Matka Tylko Jedna

March 27, 2017 at 4:29 pm

Blogowe konferencje – czy warto na nie jeździć i co się na nich dzieje?

Blogowe konferencje – czy warto na nie jeździć i co się na nich dzieje?

Konferencje blogowe. Ciekawe zjawisko. Blogerzy z całej Polski spotykają się w jednym miejscu, żeby porozmawiać o trendach, możliwościach, sprawdzonych sposobach i żeby się czegoś nowego dowiedzieć, poznać ludzi, których zazwyczaj widzą wyłącznie przez pryzmat ekranu. Pamiętam swoją pierwszą konferencję, na którą pojechałam z wątpliwościami, a wróciłam nabuzowana od nowych pomysłów i przemyśleń. To taki brainsztorm, którego trudno sobie raz czy dwa razy w roku odmówić.

      DSC_0186

Z DZIEĆMI CZY BEZ DZIECI?

 

Na prawie każdej konferencji, na której się pojawiam, pojawiam się bez dzieci. „Na prawie”, bo w zeszłym roku na See Blogers byłam z trzymiesięcznym Adaśkiem – wiadomo, że takiego maluszka nie zostawię na cały weekend samego. Czemu zazwyczaj bez dzieci? Bo zależy mi, żeby z takiego wyjazdu wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Nie po to pakuję się do samochodu, przemierzam pół Polski i siedzę w sali pełnej ludzi, których podziwiam, żeby ostatecznie swoją uwagę skupiać na tym, czy moim dzieciom nie dzieje się krzywda, czy one nie robią komuś krzywdy i czy zaczną lub przestaną wreszcie marudzić. Po konferencji, na której byłam z Adaśkiem [i na którą jechaliśmy jakieś sześć godzin zamiast czterech, bo dziecko], postanowiliśmy z Chłopem, że jeśli nie uda nam się oddać komuś dzieci na czas wyjazdu, to za nic w świecie z nimi nigdzie nie pojedziemy. To nie ma w sobie wspólnego interesu – dzieci się nudzą i chcą naszej uwagi, my się wściekamy, bo chcemy uważnie słuchać innych. Wszak przyjechaliśmy się czegoś dowiedzieć, a nie na wakacje.

 

ALE JEDNAK TO WAKACJE

 

No trochę tak. Każdy wyjazd bez dzieci to wakacje i kiedy budzimy się rano w hotelowym łóżku i dochodzi do nas, że możemy bez problemu wziąć prysznic i zjeść śniadanie w spokoju, to nawet gdybyśmy byli w Przasnyszu [pozdrawiam Przasnysz!], czulibyśmy się jak na Balearach.   Tym razem na Blog Conference Poznań zatrzymałam się w hotelu Andersia. Kiedy weszliśmy do środka, przeraziliśmy się tym wielkim oknem, bo byłam przekonana, że Kosma je rozbije i wypadnie. Potrzebowaliśmy chwili, żeby sobie uzmysłowić, że Kosmy z nami nie ma, a okno będzie nam służyć wyłącznie do podziwiania widoku. Hotele są dla rodziców takim dziwnym miejscem, w którym uzmysławiamy sobie, jak moglibyśmy mieszkać, gdybyśmy nie mieli dzieci. Przeszklona łazienka w przy czterolatku? O matko, zbankrutowałabym na płyn do mycia szyb 😀   Swoją drogą, konferencja odbywała się dokładnie w tym budynku Starego Browaru, który widzieliśmy z okna. Wstawałam sobie, włączałam jakiś program na kompie i pozbywałam się mleka, patrząc na poznańskie ulice. Potem prysznic, śniadanie, próba odpisania na przynajmniej część wiadomości… A o 10 wystarczyło przejść na ulicę, żeby już być na konferencji.

DSC_0112

 

DSC_0107

 

DSC_0099

 

DSC_0094

 

DSC_0091  

WIEDZA

 

Po to się głównie tu jedzie. Jak już wspominałam, zawsze z takich konferencji wracam z głową buzującą pomysłami, a czasem trochę zła, że nie dysponuję wszystkimi narzędziami, które pomogłyby zrealizować to wszystko, na co wpadłam podczas rozmów i prelekcji. Zawsze też po każdej konferencji na bogu, blogu coś się zmienia albo przynajmniej ja robię to, co robię, z większą pewnością siebie, jeśli akurat upewniłam się w swoim zdaniu.   Nie ukrywam, że zawsze wartościowe były dla mnie prelekcje. Wydawało mi się niesamowite, że żywy człowiek, którego do tej pory czytałam, mówi do mnie ze sceny i śmiejcie się ze mnie lub nie, ale tak – do mnie mówi, tylko do mnie 🙂 W tym roku na Blog Conference Poznań dominowały doświadczenia związane z prowadzeniem własnych projektów. Coś, co już sama przetestowałam [współpraca związana z umeblowaniem naszego pokoju dziennego wyszła właśnie z mojej inicjatywy]. Tym razem postanowiłam wreszcie zapisać się na warsztaty. Raz kozie śmierć. Nie wiesz, czym jest rzecz, jeśli jej obejrzysz z bliska i nie zbadasz na własną rękę.

 

A tak naprawdę chciałam zobaczyć na żywo tę sztuczkę, co pokazuje w reklamie Pampers. Wiecie, tę z wlewaniem niebieskiej wody do pieluszki. To niebieska woda była najbardziej intrygującą rzeczą, która porywała moje myśli, kiedy byłam dzieckiem. Teraz już wiem, że to zwykły barwnik, wtedy moja wyobraźnia podsuwała mi różne obrazy ludzi sikających na niebiesko. Zobaczenie na żywo tego, co do tej pory oglądałam od dziecka w reklamach, było, nie powiem, ciekawe. Aż wstrzymywałam oddech, kiedy pani Mariola wlała ten płyn do dwóch pieluszek, żeby pokazać, jak całkiem nowy system wchłaniania w pieluszkach Pampers zgarnie całą wodę. Czy na pewno wchłonie? Czy ta chusteczka na pewno będzie tak sucha jak w telewizji?

 

No i wchłonęła! Faktycznie, chusteczka po lewej miała tylko delikatne kropeczki [a naprawdę była mocno przyciskana], druga była mocno zroszona. To efekt nowych kanalików absorbujących płyny i tę nową technologię miałyśmy na własne oczy zobaczyć. Hasłem kampanii promującej nowe rozwiązanie w pieluszkach Pampers jest „Gdzie się podziało siusiu?”.  Obrazuje ją filmik, który już pewnie pokazują w tv – wiadomo, że słodki, bo wszystkie filmy z bobasami są słodkie 🙂

 

DSC_0127

 

DSC_0132

 

DSC_0131

 

DSC_0136

 

DSC_0139

 

DSC_0147

 

DSC_0143

 

Bardzo też byłam zadowolona, że nie zaspałam na warsztaty pisarskie z Agnieszką Durską, matką Godzilli. Ja niedługo będę prowadzić podobną prelekcję, więc byłam ciekawa, co powie koleżanka po fachu i szczerze mówiąc, wyszłam trochę przerażona zawieszoną poprzeczką. Nie powiem, że moja prelekcja będzie lepsza, chciałabym, żeby była tak samo dobra.   A mnie samą poproszono o udział w panelu dyskusyjnym o tym, w jaki sposób poruszać trudne tematy. Rozmawiałam z Arturem Jabłońskim, a ze mną byli Agnieszka Kaługa, Konrad Kruczkowski i Monika Urban.

 

Naszą rozmowę można obejrzeć tutaj [jeśli wam się nie ładuje, to za jakiś czas będzie tutaj], więc co ja będę zanudzać szczegółami. Bardzo chciałam podkreślić i myślę, że moi rozmówcy również, że pisząc tekst, poruszający ciężki temat, my, autorzy, powinniśmy zachować stosowny dystans. Nie da się napisać dobrego tekstu, będąc w silnych emocjach. Fajnie, jeśli faktycznie coś wcześniej przeżyliśmy, to bardzo pomaga, ale w procesie pisania w nas samych tych emocji nie powinno być dużo. I cieszę się bardzo, że Agnieszka wypomniała patos w większości tekstów poruszających jakiś problem. To chyba największa zguba początkujących pisarzy [moja również, spokojnie, nie denerwuj się, no!]. Górnolotne wyrażenia, tysiące wykrzykników, uśmieszki [moja wada], zdrobnienia i wszystkie takie zabiegi rodem z romantycznych książek mające podkreślić, że to, co mówimy, jest niesamowicie ważne, a u oczytanego człowieka wywołują chyba jedynie uśmiech. Poruszając wątek patosu, chciałam jeszcze dodać o popularnym ostatnio trendzie wrzucania orzeczenia na sam koniec zdania… ale to chyba sobie zostawię na inny moment.

 

 

DSC_0156

 

DSC_0160

 

 

Knajpa, w której jedliśmy [Weranda w Starym Browarze bodajże] miała wielkiego pecha, bo w przerwach osaczali ją blogerzy i kuchnia trochę nie wyrabiała. Na jakiś tam obiad czekaliśmy prawie godzinę, a my z Chłopem to już w ogóle na samym końcu dostaliśmy. Ale mieli też szczęście w nieszczęściu, bo byliśmy taką ekipą:

 

 

I jakoś nam się nie nudziło. Swoją drogą te soki na zdjęciach strasznie słodkie i fajnie, bo można je było sobie rozcieńczyć wodą i było więcej 🙂

 

 

DSC_0174

 

 

Odniosłam wrażenie, że Poznań to miasto centrów handlowych. Nawet w Warszawie tak po oczach nie biją, a jeżdżąc, czy to taksówką, czy to naszym samochodem, wszędzie się na nie natykaliśmy [pomijam Stary Browar, ale przy wjeździe budują chyba największe centrum handlowe w Europie! Inwestor pewnie ma nadzieję na okruchy z 500+…]. Ale i bez centrów – Poznań to przepiękne miejsce! Jedna z czytelniczek napisała mi, że ma go dość – nie wiem, nie mieszkam tutaj, ale na pierwszy rzut oka praktycznie osaczyła mnie jego uroda i wszędobylska zieleń. Tu skwerek, tam skwerek, gdzieś tam znowu krzaki – pięknie! A to, co się działo w nocy nad Wartą, to ja do jakiejś książki wezmę. Spóźniliśmy się trochę na pierwszy wieczór przed konferencją, bo staliśmy i patrzyliśmy na to, co się tam działo. Ogniska, masa ludzi, wrzaski, piski, muzyka, jeden drugiego chce zabić, ale za chwilę, tylko zwymiotuję, mający być zabitym, dzielnie podtrzymuje głowę mordercy, dziewczyny tańczą w sukienkach w świetle latarni. Nic tylko zapisywać.

 

 

DSC_0201   DSC_0203

 

 

Jakiś czas temu dość żywo rozmawiałam z czytelniczkami na temat Jeżycjady Musierowicz. Większość z nas była „fankami” serii, choć z ulgą przyjęłam głosy, że końcowe części to jednak lekkie szaleństwo. Tu podzielam trochę zdanie Zwierza Popkulturalnego, a nawet powiem, że jej zdanie o ostatnich częściach skutecznie mnie do czytania o Borejkach zniechęciło. Ale to jednak książki, na których się wychowałam, nie byłabym więc sobą, gdybym w drodze do domu nie zatrzymała się przy słynnej kamienicy z wieżyczką…

 

DSC_0204

 

Tak, zawsze oglądam swoje buty, kiedy pozuję.

 

DSC_0207

 

DSC_0209

 

DSC_0210

 

DSC_0215

 

Po co się jeździ na takie konferencje? W moim wypadku – żeby uporządkować myśli, wrócić na właściwy tor, upewnić się w przekonaniach i tym, że to, co robisz, robisz dobrze. I przy okazji mogę spędzić czas z ludźmi, których na co dzień widzieć mogę jedynie przez ekran komputera: Magda, Elwira, Hania, Kasia, Lena, Marta, Ilona, chwilę widziałam się z Magdą, która podarowała mi obiecaną koniczynkę [jeszcze mam!] i Agatą, i Malwiną, i znów Magdą, Anią, Justyną i Agnieszką… Nie dam rady więcej. Ale każdą rozmowę wspominam miło i odświeżająco po tygodniach w środku lasu.

 

Czytelnikom nie-blogerom już nie truję, to nie jest pewnie porywający was temat, czytelnikom blogerom lub początkującym blogerom mogę taki wyjazd na konferencję polecić jako obowiązkowy. Szczególnie piszę tu do tych parentingowych – fajny urlop od dzieci 🙂

 

 

 

Podróże # , , ,
Podziel sie:     / / /
  • Świetnie było przez chwilę porozmawiać :). Ja zawsze po takich konferencjach żałuję, że czasu na rozmowy było za mało i nie udało się spotkać ze wszystkimi. Ale jest chociaż powód by jechać na kolejną konferencję 🙂

  • Jakoś przez ostatnich kilka lat omijają mnie takie imprezy. Żałuję choć z drugiej strony obawiam się, że jakbym tam pojechała to nie umiałabym się tam odnaleźć bez jakiejś blogowej koleżanki u boku. Te wszystkie przyjacielsko-blogerskie kręgi mocno mnie onieśmielają 🙂

    • Magdalena Wierzba Ogiela

      hej! Ja pojechałam w ciemno i bez nikogo znajomego. Takie wyzwanie. Gdybym była krasnoludkiem z bajki o Królewnie Śnieżce, miałabym na imię Nieśmiałek 😉 Poważnie. Przyjeżdżaj. Ja dałam radę, posłuchałam ciekawych ludzi i nawet odważyłam się podejść do Matki tylko jednej… I wiesz co? Bardzo fajna z niej babka 🙂 Dałabyś radę, mówię Ci, zaryzykuj! Zawsze możesz na początek znaleźć mnie – i pogadać, a potem samo pójdzie 🙂
      Pozdrawiam!

  • Haha, pamiętam ze szczenięcych lat tę intrygującą niebieską wodę wsiąkającą w pampki… i podpaski always! 🙂
    Czy ta kamienica to słynne Roosevelta 5? Też wychowałam się na „Jeżycjadzie” (choć mój ulubiony tom to „Szósta klepka”, a nie Borejkowie). Zgadzam się, że nowe części to już nie to co kiedyś – z ich stron wylewa się gorycz i brak wiary w ludzi.

    Po tegorocznym Blogotoku w Kielcach mam podobne zdanie jak Ty w kwestii „z dziećmi czy bez dzieci?”. A że moja Irenka ma dopiero 4 miesiące, odwołałam przyjazd na BCP 🙁 Na See Bloggers nawet się nie zgłosiłam. Bardzo żałuję, ale mam nadzieję, że nadrobię w przyszłym roku, o!

    • Katarzyna Zubkowicz

      Pani córa również nazywa się Irena? Co za przypadek… Moja 9-miesięczna również. Piękne, a rzadko spotykane imię:) pozdrawiam!

      • Owszem 🙂 Irka dostała imię po mojej ukochanej ś.p. babci – super kobitce, która kroczyła przez życie z wielkim powerem i robiła niesamowite rzeczy. Mam nadzieję, że mojej córce to imię będzie dobrze służyło i w przyszłości będzie potrafiła w podobny sposób wycisnąć z życia ile się da.

        • Katarzyna Zubkowicz

          Racja. Moje wszystkie Ireny to dziś panie dużo starsze, ale takie z klasą. To moje nauczycielki, ciocie, sąsiadki. I racja, coś te kobiety mają w sobie. Pozdrawiam ciepło:) Jest Pani chyba pierwszą ‚znaną’ mi mamą małej Ireny:) Miło mi bardzo!

  • fajnie zawsze marzyłam by być na takiej konferencji ale jakoś nigdy się nie odważyłam…

  • Magdalena Wierzba Ogiela

    Miło było Cię zobaczyć i usłyszeć na żywo, to nadal inaczej niż na filmie 😉 Patent na koniczyny mam jeden – wkładam je pomiędzy dwie warstwy przezroczystej taśmy klejącej (taka swoista laminacja) wtedy się nie kruszą. Może następnym razem pójdziemy na kawę i wykrztuszę z siebie więcej? 😉
    To mój pierwszy taki wyjazd, mam nadzieję, że będzie ich więcej, bo, kurczę, fajnie było!
    Dzięki <3

  • bubulinka.pl

    Buziaki Asia! To, że spotkałyśmy się po raz pierwszy może być tylko dobrym znakiem! Że nie ostatnim w sensie 😉 Do zobaczenia na SeeBloggers <3

Facebook
Archiwa