Jakiś czas temu dodałam status o tym, że tęsknię trochę za tym czasem, gdy nazywałam moje dziecko niejadkiem, bo teraz wydaję dwa razy więcej na jedzenie, tyle wsuwają moje chłopaki. I zapchałam sobie tym statusem moją skrzynkę mailową, bo ruszyła fala wiadomości, co zrobiłam, że moje dziecko przestało być niejadkiem i czy mam jakiś skuteczny sposób na niejadka.

 

 

Już zresztą o jednym z nich pisałam i nie wszystkim się podobało. To prosty sposób, związany z dawnym powiedzeniem, że jeszcze nikt z głodu nie umarł nad miską zupy. Serio. Przeczytaj ten tekst, bo żeby moje dziecko zaczęło jeść, ja musiałam się nauczyć, żeby nie wariować z jedzeniem i po prostu mu odpuścić. Jeśli jesteś przed okresem rozszerzania diety, przeczytaj też sobie tekst o BLW. Rozszerzanie diety w ten sposób bardzo pomaga oswoić się dziecku z prawdziwym jedzeniem i trenuje smakoszy.

 

Aż dziwne, że po tym tekście, nie pojawił się od razu kolejny o sposobach na niejadka, ale przyznam, że sama dopiero testowałam różne opcje. W sieci jest mnóstwo porad typu: zmień talerzyki na ładniejsze, odstaw słodycze, przemycaj, nagradzaj i tym podobne, ale w większości nie dają one rezultatów, bo jak dziecko nie chce zjeść, to talerzyk nie pomoże, a jak dziecko zje, bo ma dostać nagrodę, to możemy mu zafundować zaburzenia odżywiania. Serio. Nie róbcie tego. Je się, żeby mieć zdrowie, siły i energię, a nie po to, żeby nagrodzić się potem czekoladą albo lodami.

 

 

PODSTAWOWA RZECZ, GDY ZACZYNAMY SZUKAĆ SPOSOBU NA NIEJADKA

Morfologia i ważenie. Temu pierwszemu też dziwiło się parę osób – „Po co robiłaś morfo dziecku, czy to konieczne? On tak to przeżył… :(„. No tak, dla mnie konieczne. Bo mimo że nie nazywam go już niejadkiem [o tym za chwilę] wciąż mało je i sprawdzenie, czy mimo tego że je mało, wszystko w jego organizmie gra i gwiżdże, jest konieczne. A  w ogóle to gra i gwiżdże. Trochę za mało witaminy D ma [bo też to sprawdzałam], ale jest zima, mogłam się machnąć kilka razy i dać im za małą dawkę, poprawię się. I waga. Waga jest potrzebna do testu Carlosa Gonzalesa, z którym koniecznie się zapoznajcie w tym wpisie.  Warto też wykluczyć u lekarza cukrzycę lub przynajmniej poczytać, czym się może objawiać i zbadać inne możliwe choroby, permanentne niejedzenie może się z nimi wiązać. No to co? Gotowi? Lecimy.

 

 

PIERWSZY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Oczywisty – jeśli zapoznałaś się z tekstem o misce zupy – nie wpychaj. Nic na siłę. Naleganie, przekonywanie, zmuszanie, pilnowanie, przekupywanie, zachęcanie – to wszystko ma sens na chwilę, ale jest pułapką na przyszłość. Co z tego, że dziecko teraz zje, jeśli nikt go nie będzie w przyszłości pilnować, żeby zjadł? Pojedziesz z nim na kolonie? Będziesz z nim jadła obiady w szkole? Dopilnujesz go na studiach? Zamieszkasz z nim i żoną? No raczej nie. Jedzenia trzeba się nauczyć, a przymuszaniem do jedzenia można tylko zniechęcić dziecko do tej czynności. Chyba nie na tym ci zależy? Mi na pewno nie. Chciałabym, żeby moje dzieci umiały delektować się smakami i czuć, kiedy są naprawdę głodne i zjadać tyle, ile potrzebują, a nie rozpychać sobie żołądek i ryzykować otyłością.

 

DRUGI SPOSÓB NA NIEJADKA:

Przestań nazywać dziecko niejadkiem. Jeśli sobie wmówisz, że jest niejadkiem, to nawet jak zje, dla ciebie będzie niejadkiem, bo masz już w głowie zaprogramowane, że co z tego, że zjadł obiad, jak nie zjadł śniadania, bo jest niejadkiem. To samo z dzieckiem – jeśli wciąż słyszy, że nie lubi jeść, to w końcu w to uwierzy. Kłamstwo odpowiednio często powtarzane staje się prawdą.  Moment, w którym przestaniesz skupiać się na tym, czego twoje dziecko nie zjadło, a zaczniesz cieszyć się, że coś zjadło, będzie przełomowym. O tym pisał Alvaro Bilbao w książce, którą polecałam w tym wpisie, jeszcze raz przytoczę ten cytat:

 

„Za każdym razem, kiedy wypowiadamy pod adresem dziecka zdanie zaczynające się od słowa „jesteś”, jego mózg gromadzi otrzymane dane  w obszarze zwanym hipokampem, który odpowiada za magazynowanie wszystkich zapamiętywanych informacji o świecie i samym sobie; informacje te pozwalają na podejmowanie decyzji. Jeśli dziecko wie, że zadowolony pies macha ogonem, zdecyduje się pogłaskać zwierzę […]. Jeżeli wie, że latem jada się lody, pewnego gorącego dnia poprosi o nie mamę […]. I podobnie, jeśli dziecko uważa się za osobę odważną albo posłuszną, zachowa się zgodnie z tym wyobrażeniem; jeśli zaś utkwiły  w jego pamięci przekazy od rodziców lub nauczycieli z informacjami, że jest nieposłuszne, również zachowa się zgodnie z tą wiedzą. Dziecko uważające się za niegrzeczne, kapryśne, egoistyczne lub próżne nie ma innego wyjścia, jak postępować w życiu w zgodzie z określoną wiedzą na swój temat. I dlatego niewiele rzeczy jest w stanie wyrządzić samowiedzy i możliwościom dziecka  taką krzywdę, jak wszystkie wyryte w pamięci negatywne przekazy na jego temat.”. 

 

TRZECI SPOSÓB NA NIEJADKA:

Zaakceptuj uczucia. No wiesz – i o tym pisałam zarówno we wpisie o uczuciach, jak i we wpisie z książkami o emocjach – to bardzo ważne. Nie musisz się na wszystko zgadzać, ale możesz pokazać dziecku, że jego uczucia co do posiłku są dla ciebie ważne, że je widzisz, że rozumiesz, że nie będziesz im zaprzeczać i z nimi walczyć. To jest w zasadzie proste: dziecko nie chce jeść ziemniaków, mimo że zazwyczaj lubi jeść ziemniaki? To znaczy, że dziś nie ma ochoty na ziemniaki i tyle. Żadnych „Ojej, ale zawsze lubiłeś”, „Ale ostatnio zjadłeś, może teraz też!” tylko prostu dziecko nie ma ochoty dzisiaj na ziemniaki i kropka. Ja uwielbiam lina w śmietanie, ale bywają dni, że nie mam na niego ochoty. Bo jestem człowiekiem. Akceptację dobrze połączyć z nazywaniem: możesz być rozdrażniony, bo jesteś głodny, czujesz się zmęczony, bo może za mało zjadłeś itp., żeby uzmysłowić dziecku, jaki wpływ na nasze życie ma jedzenie i co od niego zależy.

 

CZWARTY SPOSÓB NA NIEJADKA

Przygotuj się. W sensie nie na walkę, ale jeśli twoje dziecko naprawdę nic nie je, to znaczy, że nie je też: czekoladek, batoników, cukierków, żelek, ciasteczek, chipsów, słodkich jogurcików i innych przegryzek. To prosta dedukcja: bardzo możliwe, że twoje dziecko nie chce zjeść obiadu, bo jest zwyczajnie zapchane przegryzaczami i szczerze mówiąc ja po kawie z ciastkiem też nie mam ochoty na obiad przez jakieś dwie do trzech godzin nawet, a mam większą tolerancję na cukier i większy żołądek niż taki trzylatek. Jak maluch po zjedzeniu opakowania słodkiej mamby ma mieć ochotę za pól godziny na obiad z kurczakiem i surówką? Ja bym nie miała. I jestem wściekła, kiedy ktoś z partyzantki przychodzi i daje moim dzieciom słodycze tuż przed obiadem. Tak – jestem wtedy wściekła na partyzanta, nie na nie jedzące obiadu dziecko, bo to nie dziecka wina, że zostało zasłodzone i nie umiało sobie odmówić przyjemności. W takich sytuacjach zazwyczaj muszę przesunąć porę posiłku, bo zasiadanie do wspólnego obiadu nie ma wtedy sensu. Chyba że mam ochotę się kłócić z dziećmi przy stole, że gmerają w talerzach.

 

ALE! Zerknijcie do Matai, jej wpis udowadnia, że czasem cukier może być przydatny.

 

 

PIĄTY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Odpuścić. Już sugerowałam to w pierwszym punkcie, ale ja sama zastosowałam swego czasu następującą rzecz. Siadaliśmy do stołu i zapraszałam starszaka już trzy razy na obiad. On za każdym razem odpowiadał, że nie chce jeść, więc zastosowałam metodę trzecią: ok, nie masz ochoty dziś jeść, spoko. Jedyną uwagą, jaką obdarzyłam syna, było zaakceptowanie tego, że nie chce jeść. I nałożyłam jedzenie na talerze, usiadłam do stołu, był Adasio, był tata chłopców, usiedliśmy i jemy, gadamy, śmiejemy się.  Zaciekawiony radosną atmosferą Kosmyk, zaczął na nas spoglądać z ukrycia. W końcu zaczął podchodzić bliżej. Wreszcie stanął przy stole i zerknął w nasze talerze.

– A gdzie talerz dla mnie? – spytał.

– Powiedziałeś, że nie chcesz jeść, to nie położyłam. Zmieniłeś zdanie?

– Tak. Usiądę, może spróbuję.

– Jasne. – i to był jedyny komentarz, na jaki się zdobyłam, żeby nie krzyczeć z radości, hej, to działa! Dałam dziecku talerz, coś tam podłubał, zjadł kawałek mięska, widelec surówki, trochę ziemniaków. Niewiele. Ale zawsze więcej niż nic i bez męczącego namawiania. W każdym razie: im mniej szumu robimy wokół tego, że dziecko nie je, tym chętniej ono cokolwiek zje [patrz punkt drugi].

 

SZÓSTY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Wprowadź go w plan. Sugerowałam to już przy planowaniu posiłków i tekście o wyjściu z dzieckiem do sklepu. Jeśli spróbujemy z dzieckiem rozmawiać lub czytać o zdrowych produktach i co one dają człowiekowi, dziecko chętniej, nawet z ciekawości, będzie po nie sięgać. I tu uwaga: większość zdrowych produktów, jakie je mój syn, to nie są moje wybory, które ja przywiozłam do domu. Osobiście nie przepadam za jabłkami i rzadko je kupowałam, preferuję banany, ale to, że obecnie non stop mam w domu jabłka, to był wybór mojego syna, który właśnie je wybierał w sklepie i na nie miał ochotę. Nie na moje „zdrowe” banany czy winogrona czy śliwki. Na przekór.
Więc oddajmy czasem pałeczkę dzieciom, możemy pokazać im książkę kucharską i razem rozmawiać, które potrawy by nam smakowały i które moglibyśmy przyrządzić, możemy razem robić listę ulubionych potraw i pod nią robić wspólne zakupy, możemy wreszcie pozwolić dziecku wybrać to, na co ma ochotę w sklepie z warzyw i owoców. Jak nie zje, to przynajmniej spróbuje. A wspólne planowanie posiłków, zakupy pod te posiłki i wspólne przygotowywanie sprawiają, że dzieci mają większą ochotę choć trochę spróbować z tego, czego przygotowań byli częścią.

 

I jeszcze jedna kwestia, a raczej ciekawostka: starszak wykazuje o wiele więcej chęci do zjedzenia obiadu, kiedy pozwalamy mu uczestniczyć również w przygotowaniach do obiadu: nakryciu stołu, ułożeniu sztućców, zdecydowaniu o kolorze talerzy, rozłożeniu chusteczek, a nawet napisaniu na karteczkach imion, żeby było wiadomo, kto gdzie siada. Polecam serdecznie! Nawet, jak noże ułożone są totalnie nie z tej strony, co powinny, a ty nazywasz się „Mama Aiza”.

 

SIÓDMY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Pusty talerz. O tej metodzie przeczytałam w książce „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” [książkę, polecam tutaj], ale stosowałam ją intuicyjnie wcześniej, a raczej czasem robiła to moja mama. Po prostu dziecko dostawało pusty talerz i mogło samo sobie nałożyć, co chce. Raz to była sama marchewka z groszkiem, raz same ziemniaki, z biegiem czasu syn zobaczył, że fajniej, jak jest kolorowo i nakładał sobie wszystkiego po trochu. Dalej rzadko mu się zdarza zjeść wszystko [choć zdarza!], ale wiem, że przynajmniej zjada to, co chce i zjada bez szarpaniny. Tutaj ważna uwaga i jeszcze raz odsyłam do TEGO tekstu: jeśli dziecko nałożyło sobie twoim zdaniem za mało, to zawsze może sobie dołożyć. A poza tym to, co ty uważasz za mało, dla dziecka może być ogromne!

 

ÓSMY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Znowu odpuść. Poradniki będą ci trąbić o konsekwencji, że jak na obiad jest kaczka, to wszyscy jemy kaczkę i nie ma wyjątku. Jakbym to stosowała, to mój syn nie jadłby połowy obiadów w  ogóle, bo naprawdę jemu niewiele rzeczy smakuje. Więc odpuszczam. Nie chcesz dziczyzny na obiad? Ok, ale jest dziczyzna. Co mógłbyś zjeść, żeby usiąść z nami przy stole? Czasem to jest kromka chleba maczana w sosie z pieczeni. Czasem płatki z mlekiem. Czasem jogurt. Jasne, ciężko jest gotować obiady pod całą rodzinę i niejadka, to całkiem bez sensu [chyba że masz ochotę dogodzić], ale na litość – skoro dziecko nie jadło cały dzień [zakładam, że nie jadło, niejadki nie jedzą, również tych rzeczy z punktu czwartego] i się zapiera nogami i rękami przed tym konkretnym obiadem, bo ten konkretny mu nie smakuje, to niech sobie utrwali przynajmniej, że o tej porze jemy obiad i cokolwiek przekąsi. Mój syn miał kiedyś fazę na kanapkę z serem i masłem. Jadł je przez dwa miesiące non stop. Przeszło. Wyniki jakimś cudem ok. A teraz od jakiegoś czasu uwielbia zupę pomidorową. To nie problem pomrozić mniejsze porcje wcześniej ugotowanej zupy i dawać mu, gdy zgłodnieje.

 

DZIEWIĄTY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Książeczki. Co prawda, wiąże się to z ogólną rozmową, ale książeczki pomagają. Mamy taką książkę „Przekroje. Owoce i warzywa”. Syn  swego czasu jadł z nią każdy posiłek, żeby sprawdzić, ile i jakich dane warzywo ma witamin. W ten sposób się przekonał do pomidora i sałaty. Małe zwycięstwo. „Basia, Franek” też pomogła i „Muminki”, bo oni tam ciągle coś szamają. Dodałabym „Dzieci z Bullerbyn”, ale na razie tylko zachęciła syna do układania rzeczy w pokoju, jak Lisa, gdy w urodziny wyprowadzała się od braci 🙂

 

DZIESIĄTY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Szalej. W sensie bądź otwarta. Nie ma co się upierać przy jednym właściwym sposobie jedzenia, jeśli w grę wchodzi fakt, żeby dziecko cokolwiek zjadło. Chce sobie ułożyć buzię z jedzenia na talerzu? Świetnie, zjesz pierwszy nos czy może oczy? Chce polać sobie ziemniaki sosem, żeby „tonęły? i zrobiły bajorko? Jeśli tak będzie łatwiej ci zjeść, proszę bardzo. Chce jeść zupę na śniadanie? A czemu nie? Na obiad zje śniadanie, dżizas, będziemy się upierać przy odpowiednim daniu na odpowiednią porę czy raczej zależy nam, żeby jedzenie zostało zjedzone?  Dziecko w ogóle nie chce jeść z tobą przy stole? To niech je sobie na suficie, byleby zjadło. Zmuszanie kogokolwiek do siedzenia z tobą przy stole, tylko zniechęca nie tylko do posiłku, ale i do ciebie. Rytuał wspólnego posiłku nie jest rytuałem, jeśli choć jedna osoba siedzi przy stole i ma ochotę w każdym momencie uciec z pokoju.

 

JEDENASTY SPOSÓB NA NIEJADKA:

Mów. Opowiadaj. Słuchaj. Nie chcesz dziś jeść zupy? A na co masz ochotę? Kotlety? Spoko, zobaczę, co się da zrobić, może mam jakieś zamrożone i na jutro je wyjmę z zamrażarki, zobaczysz ze mną? A może jutro razem kupimy i zrobimy? Czytaj, tłumacz, opowiadaj o swoich doświadczeniach. Ja na przykład w końcu te jabłka polubiłam. Leżały na tym stole i leżały, jedno dziecko raz nie dojadło, drugie drugi raz nie dojadło, to żal mi było, zjadłam za nie…  I nawet nie wiem, kiedy kroiłam jabłka nie tylko dla dzieci, ale i dla siebie. Opowiadałam tę historię synkowi kilka razy, jako przykład, że nawet smaki mogą się zmienić, potrawy nie zawsze smakują tak samo, my sami czasami mamy ochotę na różne rzeczy w różnych momentach naszego życia. Nic nie jest przesądzone. Nasz mózg się rozwija, kubki smakowe też. Ten znienawidzony szpinak, w końcu może zasmakować. Warto raz na jakiś sprawdzić, czy już się coś zmieniło.

 


I tak, teoretycznie mój syn w dalszym ciągu jest „niejadkiem”. Bywa, że cały dzień jest na jogurcie naturalnym i mleku owsianym z płatkami ryżowymi. Ale wszystkie te metody skutkują tym, że tych dni jest coraz mniej, a panie z przedszkola potwierdzają, że czasem syn zje cały obiad nawet! Są dni, gdy w domu jeszcze doje na późną obiadokolację miskę zupy. Ja w ogóle pod niego przestawiłam nasze obiady na 17-18, Adasio wcześniej je delikatny lanczyk i właściwy obiad po południu. Przed snem chłopcy zjedzą jakiś jogurt lub jabłko. Obaj uwielbiają naleśniki. W sumie starszak mógłby żyć na mleku roślinnym, płatkach ryżowych lub gryczanych, pomidorze z serem, bułką z masłem, kiełbaskach i naleśnikach. No i zupie pomidorowej. No i jeszcze marchewce z groszkiem… I ziemniakach… i na ryżu… ojej… widzisz? Jak zaczęłam wypisywać wszystkie rzeczy, które je mój „niejadek”, zrobiła się dość duża lista! My, matki, często tak mamy, że martwimy się na zapas, bo wydaje nam się, że nasze dzieci mało jedzą. Ale jeśli zakupy przy kasie wciąż kosztują tyle samo, albo i więcej, a jedzenie, które kupujemy – jakimś cudem znika, to znaczy, że nasze dzieci coś tam jedzą. Warto zrobić listę tych rzeczy i się nimi pocieszać, żeby nie popaść w obłęd. Odsyłam też do tekstu o integracji sensorycznej, bo czasami problemy z jedzeniem wiążą się  właśnie z różnymi zaburzeniami i warto to sprawdzić u specjalisty.

 

Tak, znam wszystkie te uczucia niemocy, złości, obawy, troski, żalu czy złości, kiedy dziecko odsuwa prawie pełny talerz i mówi, że zjadło i nie jest głodne, jednak uważam, że lepiej zamiast zmuszać, próbować się pod takie dziecko troszeczkę dostosować. To w końcu ono się uczy jedzenia, a nie ja. No ale dobra, pisz jak na spowiedzi, co tak naprawdę je twoje dziecko? Zrobimy listę?

 


Natomiast jeśli interesują cię wpisy ode mnie, zainstaluj sobie, proszę, aplikację na telefon, gdzie będziesz mogła w każdej chwili spojrzeć, czy nie pojawiają się jakieś nowe wpisy: Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].