka głosi nawet, że właściwa jest ona wyłącznie na mazurskich terenach, ale nie chce mi się w to wierzyć. Tym bardziej że sama potrawa, którą pospolicie nazywamy grzankami w jajku, ma swoją oficjalną nazwę: tosty francuskie. Jeśli o mnie chodzi, mimo że między jedną a drugą nazwą nie ma większej różnicy, wolę robić polską wersję:

Grzanki w jajku i mleku

Teoretycznie robi się je z trochę zeschniętego pieczywa. Mam wrażenie, że taka była idea ich powstania – pozbycie się chleba, który już jest za twardy na standardowe kanapki. Ale na przykład mój syn tak polubił te grzanki, że jestem czasem zmuszona zmarnować na nie całkiem świeże bułki [skandal ;)]. W każdym razie, jeśli nie wiecie, co zrobić  z nie pierwszej świeżości chlebem, zróbcie z niego grzanki. Za jednym zamachem zdobędziecie kolację dla rodziny i medal za gospodarność 🙂

Będzie wam potrzebny;

– chleb [niekoniecznie świeży] – dwa jajka
– 1/4 szklanki mleka
– sól/pieprz/przyprawy [dowolnie]

Jajka wbijamy do miseczki i mieszamy tak, żeby białko połączyło się z żółtkiem. Dodajemy mleko i przyprawy i znów mieszamy. Do miseczki wkładamy przekrojoną na pół kromkę chleba [jeśli nie jest pierwszej świeżości, szybko zmięknie pod wpływem mikstury]  i chwilę tak trzymamy, żeby porządnie namokła, potem taki chlebek wrzucamy na patelnię, na której wcześniej już roztopiło się masło [podgrzał olej]. Grzanki smażymy błyskawicznie – na dobrze rozgrzanej patelni wystarczy kilkanaście sekund, żeby porządnie się zarumieniły. Proces powtarzamy dopóki nie skończy nam się jajko albo chleb 😉

Gotowe grzanki możemy podawać z keczupem, serkiem, a nawet dżemem albo Nutellą. Kosmykowi najlepiej smakują takie zwyczajne – bez niczego. Mój syn to jeszcze taki malutki dzidziuś – praktycznie nie zna tego wspaniałego smaku keczupu 😉 Myślicie, że dużo traci?