Dziadek ostatnio oglądał na kablówce „W ciemności”Agnieszki Holland. Dotrwałam do sceny, w której walczą o dostanie się do kanałów i wśród walczących zobaczyłam dziecko. Wyszłam z pokoju z płaczem. Zmarnowałam sobie cały wieczór.

Nie wiem, kiedy to się stało. W ciąży chyba, jak byłam. Oglądałam stare odcinki doktora Housa i zobaczyłam umierające dziecko. Mimo że kiedyś już widziałam ten odcinek i zdawałam sobie sprawę, że maluch przeżyje, wtedy zdruzgotana trzasnęłam laptopem i szybko umówiłam się na USG. Mimo że miesiąc wcześniej już jedno robiłam.
Potem było już coraz gorzej. Czy mam wspomnieć, że na „Jesteś Bogiem” nie było mi smutno, bo Magik zginął, ale dlatego, że syna osierocił? Ten mały synek tak mną wstrząsnął, że potem pół dnia przeszukiwałam internet, żeby się dowiedzieć, jak sobie życie ułożył. Od stycznia tego roku robię kolejne podejścia do „Świata według Garpa”. Książkę czytałam w liceum, ale chciałam sobie odświeżyć i… nie mogę. Nie mogę przejść przez scenę wypadku samochodowego. Za dużo dla mnie. Nawet bajeczka o jelonku Bambi to dla mnie za dużo. Ta książeczka zawsze już będzie kojarzyła się Kosmykowi ze szlochającą mamą.
I to jest problem. Nie chodzi nawet o to, że pozbawiam się praktycznie większości wartościowych dzieł. Raczej o to, że wszystko biorę tak bardzo głęboko, że aż mi dech zapiera. Nie mogę oddychać. Czuję się tak, jakby to mnie na tym filmie zabijali, jakby to moje dziecko dostawało kulkę w łeb, jakby to mój chłop spadał z dziewiątego piętra.
Oznaki szaleństwa spowodowanego zamknięciem w lesie, powiecie. Ale nie. Nie zawsze tak to było. Kiedyś maltretowałam się takimi filmami. Uwielbiałam to, że poruszają największe pokłady mojej empatii. Z zapartym tchem czekałam na szczęśliwe zakończenie i nawet jak go nie było, nie czułam się wcale tak przeraźliwie źle. To wszystko zaczęło się jeszcze w Warszawie, kiedy poczułam pierwsze ruchy Kosmyka.
Smutek jest potrzebny. Ja to wiem i bardzo mi tego smutku brakuje. Takiego zdrowego smutku, a nie jakiejś otchłani rozpaczy, w którą wpadam, widząc zabijane dziecko lub rozstrzeliwanego mężczyznę.
Mam wrażenie, że odkąd jestem matką poziom mojej empatii wzrósł tak drastycznie, że w organizmie zabrakło na nią skali. Moje ciało tego nie ogarnia, mój umysł szaleje, a ja, oglądając „Helikopter w ogniu” szlocham w łazience, bo to przecież może być mój chłop bez tych nóg wykrwawiający się na noszach. To moje dziecko może stracić ojca.
Ale lubię te moje stany melancholii, kontempluję je, a nawet wykorzystuję twórczo i czasem czekam na swój smutek, żeby go właśnie przeliterować na blogu. Niestety, jestem w stanie znieść jedynie moją własną melancholię, smutek własnoręcznie niemalże wygenerowany. Nie muszę, nie chcę wręcz, pogłębiać go obrazem. Zbyt ciężko to znoszę, a żeby się pozbierać do kupy, wrócić do żywych potrzebuję często nawet nie kilku dni – tygodni!
Chłop nazywa to chorą wyobraźnią i mówi, że przesadzam. Nie każdy żołnierz przecież ginie na wojnie. Nie każde dziecko z zagrożonej ciąży umiera w męczarniach. Jednak zawsze przed włączeniem jakiegokolwiek filmu czytam dokładnie czy i w jakich okolicznościach ktoś umrze. Jeśli śmierć jest już zapowiadana w „zajawce”, ograniczam się do pobieżnego zerkania w ekran i zajmuję się czymkolwiek, co byłoby w stanie zająć moje myśli. Nie chcę się patrzeć na wyimaginowaną śmierć. Wystarczy, że muszę być przygotowana na umieranie moich bliskich.
Czy to zależy od mojej wrażliwości, od nadmiernej empatii właśnie? Być może. Ale i tak nie oglądam smutnych filmów.  Nie – od kiedy jestem matką i nie – od kiedy mam w domu żołnierza, który w każdej chwili może pojechać gdzieś, gdzie i tak zginie za dużo ludzi.
A jak jest z Wami?
[Zdjęcie takie, a nie inne, 
bo za groma nie mogłam 
znaleźć odpowiedniego]
  • Ja mam podobnie w odniesieniu do cierpiących, smutnych, chorych, płaczących dzieci. Wszelkie historie umierajacych dzieci automatycznie wywołują doła i łzy. I to chyba te hormony pociążowe, bo wcześniej aż takiego wrażenia na mnie krzywda dzieci nie robiła (jakkolwiek by to okropnie nie zabrzmiało). Ale to pewnie sprytnie Matka Natura wykoncypowała, by nam radar na dzieci, którymi nas obdarzyła

  • no i ja się pod tym podpisać muszę. dlatego od filmów nader pełnych śmierci uciekam. nie mogę, po prostu nie mogę. gdzieś mi się wtedy zaciera granica między fikcja a rzeczywistością i przenoszę jedno do drugiego. <br />co do melancholii kiedy mi jej za dużo uciekam…albo po prostu rysuje siebie na nowo, bez niej, taki mały wybieg.

  • Wiesz od kiedy wiedziałam o ciąży też tak zaczęłam reagować! Może nam,matkom polonistkom coś się we wnętrzu przestawia i stąd takie reakcje? Ja też szlocham jak szalona widząc śmierć,a na umieranie dzieci wcale nie patrzę!

  • Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży zaczęliśmy z mężem oglądać Sons of Anarchy. W pierwszym odcinku ćpunka rodzi synka, w 31 tygodniu ciąży, zaćpanego, jak ona, z chorym sercem. Myślałam że oszaleję z przerażenia, żalu i złości. Teraz, w szóstym sezonie, jest scena, gdy wiadomo, że za chwlę wybuchnie budynek, chłopiec śpi w pokoju… Nie mogłam oddychać jeszcze dobre piętnascie sekund po

  • ja tez podpisuję się pod Twoim postem. Mam dokładnie tak samo. Nawet zwykłe wiadomości w TV , w których mówią , że ktoś zabił własne dziecko powoduje u mnie potok łez. Częściej się wzruszam, częściej płaczę. A film &quot;W ciemności&quot; Pani Holland obejrzałam ale bez sceny zabijania dziecka, no nie mogłam. Film był ogólnie bardzo poruszający a tą scenę to mi mąż opowiedział, jak wyszłam na

  • ja mam tak samo

  • Mam dokładnie tak samo i również zaczęło się to, gdy byłam w ciąży… Paranoja 😉

  • Czuję to samo! Mam przyjaciela w wypożyczalni dvd, zawsze mnie ostrzega, którego filmu nie mogę wziąć. Żadnych dramatów, żadnych thrillerów. Gól mi skacze już na smutnawej reklamie a nawet kreskówce!… czy to się mieści w jakiejś normie? bo się zaczynam tym martwić….

  • ryczałam ostatnio pół wieczoru po po raz setnym &#39;oglądnięciu&#39; Pearl Harbor !<br />nosz masakra jakaś!<br /><br />kiedyś byłam sentymentalna, ale teraz odkąd jestem mamą!!!!!!<br />jestem tak empatyczna, że załzawione oczy mam kilka razy dziennie !<br />i też potrafię ryczeć na reklamach!!<br /><br />http://islandofflove.blogspot.com/

  • Ja już nawet reklam w tv nie oglądam…nie daj borze usłysze coś w wiadomościach…wychodze z pokoju…<br />mój poziom empatii ogania tylko czytanie blogów i seriali które zbytnio nie poruszają mych szarych komórek…<br />Oczywiście ten skrajny smutek, przewrażliwienie, niepokój, obawy, nadwyobraźnia uruchomiło mi się wraz z wydaleniem pierwszego łożyska…

    • Z wydaleniem pierwszego łożyska? To w ciąży jednak zimna krew? 🙂

  • Po pierwsze&quot; W ciemności&quot; to straszne paskudztwo. Okropny film. Po drugie słyszałam już o tym, że niektórym mamom ciężko ogląda się czy czyta o dzieciach krzywdzonych, chorych, nieszczęśliwych itp. itd. W sumie to mam tak, ale chyba nie aż tak drastycznie. Krzywda dzieci zawsze rusza społeczeństwo, ale matki rusza zawsze inaczej…

  • Też tak mam.

  • Mam identycznie. Z tym, że Piotr się na żadną wojnę nie wybiera i jest pierwszym, który w przypadku zagrożenia kupiłby statek i wywiózł nas na bezludną wyspę z daleka od wszelkich zagrożeń. Ale i tak płaczę. Bo czy to Marcin jest jedynym dzieckiem żyjącym na tym świecie?<br /><br />Kiedyś w jakiejś głupiej reklamie mrówki trzymały listek papieru toaletowego, na który miała skoczyć ich koleżanka.

    • Teraz też płaczę, jak myślę o tej reklamie. Nawet uśmiecham się pod nosem, ale łzy same lecą. To już chyba tak musi być…

    • Mam tak samo. Niektóre obrazy za długo w głowie zostają…

  • Na mnie akurat filmy tak nie działają. No chyba, że są na faktach. Za to wiadomości nie oglądam bo zawsze rycze jak bóbr.

  • Na mnie akurat filmy tak nie działają. No chyba, że są na faktach. Za to wiadomości nie oglądam bo zawsze rycze jak bóbr.

  • Ja od kiedy zostałam matką, wszystkie drastyczne wydarzenia, czy to w filmach, czy w wiadomościach, bardzo biorę do siebie-bo przecież ten ktoś, kto zginął/został ranny/zrobił coś potwornego to też było czyjeś dziecko (nawet, jeśli poza tym był szeregowym bandziorem z filmów o Jamesie Bondzie…) Na miesiąc przed narodzinami drugiego dziecka pozbyliśmy się telewizora, teraz bardzo rzadko mam czas

  • mam podobnie… zaczęło się jak urodziłam pierwszą córkę…nie mogę spokojnie oglądać spotów fundacji w których występują chore dzieci…kiedyś to się popłakałam jak oglądałam Martynę Wojciechowską w sierocińcu dla orangutanów,bo one takie do ludzi podobne…

  • Identycznie, tylko, że u mnei zaczęło się po porodzie, prawie co noc sniło mi się, że mój meżczyzna mnie porzuca i nie mogę go odnaleźć, a o umierajacych dzieciach już nie wspomnę, Najgorzej było po filmie&quot; bejbi blues&quot;. Wyłam z godzine i nie mogłam pojąć tego, że ktoś jest tak nie odpowiedzialny.

  • Podajmy sobie ręce i chodźmy na spacer.

  • o rany jakbym o sobie czytała – a na mnie strasznie działają wszelkie wieści o maltretowanych dzieciach, a tych wieści ostatnio z dnia na dzień coraz więcej….a ja przeboleć nie mogę, i nie wiem czy to dziecię tak na mnie wpłynęło i czy to już &quot;ten&quot; wiek:)

  • Po porodzie chciałam nadrobić filmowe zaległości (dziecko śpioszek 😉 Włączyłam na komputerze filmotekę TVP i wybrałam pierwszy film ze spisu. To był film &quot;6 tygodni&quot; M. Janosa Krawczyka. Sponiewierałam się psychicznie na własne życzenie, a myślałam że to już dno dna. Jednak nie – było coraz gorzej, teraz nawet nie mogę oglądać w TV programów Jaworowicz bo straszliwie płaczę nad każdym

  • Zawsze miałam źle w głowie, ale chyba faktycznie i u mnie macierzyństwo pogłębiło ten stan :). Dlatego też wiele książek przeczytanych ponownie po ciąży i wiele filmów ponownie obejrzanych po ciąży zmieniło swoje miejsce w moim osobistym rankingu

  • Ja miałam bardzo podobnie w ciąży i dopóki Oliw mi trochę nie podrósł.<br />Obecnie wracam do normy, ostatnio nawet &quot;Olimp w ogniu obejrzałam&quot; mimo iż ginie tam kobieta i osieroca małego chłopca :)<br />Obstawiam, że Ci przejdzie za rok czy dwa 🙂

  • Anonymous

    Jest dokładnie tak samo. Tylko ja dłużej prowadziłam śledztwo skąd to się wzięło:-) Przed urodzeniem byłam twardzielem, serio…..rzadko co mogło mnie powalić. Żadne romanse, utraty pracy mnie nie dołowały. Mogłam szczęśliwie brnąć przed siebie w kałużach plotek, nieszczęśliwych miłości problemów i nic. Aż tu nagle skończyła się bajka, pierwsza łza popłynęła tuz po tym jak mi podano córkę po

  • Mnie takie filmy pomagają się oswoić z tematem śmierci, opuszczenia, zdrady… Emocje, które przeżywam, utożsamiając się z bohaterami, sprawiają, że w jakiś sposób przygotowuję się psychicznie na różne złe sytuacje w moim życiu. Kilka razy takie właśnie ciężkie filmy pomogły mi poukładać sobie w głowie różne rzeczy z przeszłości. Fakt, że tego typu dzieła odbieram dziś zupełnie inaczej niż

  • Anonymous

    Ja tak mam dodatkowo w temacie zwierząt… Nie czytam informacji o krzywdzeniu dzieci i zwierząt, nie słucham wiadomości, wychodzę z pokoju, nie daję rady<br />:(<br /><br />Mari

  • Kiedys uwielbiałam horrory – kiedy zaszłam w ciąże przestałam – nie cierpię się bać – że nie wpsomnę o tym jak łatwo się wzruszam – nie przeszło po pierwszej ciąży a ni po drugiej – tak mi juz zostało. Najgorsze są jednak zdjęcia chorych dzieci rozsyłane po portalach społecznościowych….

  • Jako nieliczny facet się wypowiem 🙂 Nie jestem w stanie oglądać obrazów cierpiących dzieci. Może to przez to, że dużo doświadczyłem cierpienia własnej trójki dzieci. Parę dni w szpitalu z córą nauczyło mnie dużo prawdziwego współczucia, ale i stałem się bezbronny wobec tych obrazów. Najbardziej uświadomiłem to sobie po wiadomościach z Syrii, gdy zobaczyłem zagazowane dzieci. Po prostu pas.

  • Anonymous

    Dzisiaj we Włoszech, ojciec stłukł 3-mies. DZIECKO, powtarzam 3 miesięczne, czym zawiniło???? Poprostu, brak mi słów…..ASIA

  • Też kiedyś o tym u siebie napisałam, po tym jak obejrzałam fragment &quot;Titanica&quot; (tak, tego&quot;Titanica, romansidła z Leonardo di Caprio) i wpadłam w histerię widząc kilkusekundową scenę jak na tonącym statku matka usypia swoje dzieci opowiadając im bajkę w kajucie – nawet teraz jak sobie to przypominam… eee, szkoda gadać. Jestem pewna, że musieli dodać tę scenę w ciągu ostatnich 2

    • I nie dochodzi, że to aktorzy byli, nie? Nie pamiętam tej sceny, ale Titanica już na pewno nie obejrzę.

  • Mam to samo – dzieci i zwierzęta; nie oglądam, staram się nie czytać;

  • Tooooo samo, kropeczunia w kropeczunię, choć ja mam tak, że mogą na moich oczach wypruwać człowiekowi flaki. Oglądam sobie z zainteresowaniem, jedząc jabłko, czy co tam mi wpadnie pod rękę. No flaki rzecz ludzka, om nom nom. Ale gdy na przykład wczoraj w najnowszym odcinku &quot;Supernatural&quot; diabeł Abaddon zapytał jednego z bohaterów, czy ten czuł na policzku krew noworodka, aż mi się

  • Muszę pzyznać, że rzeczywiście coś w tym jest. Potrafię się popłakać iemal w każdej sytuacji-zawsze znajdzie się jakiś ckliwy akcent. 😛

  • Czyli nie jestem sama….

    • Jak to dobrze dowiedzieć się, że nie jest się jedyną osobą rozchwianą emocjonalnie.

  • No to możemy chyba klub założyć,mąż ma drugi telewizor,bo gust taki że jak bym z nim oglądała,to bym z doła nie wyszła,on twierdzi że to historia,a ja się boję że moje dzieci też to spotka i drzwi zamykam żeby nawet nie słyszeć tych filmów.

  • Ja nawet nie będąc w ciąży byłam niesamowicie empatyczna, jak czytałam książkę &quot;Spóźnieni kochankowie&quot; to łzy mi same ciekły po twarzy. Ale za to w ciąży to wszystko mnie wzruszało, nawet ten program o metamorfozie domów w USA, sam fakt, że teraz mają tak pięknie… Ech…

  • CukierkoOwa__

    Nienawidzę śmierci dzieci w filmach.