Co jest trudnego w powiedzeniu chłopcu, że kobiecie raz w miesiącu leci krew i to wcale nie z nosa?

Total
913
Shares

Układałam z chłopcami klocki i w pewnym momencie strasznie się wypięłam, żeby po coś sięgnąć. Starszak się tym moim wypięciem zaciekawił i zaczął bardzo dokładnie patrzeć na mój tyłek. Zauważyłam to ze zdziwieniem, ale pomyślałam, dokładnie to, co powiedziałam:

– Taki mam fajny tyłek, że się tak patrzysz?

– Yyy, nie, masz plamę w kształcie Australii i właśnie patrzę, czy Oceania też się załapała.

 

Opublikowałam ten status na mojej grupie Wiejskich Matek i zapytałam, czy dla ich dzieci temat okresu czy miesiączki to normalna sprawa, czy raczej skrywana. Zapytałam z ciekawości, a dzień później dostałam mail od czytelniczki z tej grupy, że ona mi dziękuje, bo jej osobisty facet zrobił jej swego czasu awanturę o to, że ona nie schowała między nogami podpaski, gdy ich syn wbiegł do łazienki i… zaczął zadawać pytania na widok krwi.

 

Skończyło się na zbyciu dzieciaka jakimiś frazesami i tyle, ale dzięki temu, że rozmawiałyśmy o tym na grupie, czytelniczka sama doszła do wniosku, że czas pięcioletniemu dziecku wyjaśnić, o co chodzi z okresem u kobiet i przestać wciskać mu ściemę. Bardzo jej w tym kibicuję, bo…

 

MOJE DZIECI WIEDZĄ, ŻE MAMIE RAZ W MIESIĄCU LECI KREW I KROPKA.

 

Związane jest to z tym, że macica, którą mają kobiety, się złuszcza, bo nie doszło do zapłodnienia, z którego byłoby dziecko i musi jakoś wylecieć z organizmu. Wylatuje cipką, pochwą, waginą, jakkolwiek ją się nazywa, choć osobiście unikam określeń pieszczotliwych typu pimpuszka, pipeczka, kaczuszka czy jeszcze jakieś, wolę medyczne lub zwykłe, pospolite, bo to nimi posługują się ludzie i nie mam ochoty tłumaczyć potem dzieciom, że moja pimpuszka to pipka, a w szkole uczą się o pochwie czy waginie, a koledzy to w ogóle rozmawiają o cipkach.  [Nie, cipka nie jest wulgarnym słowem, jest słowem pospolitym, trochę nacechowanym negatywnie, ale raczej bym nie przesadzała -> tutaj.]. W każdym razie tak – ludzie nazywają to różnie. Wy w rodzinie też możecie mieć swoje nazewnictwo, ale nie zapominajcie o tym normalnym.

 

Młodszy jeszcze nie łapie, ale i przed nim, tak jak przed starszym nigdy nie ukrywałam, że raz w miesiącu coś ze mnie wycieka i  – o zgrozo, bo wiem, że części rodziców przeraża ten fakt – krew. I to nie z nosa. Co zresztą kiedyś Adaś oznajmił swojemu tacie:

 

– Mamie klew leci. Nie z nosa!

 

I nie było to jakimś szokiem dla niego. Mimo tego, że ma dwa latka. Jemu kilka razy leciała krew z nosa, jego starszemu bratu leciała i z nosa, i z ręki, i z nogi i raz z ust, gdy rozwalił sobie wargę i to jest normalna rzecz. Mamie leci też krew, tylko z innego miejsca i spoko. Nie ukrywam tego, nie rozmawiam też na siłę, żeby za wszelką cenę wiedzieli, o co chodzi. Po prostu tak jest, że mam miesiączkę, jestem kobietą, chcesz wiedzieć więcej? Pytaj. Zawsze znajdę czas, żeby o tym pogadać.

 

Fajną książką do rozpoczęcia rozmowy o dojrzewaniu jest “Wielka księga uczuć” Grzegorza Kasdepke [tutaj],  a w niel rozdział “Horror! Skąd się biorą dzieci?”. Bardzo ciekawymi pozycjami są “Wielka księga siusiaków” [tutaj] i “Wielka księga cipek” [tutaj].

 

 

DLACZEGO NIE UKRYWAM PRZED DZIEĆMI TYCH MOICH STRASZNYCH PROCESÓW FIZJOLOGICZNYCH? 

 

Bo pruderia może zrobić dzieckiem więcej złego niż dobrego. Możesz mydlić i mydlić, ale fakty wyjdą na jaw i po co komuś robić pod górę, żeby cały swój światopogląd zmieniał, bo mamusia nie raczyła wyjaśnić? Sama pamiętam zawstydzone miny moich chłopaków, z którymi się spotykałam, gdy wspominałam, że sorry, ale mam okres czy kupowałam przy nich podpaski. Nawet Chłop, pamiętam, miał jakiś opór i musiał sobie to przepracować, choć, nie ukrywam, to on mi kiedyś wynalazł takie podpaski, których do dziś używam, bo trafiło mu się przez przypadek. I tym sposobem, że nie robię siebie magicznego jednorożca, tylko jestem normalną, zwykłą kobietą, starszak jest świadomy tego:

 

– że kobiety są inaczej zbudowane niż mężczyźni

– że raz w miesiącu zazwyczaj leci im krew, bo macica czeka na komórkę jajową zapłodnioną przez plemnika

– że okres bywa męczący, mama może być nerwowa i na pewno nie pojedzie na basen [przestałam używać tamponów po tym, jak mnie zaczęły uczulać, bo są zazwyczaj totalnie naszpikowane chemią].

– że jak nie chcesz patrzeć na krew, to nie przeszkadzaj mamie w łazience.

– że oprócz tego, wszystko jest normalnie i zwyczajnie, bo to wcale nie taka straszna rzecz, po prostu lekka niewygoda czasami

– że na pewno nie będzie miał ani braciszka ani siostrzyczki w najbliższym czasie.

 

I na serio wydaje mi się, że robienie tematów tabu z prostych czynności fizjologicznych daje więcej szkody niż pożytku. To o tematach tabu rozmawia się ściszonym głosem, żeby nikt nie słyszał, to o nich powstają legendy i dziwne mity, to przez tematy tabu siedziałam sobie na ławeczce na gimnastyce, bo miałam “ten straszny okres” i wuefiście głupio było zwrócić mi uwagę, że jeśli nic mnie nie boli, to mogę ćwiczyć. A kiedy wpisuję w google “jak powiedzieć dziecku o miesiączce” i widzę, że wszystkie artykuły odnoszą się do uświadamiania dziewczynek bez wzięcia pod uwagę takich istot jak chłopcy, to szlag mnie trafia. Jasne, okres to nie sprawa i problem chłopców. Ale chłopcy to już sprawa dziewczyn. I fajnie by było, gdyby dziewczynki mogły dorastać w świecie, gdzie kwestia miesiączki jest kwestią jak najzupełniej normalną, nie udziwnioną, nie magiczną, ale czystym i prostym fizjologicznym zjawiskiem, w którym nie ma nic śmiesznego, wstydliwego ani będącego powodem do drwin czy dziwnych spojrzeń. W świecie, gdzie nie tylko dziewczynkom mówi się, co to miesiączka. W świecie, w którym chłopcy też ją znają, też mogą o niej rozmawiać  i w którym mogą powiedzieć:

 

Ot, miesiączka. Moja mama też miała. Kiedyś jej wyszła plama na pupie w kształcie Australii i to było zabawne. Chcesz batonika czy po prostu zrobić ci masaż, kochanie?

 

Tak to widzę. Tak bym chciała, żeby było. Bez pimpuszek, wymijających odpowiedzi “bo tak to mają kobiety synku, dowiesz się w swoim czasie”. Bo ty nigdy nie dowiesz się, kiedy “ten czas” nadejdzie. Czy nie będzie tak, że kiedy ty wyskoczysz z tym swoim uświadamianiem, to syn już  będzie miał na koncie żart z plamy na pupie jakiejś dziewczynki. Albo i jakąś dziewczynkę.

 


 

A jeśli chcesz dostawać info o nowych wpisach, możesz  zainstalować sobie blog na komórce. Na święta dostałam własną blogową aplikację, która sprawi, że do całego bloga będziesz mieć dostęp z komórki.  Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! Dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj]. 

 

 

 

 

 

You May Also Like