Matka Tylko Jedna

March 25, 2017 at 3:39 pm

Pierwsze buty dziecka? Jego własne stopy!

Pierwsze buty dziecka? Jego własne stopy!

 

 

Jeśli miałabym wybrać pytanie roku, które dotyczyłoby mojego młodszego syna, nie byłoby słowa o tym, co je, jak je i czy nosi czapeczkę. Najczęściej pojawiającym się pod zdjęciami Adasia pytaniem było: „A gdzie on ma skarpety”. Jakoś się tak utarło, że do tego całego majdanu, jakim trzeba okrasić niemowlaka, należy koniecznie dołożyć pierwsze buty dziecka, najlepiej takie sztywne, zakrywające nogę, dające pewność, że jak dziecko wpadnie w nich do wody, to nie będzie cierpieć, po prostu się szybko utopi.

 

No dobra, jak zwykle przesadzam. Ale faktem jest, że większość rodziców kupuje swoim dzieciom jako pierwsze buciki do chodzenia ciężkie, zabudowane prawie że kozaki, bo mają wrażenie, że kosteczki ich dzieci są tak delikatne, że potrzebują dodatkowego wzmocnienia. Innym faktem jest to, że często zbyt szybko pionizujemy dzieci – nie mogąc się doczekać, aż staną, ciągamy je za rączki, zachęcamy, namawiamy, a one, wlepiając w nas te ufne ślepia, robią to, o co je prosimy, bo nie wiedzą, z jak dużymi to się może wiązać problemami w przyszłości… O tym momencie „pierwszych kroków” świetnie napisał tutaj Paweł Zawitkowski:

Stopy „przygotowują się do swojej roli” już w łonie mamy i zaraz po urodzeniu (od pchania w podłoże, pod różnym kątem, z różnych stron, itp).

Jaka jest praktyka…? Śpiochy, 4 pary skarpetek, śliskie podłoże – kołdra na panelach, na dywanie – żeby było ciepło i nie „ciągnęło” od podłogi… Buty „do nauki raczkowania, do nauki chodzenia”, uporczywe sadzanie na podłodze, wersalce, przyśpieszanie zdobywania kolejnych umiejętności, bo inne dzieci już, a moje nie… Stawianie i prowadzanie dzieciaków od rana do wieczora – bo mu się tak podoba… Prawda jest taka, że nam jest po prostu wygodniej i chcemy szybciej i ktoś nam mówił, że tak lepiej, bo wychował czworo dzieci…

Właśnie w tym momencie NIE WOLNO zabierać stopom możliwości kształtowania swych umiejętności w „bojowych warunkach” zakładając uparcie dzieciakom „buty do nauki chodzenia”… NIEEEE
Jak mają się nauczyć odpowiedniego obciążania stopy, przenoszenia ciężaru ciała, CZUCIA PODŁOŻA I REAKCJI RÓWNOWAŻNYCH, kiedy mają na nodze betonowy ciężar, do tego sztywny i zabierający im możliwość zdobywania koniecznych DOŚWIADCZEŃ SENSOMOTORYCZNYCH – tłumacząc na język polski – „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”?!

 

Cóż mogę dodać? Sama prawda i też już o tym pisałam w tekście „Jak zachęcić dziecko do raczkowania„. Nie czytałam wcześniej Pawła Zawitkowskiego, mignął mi tylko w jakiejś śniadaniówce, ale już kiedy Kosmyk był mały goniłam babcie usiłujące „postawić” dziecko na nogi. Pierwsze buty dziecka? O matko, on chodził bez butów pół roku, bo czas jego największej aktywności akurat przypadł na okres wiosenno letni, a w domu nikt z nas nie używa kapci. Biegał na boso, każdego dnia doświadczając wspaniałego masażu świeżego piasku i mokrej trawy. Doskonale nauczył się chodzić bez butów po pomoście, po wodzie, po szyszkach, po wszystkim, co jego małe paluszki napotkały.

PIERWSZE BUTY DZIECKA

Kiedy pytacie mnie o pierwsze buty dziecka, zawsze odpowiadam: nieważne jakie, ważne, żeby wam się podobały i miały miękką podeszwę dostosowującą się do stopy. Bo to nie but ma chodzić, tylko twoje dziecko. To nie but ma wyznaczać rytm, ale twoje dziecko. Jedynym butem, jaki nauczyć chodzić twoje dziecko jest… jego własna stopa. I to ona tu rządzi. But się musi do niej dostosować, nigdy odwrotnie.

 

Koleżanka, matkawariatka.pl w swoim wpisie o zdrowych stopach również cytuje Pawła Zawitkowskiego:

 

 „Jednym z najkoszmarniejszych pomysłów jest zakładanie niemowlętom, które jeszcze nie chodzę, bucikó do nauki chodzenia lub w innym podobno celu – prawidłowego kształtowania struktury stópki. Innym, dramatycznym pomysłem są jeszcze żywe pokusy, by kupować dziecku i na „po domu”, i na dworze buty ze sztywną, wysoką cholewką, twarym napiętkiem i wyprofilowaną twardą podeszwą z malutkim obcasikiem. Dramat!”.

 

A dalej już sama pisze:

 

Maluch po domu powinien biegać na bosaka, w skarpetach antypoślizgowych, dopasowanych do stopy tenisówkach (zima) lub kapciach z cienką podeszwą. Buty na dwór nie muszą (a często nie powinny – chyba że jest miękka) mieć wysokiej cholewki. Podeszwa powinna być cienka, wyginająca się na wszelkie możliwe sposoby, sprężysta. Powinna dać się zgiąć w poprzek mniej więcej w okolicy 1/3 długości – patrząc od przodu buta. But powinien dobrze trzymać stopę, ale w śródstopie, a nie w kostce.

 

DLATEGO WŁAŚNIE CHODZIMY BOSO!

A nawet Adaś. I te wszystkie żarty moich czytelniczek, które już trochę znają moje poglądy i życzliwie mi ten brak skarpet u Adaśka wypominają lub są zdziwione, jeśli na jedno z 50 zdjęć pojawi się takie, gdzie mój syn ma cokolwiek na stopie. Tak, Adasio też śmiga bez butów, bez skarpet, śmiga na bosaka z gołymi nogami. Nie choruje, z wyjątkiem jednego wirusa przywleczonego przez Kosmyka z przedszkola. Przestał po kilku niekontrolowanych ucieczkach z domu, w samym pampersie, po mokrej trawie do ukochanego psa, do kota, czy na podwieczorek z ziemi, po prostu przestał chorować.

CHODZENIE BOSO – NAJWIĘKSZA KORZYŚĆ

I teraz tak – wyobraź sobie małą dziecięcą stópkę, calutką utkaną z nerwów dopiero doświadczających  po raz pierwszy różnych bodźców. Szorstki dywanik, miękki, ciepły piasek, rosa na trawie, twarda szyszka, delikatnie drapiący chodnik przed domem. Przecież to jest orgazm wrażeń, eksplozja doświadczeń, doskonała uczta bodźców, które ni mniej, ni więcej robią dobrze całemu układowi nerwowemu twojego dziecka. W innym miejscu płaciłabyś za taką terapię grube pieniądze, a tak – wystarczy, że zdejmiesz skiery i możesz zafundować ją swojemu dziecku  Z A  D A R M O.

CO JESZCZE DAJE CHODZENIE NA BOSAKA?

Przede wszystkim – uważność. Coś, na co rzadko zwracamy uwagę [sic!]. Nauczenie dziecka uważności to moim zdaniem najtrudniejsza sztuka. Dziecko, biegając boso na trawie musi u w a ż a ć. Nie ma wyjścia. Żeby nie stanąć na czymś zbyt twardym, żeby nie stanąć na czymś obrzydliwie śliskim, żeby się nie skaleczyć. To potem zaprocentuje, bo uczy dziecko zwracania uwagi na rzeczy, których rodzic nie usunie mu sprzed nosa. Do tego kształtujemy nasz bardzo ważny zmysł – zmysł dotyku. Jedną z ulubionych zabaw Kosmyka gdzieś w wieku 3-4 lat było rozpoznawanie, co ma pod stopą. Świetne ćwiczenie!

 

Do tego – wrażliwość. Nie można być bliżej natury, niż stojąc wśród niej i czując ją każdym nerwem swojego ciała, w tym wypadku – stopy. Obcując z przyrodą, stajemy się bardziej empatyczni, wrażliwsi, czujemy się z nią niejako związani.

 

Przy tym – wspomniany już relaks. To naprawdę odprężające, tak przejść się po ciepłym piasku, czy zanurzyć brudne od ziemi stopy w chłodnych wodach jeziora.

 

No i masaż! Jedną z moich ulubionych letnich czynności jest wieczorne podlewanie ogrodu. Gołymi stopami ugniatam trawnik i drobne kamyki, a zimna woda raz na jakiś czas chłodzi mi stopy. Potem biegnę opłukać je pod prysznicem, zakładam ciepłe skarpety i… nie może być lepiej. Cudowne uczucie.

 

A na koniec – moje ulubione – hartowanie. Tak jak pisałam: w momencie, w którym odeszły mrozy, a ja puściłam Adaśka bez skarpet po podwórku, skończył się problem wiecznego kataru, kaszlu i złego humoru. Adasio się zahartował i mimo że praktycznie całą zimę drzemał 40 minut lub nawet godzinę na dworze, nic mu nie dało tej odporności, jak właśnie kontakt bosej stopy z ziemią.

LUDZIE CHODZĄ NA NOGACH, A NIE W BUTACH

Taką krótką sentencją, chciałabym podsumować ten tekst. Bo wiesz, znając realia życia przed dwudziestoma czy trzydziestoma laty, wiem, że sama uczyłaś się chodzić bez butów. Buty, to był rarytas. I większość dzieci ich nie lubiła bo przeszkadzały im chodzić!

I teraz spójrz na stopy swojego dziecka – są doskonałe. 9 miesięcy przygotowywały się do tego, że będą chodzić. Nie miałaś w brzuchu butów, stopy ich nie potrzebowały, rozwijały się z myślą, że same poniosą ciężar ciała twojego malucha. One są zbudowane tak, żeby chodziły. Czemu im przeszkadzasz zbędnymi butami? To trochę tak, jakbyś nakładała na dziecko dodatkowe obciążenie, bo nie dość, że musi nauczyć się chodzić w ogóle, to jeszcze do tego – w butach! Jeśli kiedyś uczyłaś się chodzić na obcasach, to pewnie wiesz, o czym mówię.

 

No ale wróćmy do tych butów.

 

To nie tak, że ja bojkotuję buty i non stop śmigamy na bosych stopach. Kosmyk ma swoje ulubione Blazy [pisałam o nich tutaj, są świetne, bo podeszwa nie jest sztywna, a wyginająca się, czyli taka, jakie powinny mieć wszystkie buty dla dzieci] i swoje skóraki [tutaj]. Lubi też sandały z Zary [tutaj, wciąż je nosi] i granatowe sandały [też z Bobuxa], do przedszkola często śmiga w trampkach z H&M  „z okami”. Trochę tych butów jest, ale… moje dziecko samo decyduje, kiedy i które buty założy. Zupełnie się w to nie wcinam i liczę na to, że zdecyduje dobrze. Jeśli chce iść na spacer na bosaka, proszę go tylko, żeby spakował do wózka z Adasiem buty na założenie, jeśli napotkamy trudny teren. I tyle. Resztę czasu spędza na swoich własnych nogach i uczy się polegać wyłącznie na nich.

 

Boso, moi drodzy.  Uwolnijmy stopy naszych dzieci i nasze własne też. Zrzućmy papcie, kapcie, skarpety, niech czekają na lepszy moment. Pierwsze buty dziecka? Niech będą nimi ich własne stopy!

 

 

DSC_0632

 

DSC_0637

 

 

DSC_0642

 

DSC_0648

 

DSC_0665

 

pierwsze buty dziecka

 

DSC_0730

 

DSC_0737

 

pierwsze buty dziecka

 

DSC_0745

 

DSC_0748

 

DSC_0759

 

DSC_0783

 

DSC_0791

 

DSC_0840

 

DSC_0859

 

DSC_0864

 

DSC_0867

 

DSC_0870

 

pierwsze buty dziecka

 

pierwsze buty dziecka

 

pierwsze buty dziecka

 

 

Gadżety , Mama # , , , , ,
Podziel sie:     / / /
  • Ja uwielbiam chodzić boso mój syn też(poza tym lubi tez chodzić topless jak Anthony Z RHCP) i pozwalam mu chodzić boso
    Mam problem z teściami bo oni wiecznie ” włóż skarpety włóż mu kapcie Włóż czapkę ” itd Nawet do spania ich zdaniem powinien mieć skarpetki Mam teściowa uparta strasznie i nie dyskutuje z nią, a sama robię jak uważam

  • Chyba muszę podesłać ten wpis rodzinie, bo strasznie przeżywają, że moje dzieciaki latają po domu na boso, bez skarpetek i nie wiedzą co to kapcie (po przecież zmarzną i nogi sobie powykręcają). Na dwór wprawdzie chodzimy w butach, tylko w parku zdejmujemy jak córa ma ochotę.
    Ale najbardziej mnie zawsze śmieszyło gadanie, że już niemowlakowi trzeba zakładać buty bo jak się nie przyzwyczai to potem nie będzie chciał nosić.

  • Magdalena

    Mieszkamy w bloku i specjalnie tak się uwijaliśmy z remontem mieszkania, żeby zdążyć zanim Ola zacznie raczkować i łazić. No i się udało, mamy fajne, ciepłe panele i ogólnie myślę, że jest całkiem „dziecko-przyjaźnie” 🙂 I teraz jak przy każdej wizycie jednej czy drugiej babci słyszę „chodź Oleńko, musimy założyć skarpetki” (Oleńka 14 m-cy), to mnie cholera bierze. Nie da się wytłumaczyć, że NIE, NIE MUSICIE. Rodzice Oleńki zresztą też skarpet nie noszą. A jak już pojechawszy na daleką wieś do cioci, puściliśmy zachwycone dziecko boso na trawę i jedna ze wspomnianych wcześniej babć zaczęła jęczeć „ojej, załóżcie jej buty, przecież się przeziębi!” (25 st. C w cieniu) to dosłownie poczułam i zobaczyłam jak wychodzę z siebie i staję obok 🙁

    • Katarzyna Zubkowicz

      Jakbym gdzieś to już słyszała… Chyba wszystkie babcie tak mają:) :”Bo się przeziębi:” 🙂

  • Aleksandra Włodarczyk

    Moje dzieci (duże!) nigdy nie miały w domu kapci. Jedyne to te szkolno-przedszkolne. Jednak przed chodzeniem boso po trawie mam zawsze obawy, że nadepnie któryś na jakąś pszczołę, osę czy inne kąsające…A że mam alergika uczulonego na jady wszelkie, włącznie z komarami, to moje obawy tylko rosną każdego lata…Choć obywatel z radością po trawie na bosaka śmiga, mając matczyną troskę w nosie…;)

  • Moje dzieci też uwielbiają chodzić na bosaka, ale ostatnio teściowie zapytali mnie czemu oszczędzamy na skarpetkach 😉

    • Ugh, nie znoszę takich prztyczków 😀

      • to jeszcze podrzucę Ci dwa przypadki z tego samego źródła – mój ulubiony tekst o tym ‚dlaczego żałuję dziecku telewizji’ i zdziwienie, że nie uważam ptasiego mleczka za odpowiednie jedzenie dla 2-letniego dziecka 😉

  • Elka Szymańska

    Czy Pani ma wykształcenie w tym temacie? Po wpisie widzę, że nie ma Pani bladego pojęcia o tym zagadnieniu. W takich przypadkach polecam lepiej nic nie pisać niż szkodliwe głupoty!

    • Przekażę dr. Zawitkowskiemu, że cytuję we wpisie jego głupoty i że jego wiedza pani zdaniem jest szkodliwa.

      Co do moich doświadczeń – są moje i nie potrzebuję wykształcenia, żeby mieć doświadczenia 🙂

      • Elka Szymańska

        Być może źle Pani zinterpretowała to co powiedział na ten temat. Doświadczenia można mieć i trzeba własne. Ale jeśli Pani pisze, że zawsze i po każdym podłożu powinno się chodzić bez butów, albo, że wszystkie buty są złe, i buty rehabilitacyjne, które dla wielu osób są jedynym sposobem rehabilitacji stóp – są wg Pani nie do przyjęcia – a nawet męczą dziecko to jak to można potraktować. Bloger ma ogromną odpowiedzialność, ponieważ ludzie czytają to co pisze i sugerują się tym. Warto zasięgnąć opinii kilku specjalistów aby mieć pewność, że dobrze się zrozumiało esencję tematu. Lubię czytać Pani blog, ale musiałam zareagować, ponieważ nie zgadzam się z tym akurat. Pozdrawiam

        • Mam wrażenie, że to ty źle zinterpretowałaś, a raczej nadinterpretowałaś mój tekst. Nie wiem, w którym miejscu napisałam, że buty są złe? Może w tym miejscu, w którym piszę, że moje dziecko buty nosi? 🙂 Nie wiem, w którym miejscu pisałam o tym, że na każdym podłożu bez butów. Może w tym, że na spacer zawsze zabieramy ze sobą parę na założenie, bo na przykład po asfalcie źle się chodzi na bosaka? Wysoko sobie cenię moich czytelników i wiem, że zdają sobie sprawę, że dla dziecka chorego odpowiednie buty są wskazane. Wiem też, że czytając blog, wiedzą, gdzie mieszkam i że u nas dominują piaszczyste i trawiaste tereny, dlatego piszę, że MY chodzimy na bosaka po takich właśnie terenach i do chodzenia na bosaka po takich terenach zachęcam.

          Do tego: pisałam o zdrowym dziecku i zdrowym niemowlaku, który urodził się ze zdrowymi stopami. Specjaliści są w tym zgodni – nie ma potrzeby zdrowemu dziecku kupować rehabilitacyjnych, specjalnych butów. Nie zakłada się gipsu na zdrową nogę. A dlaczego nie poruszyłam tematu chorych dzieci? Bo się na rehabilitacji chorych nóg nie znam, więc odsyłam do FP Pawła Zawitkowskiego, który jednak coś tam wie o chorych kończynach.

          Rozumiem chęć, by każdy tekst wyczerpywał temat do szpiku kości i poruszał wszystkie wątki, żeby żadna, ale to żadna osoba nie poczuła się pominięta i obrażona, ale jest to niemożliwe. Piszę o kawałku rzeczywistości, a jeśli mogę, to odsyłam do autorytetów, bo ufam, że czytelnicy są naprawdę mądrzy i potrafią złapać podstawowe informacje 🙂

  • Ania

    niedługo też będę stała przed kwestią kupienia dziecku pierwszych butów i odciągam ten moment jak mogę, mam jednak obawy przed wybraniem się z synkiem np do lasu bez butów, bo np. kleszcze… nie boi się pani?

    • Kleszcze nie wchodzą przez stopy 🙂 W butach czy nie, jak będą chciały, to się przyczepią nogawki spodni prędzej niż stóp, do tego: ruszającej się stopy ciężej się utrzymać, a struktura buta ułatwia utrzymanie. To żadna teoria, moje dzieci lubią chodzić bez butów, ale logicznie staram się myśleć 🙂

      • Ania

        Faktycznie w stopę nie ugryzą. Nie bardzo znam się na anatomii ale miałam na myśli nie „podbicie stopy”, tylko jej górną część – śródstopie. Sama znalazłam na swoim śródstopiu kleszcza po wizycie w lesie. Miałam na sobie sandały. Jestem po świeżej lekturze materiałów dr. Ozimka na temat kleszczy i chorób odkleszczowych, stąd moje obawy.

Facebook
Archiwa