Matka Tylko Jedna

March 25, 2017 at 3:40 pm

Histeria dziecka – praktyczny poradnik, jak zapobiec i sobie z nią radzić

Histeria dziecka – praktyczny poradnik, jak zapobiec i sobie z nią radzić

No i stało się. Mam za sobą pierwszą, tak zwaną histerię młodszego syna. Długą, bo aż 15 minutową – jak na możliwości i siły niespełna półtorarocznego wesołego dziecka to dużo. Przy pierwszym dziecku byłam spanikowana i wściekła. Bo jak to tak, będzie mi tu krzyczał, skoro „nic się nie stało”. Dopiero po jakimś czasie poszłam po rozum do głowy. I teraz, w obliczu tego wrzasku, jestem spokojna i opanowana. Wiem, czego się spodziewać.Wiem też, co robić. Histeria dziecka mi nie straszna.

 

I pewnie też dlatego tak krótko [zdaniem koleżanek] trwała. I pewnie nie wykończy mnie tak, jak wykończyła przy pierwszym dziecku. Niby miałam babcie, teściowe, znajomych, a nikt nie potrafił mi wyjaśnić tego prostego mechanizmu zachowania w obliczu tej wściekłości. Ani pomóc w tym, co zrobić, żeby histeria dziecka nie rozstrajała życia rodzinnego. I nie była tak wyniszczająca. Padały diagnozy, porady tresury, sugestie odwracania uwagi i zamykania dziecka w pokoju. Wszystko to, stosowane przeze mnie lub przez bliskie dziecku osoby, tylko pogarszały sytuację.

 

 

O odwracaniu uwagi już pisałam. To szybki sposób, który tylko utwierdza dziecko w przekonaniu, że nie jest dla rodzica ważne, że jego emocje nie są warte uwagi. Stosowanie odwracania uwagi i innych wymyślnych metod mających uzmysłowić dziecku jak wielką szkodą dla rodzica są jego emocje, skutkuje tym, że histerie powracają w nasilonym ataku, bo ta złość w sytuacji, gdy czuje się ignorowane i niepotrzebne gdzieś tam się kumuluje i musi dać ujście. W kolejnym wrzasku.

 

 

No jasne, jasne, po jakimś czasie pod wpływem takiego działania dziecko nauczy się kontrolować emocje, ale ze skutkiem takim, że nauczy się jak najmniejszego ich okazywania. Będzie żyło w przekonaniu, że jego złość, irytacja, smutek są czymś złym, czymś, czego trzeba się wstydzić. Trudno żyć z takim przekonaniem. W życiu spotka nas tyle smutku i złości, że zamiast kumulować, trzeba się nauczyć ją z siebie wyrzucać.

 

Do rzeczy.

 

Histeria dziecka to jeden z najczęstszych tematów maili. Czasem mam wrażenie, że bloga piszę dla siebie, bo co i rusz pojawia się ktoś z pytaniem, na które już odpowiedziałam.  I wszystko sprowadza się do jednego – histeria dziecka, histeria dziecka, o matko, pomóż histeria dziecka! O histerii też już pisałam [czy wspominałam, że nie lubię tego słowa? Czy swój własny smutek lub złość nazwałabyś histerią?], ale po przejrzeniu tych tekstów stwierdziłam, że może nie do końca łopatologicznie? Sama przecież nie lubię, kiedy ktoś mówi do mnie metaforami. Postanowiłam więc błąd naprawić i pokazać kwestię złości dziecka w prostszy i konkretny sposób.

 

 

 

 

Skąd się bierze histeria dziecka?

 

Ten fragment będzie ogromnym cytatem z tekstu, który już napisałam „Przereklamowany bunt dwulatka”. Nie chcę pisać drugi raz tego samego, a myślę, że oddałam tam wszystko, co musisz wiedzieć. Oto screen tamtego tekstu:


histeria dziecka


 

CZY DA SIĘ ZAPOBIEC HISTERII?

 

 

Warto wspomnieć, że wśród wszystkich rad, które dostałam podczas tego normalnego okresu w rozwoju dziecka, nikt nie oznajmił mi dwóch prawd objawionych. Po pierwsze – jak już pisałam, histeria dziecka to całkowicie normalny etap rozwoju, a próby walki z nim mogą skończyć się źle, w najlepszym przypadku pogłębieniem histerii, w najgorszym – konkluzją, że rodzice są naszymi wrogami, bo tak nas właśnie traktują. I tylko zadziwia mnie zdumienie niektórych, że ich dziecko z nimi walczy i traktuje źle, jeśli w samej podstawie wychowania tych rodziców figuruje: walka, stłumienie, pokonanie. Jeśli nie przestaniesz widzieć siebie jako osoby, która musi dziecko pokonać, między wami zawsze będzie mniej lub bardziej jawna wojna.

 

Po drugie: to minie. Serio. W najgorszym wypadku dziecko stłumi swoje emocje, w najlepszym – nauczy się je kontrolować. Potraktuj to jak jedną z rzeczy, które musisz pomóc dziecku przejść, zrozumieć i nauczyć sobie z nią radzić. Będzie mu wtedy lepiej w życiu. To nie jest walka. To jest kolejny etap rozwoju.

 

 

 

Proste sposoby, by uniknąć sytuacji zapalnej

 

 

NAZYWAJ EMOCJE

 

Jak zapobiec histerii? Często nie ma takiej opcji. Początkowe wrzaski wystarczy akceptować i nazywać emocje. Kiedy powiedziałam krzyczącemu Adaśkowi „Zezłościłeś się, bo nie dałam ci nożyka?”, to aż poczułam to ulatujące z niego powietrze ulgi. Kiedy mówię Kosmykowi „Rozumiem, że się wkurzasz, że musimy jechać, widzę to wyraźnie, nie musisz krzyczeć, żeby mi o tym powiedzieć. Masz zacięty wyraz twarzy i zaciśnięte dłonie, naprawdę dobrze wyrażasz swoje niezadowolenie. O, i jeszcze tupiesz. Widzę, że nie chcesz jechać.  Jak mogę ci pomóc poradzić sobie z tym, że za chwilę wychodzimy, czy samochodzik pomoże ci pokonać tę drogę w spokoju? A może coś innego chciałbyś zabrać?” od razu unikam afery związanej z pokonaniem dziecka, by wreszcie się poddało i założyło buty. Do tego, daję dziecku praktyczne wskazówki, czym może manifestować swoje niezadowolenie, zwracam uwagę na minę, na dłonie, na zachowanie i pokazuję, że to wystarczy, bym poprawnie odczytała jego uczucia. Opisujesz, co widzisz. Czasem możesz dać wyraz swojemu żalowi: „Słyszę, jak bardzo chcesz tę zabawkę. Nie mam na nią pieniędzy. Gdybym miała dużo pieniędzy kupiłabym ci piętnaście takich. Albo dwadzieścia. Co byś zrobił z dwudziestoma takimi zabawkami?” Tylko tyle. Aż tyle, bo wciąż rodzice myślą, że takie bzdety to mogą sobie darować, a dziecko czerpie taką wiedzę z powietrza.

 

Uznając uczucia dziecka i nazywając je, nie sprawiasz, że dziecko wejdzie ci na głowę. Po prostu spowodujesz, że przestaje czuć się zagubione w i tak dużym jak na niego i kompletnie nieznanym świecie. Dziecko ma prawo mieć uczucia, chęci [dziwnie się czuję, jak to piszę] i tak samo jak ty masz prawo być zła, że wywaliło kredki na podłogę, tak samo ono ma prawo być złe, że nie chcesz dać mu czekolady. Pytanie – co z tym zrobisz? Wściekniesz się, czy poprosisz dziecku o pomoc w sprzątaniu lub wyrazisz żal, że tak bardzo chce tej czekolady, a nie może jej dostać. To przecież okropne uczucie – nie dostać czekolady. Ale oboje musicie przez to przejść.

 

 

 

SPRAW, ŻE DZIECKO POCZUJE SIĘ WAŻNE

 

No nie uwierzę, jeśli ktoś mi powie, że gdy czuje się nieważny, to jest mu łatwiej pogodzić się ze smutkiem, złością i ogólnie: wkurzeniem. To w poczuciu ważności tkwi chęć do współdziałania z drugą osobą. Jeśli ktoś akceptuje moje uczucia, traktuje je poważnie, nie zbywa półsłówkami i nie pociesza na wiele znanych sposobów, prościej mi być milszym dla niego i mam większą chęć współpracy. Nie, to nie chodzi o to, żeby, jak ktoś to kiedyś wyraził w komentarzu „wejść w dziecku w tyłek”. Absolutnie nie. Ale zwykłe zainteresowanie zrobi już różnicę. Zdanie „Mówisz, że nie lubisz tego ciasta? Rozumiem, może następnym razem pomożesz mi przygotować ciasto, które ty lubisz?” budzi trochę więcej miłych odczuć od rzuconego niedbale „Ale przecież zawsze lubiłeś! Co ty gadasz! Pierwsze słyszę!”. U mnie w domu, z racji tego, że mieszkamy daleko od miasta, problemem i zapalnikiem zawsze były brakujące produkty. Robię, oczywiście, plan posiłków i duże zakupy, ale nie zawsze w domu jest wszystko to, co potrzebne do przygotowania wymyślonej przez dziecko potrawy. Mogę zbagatelizować potrzebę dziecka, a mogę sprawić, że jego potrzeba i chęć stanie się dla mnie ważna: „Przykro mi, nie mamy jogurtu, skończyły się, a wiem, że miałeś wielką ochotę na musli z jogurtem. Hm… co możemy zrobić… Słuchaj, wymyślimy inną potrawę, a ja zapiszę na kartce wielkimi literami KUPIĆ JOGURTY DLA KOSMYKA, dobra? To niedopuszczalne, żeby w domu nie było jogurtów! Ach! Jaka wpadka! No dobra, co moglibyśmy zjeść innego?„.  I teraz już wiecie, w jaki sposób często spisuję listę zakupów 😀

PRZESTAŃ WALCZYĆ, ALE BROŃ GRANIC

 

 

Czasem też nie ma sensu walczyć. Ustalenie i przemyślenie swoich granic daje bardzo dużo. Bo w pewnym momencie stwierdzasz, że nie, skakanie po pokoju wcale cię aż tak bardzo nie denerwuje, bałagan pod stołem też nie jest dla ciebie problemem, ale już rozlany sok owszem i wtedy pokażesz swoją granicę „Nie podoba mi się rozlany sok pod stołem. To niszczy panele, a zależy mi na ładnej podłodze. Myślę, że wiesz, co z tym zrobić”. I wiesz? Twoje dziecko na 80 procent będzie wiedziało i z radości, że wie i że ty wiesz, że ono wie, że wierzysz w jego inteligencję i domyślność, pewnie będzie chciało posprzątać ten sok za co powinnaś mu uprzejmie podziękować. Za domyślność, a nie za to, że jest super ładnie [post o chwaleniu -> tutaj].

NIE MÓW NIE

 

Z doświadczenia wiem też, jak dzieci reagują na  „Nie”. Jak wszyscy zresztą. Inaczej zareagujesz na zdanie „Tu nie wolno machać rękami”, pewnie od razu zamachasz ręką z przekory 😀 Natomiast jeśli usłyszysz zdanie „Tu wolno machać rękami” komunikat jest prosty: w tym miejscu możesz stanąć i zamachać rękami i tylko w tym miejscu. [podobnie ma się ze znakami na drodze czy w miejscach publicznych – pomyśl, jak by to było, gdyby na drodze były same zakazy. Byłby problem ze znalezieniem miejsca, gdzie wolno, a wszędzie byłyby znaki, gdzie nie wolno. Już widzę tę histerię kierowców szukających miejsca parkingowego. A przecież znaki bardzo często pokazują też, co wolno i to bardzo ułatwia poruszanie. Rodzice za to non stop mówią dziecku, czego robić nie może i dziwią się, że maluch się buntuje].

Bo tak samo jest z dziećmi. Jeśli maluch słyszy ciągle „nie”, przestaje na nie reagować. A to słowo jest potrzebne w sytuacjach, gdy naprawdę dziecko czegoś nie może robić. „Nie” powinno być zarezerwowane dla „Nie wolno bić”, „Nie dotykaj kontaktu” i innych takich wyskoków, których sobie absolutnie nie życzysz. W codziennej komunikacji trudniej, ale lepiej w skutkach koncentrować się na „tak”. Kiedy widzę Dasia jak bierze coś, czego nie chcę, podchodzę do niego i pokazuję coś, co może brać: „Tak, to możesz wziąć. Albo to”. „Zostaw!” bądż „Nie ruszaj” stawia dziecko w sytuacji, gdzie po pierwsze buntuje się, że znów czegoś nie może, a po drugie nie daje mu możliwości ruchu, bo co innego ma robić? Zaraz znów schwyta coś niepożądanego i będzie draka. Komunikat „Lepiej, żebyś bawił się tym” albo „Tym możesz się bawić” naprowadza dziecko na dobrą ścieżkę i uczciwie pokazuje czym cię nie rozzłości. A ty, podczas zainteresowania nowym przedmiotem, niepożądany schowasz do szafki. Maluch szybko o nim zapomni. Ja osobiście łączę to z nazywaniem potrzeb „Chcesz rozwalać klocki do toalety? Chodź, dam ci wiaderko z wodą, tam sobie powrzucasz”.

TWOJE DZIECKO NIE JEST NIEGRZECZNE

 

W sieci znajdziesz mnóstwo artykułów o tym, jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem. Żaden nie przestrzega przed tym, że jeśli założysz, że masz niegrzeczne dziecko, dziecko podświadomie spełni twoje oczekiwania. Wszystkie teksty „ty zawsze jesteś taki i taki” lub „ty nigdy nie robisz tego i tego” wcale dziecku nie pomagają, a pokazują, co o nim myślisz, co nie napawa optymizmem. Nie, to nie jest tak, że „ojej, jak zobaczy, jak źle o nim myślę, to będzie lepszy”. To taka pupo prawda, bo jeśli czujemy, że ktoś nie ma wobec nas wysokich oczekiwań, to po prostu nie chcemy spełniać wyższych i na starcie się poddajemy. Przybijając dziecku etykietkę „niegrzeczne” i „złośliwe” tylko dajemy mu wskazówkę, jak ma się zachowywać. Pisałam o tym trochę w tekście o pochwałach, choć z innej perspektywy.

 

 

 

UWAŻAJ NA ZMIANY

 

Ostrzegaj i przygotowuj dziecko na zmiany, nawet najmniej dla ciebie istotne. Nikt nie lubi, kiedy się mu przerywa jakąś ważną czynność i każe robić coś innego. Z dzieckiem nie jest inaczej. Oczywiście, że maluch, zajęty układaniem klocków, gdy usłyszy, że ma już wstawać i się ubierać, wybuchnie płaczem. Oczywiście, że maluch, świetnie bawiący się w wannie, gdy usłyszy, że już wychodzimy, wybuchnie płaczem. Uprzedzaj. Informuj: „Dziś wychodzimy do cioci”, „Jak zbudujesz dwie wieże, to możesz biec założyć buty, bo idziemy dziś do cioci”, „Wskazówka jest na 2. O tej porze mieliśmy zacząć się ubierać, bo idziemy do cioci”. Starszym dzieciom pomagają pytania: „Ile czasu potrzebujesz, żeby wyszykować się do cioci? Zależy mi, żebyśmy wyszli o tej godzinie”. Na mojego syna działa postawienie sprawy jasno „Wychodzimy do cioci. Masz czas na jeszcze jedną rundę/jeden rysunek/jedną zabawę i po niej chcę widzieć, jak zakładasz buty”.

WYOBRAŻAJ 

 

Już napomknęłam o tym w innych punktach i w tym tekście, ale marzenia są rewelacyjne i często ratują mi pupę. „Och, jak  bardzo bym chciała obsypać cię cukierkami aż po sam nos! Jaka szkoda, że nie mogę. Ale gdybym mogła, podarowałabym ci rzekę cukierków!” Pamiętam, że jak byłam mała, oglądałyśmy z siostrą bajki na zagranicznym kanale i tam w reklamach były takie śliczne zabawki, zupełnie inne niż w Polsce i te, co my miałyśmy. Wpadłyśmy więc na pomysł wyobrażania sobie, że jak będziemy dorosłe to sobie kupimy takie zabawki  i gdy leciały reklamy informowałyśmy siebie, co sobie kiedyś kupimy. Tęsknota za czymś, czego bardzo chcemy, jest trudna, ale wyobrażanie sobie, że nasze pragnienie jest w zasięgu rąk, bardzo pomaga 🙂

DBAJ O PODSTAWY

 

Ostatnia sprawa: bodźce. Czasem dziwimy się wrzaskom naszego dziecka i zastanawiamy się, czemu źle się zachowuje. Podstawowymi, najbardziej prostymi powodami złego zachowania są: głód, zmęczenie, przebodźcowanie, czyli dużo ludzi, hałas, telewizor, rozgardiasz itp.  Podstawę piszę na końcu, bo często o niej sama zapominam i potem łapię się za głowę, że oczywiście, że marudzi, skoro nie zjadł śniadania, a już 12.

Tylko spokój nas uratuje!

 

 

 Ja wiem, łatwo mówić, ale na początek pomysł – czy chciałabyś dostosować się do osoby, która na ciebie wrzeszczy, bo płaczesz? Czy byś ją lubiła? Czy chciałabyś z nią rozmawiać? Czy jesteś w stanie uspokoić kogoś, będąc wyprowadzoną z równowagi? To trudne w sytuacji awantury zachować nerwy na wodzy, ale jest pewien sposób, żeby się zabezpieczyć w tej sytuacji: W pierwszym momencie pomyśl o sobie.


PRZYDATNY TEKST -> Ile wart jest autorytet, który musisz wyszarpać z dziecka siłą?


Tak, tak, ja wiem, jak wygląda histeria dziecka. Znam ją aż za dobrze. Dziecko krzyczy, tłucze się itp., znam to wiem. Ale niewiele mu pomożesz, będąc całkowicie wkurzoną. Jeśli trudno ci się opanować, napij się wody, zaczerpnij oddech, potraktuj to, jakbyś szykowała się do startu w maratonie lub innym wyczynie. Chwilę potrwa i minie szybciej, jeśli będziesz opanowana. Zaczerpnij powietrza i wskocz do tego basenu złości jak najlepiej przygotowana do zmierzenia się z tą sytuacją. W momencie, gdy wrzask dziecka trwa dłużej, dla ochrony swojego spokoju [który chroni również dziecko], jeśli nie możesz już wytrzymać i czujesz, że twoje palce mocniej się zaciskają, możesz wyjść na chwilę z pokoju, żeby się na nowo uspokoić i powoli pooddychać. Wrócisz spokojniejsza i od początku będziesz mogła pomagać swojemu dziecku. Twój spokój i twoje opanowanie jest tu kluczowe. Wszak to nie ty jesteś ta duża, nie?

Jak możesz pomóc dziecku, gdy się wije i wrzeszczy? 

 

Jeśli wrzask jest koszmarny, a dziecko robi sobie przy tym krzywdę – twoją rolą jest zabezpieczenie go tak, by się nie pokaleczył. Ja podkładałam synowi poduszkę pod głowę lub starałam się przytrzymać jego ręce. Jeśli tylko wrzeszczał, siedziałam obok niego, zapewniając go od czasu do czasu, że jestem, rozumiem wściekłość, jak będzie potrzebował mojej pomocy, to jestem tuż obok. Czasem syn wrzeszczał, że mam wyjść z pokoju. Robiłam to z ulgą, wiedząc, że sam na sam nie zrobi sobie takiej krzywdy, jaką mógłby zrobić na moich oczach, żeby „mi pokazać” swoją złość. Po jakimś czasie nie musiał zresztą nic mi pokazywać, bo widział, że ja widzę jego stan i z nim współodczuwam. I co jeszcze? I tyle wystarczy. Z terrorystami się nie dyskutuje, a na krzyczące dziecko się nie wrzeszczy, bo komunikacja krzyk – krzyk nie daje niczego. Terrorystę trzeba spacyfikować, płaczące dziecko wesprzeć. Nie słowami, że nic się nie stało, bo jemu się właśnie stało. Tak jak dla króla strata królestwa jest katastrofą, tak dla dziecka stracenie kamyczka może być końcem świata. Kwestia proporcji. Wystarczy, że to zrozumiesz i przyjmiesz, a łatwiej będzie ci podejść do takiej awantury.

 

Pamiętam, jak kiedyś starszy się wkurzył, ja, głupia, gadałam do niego, starając mu się wyjaśnić jego bzdurne, moim zdaniem, zachowanie, a on zaczął rzucać klockami i podszedł do mojej szafy, jednym ruchem rozwalając wszystkie ułożone w niej ubrania [no dobra, upchane, nie będę was oszukiwać :D]. Wtedy ja otrzeźwiałam. Usiadłam na podłodze i powiedziałam spokojnie:

– Ok,  chcesz mi pokazać, jak bardzo jesteś zły. Widzę, że jesteś tak zły, że rozwalisz mi wszystkie ubrania z szafy. Myślisz, że jak mi zrobisz przykrość, będzie ci lepiej?

Synek rozbebeszył szafę do końca. Do ostatniej skarpetki. Patrzyłam się na to spokojnie, jakby od niechcenia. A kiedy ostatnia skarpetka wylądowała na mojej głowie, syn stanął przed szafą, rozpłakał się jeszcze głośniej i wykrzyknął!

– No nie! Nic mi to nie pomogło! Nic w ogóle!

No i wtedy mogłam wkroczyć z propozycją pomocy w opanowaniu złości, która polegała wyłącznie na przytuleniu i rozmowie o tym, jak się teraz czuje.

 

 

Pamiętaj, że wszystkie szkody, jakie zrobi dziecko podczas takiego ataku, trzeba posprzątać wspólnie, nawet jeśli dziecko pomaga symbolicznie. Pomaga to zrozumieć konsekwencje takiego zachowania. Oczywiście sprzątamy nie rozmawiając o ogromnej niszczącej odpowiedzialności dziecka za bałagan, nie mówimy „patrz, co narobiłeś” – tak samo jak nie chcemy, żeby nasze wyskoki były rozpamiętywane. Powinno to raczej być na zasadzie: no dobra, to teraz trzeba ogarnąć ten rozgardiasz. Stało się. Trzeba posprzątać. To nie dziecka wina, że nie panuje nad sobą. Ani twoja.

 

 

Na większość dzieci działa przytulanie. Przytulanie, a nawet czasem mocne przyciągnięcie do siebie. Na mojego młodszego to działa tylko czasami, starszy w ogóle tego nie tolerował. Każda próba przytulenia kończyła się jeszcze większym wrzaskiem i ja to rozumiem. To ja byłam tą złą osobą, która czegoś mu zabroniła, więc swoją złość projektował na mnie. Zostawało mi tylko siedzieć przy nim i życzliwie wspierać go w rozpaczy oraz czekać z pomocnymi ramionami. Ale często złość wynika z jakiejś rozpaczy wynikającej z niepowodzenia. Przytulenie jest wtedy bardzo pomocne. Czasem Dasia wystarczy mocniej przytulić i uznać słowami to, że mu źle. Albo nawet nic nie mówić. Czasem wystarczy tylko przytulić. Zorientujesz się, co woli twoje dziecko, jeśli tylko go wysłuchasz.

 

 

DWA NAJPOWSZECHNIEJSZE BŁĘDY:

 

IGNOROWANIE 

 

Non stop czytam o tym, że histerię dziecka trzeba ignorować. Chyba tylko dlatego, że to histeria dziecka, a nie dorosłego. Nikt dorosły by nie chciał, żeby jego uczucia były ignorowane. I nie uwierzę, że jeśli zaczynasz płakać, a nikt nie zwraca na ciebie uwagi, z miejsca przestajesz płakać, bo przecież robiłaś to na pokaz. No sorry. Nie wierzę, że jeśli mąż ignoruje twoje uczucia, łatwiej ci sobie poradzić z życiem, domem, ze wszystkim. Nie wierzę, że jeśli jesteś ze swoimi uczuciami kompletnie sama i nikomu nie możesz o nich powiedzieć, bo każdy cię ignoruje, czujesz się dobrze, uspokojona i szczęśliwa. Sama sobie odpowiedz na to pytanie. Ignorowanie to kara za bycie człowiekiem i posiadanie emocji. Skutecznie pokazuje dziecku, że emocje nie są ważne i trzeba je ukrywać. Jasne, bywa tak, że dziecko sprawdza twoją cierpliwość. Ale uwierzcie, im bardziej będzie wierzył, że zawsze mu pomożesz, tym rzadziej będzie to testował. Bo będzie ci ufał.

 

Rozmawiałam sobie dziś z czytelniczką, która twierdziła, że ignorowanie to najlepsza metoda. Gdyby rodzice nie stosowali wobec niej ignorowania, to ona by dalej chciała tego, czego nie może dostać i by chciała postawić na swoim. Pomijam sytuację finansową i starania rodziców, by utrzymać rodzinę, ale mam jedną refleksję – czytelniczka miała w sobie tyle empatii i zrozumienia dla rodziców, że sobie z tym faktem poradziła i nie zrobiło, jak twierdzi, to jej większych szkód. Ale czy daje gwarancję, że inne dzieci sobie z tym poradzą? Że  nie zaburzy to ich poczucia własnej wartości? Mam z tym jeden poważny problem – dziecko, którego potrzeby są zaspokojone, jest szczęśliwe i nie marudzi. Dziecko, którego potrzeby nie są zaspokojone, będzie się źle zachowywać i nie będzie chciało wysłuchać rodzica. To krótka piłka. Możesz iść jakąkolwiek drogą, ale zachęcam cię do tej pierwszej, bo jest zdecydowanie mniej ryzykowna w skutkach.

 

 

 

ODWRACANIE UWAGI 

 

Pisałam o tym tutaj. Niżej zacytuję fragment, ale z mojego doświadczenia to działa na bardzo małe dzieci i póki są bardzo małe, warto z tego korzystać, przyznaję. Ale już taki trzy czy czterolatek jest trochę za mądry na takie zabiegi.

 

„Zazwyczaj rodzice stosują sposób odwracania uwagi, bo jak najszybciej chcą zakończyć konflikt. Czego uczą tym dziecko? Że nie warto rozmawiać i doprowadzić sprawy do końca. Że konfliktów się unika, a nie, że się je rozwiązuje. Taka prosta rzecz – kłótnia o zabawkę. Wkraczasz, żeby zająć czymś dzieci, żeby się nie kłóciły. Młodszemu dajesz coś innego, żeby nie chciało pierwszego od starszego. Sprawa rozwiązana. Chwilowo. Bo starszy nauczył się, że jeśli zacznie się wydzierać, że brat zabiera mu zabawkę, to ktoś przyjdzie i mu pomoże, a poza tym, to czemu jeśli on jest pokrzywdzony, młodszy dostaje coś nowego? A młodszy, że jeśli zacznie zabierać starszemu, dostanie coś nowego, zresztą i tak tego  nie chce, bo przecież on chciał tę pierwszą rzecz starszego, więc po chwili awantura znów się nakręca. To się może dziać bez końca i przeciągnąć się w trwałą rywalizację.

[…]

Kiedy twoje dziecko płacze i krzyczy, nie wie do końca, co się z nim dzieje. Targają nim sprzeczne emocje, w jednej chwili chce, żebyś z nim była, po chwili krzyczy, że masz go zostawić [u nas to standard]. Widać wyraźnie, że bardzo cię kocha i potrzebuje, a jednocześnie nie robisz tego, co on chce i jest na ciebie zły, co jeszcze bardziej doprowadza go do szału, bo nie potrafi tej sprzeczności zrozumieć. Kiedy ty wkraczasz i odwracasz jego uwagę ptaszkiem, sraszkiem, lodami czy inną zabawką i ten sposób działa, dziecko się uspokaja, to w dalszym ciągu zostaje nierozwiązana sprawa tych sprzecznych emocji i niezrozumienie, z czego one wynikają. Takie niedopowiedzenie między wami, których nie sklei ani motylek, ani ptaszek, ani nawet nowy samochód.”

PRÓBA ROZWIĄZANIA SYTUACJI… PODCZAS SYTUACJI 

 

Podchodzi pod to odwracanie uwagi, ale jest jeszcze coś. Niewielu ludzi jest w stanie dogadać się w krzyku. Problemów nie rozwiązuje się podczas awantur. Awanturę trzeba przeczekać, ewentualnie się od niej oddalić, zanim emocje się nie ostudzą [wcale mnie nie dziwi, gdy jakaś mama pisze mi, że jej dziecko samo ucieka do swojego pokoju – to pierwotne zachowanie, mamy je w genach. W obliczu zagrożenia albo walczymy, albo zamieramy, albo uciekamy]. W każdym razie – nie. Nie warto usiłować rozmawiać z dzieckiem podczas awantury. Podminowane dziecko i tak nie usłyszy słowa z tego, co mówisz. Jest w danym momencie opętane swoimi emocjami. Możesz sobie przemyśleć, co ty byś chciała usłyszeć w stanie totalnego rozbicia emocjonalnego i jakie słowa by do ciebie dotarły. Myślisz, że żadne? Dobrze.

 

 

 

Ok, dziecko się uspokoiło – co dalej? 

 

Dalej już jest tylko lepiej. Zostaje rozmowa. Nie warto roztrząsać, co takiego się stało wcześniej [nikt nie lubi  publicznego omawiania swoich porażek], a można skupić się na tym, co się dzieje teraz. „Uspokoiłeś się? Nie? Czy mogę ci już pomóc? Tak? Przytulić? Pogłaskać? Ok. Możesz oddychać. To dobrze, że już po wszystkim. Pomogę ci rozwiązać ten kłopot, jeśli chcesz”. Określanie przyczyny nie jest najważniejsze w pierwszych minutach po awanturze i proszę cię, nie szukaj winy ani w sobie, ani  w dziecku. Rozmawiaj o faktach: była złość, silna lub mniej silna, minęła, zaczynamy od nowa. Odpocznijcie trochę od tego. Dziecko pewnie zajmie się czymś wkrótce, a ty będziesz mogła chwilę odreagować w ciszy to, co się stało.

 

Pomocnym pytaniem jest „Tak mocno zezłościło cię to, że nie dałam ci cukierków”?, które pomaga określić, co było przyczyną awantury, bo dziecko odpowie „tak” lub „nie”. Ale nie musisz się na tym skupiać. Rodzice często myślą, że do dziecka trzeba dużo mówić. A wystarczy pytać i słuchać. Słuchać.

 

 

Jak nauczyć dziecko właściwej reakcji na swoje emocje? 

 

Nie da się wychować dziecka w 15 minut. To nie ekspress, sorry. Wychowanie dziecka jest trochę jak rozkład jazdy pociągów w naszym kraju: dużo opóźnień, przerwy w dostawie i czasem masa wkurzających cię ludzi dookoła. Nie dasz rady w przeciągu 15 minut dojechać z Warszawy do Gdańska [może kiedyś], a rodzice wciąż oczekują, że po jednym razie wszystko będzie chodzić jak w zegarku. Wspominałam o tym w tekście „Nie masz czego zazdrościć„. To są tygodnie, miesiąca, lata pracy. Nad dzieckiem i nad sobą.

 

Bo i „my” jesteśmy tu kluczowi. Jeśli rodzice są wybuchowi, co się dziwić, że dziecko reaguje dokładnie tak samo jak oni? Jeśli mama na każdą porażkę swoją lub dziecka wybucha krzykiem, to jaki wzorzec weźmie od niej dziecko?

 

Co zresztą nie znaczy, że wszystko jest twoją winą – swoje robi też zwykły etap rozwoju i histeria dziecka nie powinna być jakimś wstydem. Wszyscy przez to przeszliśmy. I wszyscy jeszcze raz przejdziemy. Ale to ty jesteś przykładem dla dziecka – ono widzi, jak się wkurzasz, widzi też, jak sobie radzisz z emocjami. Ty mu dajesz przykład. Jednym zdaniem: ty jesteś najważniejsza, ty jesteś kapitanem tego statku i kiedy tonie, to musisz stanąć przy sterze, a nie tonąć z marynarzami jako pierwsza.

 

Ale jest jeszcze kilka innych „sztuczek”.

 

Między jednym a drugim wybuchem możesz ćwiczyć z dzieckiem sposoby na rozładowanie złości: rwanie gazety, tupanie, bieganie dookoła domu, walenie głową lub rękami w poduszkę, rzucanie w ścianę pluszakiem i wszystko to, co nie przekracza twoich granic. 

Ważne jest, żeby rozmawiać o nich i ćwiczyć w chwilach neutralnych, żeby na gorąco i w nerwach nie szarpać się z maluchem, a jedynie przypomnieć krótko” Gazeta” albo „Tupanie”.

Do tego książki – nieodzowny Kasdepke ze swoją „Wielką księgą uczuć”, która i rodzicom da wiele dobrego, cała seria o Basi i Franku – jesteśmy zachwyceni z Kosmykiem i jemu prościej jest zrozumieć braciszka, na szybko jeszcze dodałabym „Małą encyklopedię domowych potworów”, na pewno wam się spodoba. Wkrótce przygotuję do „Naszej Biblioteki” wpis o książeczkach, które uczą emocji. Właśnie robią mi się nowe półki na książki, więc będzie okazja przejrzeć i podsumować 🙂

 

 

Podsumowując

 

Być może czujesz się zawiedziona, że w sumie jedyna moja konkretna rada polega na „byciu z dzieckiem” i nie poratowałam jakimś cudownym sposobem na przyspieszenie nauki kontrolowania emocji. No cóż. Przykro mi, tego się nie da przyspieszyć. Podstawy wiążą się z ogólną komunikacją, jaką kierujesz do dziecka, komunikacją, której elementy przedstawiłam w pierwszej części wpisu i które czasami wyłapujesz w dialogach na fejsie. Wraz z dorastaniem pierwszego dziecka widziałam, jak zmiany w mojej komunikacji niszczyły naszą relację, a bunty się wtedy wzmagały. Gdy wracałam na prostą ścieżkę komunikacji opartej na szacunku i zrozumieniu – intensywność buntów malała, a ja myślałam, że ozłocę moje kochane, grzeczne dziecko.

 

Cała filozofia z opanowaniem histerii dziecka opiera się na trzech punktach:

  • praca nad komunikacją
  • wspieranie w trakcie
  • rozmowa i praca nad emocjami po fakcie

 

 

I powiem ci, że to cholernie trudne. Cholernie trudno przetrwać te pierwsze awantury, koszmarnie ciężko jest siedzieć spokojnie i patrzeć na wrzeszczące dziecko i ze spokojem w głosie mówić, że ok, jesteś, widzisz, czekasz, wspierasz, podtrzymywać głowę, starać się, żeby sobie krzywdy nie zrobiło. To bardzo ciężkie – wiem przeżyłam. Aż korci, żeby szarpnąć, ponaglić, zostawić na pół dnia w pokoju i mieć w nosie.  Przeszłam tę drogę od komunikacji skoncentrowanej na moich wymaganiach, do komunikacji skoncentrowanej głównie na dziecku i moich granicach.

 

I widzę różnicę. Rzuca mi się ona od razu w oczy. I mimo że okresy histerii, awantur, będą pewnie wracać [i nie przejmuj się, jeśli będą wracać], to ja już wiem, że moje dziecko ma już trochę narzędzi, żeby z nimi sobie radzić, a i ja nie dostaję ciarek na sama myśl. Histeria to nie tragedia. To coś, przez co po prostu trzeba przejść. Jeśli będziesz na to przygotowana i będziesz wiedzieć, co robić, pójdzie ci o wiele łatwiej. Założysz swój kostium wybawicielki i wskoczysz do tego basenu, zdobywając swój osobisty rodzicielski medal. Kto, jak nie ty? Przecież jesteś dorosła 🙂

 

 

 


Szczerze nie znoszę określenia „histeria dziecka”. Używam jej, bo weszła ona w słownik i określa najnormalniejszy okres rozwoju dziecka. Naprawdę, to, co się dzieje w twoim domu to nie jest jakieś dziwactwo. Nie tylko ty tak masz 🙂 Rodzice to takie dziwne stwory, które lubią traktować normalny rozwój dziecka jako anomalie i nadawać im nazwy. Oczywiście, jeśli czujesz się zaniepokojona zachowaniem swojego dziecka, powinnaś udać się z nim do psychologa poszukać pomocy i wsparcia. Ale nie zaszkodzi zastosowanie kilku metod lub znalezienie własnych, opartych na szacunku i zrozumieniu 🙂


 

Wpis powstał głównie dzięki osobistym doświadczeniom

i wskazówkom zawartym w tym spisie książek.

 

Mama # ,
Podziel sie:     / / /
  • Lil

    Świetny wpis, wyczerpał temat, akurat jestem na bieżąco. Za mało mówi się o uczuciach dziecka i o tym co oczywiste- przytulenie i rozmowa . Dzięki 🙂

  • asieklack

    świetny tekst! odkąd zaczęłam wdrażać w życie nazywanie uczuć, rozmowę o tym, dlaczego stało się tak a nie inaczej, czemu moja córka się zasmuciła czy zdenerwowała widzę ogromną różnicę w jej zachowaniu. Jest zdecydowanie lepiej, łatwiej mi półtorarocznej wytłumaczyć wiele sytuacji, a ona rozumie. I jest dobrze. Świetnie że jesteś! 🙂 a tekst zaraz podstawię pod nos mężowi 😉

  • Магдалена Собэсто

    Dzięki. Poczułam się dobrze. Według mojej matki ch… wiem o wychowaniu, bo gdy syn krzyczy i płacze (17 miesięcy) to ja z nim rozmawiam, przytulam, nazywam uczucia. Już się nasłuchałam że wejdzie mi na głowę, że go rozpieszczam. Czytając Twoje teksty czuję się normalna. Twój tekst jedynie mi nie pomógł w sytuacjach gdy jesteśmy z dzieckiem w miejscu publicznym. Wtedy nie wiem co robić. Włącza mi się tryb treser-sadysta, byle by to dziecko było cicho. Poczytam jeszcze dokładnie jutro. Dziękuję raz jeszcze.

  • Dawno nie czytałam tak rewelacyjnego tekstu. Nie mam jeszcze dzieci, ale wysłałam tekst do przeczytania siostrze. Jej czterolatek często miewa takie napady a ona nie potrafi sobie z tym poradzić. Mam nadzieję, że Twoje rady pomogą 🙂

  • Renata

    Dla mnie histerie młodszego syna są rzeczą straszną. Starszy nigdy nie miał z tym większego problemu. Przez 5 lat tylko kilka razy ( w tym raz w miejscu publicznym ) zdarzyło mu się mu się wrzeszczeć i płakać bez opamiętania. A nawet jeżeli coś się zdarzyło, czy zdarza, to zawsze to wspólnie obgadujemy, szukamy powodu problemów i ich rozwiązań. Młodszy wrzaskiem i agresją reaguje prawie na wszytko. Do pobliskiego spożywczaka trudno z nim wjechać, bo zawsze zawsze robi sceny. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsza jest agresja. Bije gryzie, drapie, wali głową w podłogę. W najgorszej sytuacji jest starszy syn, który niestety często obrywa, nieraz do krwi. Jak młodszy zaczyna np gryźć, starszy krzyczy z bólu, to młodszy gryzie jeszcze mocniej 🙁 I niestety jest to częste. Wystarczy, że jeden ma w ręce zabawkę, którą chce drugi, to zaraz zaczyna się bicie. Doszło do tego, że starszy boi się młodszego. Kiedy widzi go z cięższą zabawką w ręce, to od razu prosi, żeby mu ją zabrać bo się boi, że zaraz nią oberwie. Młodszy wpada po prostu w szał i wali po głowie starszego tym, czym akurat ma w ręce. Młody ma tylko 15,5 miesiąca, ciężko z nim porozmawiać o jego uczuciach, kiedy on tylko Aayy ( tu też przeciwieństwo brata, bo on już w tym wieku gadał jak szalony 🙂 )

    • To zupełnie normalne u maluchów. Po prostu nie umie sobie poradzić z nagromadzonymi emocjami i je wyładowuje. To też minie, naprawdę 🙂 Być może też starszy brat jest atrakcyjny, młodszy chciałby jakoś go zaczepić, spędzić czas, a wie, że jest niekoniecznie witany z aplauzem, bo nie robi wszystkiego tak jak brat by chciał. A nawet samo śniadanie może być emocjonujące 😀 Staraj się zabezpieczać starszaka, nie na zasadzie, że rozdzielasz ich za karę, tylko po prostu niech rzuca hasło, gdy młody mu przeszkadza, umówcie się, że starszy ma jakiś swój azyl w domu, gdzie może się schować przed młodszym [ma do tego prawo]. No i na razie pilnowanie, pilnowanie i pilnowanie. Zabieranie zabawek, którymi chce rzucić i uspokajanie złości, jaka z tego wyniknie. A, zabieranie nie ze złością tylko „wiem, że chcesz rzucić, jak rzucisz będzie ała, możesz rzucić tym [daj pluszaka].”. Wiem, że maluch nie za wiele rozumie [mam Adaśka], ale i tak nazywaj emocje i poświęć czasami czas tylko starszemu, żeby nie czuł się odtrącony [jak już się przydarzy bicie, zawsze zwracaj uwagę na dziecko pokrzywdzone].

      • Renata

        Dzięki za odpowiedź 😊
        Ja to wszystko rozumiem. I staramy się nad tym zapanować jak najlepiej potrafimy. I w większości pokrywa się to z Twoimi radami 🙂 Mam nadzieje, że szybko uda się mam to opanować.
        Byłam po prostu przyzwyczajona do innych standardów 😉 W temacie „grzeczności” starszak wysoko postawił poprzeczkę 😉

  • Marzena Kud/Fitspirit

    Świetnie to ujęłaś, wszystko w jednym miejscu. Zgadzam się z każdym słowem i powiem, że u nas po roku takiej pracy nad sobą, nad relacją tzw histerie trwają kilka minut i syn sam po kilku krzykach mówi: mogę się przytulić? Przytula się i wszystko mija, choć na początku nie było tak różowo. I jeszcze te wszystkie spojrzenia babć, matek i ciotek – no Wy się tak nie zachowywaliście. Wierze, że nie, bo pewnie pierwszy atak złości został spacyfikowany metodą o której nawet nie chcę myśleć. Swoje pamiętam i tak, klaps jest zły. Jestem dumna z syna, który mając niespełna 2,5 lat potrafi określić stan emocjonalny, w którym się znajduje: mamo, jestem zdenerwowany, jest mi przykro, tęskniłem itp. Ma w sobie duże pokłady empatii i kiedy jakieś dziecko płacze mówi, że jest mu smutno, bo to i to. Cieszę się, że włożyłaś tyle pracy, czasu, energii w ten wpis, bo czyta Cię sporo osób i wierzę, że wielu rodzicom i dzieciom to pomoże. PS Też Cię coś trafia, jak ktoś pyta, czy Twoje dziecko jest grzeczne? Jeszcze lepiej, kiedy to pytanie tyczy 4m niemowlęcia. Zastanawiam się jak się zachowuje niegrzeczne niemowlę?;) Pozdrawiam!

  • jeśli moje dziecko wpada w histerie a zdarza się to rzadko czekam aż się uspokoi bo przytulanie go czy mówienie do niego w trakcie i tak nic nie da wręcz przeciwnie… jeszcze bardziej go złości… po prostu czekam jeśli jest cisza to podchodzę pytam czy przeszło jeśli nie to czekam dalej… jeśli mówi że tak to mówię że rozumiem że był zły miał do tego prawo ale mógł pokazać swą złość w inny sposób i razem próbujemy znaleźć sposób jak można było inaczej się zachować… również pytam co go tak zezłościło i spowodowało taką reakcję daje się wygadać dziecku a jak widze że znów go kiedy mówi coś zaczyna złościć mówie żeby mówił spokojniej że to już minęło i trzeba na spokojnie zobaczyć problem… i najważniejsze jeśli starszy np. pyta co się stało to mówię mu że jeśli młodszy będzie chciał powiedzieć to sam mu powie…nigdy nie mówie bo twój brat to to i to….

  • Patrycja Lema

    Dziękuję za ten wpis! Trafiłam do Ciebie z bloga Style Digger (zdecydowanie nierodzicielskiego), którego czytam od lat i w międzyczasie zostałam mamą. Cieszę się, że przeczytałam to teraz, pomimo że Lidia ma dopiero 11 miesięcy. Chciałabym być gotowa i nie brać tego zachowania za „histerię”, ale za wyrażenie jakiś emocji, które na pewno da się jakoś obłaskawić. Pamiętam rozmowy z moją mamą, że ja też miałam takie „ataki”, mama pozwalała mi się wypłakać i szybko brała mnie na ręce wszystko tłumacząc. Jestem jej za to wdzięczna, bo to wytworzyło jakąś więź i w późniejszych latach „histeria” zamieniła się w płacz czy smutek, który zawsze mogłam z nią przegadać.

  • Olga

    Jak zwykle świetny tekst. Podesłałam go znajomej. Też jej się podobał, miała tylko jedno ale – rzucanie pluszakiem – ważnie aby nie był to pluszak zwierzątko (szczególnie przy młodszych dzieciach, które takie pluszaki noszą i karmią traktując jak prawdziwe) aby przypadkiem nie nauczyć dziecka że można rzucić prawdziwym zwierzakiem – wiem, że mało które dziecko przejdzie od pluszaka do zwierzaka, ale jednak…

  • Olga

    linkujesz do „WIELKA KSIĘGA DETEKTYWA POZYTYWKI” zamiast do Wielkiej księgi uczuć – chyba, że to jakieś opowiadanie w środku…

    • Wow, teraz się odnoszę do tego tekstu i dopiero teraz zobaczyłam ten komentarz. Mam nadzieję, że większość się domyśliła, o co chodzi, wszak księgę uczuć tyle razy polecałam :/

  • Izabela Krawczyk

    Mój syn, kiedy miał kilka miesięcy, wpadał w taką histerię, że od płaczu robił się siny i nie mógł złapać oddechu. Bardzo się o niego bałam, tym bardziej, że jest nadpobudliwy i ciężko go było uspokoić. Czasem trwało to godzinami. Zwróciłam się o pomoc do pani neurolog. Niestety ona postawiła diagnozę „dzieciak histeryk”. Dziękuję za uwagę.

Facebook
Archiwa