Temat pochwał był u mnie wałkowany dwa razy na blogu, a na stronie facebooka poruszałam go chyba z kilkanaście. Wciąż padają pytania o konkrety. Jest też dużo niedomówień, bo zazwyczaj, kiedy ktoś mówi, że nie chwali dziecka, jawi się od razu jako nieczuły gbur, który nie dość, że wciąż krytykuje i czepia, to nawet miłego słowa nie powie.

 

 

Tymczasem niechwalenie dzieci nie jest takie straszne. To po prostu rezygnacja ze słów „brawo”, „super”, „wspaniale”, które nie dają dziecku absolutnie żadnej wiedzy, a do tego sprawiają, przez swoją nieokreśloność, że dziecko swoje działania podejmuje po to, żeby kolejny raz usłyszeć takie ogólne słowo, które ocenia jego umiejętności, choć niewiele mu mówi o tym, co dziecko konkretnie naprawdę umie.

 

 

Pochwała nie buduje u dziecka poczucia własnej wartości. Jeśli rodzice i otoczenie zachowują się tak, jakbyś był mistrzem świata we wszystkim, to kiedy znajdziesz się w prawdziwym świecie możesz doznać szoku. Bo tam przecież znajduje się mnóstwo innych mistrzów świata. Nagle otacza cię tłum ludzi, którzy w swoich rodzinach byli numerem jeden. Rodzice, którzy w ten sposób hodują dzieci, oddają im niedźwiedzią przysługę, bo one później nie potrafią zaakceptować, że życie może sprawiać ból, że człowiek może być rozczarowany i zły. Są jak pianiści, którzy w fortepianie akceptują tylko białe klawisze (Jesper Juul „Przestrzeń dla rodziny”)

 

 

 

Przykład? Obrazek. Dziecko namaluje obrazek. Mówisz „ślicznie!”. Dziecko odchodzi, maluje kolejny. Mówisz „ślicznie”! Dziecko odchodzi, maluje kolejny. I znów, i znów, i znów. Rysunków robi się 20, ty już jesteś zniecierpliwiona, dziecko zmęczone, ale lubi ci sprawiać przyjemność, więc maluje dalej. Czy robi to dla siebie? Nie. Robi to dla ciebie? Tak. Czy tobie to się podoba? Sama oceń. Za chwilę powiem ci, co zrobić, żeby dziecko zamiast marnować kolejne kartki, odeszło już z pierwszym rysunkiem zadowolone.

 

 

Przypomnę fragment starszego tekstu:

 

 

Ostatnio długo rozmawiałam z czytelniczkami pod zdjęciem, które dodałam na facebooku. Mama szukała porady, starałam się pomóc, ale też nie jestem ideałem i być może napisałam jej coś nie tak, co źle zinterpretowała. Naskoczyła na mnie, że uważam ją pewnie ze złą matkę, nieudolną i w ogóle to ona stąd idzie, bo została u mnie skrytykowana. Tylko że… ja nie napisałam w jej stronę ani słowa krytyki. Nie napisałam, że jest nieudolna, nie napisałam, że jest złą matką, wręcz przeciwnie, wyraziłam podziw, że daje radę z dzieckiem nad wyraz inteligentnym i zdolnym i że się stara. Ale ona tego nie widziała, bo skupiła się na tym, co ja mogę o niej myśleć, a człowiek, który jest uzależniony od opinii, wyczyta ją nawet między słowami, znajdzie ją wszędzie, nawet tam, gdzie jej nie ma. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do braku ocen, bo całe życie byliśmy wychowywani w tym systemie. Możemy się starać to zmienić. Możemy walczyć, żeby życie naszych dzieci było wolne od uzależnienia opiniami innych ludzi. Możemy sprawić, by im żyło się łatwiej, pełniej, by nie musiały tracić kilku lat na budowanie swojej pewności siebie na nowo. By ufały swojej intuicji.

 

 

Kiedy piszę, że chwalenie wcale dziecku nie pomaga, zawsze spotykam się ze zdziwieniem. A przecież chwalenie to nic innego jak ocena, która zamiast pokazywać dziecku w czym jest dobre, uzależnia je od zdania innych. Już nie wspomnę, że determinuje do oszukiwania, żeby tylko dostać ocenę. A pochwała nie powinna uzależniać od nikogo. Pochwała powinna uświadamiać, że człowiek chwalony potrafi coś zrobić  lub udało mu się coś zrobić doskonale. Nie jest tajemnicą, że jedną z rzeczy, która w pewnym momencie zniechęca dzieci do szkoły są… oceny. I świadomość, że albo nie jest się w stanie osiągnąć zadowalających, albo zniechęcenie ciągłą walką o najlepsze.  Inny przykład? Proszę.

 

 

Kiedy syn dostał  małe lego, trochę za duże na swój wiek. Byłam pod wrażeniem, jak szybko zabrał się za układanie i jak dobrze mu szło. Już kiedy przeszedł pierwsze strony instrukcji i zrobił wszystko dobrze, cisnęło mi się na usta: Wspaniale układasz! Ale nie powiedziałam nic. Za to patrzyłam. Po jakimś czasie okazało się, że coś się dziecku poplątało. Widziałam, jak zrobił błąd, który pociągnął po sobie kolejne. Samochód lego nie wyszedł. Syn, który jeszcze kilka miesięcy temu rzuciłby zabawką wściekły i zrozpaczony, przekonany, że jest beznadziejny [jakże często jest to refleksją dorosłych, jak im coś nie wyjdzie – prawda?], spojrzał się na ten źle złożony samochód i zaczął go rozkładać znów na części pierwsze.

– Co robisz? – spytałam.

– Nie wyszło mi, więc muszę jeszcze raz spróbować!

Ale za drugim razem też nie wyszło.

– No nie! – skwitował syn i poszedł.

– Gdzie idziesz? – spytałam.

– Zmęczyłem się myśleniem nad tym. Poproszę tatę później, to mi pomoże.

I właśnie o to chodzi – kształtowanie samoświadomości, która nie potrzebuje „super”, „pięknie”, „wspaniale”, a pozwala dziecku realnie podejść do swoich umiejętności. Jak by to brzmiało, gdybym zaczęła zaprzeczać, że nie no, dziecko, pięknie ułożyłeś, jeśli on sam uważa, że mu nie wychodzi i to jest prawdą? Staram się nie oceniać tego co zrobił swoją miarą czy jego cech charakteru, po prostu to nazywam, dzięki czemu syn sam siebie nie poddaje zbyt wygórowanym czy niskim ocenom. Po prostu przyjmuje fakty: nie wychodzi mi. To nie znaczy, że jestem beznadziejny, to znaczy, że albo to zabawka nie dla mnie, albo muszę więcej próbować, albo poprosić kogoś o pomoc.

 

Co ciekawe, kiedy syn jest w towarzystwie, gdzie oceny są ważne, świetnie to wyczuwa i jest bardziej skłonny oszukać czy coś nagiąć, tylko po to, żeby zostać ocenionym [i nagrodzonym]. Ma pięć lat – to jasny przekaz, jak szybko dzieci „łapią” pochwały i rządzące nimi prawa.  „Mamo! W przedszkolu dostałem cukierka, bo posprzątałem, a przecież tylko upchnąłem to w szafce!” – powiedziało mi kiedyś dziecko. A przecież zamiast nęcić cukierkiem, wystarczyło powiedzieć mu, że następną fajną aktywność zaczniemy, jak z podłogi zostanie sprzątnięte – bo taka jest zasada.

 

 

Dla mnie to sygnał, że powinnam w dalszym ciągu pracować z nim tak, jak do tej pory, żeby ocena nie determinowała jego pewności siebie czy samopoczucia lub żeby nie sama nagroda była celem, a jego osobiste pragnienie pokonania siebie lub sprawdzenia swoich umiejętności. Moim celem jest sytuacja, w której syn na wizję oceny powie sobie: „Najważniejsze, jak ja się czuję z tym, co zrobiłem” oraz „Najważniejsze, czemu to zrobię, a nie za co”. A jestem przekonana, że większość rodziców tego właśnie chce i tak „pociesza” dziecko. Jeśli to tylko słowa, to pewnie niewiele pomogą. Jeśli ktoś sprząta, bo dostanie nagrodę, nie nauczy się sprzątać dla czystości, tylko dla nagrody.

 

 

WIĘCEJ O POCHWAŁACH PRZECZYTASZ W MOICH TEKSTACH: „POCHWAŁY WCALE NIE USKRZYDLAJĄ” ORAZ „JAK CHWALĘ DZIECKO, ŻEBY UMOCNIĆ JEGO PEWNOŚĆ SIEBIE”. BIBLIOGRAFIĘ I PRZYDATNE TEKSTY BĘDĄ POD TEKSTEM. 

 

 

 

Sporo osób pytało mnie o przykłady. Konkretne przykłady. W „Jak chwalę dziecko…” było ich sporo, jednak spróbuję to trochę usystematyzować.

 

1.Nie mów nic. Serio. Nie musisz. Po prostu twoje dziecko coś zrobiło i pewnie nawet nie jest świadome, że się patrzysz. Czy naprawdę, jeśli dziecko właśnie zjadło obiad, potrzebuje pochwały? Przecież nie zrobiło nic nadzwyczaj wyjątkowego. Chwaląc je za to, dasz mu do zrozumienia, że to właśnie coś wyjątkowego i tutaj mogą zacząć się dopiero kłopoty, bo dziecko stwierdzi, że zjedzenie obiadu to jakaś wielka i poważna sprawa. A przecież najzupełniej normalna. Czy jeśli maluszek ułożył po raz piętnasty wieżę to jest to coś nadzwyczajnego? Nie. Po prostu ułożył wieżę. Fajnie. Nic więcej.

 

 

2. Mów, co widzisz. „O, ułożyłeś wieżę! Jest wysoka!” –  jeśli już czujesz potrzebę powiedzenia czegokolwiek, mów, co widzisz. Kiedy dziecko ułożyło wieżę, to ułożyło wieżę. Wieża może być z czterech klocków, pięciu, dziesięciu, może być kolorowa, może być wieżą z książek. Opisz, co widzisz, daj dziecku zainteresowanie, którego nie dostałby przez samo „super”. I tak samo: „Zrobiłaś pierwszy kroczek! Bardzo się cieszę!” albo „Narysowałeś rysunek! Widzę na nim domek i trzy drzewa, a to? Co to jest?”. „Założyłeś buty, kurtkę, czapkę! Tyle rzeczy samodzielnie! Dziś wyjdziemy szybciej z domu i się nie spóźnimy!”.  „Nawet nie musiałam przypominać o sprzątaniu, sam zacząłeś!”.

To naprawdę proste, nazwać rzeczy, które widzisz bez osądzania dziecka, ewentualnie zdradzając to, jak ty się czujesz z tym, co dziecko zrobiło. „Cieszę się, kiedy podajesz bratu rączkę”, na przykład. Albo „Lubię, kiedy opowiadasz mi historie”. Ale o tym za chwilę.

 

Chwalmy dzieci za wysiłek, jaki włożyły w zrobienie czegoś. On nie podlega ocenie, a jeśli jest widoczny, to jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie. Sukcesem jest sam wysiłek, a nie zdolności, jakie ma dziecko. Co z tego, że wysportowany chłopiec przebiegł załóżmy kilometr? No przebiegł. O, przebiegłeś kilometr! Można powiedzieć. Ale jeśli mało wysportowany maluch przebiegnie kilometr to jasne jest, że to musiało go sporo kosztować i wtedy: O kurde! Dałeś radę, przebiegłeś kilometr po raz pierwszy! To był wysiłek. Zmęczony jesteś?

 

 

3. Mniej mów, więcej pytaj. Przykład z obrazkiem. „O, jaki obrazek – który z tych samochodów rysowało ci się najtrudniej/najłatwiej?”. Albo „Wow! Czy to było trudne dla ciebie?”, albo „Sprzątnąłeś pokój! Co było najłatwiejsze do sprzątnięcia?”, albo „Bardzo się bałeś, kiedy zostałeś sam w domu na chwilę?”, albo „Co było najłatwiejsze?”.

 

 

 

4. Mów, co czujesz. „Mam wrażenie, że poświęciłeś na budowę dużo czasu”. „Jak mi się podoba, kiedy pomagasz bratu podnieść się, gdy upada!”. „Jestem spokojniejsza, kiedy widzę, że ubierasz się do wyjścia od razu jak cię proszę”. „Podoba mi się ten rysunek” – no tak, bo dziecko narysowało, jak narysowało, jeśli nie chcesz oceniać, możesz powiedzieć, czy TOBIE się podoba. Bo komuś innemu nie musi. „Podoba mi się, co powiedziałeś bratu. Nie krzyczałeś, tylko powiedziałeś, co czujesz” – powiedziałam dziś synkowi, który pouczył brata, że przeszkadza mu, jak rozwala kredki na podłodze, bo hałasuje. Adaś oczywiście nie posłuchał, ale był to sygnał dla mnie, żebym zajęła się młodszym. Milszy dla ucha niż wrzask, że brat rozwala kredki.

Mówiąc o sobie, nie tylko nie oceniasz, ale też dajesz dziecku znak, że to, co ono robi, jest dla ciebie bardzo ważne. I może być nieważne dla kogoś innego, ale dla ciebie będzie ważne zawsze.

 

 

5. Dziękuj. Podziękowanie to kolejny znak dla dziecka, że robi dobrze i wskazówka dla niego, że jego pomoc i wkład w domowe obowiązki jest potrzebny i pożądany, do tego, że rodzic autentycznie widzi, co dziecko zrobiło dobrego. „Dziękuję, że przyniosłeś wodę bratu, nie musiałam wstawać”. „Dziękuję, że schowałeś ubrania do kosza na pranie, to mi ułatwia pracę”. „Dziękuję, że odniosłeś talerz po obiedzie, to pomocne”. ‚Dziękuję, że pomogłeś bratu schować klocki, sam by sobie nie poradził”. Po prostu. Dużo osób wie, jak ważne jest zwykłe podziękowanie, nie wiem, czy wszyscy zdają sobie sprawę, że dzięki niemu można przekazać dziecku jeszcze masę pomocnych mu informacji. A samo dziękuję można potraktować jako zastępstwo „ładnego” czy „pięknego”. Bo zazwyczaj, jak coś się dostaje, to się dziękuję, prawda?

 

 

 

Zawsze po takim tekście, dostaję masę wiadomości, że ktoś właśnie się zorientował, że robił coś źle i mu przykro. Słuchaj, do ciebie mówię. Twoje dziecko prędzej przestanie kochać siebie, niż ciebie. To pocieszająca i smutna prawda. Może ona cię przekona, żeby zacząć myśleć, co się mówi, bo nigdy, ale to nigdy nie jest za późno.

 

 

[Pss… na dorosłych też to działa!]

 

 

 

 

 

 

Bibliografia:

Alfie Kohn, „Five reason to stop saying <<Good Job>>”

Edukowisko “O chwaleniu słów kilka”

W świecie żyrafy “Nie chwal mnie”

Agnieszka Stein “O pochwałach”

Róża Marzy „Dzięki zamiast pochwały”

Być bliżej „Pochwały – temat rzeka”

Jarek Żyliński „Przechwalone dzieci”

Jarek Żyliński „Jak chwalić dzieci”

Praise for Intelligence Can Undermine Children’s Motivation and Performance, Claudia M. Mueller and Carol S. Dweck, Columbia University, 1998

Mataja „Moje dziecko nie powie…” 

Mamo pracuj „Jak dobrze chwalić dzieci?”

The New York Times, Praise Children for Effort, Not Intelligence, Study Says

  • Marta Rusek-Cabaj

    Dziękuję Ci za kolejny piękny, inspirujący tekst <3

  • Alla84

    Generalnie się zgadzam, w podobnym stylu pisze Thomas Gordon w „Wychowaniu bez porażek”, ale… Niech walenie nie jest dobre. Mówię to jako nauczycielka z prawie 10-letnim stażem, jako matka ze stażem 3-letnim i jako kobieta ze stażem 32-letnim. Brak jakiegokolwiek sygnału z zewnątrz, ba! Od osoby,z której zdaniem dziecko liczy się najbardziej może niestety podziałac jak informacja zwrotna „Nie interesuje mnie, co robisz”. „Super” i „brawo” – tu się zgodzę, są to wzmocnienia chwilowe, nie pozostawiające po sobie niczego poza odrobina satysfakcji (a może to dużo?). Są jak ocena numeryczna w szkole. Kolejna 5. Od takich ocen na szczęście zaczyna się szkołach odchodzić ,zastępując je ocenami ksztaltujacymi, czyli informacja zwrotna, w której dziecko dowiaduje się co zrobiło dobrze, co trzeba poprawić i jak się rozwijać. I myślę, że tak też warto rozmawiać z dziećmi również w domu. Starać się zawsze je zauważać. Zawsze słyszeć. Zawsze odpowiadać. Pozdrawiam.

  • Bardzo ciekawe Joasiu spostrzeżenie. Tez staram sie byc z dzkeckiem i mu dziękować za pomoc w życiu i rodzinnym. Jestem zwolenniczką naturalnych konsekwencji więc ani nie chwale na sile,ani nie karam bo trzeba?

  • Może jestem dziwna, ale dla mnie większość z tych rzeczy brzmi zupełnie normalnie. Szkoda tylko, że tak mało tej normalności wokół.

    Przykład?
    U rodziny (bliskiej…)
    – Tadek, daj ten cukier.
    – Masz.

    Chwilę później:
    – Romcio, masz jabłuszko.
    (Roman bierze i do buzi, bo jabłka lubi)
    – Ale Romciu, co mówimy, no co mówimy: dzięęęękkkuuuujęęęę. Powtórz, no.
    Czy tylko ja tu widzę zgrzyt?

    Mi Roman (4 l.) dziękuje w takich wypadkach bez upominania. Ok, nie zawsze, nie na 100% (może 80%, może 90%). Ja jemu też dziękuje.
    Widocznie uznał, że im dziękować nie trzeba. Ciekawe dlaczego…

    • Ja też widzę zgrzyt 🙂

    • Katarzyna

      a moje dzieci nie mówią np. dziękuję, dzieńdobry (zawsze się wstydzę kiedy koleżanka córki z klasy mówi do mnie i innych dorosłych dzień dobry i dowidzenia, a moja córka nic nikomu).
      Sama zawsze kłaniam się osobom , które znam, dziękuję nawet dzieciom, gdy w czymś pomogą .
      Nie upominam ich i nie zmuszam, choć czasem powiem że wypada i ładnie jest powiedzieć dzień dobry Pani którą spotykamy w szkole czy poza nią.
      Gdzie błąd ?? i czy dzieci kiedyś zaczną być miłe dla znanych sobie dorosłych osób?? (z koleżankami witają się chętnie:))))

      • Kasiu, myślę, że zaczną. Problem z tą metodą jest taki, że efekt jest trochę odwleczony w czasie. U mnie Romek czasem piękne mówi wszystkim proszę, dziękuję, przepraszam, ale miewa okresy, że milknie, jakby zapomniał, że one istnieją. Przyznam się, że z odruchu czasem też mu podpowiem na ucho, żeby podziękował, bo to tak uprzejmie. To jednak taka presja społeczna. Czasem nawet posłucha, czasem… Myślę, że widzisz u znajomych, że dzieci to potrafią, bo zwracasz na to uwagę. Poza tym, jedne dzieci uczą się danej rzeczy szybciej inne wolniej. Każdy ma słabsze i mocniejsze strony. To super, że rozmawiasz o tym z dziećmi. Myślę, że efekt w pewnym momencie pojawi się, gdy już nie będziesz tak na to zwracać uwagi. Mój syn to uparciusz i często efekt przychodzi, kiedy ja już dawno straciłam wszelką nadzieję – po trzykroć.

        • @wkolorzewawrzynu:disqus ojej, dotknęłaś właśnie bardzo ważnej rzeczy. Ja też zauważyłam w pewnym momencie, że syn milczy. Myślę sobie: kurde, a może to nie działa, może nie miałam racji? Ale po tygodniu widziałam się z przedszkolanką, potem był u drugiej babci, potem z dziadkami pojechał w góry i wszyscy tak samo byli pod wrażeniem, że syn mój się wita, dziękuje, prosi, przeprasza i jest jednym słowem – uprzejmy. A ja, albo tego nie słyszę, albo zwyczajnie przy mnie uważa, że nie musi, bo ja odwalam robotę 🙂

      • Beata Kos

        Problem znany mi osobiście mam dwie córki jedna 8,5 l a druga 5,5. Także stosowałam się do zasad nie nakłaniaj nie zmuszaj ok. Daleka jestem od tresury dzieci itd. Jednak mimo, że oboje z mężem i dzień dobry i do widzenia i chwilowe rozmowy z sąsiadami czy Panią w sklepie i nic. I postanowiłam przy luźnych okazjach porozmawiać z dziewczynami raz z jedną raz z drugą i czego się dowiedziałam” a po o mamy mówić ” i jak najdelikatniej tylko umiałam wytłumaczyłam i dziewczyny zajarzyły. Czasami sam przykład nie wystarczy delikatne na prowadzenie nie zaszkodzi.Przynajmniej to się u mnie sprawdziło.

  • tycia

    A ja dziękuję za bibliografię – będzie mi łatwiej szukać informacji 🙂

  • Xenian

    Zgadzam się w 100%. Po przeczytaniu książki „wychowanie bez kar i nagród” odczułam pewien zgrzyt – nie chwalić, nie sygnalizować, nie doceniać bo dziecko pomyśli, że kochamy je tylko wtedy gdy jest „grzeczne”. Twoje propozycje są gdzieś po środku i są tak wyważone, że rzeczywiście powinny zadziałać. Ja zawsze miałam problem z wyłączeniem synowi bajki bo wpadał w histerię (dwulatek). Raz powiedziałam „jak skończy się ta bajka to wyłącz sam”. I po kilku minutach zbierałam szczękę z podłogi bo wyłączył i bez problemu przyszedł. Usłyszał „poprosiłam, żebyś sam wyłączył bajkę i udało Ci się to zrobić. Teraz możemy razem kroić warzywa”. Po prostu… Od tamtej pory nie ma problemu z odciągnięciem go od komputera

  • Dr Samozło

    Pięknie napisane 🙂 Znaczne przeprogramowanie naszych umysłów i uśpienie
    czujności powodują również szkodliwe, syntetyczne leki, chemiczne
    jedzenie i napoje. Natomiast oślepiająca sieć elektronicznej
    niewoli z kłamliwymi mediami na czele utrzymuje nas
    w stanie ignorancji i bierności. Efekt końcowy tego zjawiska
    jest taki, że rzeczywistość, w jakiej obecnie żyjemy, powoli
    zaczyna coraz bardziej przypominać tę opisaną w powieści
    Aldousa Huxleya zatytułowanej Nowy wspaniały świat, gdzie
    ludzie zgodnie z zasadą „Wspólność, Identyczność, Stabilność”
    stają się odhumanizowanymi istotami pozbawionymi podstawowych
    elementów tożsamości oraz praw do wyrażania własnych
    emocji i uczuć. – Autor książki „Globalne oślepienie” Pozdrawiam

  • Andżelika

    Niestety ja oddałabym wszystko aby usłyszeć chodź raz super, świetnie ci to wyszło. Rodzice tego nie mówili. Niby nas kochali, ale nie widziałam zachwytu. Ja z mężem chwalimy dziewczyny oczywiście w granicach rozsądku nie za zjedzony obiad czy odniesienie talerza. Wydaje mi się, że w pochwałach warto zachować równowagę, takie jest moje zdanie.

    • Bardzo mi zależy, żebyś każdy zrozumiał, że wcale nie potrzebuje pochwały, ale… docenienia. Przykro mi, że rodzice cię/was nie doceniali, ale uwierz, że gdyby powiedzieli „super” tak samo bardzo chciałabyś usłyszeć to kolejny raz, jak nie słysząc tego w ogóle. To jak narkotyk, jeśli ktoś potrzebuje akceptacji, której nie dostaje do najbliższych. A gdyby postarali się doceniać cię tak, żebyś czuła swoją wartość, mogliby mówić „super” i nie mówić nic, bo nie byłoby ci to potrzebne, wiedząc, że cię kochają i cenią.

      • Beata Kos

        Nie do końca się zgodzę mój mąż osoba jednak wychowana na pochwałach jest mega pewną siebie osobą znającą swoją wartość i kompletnie nie przejmuje się opinią innych. Powiem tak dla mnie we wszystkim trzeba zachować umiar nie widzę sensu trzymać się kurczowo jednego schematu. Dla mnie szczera pochwała nie zaszkodzi. Daleka jestem od chwalenia dzieci o byle pierdułe ale czasem to zrobię. I kompletnie nie zauważyłam, żeby dziewczyny były uzależnione od pochwał. Ktoś kto może bez przerwy to robi to może tak. Nie lubię skrajności w życiu 😉

        • Znam kilka osób, które przeżyły wypadek samochodowy i są bardzo pewnymi siebie osobami, jednak nie polecałabym wypadków na poprawienie sobie samooceny 🙂 To taka sama argumentacja 🙂

          • Daisy

            Trochę dziwna odpowiedz na powyzszy komentarz.
            Ja bym nie demonizowala pochwal. Poza tym uważam że obecnie przecenia się wpływ rodziców na przyszłe postawy dzieci. Rodzice niedługo będą bali się cokolwiek spontanicznie powiedzieć bo będą się obawiali przyszłego braku własnej wartości u dzieci. Każdy popełnia błędy. A trudno żyć w ciągłym napięciu co się mówi jak patrzy ile i jaki czas spędzamy z dziećmi i w każdej chwili używać wyuczonych z książek zwrotów.
            Jest dużo racji w tym co napisałaś w poscie ale nie jest to wg mnie jedyna słuszna droga.

          • Nie dziwna, tylko analogiczna. Próbujesz uargumentować swoją tezę przykładem jednej osoby, co niczego nie udowadnia i nie wygląda poważnie w obliczu badań. Poza tym – zgadzam się. Jeśli komunikujesz się wyuczonymi zdaniami bez zrozumienia idei – nie wyjdzie.

          • Eli

            Zgadzam się w 100 % z Panią Beatą Kos. Nie ma co przesadzać z pochwałami – uważam osobiście, że chwalenie za zjedzenie obiadu, ubranie butów czy posprzątanie pokoju nie jest najlepszym pomysłem – warto jednak zauważyć ten fakt 😉
            Jednak nie podajmy ze skrajności w skrajność. Nasze dzieci czasem naprawdę czasem potrafią zrobić coś wyjątkowego i trzeba je za to pochwalić.
            Do tej pory mam przed sobą obrazki z mojego dzieciństwa kiedy udało mi się namalować wyjątkowo piękny rysunek albo w bardzo młodym wieku zrobić szalik na drutach – biegłam wtedy do mamy żeby się pochwalić, pamiętam to podniecenie, ten blask w oku i… słyszę „o zrobiłaś zielony szalik…” albo w ogóle nic … do tej pory pamiętam jak bardzo było mi przykro, że mama nie doceniła że przecież ten szalik jest taaaki cudowny…
            Tańczyłam za dziecka w zespole tanecznym, odnosiłam duże sukcesy za dziecka przy wychowaniu bez pochwał, bo byłam dobra, ale nie zrobiłam kariery w dorosłym życiu, ponieważ nigdy trak naprawdę nie uwierzyłam, że jestem wyjątkowa. Przecież niektóre dzieci w kółko słyszały to od swoich rodziców (czego byłam światkiem), a ja nigdy – moja mama pewnie wie najlepiej, najwidoczniej nie jestem aż taka dobra żeby mnie chwalić…
            Teraz mam grubo ponad 30 lat i bardzo dobry kontakt z mamą, ale z pewnością siebie ogromny problem.
            Zarówno ja, jak i mój mąż zgadzamy się z tym, że to właśnie my rodzice powinniśmy nauczyć swoje dzieci pewności siebie – co do metody oczywiście można się spierać, wzorować się na wywodach różnych mądrych ludzi i ich publikacjach, ale nie można ignorować własnych doświadczeń, które podpowiadają nam, że chwalenie (za wyjątkowe osiągnięcia i oczywiście z umiarem) jest czasem potrzebne.

      • Beata Kos

        Zrobiłam sobie listę książek w kwestii wychowania bez pochwał​. Zgłębić muszę to szerzej 😉 Nie jestem typem człowieka, który przeczyta raz na blogu i przyjmuję za pewniak. Jednak zaintrygowałaś mnie.

        • I bardzo dobrze, grunt to zgłębić temat, jeśli cię do tego zachęciłam, to jestem bardzo zadowolona 🙂

  • Marek Pleśniar

    Napisała Pani potrzebną rzecz – rodzice nie powinni ukrywać uczuć, powinni je okazywać.
    ====
    powiem więcej – powinni także okazywać gniew, gdy ich gniewa coś co robi dziecko
    po to wynaleziono nasze reakcje:-) By nimi sygnalizować innym co robią źle a co dobrze

  • Ewa Winnik

    ja sie nie zgodze tuaj z Pania, tz długo starałam się przekonac do tych wszystkich opinii na temat kar, nagród i pochwał, że nie powinno się powtarzac pewnych słów bo dzieci zaczynają wykonywac czynności nie dla siebie a dla rodziców, że bedą coś robić tylko po to by to usłyszec… naprawde, do metody bezwarunkowej miłosc tez próbowałam się przekonać, jednak niestety z doświadczenia widzę, że to wcale się nie sprawdza, że to wszystko tylko ładnie brzmi – nie mówmy dziecku że jesteśmy z niego dumne tylko zapytajmy czy jestes z siebie dumny? Pięknie wszystko brzmi, ksiązkowo na czasie, ale to się nie sprawdza, przynajmniej nie w każdej sytuacji, dzieci któee nie słyszą słowa pochwały, albo tego właśnie BRAWO są dziećmi wycofanymi, nie chcącymi się bawić z innymi dziećmi, idą własnymi drogami – nie mówię że to źle bo indywidualizm to piękna sprawa- ale nie potrafią współgrać w grupy kompletnie. Sa mniej aktywne i chętne do zabawy, są mniej energiczne i spotaniczne, bo ciągle myślą co powinny zrobić i jak się zachować…Dodatkowo pracuje jako trener pływania gdzie słowa brawo, dobrze, potrafisz, uda Ci sie, udało, jestes mistrzem- jest bardzo ale to bardzo ważne w procesie kształtowania umiejętności pływackich. pracujemy na programach, które zdobywają wiele nagród nie tylko w Polsce a jedną z metod to pochwały. Uwierzcie mi bądź nie, ale właśnie nawet na podstawie badań jak postawa trenera wpływa na umiejętności pływackie dziecka wykazały że bardzo! Dzieci pływające u trenera który je chwali, wspiera, motywuje odnosi duże lepsze wyniki niż dziecko które tych słów nie słyszy. Dzieci któe nie chcą nurkowac nie zanurkują jeśli nie usłyszą, uda Ci się, brawo jesteś coraz bliżej, oja ale Ci się udało. I nikt mi nie powie że w tym momencie powinno się powiedziec, „uważam że jak zamoczysz okulary to następne ćwiczenie będzie jeszcze ciekawsze, a jak uda zamoczyć Ci się całą głowę to popracujemy nad czymś innym”, albo „jesteś zadowolony z siebie? NIE, ja jako jego nauczyciel jestem zadowolona z jego pracy, dziecko po treningu oczekuje oceny, po co? by wiedziec jak się dziś spisało, by wiedziec nad czym popracować na następnych zajęciach. bez tych słów nie było by żadnych osobowości sportowych. Wiem że czasem to wszystko łądnie brzmi ale czasem te wszystkie nowe metody się po prostu nie sprawdzają, jak dziecko ma wiedziec co jest dobre a co złe skoro nie można mu nawet zwrócić uwagi. Nie mówię, że na każdym kroku mamy gratulowac dzieciom mówić że wszystko co robią jest ekstra. ale każdy z nas, nawet dorosły w pracy oczekuje czasem miłych słow od swojego pracodawcy, wsparcia, docenienia tego co robimy i tego samego chcą nasze dzieci. Nie chą ciągle słyszec” jak posprzątacie te klocki to będzie nam się fajniej pracowało- jasne fajnie, ale nie ciągle!!! My też czekamy na te miłe słowa i docenienie tego co robimy, tak samo jak te małe istotki.:)

    • Ze mną możesz się nie zgadzać, ale kiedy nie zgadzasz się z badaniami na ogromnej grupie ludzi, opierając swoje wywody o badaniach na sportowcach [ułożenie sportowca to nie wychowanie dziecka, sorry] to kiepsko wypada twoja argumentacja. Plus to, że u ciebie nie działa, nie znaczy, że w ogóle nie działa – przeczę temu ja na własnym przykładzie [moje dziecko nie jest wycofane] i przeczą temu komentarze ludzi, którym też wychodzi. Mogę uwierzyć za to, że u ciebie nie wychodzi, jesteś wbita w taką, a nie inną retorykę, ufam, że ciężko ci wyjść poza jej ramy.

      [Mój syn uczy się pływać bez „brawo” i „super” i idzie mu świetnie, o dziwo. Podobnie nauczył się czytać i liczyć, sam z siebie, bez zachęcania, ale podkreślam, że ja czuję tę komunikację, z twojego komentarza wynika, że kompletnie nie rozumiesz tej idei i tak, potrafię zrozumieć, czemu ci nie wyszło].

  • Niesamowicie mnie irytuje jak moja teściowa powtarza „you did a great job!”, „awesome, good job!” albo „oh, you’re awesome!” kiedy moja 7latka zje śniadanie/obiad/kolację… Zawsze łapię się za głowę.

  • Jarek Gawroński

    Trochę nie w temacie, ale samochód z Lego można zbudować, a nie ułożyć. Ułożyć można układankę lub mozaikę. Albo wzorek z klocków na płaskim. Konstrukcje przestrzenne takie, jak samochód, czy wieża się buduje. Jeżeli ktoś „ułożył wieżę”, to pewnie są to puzzle z obrazkiem wieży 🙂

  • Jeśli dziecko ciągle wykonuje zadania aby sprostać czyimś oczekiwaniom i dostać dobrą ocenę, nie ma czasu aby koncentrować się na tym co dla niego jest ważne.
    Jak tego nie wie, odbierana jest mu szansa na szczęśliwe życie. Jako dorosły człowiek też będzie starał się zadowolić innych, zamiast zagłębić się w to co jest najwazniejsze dla niego samego.

  • Macierzynstwo-raz!

    A ja stosuje obie zasady i chwalę i mówię tak jak Ty to opisałaś. My też czasami chcemy usłyszec pochwałe, więc dlaczego nie chwalić dziecko? 🙂 Oczywiście wszystko z umiarem 🙂

  • Mag Juk

    Ja nie ukrywam, że nie umiem powstrzymać się od chwalenia dziecka, bo autentycznie wiele rzeczy które robi mnie zachwyca i czuję dużą dumę i radość, no i wylewna jestem, cóż poradzić. Ale pamiętam, jak pierwszy raz zareagowałam na obrazek maluszka właśnie w ten sposób, że mówiłam to co widzę: dziecko mi rozbłysło, rozkwitło, uśmiech rozszerzył się dookoła głowy… co prawda z tej euforii i tak chciało to usłyszeć kilka razy pod rząd, ale danie właśnie tej uwagi i chwili swojego czasu, jest nieporównywalnie cenniejsze niż zwykłe „super” i maluszki w mig to wyczuwają.

  • Dziękuję za ten tekst. Jest bardzo pomocny i przypomina, że dorośli i dzieci to tacy sami ludzie. Więc można spokojnie ich traktować podobnie. Skoro w korporacjach tłucze się na temat konstruktywnego „feedbacku” od lat, to dlaczego by dzieciom mówić co innego? Jestem na tak.

  • Anna Akswocheicu

    Chciałam przeczytać tekst, ale sorry, tej dużej czcionki w kolumnie nie da się czytać. Żeby to chociaż wiersz był ;p

    • Czyli wcale nie chciałaś, skoro starczyło ci sił na napisanie komentarza a na czcionkę już nie 😀 Wystarczy zapytać, czy to błąd, czy specjalnie. Akurat błąd, po zmianie szablonu kilka dni temu wyskoczył taki kwiatek. Już naprawione.

  • Julia

    Świetny tekst. Muszę się teraz zastanowić jak metoda moich rodziców wpłynęła na mnie, bo mam ogromny problem z motywacją. Mnie nikt nie chwalił za coś, co zrobiłam dobrze, to był standard (byłam naprawdę grzecznym dzieckiem, z dobrymi wynikami w nauce itd.). Za to kiedy była choć najmniejsza okazja do skrytykowania, to nie dało się tego uniknąć. Nawet jak na wywiadówce pani powiedziała, że klasa ostatnio się źle zachowuje, choć mnie ta uwaga nie dotyczyła, to w domu dostawałam za to lanie. Całe życie rzeczywiście przejechałam na udawaniu że wszystko jest ok, miałam potrzebę, aby przynajmniej formalnie mieć dobre oceny, poprawne stosunki z ludźmi i tak dalej – ale w głębi duszy był to zawsze ogromny wysiłek, nigdy nie doświadczałam satysfakcji, przypłaciłam to 7 latami ciężkiej depresji. Choć ona odeszła, to nadal nic mi nie sprawia tak naprawdę przyjemności. Myślę, że gdyby rodzice byli świadomi tego, co napisałaś w artykule, osiągnęłabym naprawdę duży sukces w życiu (chodzi mi o to wewnętrzne poczucie, nie obiektywną miarę). Teraz mogę powiedzieć, że mam wiele pasji, że w swojej branży wybijam się wszechstronnością, że sobie radzę, że buduję wspaniały wieloletni związek oparty na szacunku i zrozumieniu, zarabiam dużo pieniędzy- ale większość z tych rzeczy jest mi po prostu obojętna, z dodatkiem bólu świadomości tego. Na szczęście przynajmniej relacja z mężem, miłość, jest dla mnie wartościowa, ale też jest raczej „przystanią” niż motywacją. Czymś, co jest standardem. A wiem, ze nie jest, tak trudno jednak być wdzięcznym będąc aż tak zmęczonym.
    Bardzo się cieszę, że czasy od kilku pokoleń się zmieniają w takim stopniu, że ludzie zaczynają zwracać uwagę na takie rzeczy. Uważam za istotne to, aby przekazywać swoją wiedzę dalej. W dorosłości obudziłam się spostrzegając, że muszę zapracować i nauczyć się wszystkich podstaw życia, że niczego nie dostałam od poprzednich pokoleń, które żyły tyle tysięcy lat, wszystko jak krew w piach. Zero wiedzy o relacjach, o poczuciu własnej wartości, o samoświadomości, o realnej duchowości bez dysonansu poznawczego, o swoim ciele, dietetyce, seksualności, a wolałabym to otrzymać w dzieciństwie i skupić się na rozwijaniu zewnętrznych dyscyplin. Internet to ogromny skarb, dziękuję że dokładasz w nim wartościową cegiełkę.

  • Aleksandra R

    Bardzo dobry tekst, otwiera oczy. Dziękuję.

  • Edek Kowalczuk

    5.Dziękuję za tekst naprawdę bardzo pomocny