10 mitów o wychowywaniu dzieci, na które nie musisz się zgadzać

Joanna Jaskółka
24 marca 2016

Udostępnij wpis

Święta za pasem, czas spotkań z rodziną, przyjaciółmi, czas biesiad przy stole i wielki test na to, jaką jesteś matką w krytycznych oczach babć, cioć, wujków i reszty zainteresowanych. Chcesz, czy nie - musisz się na to przygotować. Na te spojrzenia, na te rady, na wszechwiedzące opinie i wciskanie ci modelu wychowawczego sprzed dekad. Obalmy więc 1o mitów o wychowywaniu dzieci.

 

 

10 mitów o wychowaniu dzieci, przed którymi powinnaś się bronić:

 

 

1. Nie noś, bo się przyzwyczai.

Z tą bzdurą rozprawiła się już Segritta tutaj. Mam nadzieję, że się nie obrazi,jak ją zacytuję:

Noworodka nie można przyzwyczaić do noszenia, bo to by było jak wyłowić z morza rybę i przyzwyczajać ją do wody. Noworodek jedyne co zna, to noszenie, kołysanie i spanie z mamą. On już jest do tego przyzwyczajony, bo nigdy nie miał inaczej. I nie dość, że życie płodowe go tego nauczyło, to jeszcze ma to zapisane w genach, bo jest z gatunku homo sapiens – a więc należy do noszeniaków – zwierząt, które przez początkową fazę życia, gdy są jeszcze niezdolne do samodzielnego poruszania się, odżywiania i wypróżniania, są noszone przez dorosłych członków stada.
 

2. Zostaw, niech się wypłacze.

 

Co prawda pisałam, że dziecko może płakać, ale raczej chodziło mi o to, że ma prawo przeżywać swoje emocje i nie należy ich tłumić. Zostawianie niemowlęcia czy w ogóle dziecka całego we łzach, trzęsącego się, zawodzącego, rozedrganego kompletnie samego to... znęcanie się. Inaczej tego nazwać nie potrafię.

 

 

 

3. On się na to patrzy! Daj mu jeść! Moje dzieci jadły już rosół w drugim miesiącu życia!

 

 

O tych i innych mitach pisałam już w poście o BLW i rozszerzaniu diety dziecka. W skrócie: Dietę rozszerzamy po 6 miesiącu, nie ma specjalnych zakazów, czego dziecko jeść nie może, mleko mamy lub mm jest podstawą do roku czasu, więc nic się nie stanie, jeśli rozszerzanie nam nie idzie, nie trzeba w jakichś specjalny sposób robić ekspozycji na gluten. I w żadnym wypadku nie dajemy dzieciom na samym początku słodkiego, żeby go do tego smaku nie przyzwyczaić. Proste. A jak się patrzy, to niech babcia wsunie kupę z jego pieluszki, bo też się na nią babcia patrzyła, może głodna?

 

4. Dalej go karmisz? Po pierwszym roku mleko staje się chude i bezwartościowe! [zamiennie z "On tak mało zjadł! Jest taki chudziutki!"]

 

Odsyłam: "Cała prawda o twoim chudym mleku". I w ogóle wszystkie komentarze dotyczące tego, jak karmisz swoje dziecko są zwyczajnie nie na miejscu i bardzo niekulturalne. Jeśli zamierzasz być równie niekulturalna, możesz zbywać takie teksty analizowaniem tego, jak obżera się komentujący. Bo przecież kieliszek wódeczki też jest bezwartościowy, a trzeci kawałek ciasta to już idzie  centralnie w dupę, a nie do brzucha. W krzesło się ciocia nie zmieści.

 

Jeśli zaś zapychają ci dziecko "bo pewnie głodne", przypominam tekst "Nikt jeszcze nie umarł z głodu nad miską zupy"

 

 

 

 

5. W dupę mu strzel, to się uspokoi.

O tym akurat świetnie napisał Kamil. Bo wiesz, że wierząc w skuteczność klapsa, jesteś ofiarą?

 

Jak udowodnili już wielokrotnie naukowcy (m. in. z londyńskiego Kings College, University College London oraz Maastricht University w Holandii), dzieci które otrzymują klapsy, mają mniejszą odporność na stres, gorzej radzą sobie pod presją, są mniej pewne siebie, częściej mają kompleksy, mają mniejszy iloraz inteligencji, znacznie częściej zachowują się agresywnie i mają zdecydowanie większą szansą nawet na wylądowanie w zakładzie psychiatrycznym. Co najgorsze, takie efekty mogą się ujawnić po 10, 15, a nawet 20 latach, bo wcześniej mózg będzie wypierał te wspomnienia. W niektórych przypadkach mózgi dzieci niczym nie różniły się od mózgów weteranów wojennych, którzy cierpieli na zespół stresu pourazowego.
 

I nie - wcale się nie uspokoi i wcale nie będzie "bardziej" grzeczne. Przestraszone - na pewno. Posłuszne? Owszem. Bo będzie się słuchał nie z miłości i chęci, a zwyczajnie ze strachu. Ze strachu, żebyś znów go nie pobił. A w strachu nie ma miejsca na zaufanie, nie ma miejsca na miłość nawet. Ostatnio tak sobie myślałam, że gdyby ktoś uderzył moje dziecko, "żeby było grzeczne", pewnikiem bym mu oddała. Bo nie wiem, jakie jeszcze argumenty mogą dojść do takiej głupoty. Chyba tylko te, które on sam rozumie - siłowe.

 

6. Dlaczego nie chcesz iść się pobawić z bratem? Idź się z nim pobaw, musisz kochać swojego braciszka!

 

Przepraszam, ale nie musi. Zmuszanie dzieci do czegokolwiek skutkuje tym, że zaczynają nienawidzić obiektu, do którego są zmuszane. Sorry, ale tak jest. Ja sama mam dość luźny stosunek do tego, czy moje dzieci będą się w przyszłości kochać i proszę Kosmyka o pomoc przy bracie tylko wtedy, kiedy sam chęć pomocy deklaruje, a i tak widzę, że najlepsza zabawa z bratem nie odbywa się przed obiektywem aparatu, nie przed oczami widzów, ale wtedy, gdy... zostawiam ich samych i nie wchodzę z butami w ich relację. Owszem, Daśko czasem oberwie od Kosmy bardziej niż powinien, ale kiedy płacze, widzę ukradkiem, jak starszy brat głaszcze go po głowie i szepcze "przepraszam!". Cudne mają te relacje, choć kiedy podobne zdarzenie ma miejsce w obliczu publiczności, Kosmyka trochę krępuje tkliwość do brata i jakby wyczuwał, czego oczekuje od niego otoczenie, chowa się za moimi plecami, pytając tylko, czy Adaśkowi nic się nie stało.

 

O tym, co zrobić, gdy rodzeństwo się bije, pisałam tutaj.

 

 

7. Musisz go jakoś zachęcić do raczkowania! Kup mu chodzik, prowadź za rączki, on ma już sześć miesięcy!

 

Podobnie jak z tym rodzeństwem, choć tu mowa o niemowlaku. Błagam, zbesztajcie [kulturalnie] każdą babcię, każdą ciocię, która na siłę będzie wam pionizować raczkujące ledwo co niemowlę.

"Uspokajam – każde dziecko rozwija się w swoim tempie i nie ma co na siłę przyspieszać. Jeśli twój maluch rozwija się dobrze, a lubi leżeć – niech leży. Dla ciebie to kilka tygodni spokoju i pewności, że jeszcze trochę jest cały twój, że jeszcze nie ucieka, że jeszcze jest malutkim dzidziusiem. A jeśli raczkuje i raczkuje i nie chce przestać, to… przegoń miotłą pionizującą babcię, wyrzuć swoje chęci postawienia na nogi i ciesz się raczkiem, bo raczkowanie jest najlepszym okresem [ostatnim przystankiem przed wielkim wyścigiem, gdy zacznie biegać]. Dlaczego? [więcej tutaj]".

 

8. Powiedz swojemu dziecku, że nigdy nikogo nie wolno bić!

 

Ku pamięci: "Jeden jedyny przypadek, gdy moje dziecko może kogoś uderzyć".

 

9. No, jak ty go będziesz tak bezstresowo wychowywać, to daleko nie zajdziesz, moja droga!

 

Największym i najbardziej szkodliwym mitem jest ten o bezstresowym wychowaniu. Choć mi przydaje się w jednej rzeczy - jeśli ktoś coś wspomina o bezstresowym wychowaniu i jego efektach, od razu wiem, że ta osoba o wychowaniu dzieci wie tyle, co ja o fizyce kwantowej. Więc tym bardziej jego porady mogę jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić, bo bezstresowe wychowanie nie istnieje. Polecam ci też tekst "Twoje dziecko zachowuje się najlepiej jak potrafi" oraz "Ile wart jest autorytety, który musisz wyszarpać z dziecka siłą?".

 

10. Ty go w ogóle nie pilnujesz? On tak sam będzie sobie chodził bez opieki?

 

Pamiętam, jak kiedyś dodałam kilka zdjęć Kosmyka na pomoście... Jakie się piekło rozpętało, żem nieodpowiedzialna, że dziecko się może utopić... działo się. Chodziło bodajże o to zdjęcie Kosmyka na pomoście, we wrześniu, gdy woda już znacznie opadła, pod pomostem było płytko i był to idealny czas na ćwiczenie i badanie tego, jak powinno się po pomoście poruszać. O matko, jakie ja baty dostałam! W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy rodzice, którzy byli oburzeni, w ogóle kiedykolwiek puścili swoje dziecko dalej niż metr od siebie bez asysty. A my, jako że tuż obok jeziora, uważamy za konieczność nauczenia dziecka chodzenia po tych deskach, tak samo jak rodzice, mieszkający przy ulicy, uczą swoje dzieci chodzenia jej poboczem. Z tą jedną różnicą, że nas nie przejedzie samochód, a we wrześniu nie ma gwaru, tłoku oraz żaglówek i motorówek przy pomostach, przy których nauka byłaby troszkę bardziej niebezpieczna, bo wpaść do płytkiej wody, a wpaść między żaglówkę a pomost, to jednak różnica. No nic. Sporo o tym pisałam w tekście "Bezpieczeństwo dziecka nad jeziorem".

 

 

10660089_848180705205872_7811813325609893771_n

 

 

10734091_876449129045696_1048640376130352802_n

 

 

A potem był tekst "Nie będę pilnować swojego dziecka" i to zdjęcie:

 

 

10615520_940078272682781_7374952149477567666_n-1

 

I znów afera, bo przecież "może spaść" i nie powinnam mu pozwolić, powinnam pilnować, chuchać, dmuchać. W tym tekście napisałam coś takiego:

Nie będę cię pilnować, Kosmyku. Biegaj sobie po polach. Tarzaj się w pozostałościach topinamburu. Penetruj bagniste brzegi rzeki. Potykaj się. Brudź się. Mocz nogi w rzece. Nigdy nie będę tą matką kwoką, co śledzi każdy krok i baczy na każde potknięcie.  To tylko buty. Tylko kurteczka. Tylko zadrapanie. Oddychaj, dziecko tym powietrzem i czuj całym sobą powiew tych resztek czystego wiatru na twarzy. Zapamiętaj ten świat, bo będziesz miał takie dzieciństwo, jak mama, a to okazuje się być luksusem, gdy coraz częściej słychać na ulicy:
Nie biegaj, bo się przewrócisz.
 
 

I kolejny raz baty i komentarze, że pewnie będę się durnowato cieszyć, jak se dziecko utopię. A ja się cieszę, choć może nie durnowato. Pozwalam dziecku na to, co chcę i co mieści się w granicach bezpieczeństwa. Oczywiście, że nie puszczę dziecka na ruchliwą ulicę. Oczywiście, że będę pilnować go na chodniku, oczywiście, że nie pozwoliłabym mu wejść na ambonę, której nie zna i oczywiście, że nie pozwoliłabym mu wejść samemu, gdyby wcześniej tego z tatą nie próbował.

Jednym z największych skarbów, jakie możesz dać swojemu dziecku, jest wolność i prawo do odkrywania świata na własną rękę. Wyjdźcie w święta do lasu, zanurzcie się w pola, odkrywajcie świat, a jeśli ktoś zacznie ci wmawiać, że powinnaś swojego malucha na otwartej i w miarę bezpiecznej przestrzeni trzymać za rękę, żeby się nie przewrócił, spokojnie powiedz, że swojemu dziecku pozwalasz na wszystko, co chcesz i uważasz za bezpieczne. Dla jego dobra.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

22 marca 2020
Dlaczego soda i ocet nie są najlepszym połączeniem podczas sprzątania?

W ciągu ostatnich trzech lat bardzo mocno wkręciłam się w naturalny ogród, ale wcześniej już zainteresowałam się ekologicznym sprzątaniem - soda i ocet to produkty, na których bazowałam. I pamiętam tę chwilę, kiedy dowiedziałam się, jak bardzo ekologiczne sprzątanie może być nieekologiczne. Gdybym nosiła kapcie, to by mi spadły. Mimo tylu lat chemii w szkole, […]

18 marca 2020
Bardzo przepraszam, ale edukacja domowa nie ma nic wspólnego z nauką zdalną, jaką serwuje nam szkoła

Ach, uleję sobie, bo dawno sobie nie ulewałam. Co mi tam. Bo ileż można czytać, że cała Polska jest w edukacji domowej. Nie jest. I jeśli myślisz, że wypełnianie po kolei zadań zadanych przez nauczycieli na ocenę to edukacja domowa, to wstań i się otrząśnij. Tak to, niestety, nie wygląda.    

16 marca 2020
Jak się ratować, żeby nie zwariować z dzieckiem w domu [spis DARMOWYCH platform, kanałów i wydarzeń online w czasie pandemii]

Ostatnio pokazałam na stories platformę do nauki, z której korzystał starszak [platforma jest dla nas obowiązkowa w ramach nauki online w szkole] i dostałam wysyp próśb i pytań, żebym pokazała, z czego uczy się starszak. I co mamy jeszcze w zanadrzu. Przeszperałam mój planer czasu, gdzie wypisałam sobie wszystko, z czego zamierzamy korzystać i myślę, […]

10 marca 2020
Kiedy dziecko traci to, co kocha najbardziej, a ty nie wiesz, jak mu pomóc

Żałoba kojarzy nam się  zazwyczaj ze śmiercią kogoś bliskiego i jest naturalnym stanem pojawiającym się po doświadczeniu straty. Żałoba dziecka podsuwa nam wyobrażenie pokrzywdzonej przez los sieroty, które utraciło mamę lub tatę. Od razu wyzwalają się w nas pokłady współczucia i bardzo dobrze to świadczy o stanie naszej empatii. Sytuacja utraty rodzica z powodu śmierci […]

5 marca 2020
Osiem rzeczy, którymi osiągniesz o wiele więcej niż zwykłą, pospolitą karą

Kara - słowo klucz współczesnego wychowania. Często stosowana zamiennie ze słowem "konsekwencje", które są niczym innym, lecz właśnie karą, tylko przyjaźniej nazwaną. Od lat unikam kar  i dopiero od jakiegoś czasu spotykam się z coraz większym zrozumieniem w tym temacie, jednak wciąż czuję zgrzyt, kiedy czytam, że ktoś nie stosuje kar na dziecku tylko konsekwencje. […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official