Zmywam naczynia i widzę, jak pachnący i wykąpany mościsz się już w pościeli. Domywam garnek, kiedy kiwasz na mnie ręką i filuternie, na tyle, na ile cię stać, układasz się na materacu. – Kiedy skończysz? – pytasz,  a ja wiem, że nie z troski o to, czy długo jeszcze muszą zapierdzielać, a wyłącznie ze swojej własnej potrzeby. Drogi mężu, kochanie… sorry, nie pójdę dziś z tobą do łóżka.

 

 

Od jakiegoś czasu [po tekście „Kilka słów, które…”] na moją skrzynkę przychodzi coraz więcej wiadomości dotyczących tego problemu i jestem autentycznie skonfundowana, że narasta on aż do takiej rangi. I że tak ciężko wyjaśnić sobie to małe nieporozumienie. Więc będę o tym pisać, póki będą przychodzić do mnie maile, że kolejna kobieta, kolejny raz, zostaje całkowicie sama.

 

 

Widzisz, mój drogi. Piszę w imieniu tych kobiet, które nie umieją ci same tego powiedzieć. Ja jestem po prostu zmęczona. Tak. Wiem. Uśmiechasz się, bo to jeden z najsłynniejszych cytatów kobiet zaraz po „boli mnie głowa”. Ale poczekaj z uśmiechem. Posłuchaj. Ja też pracuję. Czy w domu, czy dodatkowo jeszcze na etacie – też cały dzień mam zajęcie. Jestem tak zmęczona, że moje zmęczenie jest zmęczone. Jestem skonana. I kiedy widzę, że leżysz i pierdzisz sobie w kanapę, a ja jeszcze to i tamto, bo nie da rady tego odpuścić, nawet jak bym chciała, to wybacz, ale nie da się. Bo następnego dnia utonę w tych rzeczach. I nie czuję podniecenia na myśl o zbliżeniu z tobą, za to powoli zaczynam czuć wściekłość.

 

Wiem, doskonale zdaję sobie sprawę, że ty przez cały dzień również nie spoczywasz na laurach. Pracujesz. Masz swoje obowiązki przy domu, przy dzieciach czy co tam sobie robisz. I swój stres najlepiej odreagowujesz w łóżku. Znam ten mechanizm, sama tak robię. Wieczorem chcesz się odstresować, oglądasz film, klikasz w jakąś gierkę, potem się kąpiesz i… czekasz na mnie.

 

A mnie zaraz strzeli cholera, bo w czasie, kiedy ty leżysz, ja ogarnęłam kuchnię po kolacji, przygotowałam wam i sobie śniadanie na drugi dzień, poprasowałam ubrania i jeszcze muszę zmyć garnki, bo jak ich nie zmyję, to rano na blaty w kuchni trzeba będzie napalm spuścić, taki będzie armagedon po śniadaniu. Tak wiem – nie zwracasz na to uwagi. Ja tak. I przerażenie mnie ogarnia na myśl, ile następnego dnia będę mieć roboty, jeśli dziś sobie odpuszczę. Przerażenie, zdenerwowanie, więc szoruję ten garnek, mimo że mam ochotę wleźć pod kołdrę i po prostu stracić przytomność.

 

A nawet jeśli szoruję, bo nie wyrobiłam się z moimi obowiązkami, a ty ze swoimi jesteś w porządku, to w dalszym ciągu – nie, nie pójdę dziś z tobą do łóżka. Najwyraźniej mam gorszy dzień, gorszy moment, coś się ze mną dzieje i jeśli nie wyrabiam się z moimi obowiązkami, to tym bardziej – nie, nie pójdę z tobą do łóżka.

 

Nie pójdę i nie będę nawet szukać wymówki, bo ona leży w rozsypanych ciastkach na podłodze, sterczy w górze prania, rozpala się na przypalonym mleku na kuchence. Ona tu jest wszędzie, a ty leżysz i czekasz – król życia, pan kanapy, potężny władca pilota od dekodera  –  zamiast szybko ze mną ogarnąć, co trzeba i wskoczyć razem pod prysznic, gdzie możemy zacząć łóżkowe rytuały.

 

Tak! Chcesz, żebym była rozluźniona i w miarę spokojna, żeby z wdziękiem umościć się z tobą pod kołdrą?

 

To rusz tyłek i pozwól mi to przeżywać w takich warunkach, jakie mnie do leżenia z tobą nastrajają. Przestań jęczeć, że czekasz, że kiedy kochanie skończysz, że może byśmy… Zamiast mnie, sam siebie przyspiesz. Zmień pościel, rozwieś pranie, poskładaj to, co się wala po ziemi, poczekaj na mnie z tym prysznicem, może ja bym chciała, żebyś mi te plecy umył czy masaż zrobił. Rusz się do cholery, bo ja też bym poszła z tobą do łóżka, tylko, kurde, wciąż nie mam okazji. Zapierdzielam jak motorek, kiedy ty nastrajasz się przy kolejnym filmie, którego ja osobiście nawet nie chcę słyszeć, a co dopiero oglądać.

 

Słuchaj, kotku. To prosta sprawa: ty potrzebujesz seksu, żeby się odstresować, ja potrzebuję się troszkę odstresować na seks. Widzę, że leżysz, że czekasz, ale, kurde, ja też czekam! Czekam na moment, w którym wieczorem nie będę musiała nic robić. Jeśli więc do twojego mózgu dojdzie informacja: ja leżę, a ona coś jeszcze robi, to kurde wstań do jasnej ciasnej, pomóż jej, żeby szybciej to zrobiła i wtedy ona szybciej do tego łóżka przyjdzie, a na pewno będzie w lepszym humorze! 

 

 

I tyle. We dwójkę będzie sprawnie, ja będę spokojniejsza wizją wolnego wieczoru, ty będziesz spokojniejszy, wiedząc, że już zaraz, za chwilę, a jak już razem ogarniemy, co trzeba ogarnąć, to zawsze możemy razem skończyć razem pod prysznicem. Nie ma co zbytnio miąć tej świeżo zmienionej pościeli.

 

 

  • Pionierka

    Problem w tym, dlaczego ona uważa, że blat w kuchni, zmienianie pościeli czy rozsypane ciastka i prasowanie to jej problem. On nie używa tego blatu? Nie śpi w tej pościeli? Nie chodzi po okruszkach? Nie potrzebuje uprasowanych ubrań?

    • Jeśli uważa, to znaczy, że tego chce, że na tym jej zależy. Jemu nie zależy, jej tak.

      • Pionierka

        Czyli problem polega na tym, że mają sprzeczne cele i potrzeby, a nie na seksie. Moim zdaniem bardzo trudne do rozwiązania.

        • Sprzeczne cele to by były, gdyby on chciał wyjechać za granicę, a ona zostać tu gdzie jest. Albo gdyby on chciał dzieci, a ona nie. To jest zupełnie proste: ona chce mieć porządek, jemu nie zależy. Trzeba się spotkać pośrodku – on pomaga, ona odpuszcza.

          • Pionierka

            Próbowałam czegoś takiego. W efekcie on, który chciał mieć porządek był wściekły, bo stan mieszkania nadal nie był dla niego zadowalający, a ja byłam wściekła, że straciłam czas i energię na rzeczy z mojego punktu widzenia bzdurne i niepotrzebne typu prasowanie.

          • Czyli żadne z was nie potrafiło czegoś dla siebie zrobić i nie sprawiało wam to przyjemności. Czasem, jeśli kompromis nie jest możliwy, to zastanawiam się, po co być razem i się męczyć? Ciężkie, ale prawdziwe.

          • Pionierka

            Dlatego męczarnie zostały zakończone 🙂 A ja wyszłam z tego związku bogatsza o wiedzę, że wprawdzie można iść na wiele kompromisów, ale zdecydowanie łatwiej jest budować związek, w którym te kompromisy możemy zostawić sobie na bardziej ważkie kwestie niż to, czy ręcznik ma być uprasowany.

          • Ja wolę iść na kompromisy w sprawach błahych. Sprawy ważniejsze są wspólnym celem. Jeśli się w nich mijamy, to kiepsko to wróży. Na przykład, gdybym musiała zmuszać Chłopa do kompromisu [ja chciałam na Mazury, on chciał zostać w Wawie], to albo mieszkalibyśmy w Ostrołęce, albo jedno z nas byłoby nieszczęśliwe. Na kompromis można iść przy pierdołach, ważkie kwestie to, kurde, jednak nie kompromisowe chyba. Przy czym nie twierdzę, że twoja niechęć do prasowania jest błaha. To było dla ciebie ważne, więc absolutnie nie jest jakieś tam błahe.

          • Pionierka

            Kurde, nigdy tak o tym nie myślałam 🙂

  • Xenian

    Jestem w nietypowej dla kobiet sytuacji – to ja zawsze liczę na coś co nie następuje. Bo za dużo na głowie, bo dzień ciężki, bo nastroju nie ma, bo po prostu… Po prostu nie wiem jak można kochać i nie chcieć, nie czuć potrzeby. Ja też prowadzę dom, też pracuję zawodowo, zajmuje się dzieckiem, zakupami, sprzątaniem itd. A mimo wszystko mam ochotę. I męczę się ostatnio bardzo z tym. Bo wychodzi na to, że trzeba sobie libido obniżyć, żeby było jak u tych normalnych zmęczonych i wiecznie niechcących kobiet.

    • Seup

      Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. Hot Hug

      • Xenian

        Uhhh:)

        • Qajole

          Niekoniecznie od razu terapia. Najpierw badania tarczycy (tsh), prolaktyny i meskich hormonow zwlaszcza testosteronu. Nieprawidłowości w tych rejonach organizmu obnizaja meskie libido i to jest niezalezne od psychiki.

          • Xenian

            Właśnie też idziemy tym tropem i robimy badania

    • Terapia. Bardzo. Bardzo.

      • Xenian

        Mnie czy jemu? Czy nam:)? Poza łóżkiem wzorowe małżeństwo.

    • Skarb

      Po pierwszym dziecku dobrze na jego libido podziałało niemal niewinne pytanie: czy wiesz, że w polskim sądownictwie wystarczający dla orzeczenia rozwodu jest brak pożycia małżeńskiego przez pół roku?
      I tekst do teścia, który do zasmarkanego męża nawijał cośo tym, żeby mu trawkę na działeczce skosił: ja nie wyrażam a to zgody, zasmarkany od miesiąca i żadnego z niego pożytku nie mam.
      * mąż pracuje, zajmuje się dziećmi, obsługuje pralkę, zmywarkę i mopa

      Po drugiej przymusowo absyneckiej ciąży jest kiepsko. Czasem nawet coś planujemy, ale dzieci mają inne poglądy na ten temat, albo po prostu padamy usypiając dzieci po kolejnej zarwanej nocy (czyli każdej matki karmiącej).
      Przed nami praca nad bliskością, „odzaniedbaniem się”
      i odnowieniem bardzo ważnej tradycji polecanej nam przez księdza podczas ślubu:
      dwa kubki do codziennego wspólnego picia herbaty/kawy i obowiązkowej rozmowy w trakcie.

  • Seup

    Nie zgadzam się z powyższym tekstem. U nas wygląda to tak że dzielimy raczej wszystkie obowiązki domowe. Gotuję sprzątam kąpie dzieci itp itd. Oczywiście podział nie jest równy bo wiadomo nie da się. Gdy ja haruję w ogrodzie Żona sobie kawkuje i czyta książkę i podobnie gdy ona prasuje ja np oglądam Tv. Moim zdaniem problem leży w braku umiejętności odpuszczenia czasem brudnej podłogi czy naczyń lub prania itp a skupieniu się na drugiej połówce. Tej najważniejszej dla nas w życiu osobie. Dzieci dorosną a my zostaniemy sami o ile jeszcze będziemy razem. Przez ciągłe „coś ważniejszego” nasze wspolne relacje, nasza bliskość zepchnięta jest do najniższej rangi. Wszystko inne jest ważniejze tylko nie „my” . Wiem wiem jaka jest większość facetów też się tak zachowywałem nieświadomie. Bardzo się zmieniłem lecz nic nie zmieniło się w podejściu Żony. Przeprowadzałem różne „eksperymenty” więcej kwiatów, więcej gotuje, więcej zajmuję się dziećmi, 0 piwa itp, i inne. Nic nie sprawiło by sfera bliskości ponownie stała się dla Żony ważna. Obecnie waham się co jest dla mnie w życiu ważniejsze. Święty spokój i dobro dzieci czy też miłość i uczucie. Tak dobrze myślicie. Zastanawiam się nad rozwodem. Oprócz kredytu i dzieci nic już nas nie łączy i to jest straszne. Myślę o rozwodzie pomimo wszystkich jego przykrych konsekwencji dla mnie Żony i dla dzieci. Tak macie rację oczekując od mężczyzn więcej aktywnego udziału w obowiązkach domowych. Nagradzajcie ich za to dobrm słowem itd. Ale czasem raz dwa razy w tygodniu trochę odpuście i skupcie się na mężu i sobie. Umówcie się np że poniedziałek i piątek są wasze. Albo spontanicznie inicjatywa może czasem wyjść z waszej strony. Życzę wam miłości i trwałości, zrozumienia i rozmowy w waszych związkach.

    • To nie znaczy, że nie zgadzasz się z tekstem, tylko w twoim przypadku życie potoczyło inny scenariusz. Tekst wcale nie porusza tego, co dalej, jak tej drugiej stronie się nie chce. Specjalnie tego nie dotykałam, bo dla mnie sprawa jest prosta: terapia [co polecam] albo rozwód [ostateczność], bo tak – twoje uczucia są ważne, dzieci zaraz podrosną i przeżyją, jeśli będą mogły liczyć na ojca. Niemniej nie chciałam o tym pisać akurat w tym wpisie.

    • Marta

      może zamiast „eksperymentów” szczera rozmowa? albo terapia dla par? masz rację, że o bliskość trzeba dbać, czasem tylko trzeba czasu, by się tego nauczyć, podobnie jak nauczyć się trzeba sztuki odpuszczania
      jakiś czas temu też byliśmy na krawędzi rozwodu – teraz wydaje mi się to strasznie odległe i bardzo się ciesze, że podjęliśmy próbę zawalczenia o związek i nasze uczucie, ale do tego trzeba dwojga;
      a co do pomagania w domu: tak mój mąż pomaga i to bardzo, ja z kolei rozumiem jaka to odpowiedzialność, gdy jest się głównym żywicielem rodziny i z jakim stresem się to wiąże (zwłaszcza, gdy prowadzi się firmę i twój dochód zależy od zleceń, które raz są, a raz nie) i czasem o tę pomoc nie proszę – wolę by odpoczął lub zrelaksował się przy meczu albo poszedł na piwo z kumplami, serio wolę to niż czystą codziennie podłogę, idealny porządek i znerwicowanego męża w stanie przedzawałowym

      • Seup

        Eh. Widzisz to nie jest takie proste porozmawiać. Po pierwsze Żona nie za bardzo chce rozmawiać. Woli np poczytać sobie książkę albo porobić coś innego niż rozmawiać. Wynika to może z faktu iż jest beznadziejnym przypadkiem jeśli chodzi o rozmowę. Nie słucha, w rozmowie ciągle przerywa, nie daje dojść do zdania, przekręca moje słowa na użytek własnych argumentów, ciągle zmienia temat twierdząc że wszystko się ze wszystkim łączy że o rozgrzebywaniu dawno wyjaśnionych starych spraw nie wspomnę.
        to wszystko sprawia że rozmowa jest praktycznie nie możliwa. Nawet gdy wystarczy mi spokoju i cierpliwości by co rusz wracać do tematu, gdy jakoś znoszę ciągłe przerywanie to niestety nie jestem w stanie zaakceptować przekręcania dopiero co wypowiedzianych moich słów w sposób taki że znaczą co innego. Wielokrotnie próbowałem na to zwracać jej uwagę, prosząc by tak nie robiła bo jest to manipulacja. Twierdzi że ona tak słyszy bo słucha uczuciami a nie uszami. Cokolwiek nie powiem w rozmowie odbiera jako atak. A tka nie jest nawet jeśli wytrzymam np 10-15 min Ona w końcu podnosząc ton i zachowując się w ten sposób prowadzi do kłótni i wyprowadza mnie z równowagi. Dodam tylko że nie chce iść wspólnie na terapię ani do lekażą psychologa czy psychiatry. (podejrzewam chorobę psychiczną – chciałem byśmy poszli razem)
        Właściwie to już zdecydowałem o rozwodzie. Planuję sprzedać dom po sprzedaży domu. Oznajmić o podjętej decyzji. Pomóc Jej i dzieciom w zakupie mieszkania i przeprowadzce urządzeniu i tych wszystkich sprawach. Powinno starczyć na dwa mieszkania. Alimenty będę płacił bo bardzo kocham córki i po prostu to mój obowiązek. Będę odwiedzał je jeśli tylko pozwoli jak najczęściej. Fundował wakacje o ile mnie będzie stać itd. Ale poszukam też własnego szczęścia. Może za jakiś czas z inną kobietą. Na razie nie myślę o tym.

        • Marta

          Smutne 🙁 ale bez jakiegokolwiek ruchu z drugiej strony chyba faktycznie masz
          związane ręce. Szkoda,że nie udało się przekonać żony do terapii. Mam nadzieję, że uda się Wam przejść przez to na spokojnie… ciężka sprawa, życzę Ci dużo siły i nie odpuszczaj w sprawie dzieci – będą Cię z pewnością bardzo potrzebować. W sumie właśnie przypomniałam sobie o znajomych, których relacje poprawiły się właśnie po rozwodzie – wcześniej nie byli w stanie już ze sobą nawet rozmawiać, ciągłe krzyki i kłótnie – teraz mogą się przyjaźnić i sami stwierdzili, że rozwód, choć bolesny – był najlepszą ich decyzją.

        • Kasia

          Hm… Trochę nie rozumiem… W związku z trudnością, a może wręcz z murem, przez ktory nie da się przeskoczyć i dojść do porozumienia podejrzewasz u żony chorobę psychiczna… Załóżmy, ze masz racje… I co, chcesz zostawić córki z matką, podrosną, będą miały swoje zdanie i beda żyć pod chore dyktando matki, z ktora rozmowa nie ma sensu… A Ty sobie wyfruniesz z gniazdka i „wow! I feel good!” -zaczniesz oddychać pelna piersią odciazony od wszystkich codziennych obowiązków, związanych z dbaniem o dzieci… Świetny masz plan. Niech żyje wolność! Wolność i swoboda. Przepraszam Cię, ale gdybym byla facetem i podejrzewała chorobę psychiczna u żony, to nie wyobrazalabym sobie dopuszczenia scenariusza,w którym zostawiam dzieci z osoba chora, niezdolna do empatii, rozmowy i zrozumienia. Walczyłabym o dobro dzieci…

          • Seup

            Po pierwsze Kasiu to nie jest tego typu choroba. Po drugie nie chce zostawić dzieci tylko jak najczęściej się z nimi widywać. Chodzić na basen na rowery. Odbierać w miarę możliwości ze szkoły i pomagać w nauce. Powiedz jak inaczej wytłumaczyć niechęć do lekaży psychologów/psychiatrów. Próbowałem z żoną terapii parę lat temu. Po pierwszej wizycie stwierdziła że terapeuta jest stronniczy i do niego więcej nie pójdzie a sama go wybrała. Proponowałem to wybierz innego. Odpowiedziała że nigdy nie pójdzie ze mną na terapię. Co zresztą ostatnio potwierdzila. Leczyła się 2 lata temu na depresje. Nie brała przepisanych leków bo nie i koniec. Bo to chemia. Brała ziołowe 20x słabsze.
            Wiem że rozwód to jak bąba atomowa. I że najbardziej cierpią dzieci. Bardzo bym chciał zrobić to po ludzku i z szacunkiem do siebie nawzajem. Podchodzę już do tego na chłodno bo skończyły mi się uczucia. Po prostu zrobię wszystko by to jak najmniej bolało i Ją i mnie i dzieci. Trwając tak dalej ryzykuję zdradę (w zakapianek chwili słabości) i własne zdrowie psychiczne. Rozumiem Twój punkt widzenia choć nie do końca się z nim zgadzam. Otrzyma po rozwodzie większość pieniędzy i dobre alimenty oraz moją pomoc w wychowaniu i inne. Widzisz. Z perspektywy 4 ostatnich lat żałuję że wtedy tego nie zrobiłem. I ja i ona bylibyśmy może już otrząśnięci po traumie jaką jest rozwód. To jest ciężkie przeżycie dla obu stron. Największa porażka życiowa. Faktem jest że wydaje się iż faceci lepiej to znoszą. Bo imprezują piją, skaczą z kwiatka na kwiatek itd. Ale pogadaj z psychologami. Wyniki są porażające. Obie płcie podobnie ciężko znoszą rozwód. Choć inaczej.
            Eh. Na końcu powiem tylko tyle. Każdy kolejny dzień utwierdza mnie w przekonaniu że to dobra decyzja. P.S. Rozwód nie oznacza że przestaje się kochać tę drugą osobę tylko że ucieka się by ratować resztki miłości do siebie.

          • Kasia

            Zrób to, co uważasz za najlepsze. Tylko bardzo przyglądaj się córkom. Rozmawiaj z nimi, tlumacz, pytaj, jak sobie radzą. Pokaz im, ze komunikacja przede wszystkim – ze mogą z Toba porozmawiać o wszystkim.

          • weronika

            Tak się składa, że mam w rodzinie osobę chorą psychicznie. Nie mów, że to „nie tego typu choroba”, jeśli nie jest zdiagnozowana… U nas przez lata nie wiedzieliśmy, o co chodzi – wiedzieliśmy, że jest jakaś dziwna, przekręca nasze wypowiedzi, wszystko odbiera jako atak, nie da się z nią rozmawiać. Myśleliśmy, że to trudny charakter. Okazało się, że schizofrenia.

            Nie zostawiaj dzieci z chorą psychicznie matką, szczególnie, jeśli ona nie chce się leczyć. Gdy powiedz jej o rozwodzie, choroba może się nasilić. Wszystkie swoje problemy wyładuje na córkach. Rozpocznie się też ustawianie córek przeciwko tobie, a być może również odcinanie od całej rodziny. To może zniszczyć psychikę twoich córek. Jeśli ci na nich zależy, to nie dopuść do tego. Nie chodzi mi o to, że masz się nie rozwodzić, ale walcz o miejsce pobytu córek u ciebie, opiekę naprzemienną, ustalone kontakty i przede wszystkim – zgłoś do sądu rodzinnego, że ze względu na dobro małoletnich prosisz o przymuszenie żony do diagnozy i podjęcia terapii…

          • Pasażer

            Weroniko. Dziękuję bardzo za te słowa. Na razie się nie poddaję i walczę o w miarę normalne relacje w naszej rodzinie. Nie chcę rzucać bomby atomowej a tym byłby rozwód. Myślę że coś może zrozumiała. Może coś dotarło do niej po tym jak tydzień nie rozmawialiśmy a ja spałem osobno na dole. Postanowiłem się zabezpieczyć finansowo na wypadek rozwodu. Dostałem niedawno spadek. Miałem pierwotnie spłacić nasz kredyt na dom ale postanowiłem kupić na ojca mieszkanie i je wynajmować. W razie czego będę miał gdzie mieszkać. Nie tak to powinno wyglądać. Powinna być miłość i zaufanie itd. A nie mieszkanie razem dla dobra dzieci. Eh to pisałem ja Seup

  • Jednym słowem jak sobie pościelisz tak się wyśpisz ?

  • Marta Rusek-Cabaj

    Wyśmienity tekst! Często tak jest… Nie zawsze, ale są takie momenty, kiedy faktycznie – on jak pan czeka, a Ty jeszcze to, jeszcze tamto… 😉

  • Kamila Ka

    Dziekuje za ten tekst!! Temat chyba traktowany troche jako tabu ale taki aktualny dla tak wielu kobiet 🙁 Dobrze wiedziec ze to nie tylko ja jestem pod wieczor taka skonana (na co malzonek pyta ‚a czym ty sie tak zmeczylas?? no bo przeciez ***nie pracujesz) i mam ochote zapasc w sen zimowy jak niedzwiedzie- na coajmniej kilka miesiecy 😀 Jestes wielka <3

  • Natalia Głodowska

    Ej, no ludzie – a nie da się tego seksu po prostu zaplanować? Uzgodnić, zakreślić w kalendarzu: tego dnia robimy wspólnie to i to, a potem czas tylko dla nas albo tego dnia odpuszczamy to i to i to i zostaje czas tylko dla nas.

    A i jeszcze: też kiedyś myślałam, że muszę mieć „czystą głowę”, żeby się rozluźnić i czerpać przyjemność ze zbliżenia. Z biegiem czasu (i dzięki macierzyństwu) zrozumiałam, że nie da się nigdy osiągnąć takiego stanu, zawsze będzie coś na głowie czy to nieposprzątany blat czy śmierdzące powietrze albo zatruta woda i stan edukacji za kilka lat 😉 Myślę, że to bardzo ważny tekst i prawdziwy. Mam nadzieję, że da potrzebującym tego kobietom odwagę do powiedzenia tego wszystkiego swoim partnerom. To czego mi jednak w nim brakuje, to próby spojrzenia głębiej. Zapytania siebie: dlaczego? Dlaczego ten blat kuchenny jest ważniejszy? Dlaczego uważam, że coś musi być zrobione? Dlaczego tak się zamęczam? Może mam w głowie stereotyp Matki-Polki? A może wcale nie mam już ochoty na seks ze swoim partnerem? Może przez karmienie piersią mam obniżone libido i jeszcze potrwa zanim to się zmieni? To wszystko wymaga przepracowania w swojej głowie, podobnie jak stawiamy sobie pytanie: jakim chcę być rodzicem? tak można od czasu do czasu pomyśleć: jakim chcę być kochankiem? (a może w ogóle nie chcę?)

    • Dziękuję. A żeby wyjaśnić niedopowiedzenie – każdy tekst na blogu jest częścią całości – bloga. Czytany jako jeden zawsze będzie coś w nim niedopisane, niedopowiedziane, bo o wielu rzeczach trąbię, gdzie indziej. Samoświadomość i pytanie siebie jest jednym z głównych tematów, choć temu poświęcę całkowicie odrębny tekst niedługo 🙂

      • Natalia Głodowska

        To czekam na ten tekst z niecierpliwością! 😉 Tak świetnie opisałaś, jak mówisz „nie” swojemu synkowi – że odmawiasz, ale ustalacie kiedy można jego pragnienie zrealizować. itp. Traktujesz swoje dziecko po partnersku. I tak sobie pomyślałam, że to jest recepta nie tylko na relację rodzic – dziecko. To jest po prostu uniwersalny wzór zachowania – umiejętność mówienia „nie” bez zrywania więzi.

  • Dominika Mirek

    Mam wspaniałego męża. Póki co? jak przychodzimy z pracy oboje raczej bierzemy się za domowe obowiązki. I nie tylko teraz jak jestem w ciąży. Wcześniej też go o to prosiłam. Ja mam pracę „siedzącą ” On – bardzo ciężką fizyczna. Nie raz przychodzi zmęczony. Nie raz gorzej niż ja ale jednak- chociaż pranie powiesić. Żeby mnie było lżej ?

  • Magdalena Potocka

    Ależ jeżeli ktoś woli sprzątać niż kochać się z partnerem, to nikt nie ma prawa się w to wtrącać. Osobiście bez żalu zostawię brudne gary dla dobrej książki albo dla dobrego seksu 😉 Albo po prostu bo nie chce mi się wieczorem zarzynać w imię sterylnie czystej kuchni.

    • Xenian

      No właśnie ja tego też nie rozumiem bo chętnie zaniedbałabym obowiązki w imię miłości i seksu 🙂 niestety akurat mój partner nie jest zbyt chętny więc sobie mogę…

  • Rafał Dzianach

    Rozmawiaj. Ze. Swoim. Facetem.

  • Agnieszka

    Cały problem leży w Twoim zmęczeniu. Sama to dobitnie tłumaczysz. W TWOIM przemęczeniu. A nie w mężu. Dlaczego więc akurat on ma cierpieć z powodu Twojego przemęczenia? Na Twoje przemęczenie wpływa nie tylko ogrom pracy w domu, ale też praca zawodowa. Problem można rozwiązać na kilka sposobów, nie koniecznie przez unikanie męża i nakładanie mu większej ilości obowiązków. Np. część obowiązków domowych można oddelegować komuś z zewnątrz albo dzieciom. Jeśli uważasz, że Ty robisz to lepiej niż kto inny, to rób nadal, ale zmniejsz wymiar etatu w pracy zawodowej. Niektóre rozwiązania problemu kosztują trochę pieniędzy, ale to przecież TYLKO pieniądze.
    Kochaj męża.

  • Olga

    Zdarza się, że któreś z nas jest zmęczone i nie mamy problemu powiedzieć sobie po prostu „Dzisiaj nie mam ochoty jestem zmęczony(a)/mam jeszcze dużo do zrobienia” i druga osoba to rozumie. A jak mam ochotę ale muszę jeszcze sporo zrobić albo po prostu marzę o spokojnej długiej chwili w łazience aby się zrelaksować to po prostu mówię o tym mężowi i proszę aby w tym czasie zajął się dzieckiem lub w czymś mi pomógł jeśli dziecko już śpi. Myślę, że największym problemem nie jest brak czasu i masa obowiązków tylko rozmowa i pamiętanie, że nie jesteśmy tylko rodzicami, nie jesteśmy też tylko pracownikami, gospodynią domową, ale też (a może przede wszystkim) małżeństwem. I nawet jak seks nie wchodzi w rachubę (bo dziecko nie śpi, bo mam okres itp) to zawsze można powiedzieć drugiej osobie „kocham Cię”, dać buziaka czy przytulić w przelocie między jednym a drugim obowiązkiem. Wysłanie smsa „Kocham. Miłego dnia” też dobrze wpływa na związek 😉

  • Ania

    Może to głupie co napisze ale przynajmniej facet z tej historii „ma ochotę”, mój nie ma od dawna, jak tak sobie myślę to chyba od zawsze nie bardzo go to interesowało a ja naiwna myślałam ze to się zmieni bo ja lubię seks. Próbowałam wszystkich sposobów i nic, przestałam próbować i zamiatana pod dywan frustracja i żal zaczyna się spod tego dywanu wysuwać bo już się tam nie mieści. To chyba w sumie cud że mamy dziecko. Moja samoocena i poczucie własnej wartości i atrakcyjności równa się zero. Efekt: od kilku lat wegetuję w martwym małżeństwie i wszystko co nas łączy to dziecko i kredyt. Chętnie poszłabym na terapię ale on nie pójdzie, nie ma szans. I co? Sytuacja patowa a jak dodacie do tego jego obsesje na punkcie czystości i moje hobby jakim jest (a w zasadzie było) gotowanie to robi się już z deka patologicznie. A ja nie mam odwagi żeby to zmienić.

  • Troche to smutne, ze niektore kobiety musze same ze wszystkim zapierdalac, ale czasami naprawde warto odpuscic zeby pozniej dzialac ze zdwojona sila. Nawet jesli raz by ten armagedon mial byc?

    • Mariusz

      Musza? A kto wam kazał iść do roboty? Przy dzisiejszym zaawansowaniu technologicznym mogłybyście siedzieć w domu i zajmować się domem nic poza tym, gdybyście nie głosowały na rządy etatystyczne zabierające waszym mężom ponad połowe dochodu. Zachciało się feminizmu to zapierdalajcie, pamiętajcie że w złym patriarchacie mogłyście robić co chcecie wystarczyło zrobić obiad posprzątać i tyle. O seksie nie mówie bo to przyjemność dla kobiet większa niż dla mężczyzn. Same chciałyście, same głosujecie na tak wysokie podatki i regulacje uniemożliwiające mężczyznom zarabianie porządnych pieniędzy to teraz płaczcie. Nie jest mi was żal. Jak mam mieć żone która mi nie sprząta i nie gotuje a jeszcze do tego sprawia problemy z seksem ( chociaż ja o to nie pytam , po prostu biore ) to mi się to nie opłaca.

      • ddd

        nosz ku$%a, TYLKO (!!) posprzątać i ugotować?? co za debil. pewnie nadal mamusia skarpetki i gacie pierze i poskładane układa księciuniowi w szufladzie..
        i jeszcze „chociaż ja o to nie pytam , po prostu biore” <= czyli gwałcisz swoją partnerkę/żonę/dziewczynę? to musi być troll, nie ma takich głupich ludzi

        • Mariusz

          Nie gwałce, po prostu nie pytam. Mężczyzna nie pyta się o pozwolenie kobiety w żadnej kwestii, robi to na co ma ochote. Jak moja dziewczyna stawia opory to używam troche siły. NIe mocno, bez patologii. W końcu wiadomo że jestem silniejszy i nie ma żadnych szans. Szybko odpuszcza.

          • ddd

            dobra, koleś, trollować też trzeba umieć, popracuj nad tym

          • Już zbanowany, droga dziewczyno Mariusza, jeśli coś, mam dowody, że się przyznał i możesz spokojnie składać zawiadomienie na policję.

          • Haha no raczej, ze placze teraz, ale ze smiechu, ze jeszcze sieja takich troli internetowych ?

  • Małgorzata Makowska

    przeczytałam ten tekst mojego facetowi i pytam go co mysli? a on krótko: to nie może jej po prostu wstać i pomóc?

    • C3P0

      Tak nauczyła księcia, to tak ma.

  • C3P0

    Drogie Panie, z kim Wy w takim razie związałyście się? Nie kupuję bajki pt: Był inny, ale się zmienił.

  • Paula

    A ja znam ten układ … mama jak tylko nas urodziła od razu do pracy ( kiedyś maks 3 miesiące macierzyńskiego, a było, że szybciej wracała). Wracając z pracy od razu tu posprzątać, tu na karmić naszą ekipę, podać obiad, ugotować obiad na dzień następny, przygotować ubrania opiekunce, zrobić zakupy, pranie, prasowanie, wykąpać dzieci, położyć spać, zaśpiewać kołysankę, wstać w nocy nakarmić, utulić bo śnił się koszmar, obudzić z rana tatę bo do pracy, uszykować kawę i śniadanie itd. itd. Mimo tego, że kocham ich oboje najmocniej na świecie – powiedziałam sobie, że nigdy, ale to PRZENIGDY nie będę miała takiego modelu małżeństwa. To tata trzymał całą kasę, mama do tej pory mimo tego, że już wszyscy jesteśmy dorośli, można powiedzieć nie ma bezpośredniego dostępu do pieniędzy – przez siebie zarobionych. Tata rozrzuca skarpetki po kątach, talerzyk po kolacji zostawia w zlewie, kawy sobie też sam nie zrobi, umyć naczyń po obiedzie nie umyje, obiadu nie ugotuje, w cotygodniowym generalnym sprzątaniu również nie pomoże, a dołoży roboty. Jakim szokiem dla mnie było, kiedy po 30 latach po raz pierwszy widziałam tatę z odkurzaczem w ręku w te Święta Bożego narodzenia i wiem, że kolejny taki obraz ujrzę, za hmmm kolejne 30 lat ( mam młodych rodziców 😉 ) Wtedy kiedy mama robi zakupy podstawowe, tata krąży po sklepie i kupuje kolejne narzędzia, które ” a nie mówiłem, że po 3 latach, że się przyda”. A ona w tym czasie – mąka, ser, chleb, proszek itd. itd. Dlatego też, z moim mężem postępuje zupełnie inaczej niż moja mama ;). Szybko zamieszkaliśmy razem i szybko się przekonał, że nie jestem z tych kobiet, które uważają tylko za swój obowiązek prowadzenie domu. Tak samo jak on i JA pracuję. Im lepiej pracuję, tym więcej zarabiam ( system prowizyjny), a nie spoczywam na laurach, bo nasz klient nasz pan – i zdarza mi się w weekendy pracować. Dlatego też, mój mąż wie, że czasem to ja mam ochotę poleżeć chwilę przed TV i w tym czasie leci schować naczynia do zmywarki, jak co tydzień robię generalne porządki, sypialnia i salon to jego pole do popisu. Odkurzacza się nie dotykam, śmieci wyrzuca mąż. Obiady również gotuje średnio co drugi weekend, właśnie po to, aby sprawić mi przyjemność, bo ma na to ochotę, bo chce żebym w sobotę, czy niedzielę miała wolne :). Zakupy robimy na zmianę, albo razem :). I doskonale wie o tym, że jak pojawi się dziecko, będzie musiał pomagać mi podwójne. I nie powiem, na początku było bardzo ciężko 😉 – słyszałam słowa ” ciągle marudzisz”. Nie – ja proszę, zetrzyj kurze, sprzątnij skarpetki swoje, schowaj swoje ubrania, schowaj swoje narzędzia i porozkładane sprzęty – po prostu sprzątaj po sobie :). Zrozumiał, pomaga, wykazuje inicjatywę ;), poza tym Teściowa stoi za mną murem i od czasu do czasu przypomina moje mężusiowi, że służącą nie jestem 😀 .

  • Magdalena

    Swietny wpis. Oczywiście nie tyczy sie wszystkich facetów. Ale super w 100%opisalas sytuacje ktore dzieja sie w życiu. Gratuluje lekkiego pióra i kreatywnosci. W wolnym czasie zapraszam do mnie. http://wolnamk.blogspot.com/?m=1

  • Magdalena Potocka

    Polecam przypomnieć sobie, jakie się ma priorytety. Może np. zdrowie psychiczne?
    https://www.facebook.com/littlethingscom/videos/750244155184959/?hc_ref=NEWSFEED

  • Gienia Malenia

    Świetny tekst!

  • Miaucoon

    🙂 ogólnie rozumiem sens tego wpisu i poniekąd się z nim zgadzam, ale jak czytam argumentację o tym strasznym robieniu prania, czy też męczącym zmywaniu, to jedynie śmiech mnie ogarnia. Kobietki, ja wiem że ten argument niejako wyssałyście z mlekiem matki, ale do cholery otwórzcie oczy, jest 21 wiek, od urodzenia, lub przynajmniej od kilkunastu lat większość z Was nie zrobiła porządnego prania ani zmywania, no może poza ekstremalnymi, imprezowymi sytuacjami, robią to urządzenia ?

    Rola człowieka, niezależnie od płci, ogranicza się jedynie do włożenia i wyjęcia zawartości. Reszta, to kwestia organizacji, która jak widać u Was kuleje, bo zamiast pogadać lub wziąć za łeb swojego faceta, piszecie płaczliwe maile do blogerki. 😉

  • weronika

    Aaa ja tam wolę piznąć te naczynia, otworzyć wino, ubrudzić kieliszki, i kochać się tak, żeby cała pościel była do wymiany 😛
    Nawet jeśli ma to skutkować armagedonem dnia następnego, to nawet lepiej, bo mężczyźni dopiero armagedon zauważają 😀

  • Hmmm, to faceci są jednak takimi optymistami? http://tastywayoflife.com/seks-po-dziecku-wedlug-panow/