Nigdy nie mów kobiecie, że jest gruba

Total
0
Shares

– Mamo, co to jest inwididuuum?

Przełykam kawę, starając się szybko rozszyfrować, o co chodzi dziecku i po chwili mogę odpowiedzieć:

 

– Indywiduum? To taki dziwny stwór, który nie zachowuje się tak, jak wszyscy i nie wygląda tak, jak wszyscy.

– O. A czy ja jestem inwididuum?

– Yyy, raczej nie. Ty po prostu jesteś Kosmykiem.

– Yhy. A poszukamy Inwididua na łące?

Wolę na łące, niż w domu zostać narażona na kolejne pytania, więc pakuję Adaśka, zabezpieczam się na wszystkie sposoby przed kleszczami i wychodzimy.

Łąka. Trawy szumią niemalże jak jezioro. Gdzieś tam brzdęka świerszcz, hasają wyrośnięte już z pisklęctwa ptaki. Dasio z Kosmykiem przedzierają się przez trawy w stronę sosny i pozostawionych pod nią przez wiewiórkę szyszek. Za sobą słyszę odgłosy spacerowiczów i nie mogę doczekać się, aż przejdą, bo zagłuszają mi piosenkę trawy z akompaniamentem ptactwa.

– No, co tak siedzisz? – przerywa mi mój stan wyrostek w czarnych spodniach, w czarnej koszulce, czarnych brwiach i zapewne czarną zbuntowaną duszą.

– No se siedzę – odpowiadam, nieuprzejmie odwracając wzrok, a najwyraźniej dla wyrostka wystarczająco zachęcająco.

– Też se posiedzę. Kobieta mnie wkurza.

– Kobieta?

– Matka.

Zaczynam się przyglądać młodzieńcowi z ciekawością. Nazwanie matki kobietą zdaje mi się gorsze od najobrzydliwszej inwektywy. Wyrostek siedzi z wyciągniętymi ramionami, ale nagle powstaje i zaczyna rozprostowywać i składać ręce jak do modlitwy. Przy tym potrząsa przydługimi goleniami, niemalże jakby strącał nimi uczepione rzepy. Czuję się jak widz jednoosobowego teatru. W dodatku widz, któremu głupio wyjść z przedstawienia.

– To twoje rodzeństwo? – pyta młodzian, wskazując wymachującą kończyną Kosmyka i Adaśka. Kosmyk właśnie wciska Adaśkowi szyszkę do buzi, zachęcając żarliwie: Jedz, to smaczne!

Na pytanie odpowiadać nie muszę, bo młodzieniec zajęty jest wymachiwaniem, ale trudno mi zgłuszyć trzepot serca.

– Zawsze to nam robią, nie? Naprodukują bachorów, a ty ich pilnuj. Ty się musisz postawić, bo ja właśnie powiedziałem mojej kobiecie, że nie przyjechałem tutaj niańczyć dziecka.

– Z ciekawości pytam:

– A czemu tu przyjechałeś?

– Bo nie mogłem iść na imprezę do Uli. Szlaban mam. – wymachy nóg stosownie do dramatyzmu sytuacji stają się potężniejsze.

– Za co? – pytam, powodując, że młodzian pada na trawę i zaczyna się w niej tarzać jak pies po kąpieli.

– Za wszystko! Za wszystko! – podnosi ręce w stronę słońca – Za to, że chcę żyć! Oddychać! Pędzić przed siebie jak rower puszczony z górki, jak…. i za gówno z matmy.

– Nie umiesz liczyć? – heheszkuję i szczypię się w udo, bo za takie teksty, teoria o byciu siostrą moich dzieci runie jak zrujnowane są zapewne jądra wyrostka ściśnięte niczym szynka przed wędzeniem.

– Umiesz liczyć, licz na siebie! – Najwyraźniej pytanie nie było “dziadowe” i dumny ze swojej ciętej riposty wyrostek zarechotał, podnosząc tym razem nogi w górę i prezentując mi swoje chude poślady.

Przyglądam się tym lichym szyneczkom, dzielnie pnącym się w górę między spokojnymi trawami i opadającym znów na ziemię.

– Ładna jesteś – rzece wyrostek, gdy wreszcie usiadł i wyciągnął kopyta, dotykając trampkiem mojej bosej stopy. Serce trochę mi łopocze, bo ostatnio moją urodą zachwycił się wyłącznie Kosmyk, gdy połączył mi brwi czarnym mazakiem i oponował, kiedy chciałam to z siebie zmyć.

– Gruba, ale ładna. – jakby samemu sobie potwierdza młodzian. – Mogę się z tobą spotkać wieczorem, tu jest taki most, jak się uda, to od mężczyzny wezmę piwo.

Patrzę się, udając, że w trawy, a tak naprawdę za dziećmi, które ewidentnie wpierdzielają szyszki.Czy szyszki się dobrze trawią? Szyszka to już drzewo, czy jeszcze coś jak liść? Ile tego można zjeść?

– No. Nawet mi się podobasz. – snuje dalej chłopak widocznie zachęcony moim milczeniem. – Przyjdź na most. Tacy jak my, muszą się trzymać razem.

Podnoszę się, zaniepokojona tymi szyszkami, a młodzian bierze ze mnie przykład.

– To nara, kobieto z trawy i światła. Do wieczora!

Odmachuję oschle, jak od muchy, i pędzę w kierunku Adaśka, który porzucił szyszki i zmierza na raczkach w stronę lasu. Dobiega do mnie Kosmyk.

– Mamo, czy to było inwididuum?

– Nie, kochanie, to był tylko gimnazjalista.

-To gdzie spotkam inwididuum?

– No szukaj tu gdzieś na łące, na pewno gdzieś się schował – odpowiadam. I po chwili wołam:

– Kosmyku!

– Tak?

– Czy ja jestem gruba?

– Nie, ty jesteś tylko mięciutka, do przytulania.

Opadam znów na trawę i dumam nad tym, jak wiele dziewczyn poderwą moi synowie, tylko dlatego, że od maleńkości wpajam im jedną, ważną życiową zasadę:

– Nigdy nie mów kobiecie, że jest gruba. Siedź cicho i dyskretnie poszerz drzwi.

Chcesz wiedzieć o każdym nowym wpisie na blogu? To zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego napisałam! Tu wersja na Android, a tu na IOS. Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę], zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo. Dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].

You May Also Like

Najseksowniejsze w sieci dialogi rodziców

    Bulwersujące, ociekające rodzicielskim seksem, odsłaniające tajemnice alkowy, naszpikowane sadomasochistycznymi wtrętami, zahaczające o najcięższe motywy z najbardziej szokujących erotyków – seksi chwile rodziców wracają! Chcesz wiedzieć o każdym nowym…
Czytaj post

Paznokcie, paznokcie, paznokcie

Czasem ludzie pytają się mnie, czemu mam takie zaniedbane dłonie. Paznokcie krótkie, niepomalowane, czasem obgryzione. Dziwię się, kiedy ktoś mnie pyta. Wszak kilka miesięcy temu miałam piękne niebieskie hybrydy… całe…
Czytaj post

O śliwce w kłopocie

Kosmyk nauczył się mówić “tak” i “nie”. To znaczy “nie” mówi ładnie. “tak” wymawiane jest bez “k”. Te dwa słowa są rodzicom bardzo przydatne. Nie trzeba się domyślać, o co…
Czytaj post