Matka Tylko Jedna

February 23, 2017 at 8:50 pm

Co nie podoba mi się w parkach dzikich zwierząt, czyli kilka słów o mazurskim safari

Co nie podoba mi się w parkach dzikich zwierząt, czyli kilka słów o mazurskim safari

Wiesz, nasi goście pojechali do takiej miejscowości Okrągłe i tam byli na safari ze zwierzętami i podobno było lepiej niż w Kadzidłowie – opowiadała mi rozentuzjazmowana mama.  – Fajnie by tam było wziąć dzieciaki! Nie podzielałam emocji mojej mamy, bo dzikie mazurskie zwierzęta żyją nam pod oknem, ale że akurat znajoma też się tam wybierała z rodziną, to się podczepiliśmy, żeby na własne oczy przekonać się, czy peany oraz ochy są uzasadnione.

 

 

Na wspomnienie samej podróży przechodzą mnie ciarki po plecach, bośmy krążyli ponad godzinę, szukając miejsca docelowego.  W pewnym momencie nawet pomyślałam, że to miejsce naprawdę musi być ekskluzywne, skoro nie prowadzi doń żaden drogowskaz, żadna tablica informująca. Dopiero później zobaczyliśmy wysoką bramę, na której szczycie malutkimi literkami napisano „Pensjonat Sielanka”, ale w wichurze piachu i słońca naprawdę trudno było to dojrzeć. No i krążyliśmy, krążyliśmy, krążyliśmy, Kosma już myślał, że sarenki widziane z okna, to właśnie to safari i że już wracamy do domu, a Adaś w tym wszystkim zasnął. Zobaczcie, bo aż w filmik tę naszą podróż złożyłam:

 

 

 

Co nie podoba mi się w parkach dzikich zwierząt?

 

Nie napisałam tego w tekście o Kadzidłowie [naszą wycieczkę podzieliłam na dwie części i możecie ją zobaczyć  tu i tu], ale powinnam teraz o tym wspomnieć. Otóż dla mnie to… wyrzucanie pieniędzy. Mieszkam w środku lasu i jelenie  w czasie rykowiska podchodzą mi pod same okna, strzelając kupami w rabaty. Dziś, wracając z obiadu na mieście, minęliśmy stado łań z cielaczkami, a sto metrów dalej mignęła nam sarenka. Kiedyś regularnie odwiedzał nas ryś, a dwa lata temu, gdy Chłop odwoził mnie na jakiś autobus, jechaliśmy tuż za uparcie biegnącym po drodze wilkiem. Od wiosny budzą nas żurawie, bociany wyjadają myszy z naszego pola, lis i jenot wyżerają nasze resztki jedzenia, a pod dachem uparcie gniazduje ptactwo. Fakt, że parki dzikich zwierząt pozwalają na trochę więcej niż patrzenie, zwierzę można pogłaskać, nakarmić, napawać się zapachem mokrej sierści i odganiać muchy z grzbietu, niemniej jednak rzadko kiedy dzielimy euforię „o raju, zwierzęta!” z innymi współtowarzyszami takich wypraw. A często jeszcze poprawiamy młodych przewodników, którym zdarza się czasem palnąć głupotę 🙂 Jesteśmy okropnymi bywalcami takich miejsc, wiemy o tym. Dlatego rzadko tam bywamy, a Okrągłe było takim miejscem pierwszym od dwóch lat.

 

Nie, nie mam nic przeciwko trzymaniu zwierząt „na uwięzi”, nie jestem z tych ratowników zwierząt, którzy oburzają się na zwierzęcą niewolę. Kadzidłowo wypuszcza swoje rysie na wolność i pomogło wielu chorym zwierzętom, w Okrągłym zaś jest tyle przestrzeni, że raczej nikt tam nie cierpi katuszy, a zwierzęta żyją w błogiej symbiozie, zabezpieczone siatami od drapieżników.

 

Kilka słów o samym obiekcie

 

To miejsce ma taki potencjał! To jedno z pierwszych takich ośrodków, gdzie właściciele gwarantują rozrywki nie tylko na letnie miesiące, ale też zimowe. Wybudowali własny stok narciarski z orczykami, mają banię i saunę, jest jezioro na łyżwy i dzieci pewnie mają pyszną saneczkową zabawę na górce przed pensjonacikiem. To miejsce ma tak ogromne możliwości, że aż mi się piąstki z zazdrości zaciskały…

 

 

 

Mazurskie safari – czemu było mi źle?

 

Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne i zaskoczyłam się ogromem terenu – olbrzymia połać ziemi nad samym jeziorem, uroczy basenik na stoku do jeziora i przepięknie przeszklona sala jadalna, z okien której rozciągał się widok na jezioro… Obok sauna i bania… Cudnie. Moje marzenie – posiadać kiedyś taki skrawek ziemi, żeby móc sobie wszystko w podobny sposób zagospodarować. Czemu „w podobny”? Bo Pensjonat Sielanka [choć nie powinnam o nim pisać, bo pokoi nie oglądałam, ale safari znajdziecie pod szyldem penjsonaciku właśnie] boryka się z jednym głównym problemem [to moja diagnoza] – brakiem ludzi do pracy.

I było to widać w postaci niezagospodarowanego, pełnego wyrw stoku do jeziora, plac zabaw to jedna wielka porażka i totalny misz masz [zabawki pod trampolinami, zepsuta huśtawka dla maluszków, spruty dmuchany zamek dogorywający na trawie i ogólny misz masz z przeładowaniem]. Dla pierwszego lepszego gościa, który zobaczyłby plac [a widziałam kilka kartek, że plac jest płatny], widok ten byłby przerażający. I zapewne przeszłaby mu przez głowę myśl o niechlujstwie. Ja jednak widziałam tam po prostu brak ludzi do pracy – problem typowy dla Mazur, pogłębiony przez 500+. Nasz pan do pomocy, który miał pomóc nam w obejściu, już drugi tydzień do nas idzie, a dojść nie może, bo po drodze ktoś go zawsze na piweczko zatrzymuje. I klatki dla królików nie zrobione, paliki na wybieg dla kur nieobleczone siatką, płot niedokończony.

 

 

I czemu zajadałam smutki?

 

I patrząc się na ten sam problem w Okrągłym, było mi smutno. Bo to miejsce ma ogromny potencjał, któremu brakuje kilku rąk do pracy dbających o zejście do jeziora, ogarnięcie placu  zabaw, naprawiających klepki w sali jadalnej i dbających o porządek, choć widać, że właściciele robią, co w ich mocy i się starają. Brudno nie było. Tylko brakowało mi spójności jakiejś i… ludzi. Nie tylko do pracy – kurde, byliśmy podczas długiego weekendu, a na sali, gdzie jedliśmy zajęte były może ze dwa stoły. A jedzenie wcale nie było złe – było świeże, domowe, dobrze przyprawione, smaczne. Może to nie restauracja z czterema gwiazdkami, ale jeśli po godzinnej przejażdżce można zjeść blisko smaczny, domowy obiad, to czemu nie? Może forma zamawiania – w recepcji, nie wszystkim się podobała? Mi nie przeszkadzała, zaryzykowałam – zjedliśmy pyszną pomidorówkę, kartacze, pierogi z jagodami i okonia, który mimo że zrobiony po warszawsku [w panierce z jajkiem! Skandal!], to jednak smakował świeżością, a nie mrożonką.

 

Samo safarii – czy warto?

 

 

Okrągłe od Kadzidłowa różni to, że w Kadzidłowie się chodzi, a w Okrągłym jeździ. Nam [ja, Chłop i Kosmyk, który nie mógł usiedzieć] o wiele bardziej podoba się chodzenie. Forma safarii jest fajna dla takiego grzydla jak Adaś, który nie ujdzie sam 100 metrów i po chwili trzeba go nosić. Ale Adaś był chyba jedynym maluszkiem na wycieczce. Dominowali starsi.

 

Ale staram się wyrzucić z głowy swoje codzienne kontakty ze zwierzętami i spróbuję spojrzeć obiektywnie: dla przeciętnego zjadacza chleba to naprawdę ciekawa sprawa. Przejechać się bryczką doczepioną do traktora i oglądać zwierzynę w prawie naturalnym [bo ogrodzonym] środowisku. Spojrzeć z bliska na jelenia, popatrzeć na dziki, dotknąć daniela [mi nigdy nie było dane], nakarmić kozy, pooddychać krowim wyziewem. Z dziećmi, które są za małe na przejście Kadzidłowa – wymarzone miejsce na pierwsze tego typu wrażenia. Jeśli pogoda nie dopisuje – również, bo bryczki mają daszki, więc nikt nie zmoknie [aż tak bardzo, bo może zacinać].

 

Kadzidłowo czy Okrągłe?

 

W moim rankingu wciąż na pierwszym miejscu jest Kadzidłowo. Głównie z racji bardziej różnorodnej liczby zwierząt. Ale już jedzenia w Kadzidłowie nie polecę tak miło jak jedzenia w Okrągłym. W pensjonaciku Sielanka jest o wiele więcej miejsca, o wiele ładniejszy widok, o wiele smaczniejsze jedzenie i pani obsługująca [jedna!] żadnej łaski nam nie robiła.

I mimo mieszanych uczuć, których podstawy nieco uzasadniłam, jestem pod ogromnym wrażeniem tego całego projektu. To naprawdę jedno z pierwszych miejsc na Mazurach, gdzie właściciele realnie przeciwstawili się sezonowości Mazur wychodząc z konkretną i bogatą ofertą. Może to jeszcze nie hula tak gładko jak hotelowe machiny, może to nie wszystko jest tak wymuskane jak mikołajskie pencjonaciki. Może nie wszystko trybi w tej machinie, ale czuję ogromny szacunek do ludzi, którzy realizują swoje marzenia i plany i przeciwstawiają się realnym problemom, które znam i wiem, jak potrafią podciąć skrzydła.

 

Polecam serdecznie – za pasję, za chęci i za ogromną miłość do zwierząt. Przyjedziemy tam zimą nauczyć Kosmyka jeździć na nartach!

 

 

Mazurskie Safari w miejscowości Okrągłe:

 

Plusy:                                                                              Minusy:

– ciekawa forma                                                                – misz masz i chaos estetyczny

– dobre jedzenie [z kącikiem dla dzieci]                        – kiepski plac zabaw na dworze

– możliwość pogłaskania zwierząt                                  – trudny dojazd

– dobra organizacja

– piękne miejsce

– czynne cały rok

 

 

Ocena w moim prywatnym rankingu: 4/5

 

 

DSC_0562

mazurskie safari

Taką banię sobie kiedyś zrobię :)

DSC_0570

DSC_0517

DSC_0532

O tym myślałam, pisząc o miszmaszu. Z jednej strony jezioro i piękna drewniana sala jadalna, z drugiej – ciemna recepcja z niedźwiedziem kompletnie nie mazurskim i alkoholową grotą o.O

 

mazurskie safari

Ale taki basenik to też sobie zrobię :)

mazurskie safari

Adasio oszalał na punkcie szczeniaczka :)

 

DSC_0552

Kącik dla dzieci – niczego sobie.

DSC_0763

DSC_0578

DSC_0613

DSC_0652

DSC_0656

DSC_0669

DSC_0700

DSC_0725

DSC_0740

DSC_0614

mazurskie safari

Nie wiem, co mnie bardziej podnieciło – jeleń, czy fakt, że ten chłopak nęcił go nas i rozmawiał jednocześnie przez telefon :)

DSC_0729

DSC_0593

DSC_0705

DSC_0688

DSC_0680

DSC_0664

 

 

Strona obiektu: tutaj.

 

Podróże # , , ,
Podziel sie:     / / /
  • http://ronja.pl/ Renia Hanolajnen | Ronja

    Dzięki za polecenie i szczerą opinię 🙂 Kadzidłowo zaliczyliśmy rok temu, więc przymknę oko na minusy i w tym roku odwiedzimy Okrągłe.

Instagram
Facebook
Archiwa