Podobno wysysają oddech dzieciom i nałogowo zagryzają noworodki. Zarażają toksoplazmozą, a od ich zadrapania dzieci umierają w straszliwych męczarniach. Takimi słowami starano się nas przekonać, żebyśmy oddali komuś naszego kota  – i to szybko! – zanim na świat przyjdzie Kosmyk.

 

 

Zamiast tego, kiedy byłam w piątym miesiącu ciąży, do naszego Flejtucha dołączyła znajdka spod szpitala – Łajza. O ile Flejtucha reakcją na noworodka się nie martwiłam, tak Łajza, jako nowy i nieznany kot, spędziła mi trochę snu z powiek. Zaczęłam czytać…

 

Pierwsza moja obawa – toksoplazmoza. Oczywiście, można zrobić kotu testy na obecność pierwotniaka i jeśli takowego nie będzie, a kot cały czas siedzi w domu i nie je surowego mięsa – nic nam nie grozi. Tak samo, jeśli kobieta w ciąży już chorowała na toksoplazmozę. Ale jeśli kot wychodzi albo punkt badań jest dość daleko – zacytuję słowa „naszego” weterynarza: prędzej zarazisz się toksoplazmozą od surowego mięsa, niż od kociej kupy. Tak – bo to w kociej kupie rozwijają się pierwotniaki, a żeby zaczęły zarażać, taka kupa musi leżeć co najmniej 48 godzin w kociej kuwecie. Kto ma dwa koty i czyści kuwetę raz na dwa dni, a przy tym robi to gołymi rękami, których nie myje i za chwilę je nimi kanapeczkę – współczuję smrodku i gratuluję odwagi…

 

 

Pamiętajmy – „Tylko 10% kociej populacji choruje na toksoplazmozę i może nas nią zarazić, Są to najczęściej koty wychodzące lub jedzące surowe mięso”.

 

 

Kiedy już poczytałam o toksoplazmozie i moje obawy zostały rozwiane, zaczęłam intensywnie przygotowywać kocury do przywitania nowego członka rodziny. Najpierw szczepienia. Najlepiej wszystkie możliwe, tym bardziej, że koty wychodziły na dwór i nie chciałam, żeby coś przywlekły ze sobą. Potem pranie. Ubranka Kosmyka były przed porodem prane co najmniej pięć razy – wyłącznie dlatego, żeby koty przyzwyczaiły się do zapachu dziecięcych rzeczy. Puszczałam im też kilka razy dziecięce gaworzenie, śmiech lub płacz i dawałam smakołyki, żeby miały miłe skojarzenia.

 

Miesiąc przed porodem [nie wiedziałam, że przenoszę, więc wyszło, że półtora miesiąca przed porodem] przemeblowaliśmy pokój i ustawiliśmy wszystkie kosmykowe sprzęty. Koty mogły sobie wszystko na początku obejrzeć, obwąchać i po dwóch dniach straciły zainteresowanie nowymi „zabawkami”, tym bardziej, że wąchać i badać, owszem, pozwalaliśmy, ale „zaleganie” na sprzęcie już było wysokim nadużyciem. Mieszkaliśmy w jednym pokoju, więc zabranianie kotu wchodzenia na rzeczy dziecka było bezcelowe, ale staraliśmy się delikatnie wskazać kocurom, gdzie lubimy je głaskać i gdzie się z nimi bawimy – i były to miejsca w znacznej odległości od kołyski Kosmyka.

 

Zaczynaliśmy też powoli ograniczać nadmierne pieszczoty i kupiliśmy im kilka nowych zabawek, żeby bardziej koncentrowały się na zabawie, a nie na przymilaniu do nas. Tuż przed porodem zostały też porządnie wykąpane i wyczesane, żeby w pełnej krasie powitać Kosmyka w domu 🙂

 

Efekt? Przyjęcie dziecka przebiegło całkowicie przyjaźnie. Pozwoliłam kotom obwąchać przybysza i przywitać się z nim, a one uprzejmie go zignorowały i poszły szamać karmę. Przekonałam się też, że prawdą jest to, iż koty lubią dzieci. Po raz pierwszy, kiedy zaniepokojona Fleja przyszła do mnie do łazienki i zaczęła przeraźliwie miauczeć. Okazało się, że Kosmyk się obudził i płakał, a ja, kąpiąc się w wannie, zupełnie tego nie słyszałam. W okresie wczesnego niemowlęctwa Kosmyka, Fleja była moim alarmem – niezawodnym w nocy, kiedy nie słyszałam, że Kosmyk śpi niespokojnie albo płacze. Jej namolne drapanie w rękę zawsze mnie od razu informowało. Każde leżakowanie na balkonie odbywało się oczywiście w asekuracji Flejtucha, a kiedy Kosmyk się zaczynał z drzemki wybudzać, ona drapała mocno w okno.

 

Dziś relacje ponad rocznego Kosmyka z kotami są bardzo dobre. Kilka zadrapań było – też bym drapała, jakby ktoś próbował mi wyjąć oko – ale znając możliwości naszych kotów, mam wrażenie, że traktują moje dziecko… łagodniej. Pacają go lekko w łapkę, żeby je puścił, i uciekają czym prędzej. A ja cały czas uczę Kosmyka, że kotka się nie bije, nie ciąga za ogon i nie szarpie – chyba mi wychodzi, bo dziś rano znowu kocury „pilnowały” Kosmyka na parapecie…

 

682903df-0da1-4254-82d0-2dfdf51e7003_retouched_polarr

 

 

ae42c501-de6b-4242-83a5-10141cda6c2d_retouched_polarr

 

88e73112-de00-414c-9ac3-19d48c04d6a3_retouched_polarr

 

defc712f-73a1-4915-b37a-89802dcffd4a_retouched_polarr (1)

 

 

 

Wpis powstał w kwietniu 2013 roku, ale z powodu kolejnej ciąży postanowiłam go odświeżyć – dla przyjaciół i rodziny, żeby ugryźli się w język jeśli przejdzie im przez usta jakiekolwiek słowo na temat mojego i Kosmyka bezpieczeństwa wśród kotów. Od czasu powstania tekstu zmieniło się tylko tyle, że od kiedy w nasze progi zagościł pies, zdecydowałam się na ułatwienie kotom wskakiwanie na szafy [zazwyczaj, jeśli Kosmyk je denerwował, zwyczajnie prosiły o wypuszczenie na dwór] oraz… mam trochę mniej miejsca w łóżku [czasem Łajza i Fleja śpią z nami, nie bacząc na chrapiącego w nogach psa], a z większych zmian: pies nauczył się od kotów zawodzenia, gdy Kosmyk płacze, co jest okropne, bo mam wtedy wrażenie, że nie płacze dziecko ale jakiś koto-pso-dziecko stwór. Nie chcielibyście tego słyszeć…

Więcej o kotach i dzieciach przeczytacie na Kocich Poradach Behawioralnych – tutaj.

 

Na zdjęciach kolejno od góry: Kosma i Fleja, Bura  [stała towarzyszka spacerów], Niunia [outsiderka], Fleja, Łajza.

 

 

 

 

 

  • GENIALNE! lepiej nie można było potraktować kwestii „co z kotami” – u nas dwa sierściuchy mruczące i jeden szczekający i jakoś nie widzę problemu z nowym domownikiem 🙂

  • Ilona

    naprawdę lubię Twoje poczucie humoru! a dopiero od niedawna Cię czytam, dzięki za uśmiech na twarzy, pozdrawiam

  • lk

    Mam w domu psa z niepotwierdzonym adhd 🙂 Skacze po wszystkich gościach, lata po ścianach, szczeka na wszystkich obcych i generalnie jest agresorem numer jeden na dzielnicy. Jak byłam w ciąży mój wujek mając kilka razy do czynienia z naszym F zapytał się zmartwionym głosem: ” to co wy teraz z F zrobicie? znaleźliście już mu jakiś porządny dom? ” . Na szybko wpadła mi do głowy jedna odpowiedź: ” Domu nie, ale planujemy wybrać się w następnym tygodniu nad morze ( mieszkamy w górach) i tam go porzucić. Dlaczego właśnie tam? Żeby nie było najmniejszej szansy na to, że znajdzie drogę powrotną do domu”. WTF? Ludzie czasem powinni pomyśleć zanim coś powiedzą. Jak można pozbyć się członka rodziny bo inny jest w drodze?

  • Plus Kosmyk ma więcej niż rok 😉

  • Beata Mikołajczak

    Uwielbiam koty… śliczny jest ten długowłosy 🙂 Ja jeszcze trochę poczekam, aż mały podrośnie i kupimy jakiegoś kociaka 🙂

  • Iwona A.

    No co Ty, a nie siedziały na malutkim Kosmyku specjalnie po to żeby go udusić? A potem pożreć jak nikt nie będzie patrzył? 😉
    Bardzo mądry wpis. Widać że odpowiedzialni z Was ludzie.

  • MMM

    Świetne podsumowanie, zwłaszcza kwestia toxo – wizja grzebania w dwudniowej kuwecie gołą ręką a następnie konsumpcji kanapeczki nieco mnie zatchnęła 😀
    Potwierdzam, że koty do dzieci są łagodniejsze. Pozwalają się z cierpiętniczymi minami nosić, znoszą śpiewanie kołysanek i przeganianie z miejsc uznanych przez zaborczą trzylatkę za jej osobiste. Oczywiście dbamy o to by pokazywać córce granice i metodą zdartej płyty utrwalać że kotów nie szczypiemy, nie bijemy, nie ciągniemy za ogony. Dodałabym, że warto zadbać o miejsca, gdzie koty mogą mieć spokój – przytulną leżankę na parapecie, dyskretn pudełko z polarowym kocykiem.

  • cudne masz te koty 🙂

  • Alina Dobrawa

    Też ostatnio o tym pisałam 🙂
    Wystarczy tylko się dowiedzieć, poczytać, ale nie ludzie wolą kota wyrzucić, bo tak bezpieczniej :/.
    U nas Lila i kot to duet idealny 🙂

  • Nie pamiętam w ogóle dzieciństwa bez zwierząt, ja chyba musiałam od razu urodzić się obok jakiegoś kota 🙂 Rude znają tylko jedno dziecię, ale nie zachowywały się przy nim niczym żądne krwi bestie: http://rudomi.pl/index.php/2013/10/ni-pies-ni-wydra/ A powinny? 😉

    Co do reakcji na płacz dziecka i alarmowania o tym rodzicielki. Słyszałam o tym wcześniej od znajomej czyli to musi być jakiś koci standard opieki nad niemowlakiem 🙂

  • Koty masz faktycznie przepiękne, a przechodziłam dokładnie przez to samo co Ty! Jak tylko wspominałam coś o dziecku, zaraz padało pytanie, kiedy zamierzamy oddać naszą kotkę. A ja oczywiście,że nigdy:) To odpowiedzi, że nieodpowiedzialna jestem, a ja że jestem i mniej więcej odpowiadałam to co Ty (że będę przygotowywać kota na wszystko co ma nastąpić). A poza tym zwierzęta wyczuwają, że to jest „młode” i też są delikatniejsze.

  • glizdek

    dziękuję za artykuł… szkoda ze niektórzy traktują toksoplazmozę jak bakterie a nie pierwotniaka…. ja miałem niedawno taką sytuację ze mój domowy kot został posądzony o to ze ma toksoplazmozę .. zrobiłem badania i wyszło ze nie ma ale znajoma stwierdziła ze napewno ma i będzie miał bo tą chorobę przenosi się jak grypę ze to są bakterie… na nic dało uświadamianie.. cóż niektórych się nie zmieni… ja kota się nie pozbędę bo jest z nami już prawie 2 lata i mimo alergii to jest i będzie i nie zamierzam go oddać… trymaj się pozdrawiam

  • Магдалена Собэсто

    Ja dopiero spodziewam sie dziecka ale myślę o adopcji kotka. Tylko nie wiem kiedy najlepiej ? Jakies rady?

  • Joanna

    Super artykuł, dzięki, że poruszyłaś ten temat. Prowadzę hodowlę kotów, mam dwoje zdrowych i żywych;) dzieci, które od wielu lat wychowują się z pokaźną gromadką kotów rosyjskich. Odpowiedź na pytania związane z toksoplazmozą mogłabym wręcz puszczać z odtworzenia. Dzięki Tobie będę miała jeszcze bogatszy spis argumentów, że kot i ciąża a potem małe dziecko nie muszą się wykluczać.

    Jeśli chodzi o koci alarm to potwierdzam – koty budzą matkę, jeśli dziecku coś grozi lub po prostu płacze. Jak byłam jeszcze małym brzdącem mieliśmy poczciwego kota Mruczka. Nie raz budził moją mamę, kiedy moja siostra miała niedocukrzenie (ma cukrzycę).

    Polecam koty! pozdrawiam Joanna http://grotakota.pl/

  • Mieliśmy kota, ale ja w ciąży dostałam takiej alergii na koty, że już go u nas w domu nie ma. A alergię mam do tej pory :(.

  • bulgarka.pl

    Dzięki za artykuł! Przechodzę dokładnie to samo, z tym, że my adoptowaliśmy dwa kotki teraz, kiedy jestem w ciąży (najpierw była decyzja o kotach, a potem.. ciąża 🙂 – jedyny problem to podział pieszczot, bo kotki są młode i jeszcze dużo tulenia potrzebują… Ale damy radę 🙂