na sniegu
Rok temu jeszcze nie miałam bloga. Rok temu Kosmyk jeszcze nie miał roku. Rok temu przeżywałam pierwszą zimę na Mazurach od dawna. Rok temu bardzo dużo się działo. Aż szkoda nie ocalić tego od zapomnienia…

16 listopada 2012 roku – Kosmyk ma 10 miesięcy
Inwektywy, jakimi obrzuca mnie moje dziecko podczas ubierania, stają się coraz bardziej wyrafinowane: dzia!, dudu!, nie, nie, nono!, baa, a, a, a!. Często przybierają też formę gróźb: kuku! albo nawet przekleństw: du a! Niektóre słowa brzmią złowieszczo: tata! lub wręcz groźnie: baba! Mama jest w dalszym ciągu stosowane bardzo rzadko i niestety tylko w formie prośby lub w momentach niewyobrażalnej nudy. Sięgam po pismo dla mam, żeby się pocieszyć. O, w dalszym ciągu to najpiękniejszy okres mojego życia. Dobrze wiedzieć.
17 listopada 2012 roku – dokuczliwy brak porządnej księgarni
Od sierpnia nie kupiłam ani jednej nowej książki, a i wtedy do koszyka trafiła stara, dobra Woolf. Głód nowości staje się dokuczliwy, tym bardziej że ratuję się jedynie powieściami Henry’ego Jamesa z tutejszej biblioteki – wiadomo jaki wpływ na umysł mają wiktoriańskie powieści. Na prośbę Damiana o kawę, wrzasnęłam, że nie będzie mnie więził w okowach swych pragnień. Jeśli jest tu ktoś, kto czyta, błagam, podajcie mi soczystą, świeżą, cudownie nową książkę, którą koniecznie muszę pożreć, psując przy tym wzrok i starając się nie obudzić dziecka w nocy…

 
21 listopada 2012 roku – wietrzenie garderoby
Przez ponad dziewięć miesięcy czaiłam się na moje spodnie sprzed ciąży. Czaiłam się, skradałam, patrzyłam nieufnie i wątpiąco, a kiedy wreszcie je przymierzyłam, okazały się za duże.

26 listopada 2013 roku – szukanie prezentów na święta

Księgarnia w Giżycku. Blond dziewczynisko w błyszczących legginsach, dziwnie krótkiej bluzko-sukience i jeszcze krótszej błyszczącej kurteczce.
– Bo ja proszę pana szukam książki dla koleżanki na Mikołaja… Co czyta? A nie wiem, ona mało, jakieś takie grube nosi ciągle ze sobą, ja to, wie pan, ja to dużo czytam, harlekiny, ale to dużo, już mam ponad pięćdziesiąt książek, może ja nie wyglądam, ale ja więcej czasu spędzam w księgarni, nie w drogerii!

W sumie mój promotor mówił, że tak zwane harlekiny mają najlepszą korektę, bo panie, co je czytają, lotne nie są i muszą wszystko mieć pięknie i jasno wyłożone, więc trochę jestem pocieszona, że jeśli kiedykolwiek dziewczynisko skala papier swą twórczością, zrobi trochę mniej błędów, niż ci, co nie czytają w ogóle.

8 grudnia 2012 roku – refleksje po obejrzeniu Dzień Dobry TVN
Naoglądałam się w ciąży matek-bogatek celebrytek i myślałam, że będę bieżyć radośnie z wózkiem po parku, a tłukę swe cielsko starając się nie wywrócić o zaspane powieki. Miałam nurzać się w zapachach olejków i szamponików cudownych, a służą one jedynie do zabicia fetoru z pieluchy. Miałam ubierać małego dżentelmena w markowe fikuśne ubranka, a przebieram małą świnkę w rzeczy typu „jeszcze się nada”.

Naoglądają się baby głupot w telewizji, a potem deprecha, bo nie jestem idealna. Druga strona, że powinno się pokazywać prawdę o macierzyństwie, a nie zalukrowane grubą pensją pojedyncze przypadki. Tak to widzę.

11 grudnia 2012 roku – pierwsze ataki telemarketerów

Konsultant: Dzień dobry. W związku z aktualizacją promocji chcielibyśmy pani zaproponować dwa razy więcej minut i 30 darmowych minut do sieci blebleble. Teraz musimy zaktualizować pani abonament z promocji 59.90 na 69.90. Proszę, aby podała pani swój kod abonencki.
Asia: To znaczy, będę musiała płacić o 10 zł więcej?
Konsultant: Będzie pani miała dwa razy więcej minut i darmo…
Asia: Ale będę płaciła więcej?
Konsultant:: Będzie pani miała dwa…
Asia: Proszę odpowiedzieć mi na pytanie, będę płaciła więcej?
Konsultant: Będzie pani miała…
Asia: Ale będę płaciła więcej?
Konsultant: …i darmowe minuty do Play!
Asia: Czyli więcej?
Konsultant:Więcej minut!
….

Prowadziłam rozmowę dalej, ponieważ mam zasadne podejrzenia, że na „słuchawkach”. Gdzieniegdzie pracują upośledzeni ludzie, a zawsze tym ludziom bardzo współczuję…

14 grudnia 2012 roku – Kosmyk ma jedenaście miesięcy
Skutecznie odwracając uwagę swej matki, Kosmyk odkrywczo włożył myszkę od komputera do kawy, radośnie rzucił telefonem o podłogę, a na koniec ugryzł kota w ogon. Och, jaki piękny dzień!

20 grudnia 2012 roku – coraz bliżej święta… 

Chłop
: Ale mam dla ciebie prezent! Ale będziesz się cieszyć!

Ja: Jaki?

Chłop: Nie powiem, nie powiem, tym razem nie zgadniesz, ale będziesz się cieszyć, zobaczysz, hahahaha!

Ja: Ale co, elektronika, książka, kosmetyk?

Chłop: Nic ze sfery materialnej, ale będziesz się cieszyć…

Ja: Ale ja nie chcę SPA!

Chłop: Nienawidzę cię! Nienawidzę! Zawsze musisz zgadnąć?

[Strzelałam z tym SPA!]

24 grudnia 2012 roku – gdzie jest Mikołaj?

Koło godziny 21 w miejscowości Wygryny widziano Świętego Mikołaja rzygającego pod płotem na worek z prezentami. Magia Świąt!

31 grudnia 2012 roku – seksi chwile na Sylwestra!

Zawalona sylwestrową robotą i humorami Kosmyka, dzwonię do chłopa, czy jest szansa, że wróci wcześniej z pracy. Odbiera. Pytam się, kiedy? On się mnie pyta, dlaczego ja pytam i czy jest bardzo potrzebny. Wkurzona rzucam, że w przygotowaniach do sylwestra nie jest wcale potrzebny, ale ja osobiście płonę z miłości i koniecznie muszę go zobaczyć. Mówi, że zrobi wszystko, żeby jak najszybciej być w domu. Tak się sprawy załatwia, a nie jakieś „chodź i pomóż”. A ogień miłości najwyżej zagaszę przy zmienianiu pieluchy młodego… 

***

I teraz, kiedy już spisałam najważniejsze anegdoty ostatnich dwóch miesięcy zeszłego roku, doszłam do wniosku, że często w jeden dzień zdarza mi się więcej napisać niż kiedyś udawało mi się stworzyć przez cały miesiąc! Moja fabryka słów się rozwija, prawda?

Rozwija się tak bardzo, że dorobiła się nowego profilu na Google plus [KLIK]. Jeśli macie ochotę, to obserwujcie, jeśli wystarcza wam Facebook, to kręćcie się tam dalej 🙂