Drugi list do chłopa

Chłopie mój, co tym razem siedzisz w przemokniętym namiocie niedaleko Drawska, piszę do Ciebie, ponieważ przeniosłam się w czasie i mam ogromną nadzieję, że w trakcie czytania tego tekstu, przypomnisz sobie tę starą i znajomą nam obojgu piosenkę…

 

 

Byłam w tym mieście, gdzie wszystko się zaczęło i skończyło. Chodziłam po ulicach, parkach i galeriach miasta. Miasta największych sukcesów i najgorszych porażek. Odwiedziłam miejsca nasze i nie nasze. Chodziłam niedaleko kina, w którym obejrzeliśmy nasz pierwszy wspólny film i byłam niedaleko tego kina, do którego później się ograniczaliśmy. Widziałam blok, w którym kiedyś mieszkaliśmy. Jak my mieszkać tam mogliśmy…

Pamiętasz, jak jeszcze nie było Kosmyka? Jak w każdą niedzielę chodziliśmy do kościoła w łóżku? Przyjmowałam chleb twój jako śniadanie i wcale mi te grzanki nie smakowały. Zawsze za dużo pieprzyłeś. Zawsze zresztą było nas u nas za dużo. Odbijaliśmy się od ścian, żeby spotkać się na sobie, ale sobie nie robiliśmy nic – oprócz kochania i krzywdy.

Chodziliśmy spać, choć jeszcze nawet nie wstaliśmy z łóżka, wściekli, że ranek przyjdzie za szybko i nie będzie już można zagrać razem w kulki. Laptopy nasze grzały nam kolana, a koty leniwie rozpłaszczały się w nogach. Wtedy nie było nas nawet trochę. Wtedy byliśmy dopiero początkiem.

Pamiętasz? Non stop leciało „Roads” Portishead, a my myśleliśmy, że to nie nasza wojna, to nie my marzniemy. Ale zmarzłam, jak wracaliśmy wtedy z Placu Grunwaldzkiego, a dla ciebie to była chyba najdłuższa trasa w życiu.

I tam też ostatnio byłam. Szukałam aparatu, co go zgubiliśmy cztery lata temu. Pewnie go już mech obrósł razem z tymi naszymi pierwszymi wspólnymi zdjęciami, co w nim zostały… To przez ten mech, nie przez alkohol, niewiele pamiętamy z tego wyjazdu, wiesz? To przez ten zgubiony aparat nie pamiętam, co wtedy powiedziałam i kiedy mnie po raz pierwszy objąłeś. To cholerne morze buczało, to wiem, buczało i buczało. Zbuczało nam spotkanie i wszystko popsuło. Albo popchnęło. Do tego też nie dojdziemy. A oni nie chcieli iść z nami do wesołego miasteczka i umierali na piasku.

Chociaż, gdyby się przypatrzeć, oni umierali dla nas. Wszyscy. Ten zablokowany i potłuczony Muranów również. I ten gołąb rozszarpany, nad którym pół godziny płakałam. I ta pani, co leżała na klatce w przeddzień Wigilii. Dobrze, że była tylko pijana. Ale ona też umierała po to, żebyśmy i my mogli razem umrzeć. I, pamiętasz, że nie obejrzeliśmy się za siebie, kiedy cała ciężarówka była już spakowana? Żegnaliśmy się tylko ze sobą oraz z tym, który już teraz będzie pamiętał każdą naszą śmierć. Wtedy pożegnaliśmy się także z Portishead.

A tak w ogóle, to chciałam ci powiedzieć, korzystając z tego, że pewnie już zasnąłeś podczas czytania mych wynurzeń – masz zdecydowanie za niską pensję. Nie dość, że wszystko przepuściłam w Warszawie, to jeszcze musiałam się u rodziców zapożyczyć! Widzisz, ile kosztują wspomnienia?

[Jeśli macie ochotę zapoznać się z całą naszą miłosną korespondencją – zapraszam na „Pierwszy list do chłopa” i „Trzeci list do chłopa”].

 

  • Piękne wspomnienia!

  • No wiesz co, Matko? Czyta się ten tekst jak najlepsze powieści z serii "Archipelagi" wydawnictwa WAB.

  • Potwierdzam, Matko- dobrze się Ciebie czyta!

  • Cudnie napisane…

  • Weź ,proszę Cię, książke wydaj ,bo Ci nie popuszczę wręcz ! <br />Myslałam,że czytam część jakiegoś dzieła literackiego…<br />A przesłanie myślę,że dosadne i powinno trafić tam gdzie ma (do serca i rozumu).

  • Anonymous

    No,cudnie się czyta 🙂 Aż szkoda,że to tylko post,a nie powieść…

  • Anonymous

    O! to Twój Chłop koczuje gdzieś w lesie niedaleko mnie:-) bo ja do Drawska mam niedaleko! <br />Monika

  • Powalil mnie ten list. Pieknie napisane!

  • Cudnie – właściwie, to niech ten chłop nie wraca tak szybko – i mówię to czysto egoistycznie – pisz:))

  • Anonymous

    Pięknie-zgadzam się wydaj książkę w oparciu o blog bo piszesz cudownie 😉 w wielu tekstach odnajduję cząstkę swoich uczuć.Jestem z tobą od niedawna,ale zawładnęłaś mną całkowicie 😉 <br />pozdrawiam m.z.